PODRÓŻE

NAMIOT

Dzwoni mój brat i mówi, że jedzie kupić namiot i czy go rozkładać u rodziców w ogródku? Takie spontany, to ja chętnie, zwłaszcza, że w namiocie ostatni raz spałam w 2009 roku, a moje dzieci, to jeszcze nigdy. Lato się kończy, trzeba korzystać z ostatnich podrygów ciepłej pogody. Wiadomo, że czeka nas przecież pół roku padaki i ciemności. Poza tym, będąc w duszy podróżnikami, od jakiegoś czasu rozważaliśmy podróż z namiotem i byliśmy ciekawi z Najukochańszym Małżonkiem, czy nasze dzieci w ogóle nadają się do takich rozrywek. Pamiętam, że jako dziecko nie przepadałam za spaniem w namiocie, bo zawsze było mi zimno i bałam się, że coś mnie zeżre. Nigdy nie wiadomo, czy taka niechęć nie pójdzie dalej w genach, więc warto się upewnić w kontrolowanych warunkach. I chyba już wiem, co jest kluczem do sukcesu – wystarczy NIE STRASZYĆ dzieci. Geniusz co? Te wszystkie strasznie historie opowiadane przy świetle…

WYDMY I PUSTE PLAŻE – nasza krótka wyprawa nad morze

Wydaje Ci się, że wiesz coś tam o Bałtyku, bo przecież masz pół godzinki do plaży tramwajem, wiesz o ile metrów molo w Sopocie, jest dłuższe od Gdańskiego i niejedną szantę słyszałaś w życiu. A potem stoisz z rozdziawioną gębą na pustej plaży w rezerwacie i zastanawiasz się, jakim cudem to jest to samo morze, które oglądałaś od małego. Kiedy powiedziałam mojemu mężowi, że jedziemy do Łeby, zapytał, czy za mało mam Bałtyku w sezonie na co dzień. Coś mi mówiło, że tam sezon może wyglądać nieco inaczej. Marzyły mi się puste plaże. Łeba wyszła przypadkiem. Okazała się być najbardziej gościnna dla siedmiu osób, w środku sezonu, na trzy noce. Spróbujcie znaleźć taki nocleg. Nikt nas nie chciał. No i blisko stamtąd na wydmy. A ja chciałam na wydmy. Samo miasto, zgodnie z przewidywaniami, było dramatycznie pełne turystów, ale nawet plaża, choć na nią dojechaliśmy dopiero o 17, była dużo…

PIERWSZA WYCIECZKA ALI i moje matczyne paranoje

Przedszkole Psotek jedzie na wycieczkę. I kiedy mówię „przedszkole”, mam na myśli CAŁE przedszkole. Wszystkie grupy. Cały personel. Każdy jeden przedszkolaczek. Alicja pierwszy raz jedzie na wycieczkę bez rodziców. Nie muszę Wam pewnie pisać, że jestem przerażona i najchętniej bym jej nie puściła, ale jak mogłabym jej to zrobić, skoro jadą WSZYSCY. Powiedzieć, że dzieci są podjarane to mało – emocje u nas, jak przed Bożym Narodzeniem, bo jadą do gospodarstwa agroturystycznego i tam będą ZWIERZĄTKA. Alicja pakuje się od poniedziałku. Dodam na marginesie, chociaż zabrzmię, jak rodzicielski fail, że mnie czasami przerastają wycieczki z Psotkami na drugi koniec miasta, więc żywię lekkie obawy. Głównie chodzi o humorki panny Ali właśnie. Niewiele jej trzeba, żeby zrobić szopkę – wystarczy, że jest głodna, albo zmęczona, albo, że pada deszcz i ciśnienie nie sprzyja, albo, że ktoś krzywo na nią spojrzy i nawet najprzyjemniejsza wycieczka kończy się rykiem i tarzaniem po ziemi.…

DHAKA – DRUGA STRONA MEDALU

Wszystko zależy od skali porównawczej. Ktoś, kto zarabia w funtach, nie pojmie, jak jestem w stanie się utrzymać, zarabiając średnią krajową w polskich złotych. Dla mnie oburzające są kwoty, za które szwaczka w fabryce w Bangladeszu musi wyżywić rodzinę. Dla kogoś, kto żyje na ulicy, zarówno ona, jak i ja jesteśmy bogaczkami. Mam w sobie dużo wdzięczności za wszystkie dobrodziejstwa, które zsyła na mnie los. Jestem wdzięczna za zdrowe, wspaniałe córeczki, za mojego wspierającego wspaniałego męża, za dach nad głową, za pracę, która daje mi satysfakcje i niezależność, za to, że mam mieszkanie. Wydawało mi się, że jestem pełna pokory. Jest jednak cała masa rzeczy, które na co dzień przyjmuję za pewnik, bo ich istnienie jest dla mnie tak oczywiste, jak to że oddycham powietrzem. Ciepła woda w kranie, prąd w lodówce, BA! LODÓWKA!, PRALKA! – skoro już o tym mowa (zmywarka już mniej, bo się rozkraczyła ostatnio, więc bywam…

POCZTÓWKI Z BANGLADESZU – KOLOROWA DHAKA

Postanowiłam zrobić dwa wpisy o podróży do Bangladeszu. Nie da się wszystkiego zawrzeć w jednym wpisie. Dhaka w pierwszym odruchu mnie oczarowała i chciałabym, żebyście również zobaczyli, jaka jest piękna. Ale rzeczywistość tam jest inna niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Drugi wpis będzie zatem o drugim obliczu Dhaki.Mężczyźni w Bangladeszu są specyficzni. Widać, że lubią dobrze wyglądać. Chociaż modowo królują późne lata 90te. Na ulicach widać jedynie mężczyzn, kobiety to rzadki widok. Bardzo często mijałyśmy mężczyzn trzymających się za ręce, ale nie miałyśmy okazji ani śmiałości, żeby zapytać czy chodzi o przyjaźń, czy kochanie. Zachwycające są Bangladeskie kobiety. Są czyściutkie, zadbane i kolorowe. Niestety nie widać ich na ulicach. Siedzą w domach z dziećmi, albo pracują w fabrykach. Na zdjęciu powyżej właśnie wychodzą na przerwę obiadową z jednej z fabryk, osobnym wyjściem dla kobiet. Tłumaczono nam, że kobiety traktuje się tam inaczej, ze względu na szacunek jakim się je…

LONDON TRIP 2018

Podróż z dziećmi, nieważne dokąd i na jak długo, trochę przypomina rosyjską ruletkę. Przynajmniej w naszym przypadku. Chodziłam zestresowana przez dwa tygodnie przed wyjazdem, aż w końcu mój mąż zauważył mądrze, że moje martwienie się na zapas nic nie zmieni i jeśli coś ma się wydarzyć i tak tego nie przewidzę. Pomogło, chociaż wspomnienie naszych pechowych włoskich wakacji było w mojej pamięci nadal dość świeże, więc sami rozumiecie mój niepokój… Londyn noszę w sercu. W Londynie zaczęło się moje samodzielne, dorosłe życie. Niby mieszkałam tam tylko cztery lata, ale to były cztery lata, które zmieniły wszystko w moim życiu. Chodząc po londyńskich ulicach, czuje ten sam sentyment, który czuję wchodząc do mojego starego liceum, czy podstawówki. Nawet , kiedy siedzę w moim mieszkaniu w Gdańsku, kiedy słyszę w nocy odgłos ciągniętej po chodniku walizki, zawsze cofam się w czasie na londyńskie ulice. Londyn zawsze już będzie troszkę moim domem. Od…

Vernazza

‚Hej Aga! Weź w końcu napisz coś jeszcze o tej waszej wycieczce, bo czekamy w napięciu, żeby zobaczyć, co tam jeszcze widzieliście.’ Spoko, loko, już nadrabiam, bo jest niedziela i miło poudawać, że jeszcze lato się nie skończyło, skoro na dworze świeci słonko. Bo u mnie świeci. Gorzej, jeżeli człowiek da się zwieść tym złocistym promieniom i wyjdzie bez kurtki, szala i czapki, wtedy szybko się orientuje, że lato, to tylko odległe wspomnienie z przed dwóch tygodni. Wspomniałam Wam w poprzednim poście, że przez Cinque Terre przewinęła się w trakcie naszej wizyty przynajmniej połowa populacji USA. Szacuję na oko, bo w pewnym momencie już pierwszego dni przestałam ich liczyć. Pomijając ujmującą urodę wszystkich pięciu miasteczek, bo one są po prostu śliczne – kolorowe, słoneczne, z drzewami uginającymi się pod ciężarem kiwi, cytryn, czy innych granatów i  malowniczo powiewającym praniem suszącym się w oknach – więc pomijając to wszystko, to naprawdę…

Levanto, rzut beretem od Cinque Terre

Mieliśmy parę lat temu z Najukochańszym Małżonkiem taką szaloną przygodę, że pojechaliśmy sobie na wakacje do Włoch. Do było za czasów przed smartfonami, więc w innej epoce. Pojechaliśmy bez bookowania noclegów, bez nawigacji, bez planu podróży. Tylko my, atlas drogowy Europy, namiot i pożyczone od mojej mamy Clio. Totalne yolo! Znajomy polecił nam kilka fajnych miejsc do odwiedzenia we Włoszech i sprawdzaliśmy tylko na mapie, które z nich mamy po drodze, bo plan był taki, że objedziemy cały but. Mieliśmy kilka tygodni i nie mieliśmy wtedy dzieci. To były wakacje życia. W tym roku, w końcu wszystkie nasze dzieci są odpieluchowane i na tyle duże i łatwe w obsłudze, że postanowiliśmy pojechać na rodzinne wakacje. No wiecie, żeby trochę wygrzać się w słoneczku, skoro całe lato nad Bałtykiem lało. Ja wiem, że może frajerzy z nas, że nie wybraliśmy się na rodzinne wakacje wcześniej. Pewnie, że można jeździć z mniejszymi…

W LESIE

Zderzyłam się w tym tygodniu boleśnie z rzeczywistością. Było to w czwartek. W czwartek skończył się mianowicie mój urlop. Kończenie urlopu w środku tygodnia jest podwójnie bolesne. Że nie wspomnę o deszczu. Mieliśmy w tym roku czerwcopad, kiedy wszyscy mieli nadzieję na słoneczny lipiec. Teraz trwa lipcopad i już wiemy, że jesteśmy bandą frajerów. Wy ludzie południa, nie macie pojęcia o czym ja mówię, a chodzi mi o to, że wiosenne zimno zdało się zamienić u nas na północy Polski w strugi deszczu, to było gdzieś w maju, zaraz po tym, jak po raz ostatni spadł śnieg. Przypuszczalnie taki stan rzeczy utrzyma się do listopada. Nie ma już nadziei. Chociaż na dworze świeci w tej chwili słońce, więc może weekend nie będzie do końca stracony. Tęsknimy tu bardzo za witaminą D. Zostawiam Was ze zdjęciami z naszego wypadu do lasu. Uważam, że jestem bardzo sprytna, bo znalazłam nam miejscówkę pół…

Navigate