MAMA

CZY WARTO KARAĆ DZIECI? I dlaczego myślę, że nie.

Zaliczyliśmy całe mnóstwo wpadek przy wychowaniu Lili. Pierwsze dziecko jest trochę królikiem doświadczalnym, niestety. Zanim się faktycznie nie ma dzieci, ma się jakieś tam przekonania i teorie odnośnie tego, jak by się chciało je wychowywać. Ale dopiero ten mały człowiek weryfikuje, które z tych teorii były do chrzanu, a które totalnie bzdurne. Jednego byliśmy pewni zawsze, kiedy rozmawialiśmy z Małżonkiem o wychowywaniu. Wiedzieliśmy, że nie chcemy bić naszych dzieci. Mamy w domu zasadę, że nie bije się ludzi, których się kocha. Nasze dzieci mocno się starają jej przestrzegać, ale regularnie zdarzają im się bójki. Mimo to, wierzę, że coś im zostanie w głowie z tych nauk. Może kiedyś zatrybi. Jak wiarygodni bylibyśmy wymierzając im za karę klapsy? Jak myślicie, że jesteśmy jacyś święci, czy mega cierpliwi, to muszę sprostować. Dzieci dzień w dzień testują naszą cierpliwość. Czasami aż ręka świerzbi. Ale jesteśmy dorośli, do licha, jak mamy wymagać opanowania od…

O TYM, CO ZGUBIONE

Ala budzi mnie w środku nocy, bo nie może znaleźć butelki dla swojego dzidziusia. Patrzę na zegar – trzecia. No, to chociaż jeszcze trochę snu zostało do rana. Przetrząsam pościel w ciemności – Nie ma, Ala, śpij proszę, poszukamy rano – Ala zaczyna płakać, więc wkładam rękę za łóżko, w geście ostatniej szansy – może tam… JEST. Ala zasypia ściskając swojego dzidziusia i jego mleczko. Misja zakończona sukcesem. Gdzie jest Lili strój na taniec / jakieś majtki dla Ali / szczotka do włosów / you name it , wiadomości tej treści regularnie przychodzą od mojego męża, kiedy jestem w pracy. Jest takie powiedzenie, że nic nie jest prawdziwe zgubione, jeśli nie szukała tego mama. Jakież to mocno życiowe powiedzenie. Trudno mnie nazwać ogarniętą, ale jak babcię kocham, moja rodzina wierzy, że znam położenie wszystkich przedmiotów w naszym domu. Czyżby macierzyństwo wyostrzało nam matkom zmysły, albo pamięć fotograficzną. Mój mąż twierdzi,…

10 drobnych przyjemności, które zrozumie tylko matka

Od kiedy zostałam matką, stałam się wzorem cnót. Przynajmniej wtedy, kiedy dzieci patrzą. Świecę zatem przykładem, niosę kaganek oświaty, odejmuję sobie od ust, by zadowolić dzieci, walczę z zarazkami, pilnuję porządku, doglądam. Gdybyście znali mnie za młodu, pewnie byście robili zakłady o to, czy raczej własne dziecko niechcący zepsuję, czy może zgubię. Jestem raczej typem gapy. I to takiej mocno nieogarniętej. Ale, chwalić Boga, sześć lat minęło i okazuje się, że jestem w matkowaniu całkiem dobra. Dzieci całe i zdrowe. Przynajmniej bardzo staram się być dobra w matkowaniu, bo to wcale nie jest takie proste. Nie dość, że jurorki surowe, to jeszcze wszelcy postronni wtrącają się na każdym kroku. Wiemy, jak jest. Ja tu nie o tym. Zmierzam do tego, że wszystkie matki mają tak, że chcą być po prostu dobrymi mamami. Mamy misję. Musimy wychować porządne istoty ludzkie. A to nie jest takie hop-siup, presja razy milion. Całe szczęście,…

TROCHĘ O PRZYJAŹNI, bo mam szczęście do ludzi

Od czasu do czasu nachodzi mnie myśl, że fajnie by było poznać nowych przyjaciół. Tak, jak to się robiło w liceum, czy na studiach, kiedy było się jeszcze istotą ufną, bez bagażu doświadczeń i uprzedzeń. Mam tylko jeden problem – z zasady nie lubię ludzi. Albo inaczej. Z zasady kocham ludzi, ale kiedy poznaję nowe osoby, to rzadko zdarza się, że iskrzy. Kumacie? Dla przykładu: jestem w towarzystwie, rzucam żartem i tylko jedna osoba na dwadzieścia, rozumie, że to w ogóle był żart i śmieje się ze mną. Prawda, że z lekka krępujące? Jedna moja znajoma mówiła na to : mieć z kimś przelot. Niestety moje żarty rozumie garstka wybrańców, reszta uważa, że jestem kopnięta. W związku z powyższym, stronię od ludzi. A im jestem starsza, tym stronię bardziej. Całkiem możliwe, że nie jestem sympatyczna. Czasem nie rozpoznaję twarzy, więc nie mówię ludziom „cześć”. Czasem się zamyślam i nie mówię…

ZĘBOWA WRÓŻKA I SCHYŁEK JEJ SŁAWY

Niektóre tematy w domu pełnym dzieci zawsze są na czasie. Tak – kiedy dzieci jest dwoje, dom jest ich pełen – żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. Na ten przykład, temat wypadających zębów dostarcza nam emocji od zeszłej jesieni. Lila straciła wtedy dwa mleczaki. Ostatniego, kiedy byliśmy na wyjeździe u babci Wandzi. Okoliczności były dość dramatyczne, bo ząb, mimo, że czaił się za nim jego następca, za nic nie dawał się wyrwać. A ona musiała zrobić to sama! Któregoś popołudnia, po tłumaczeniach wszystkich członków rodziny, wśród okrzyków zagrzewających do walki i płaczu Liliany, ząb został wyrwany przed lustrem. Po czym wpadł prosto za listwę przypodłogową (udało się go wyciągnąć – luz), czym przyprawił nas wszystkich o palpitacje, no bo przecież zębowa wróżka czekała na niego od tygodni. Biznes is biznes. Przy okazji pierwszego zęba, wróżka zostawiła pod poduszką tylko złotówkę, bo, no cóż, nie miała innych drobnych. A wiadomo, że za zęby…

JAKAŚ NIENORMALNA

Minęło kilka dni w domu z dziećmi. W końcu w domu i w końcu z nimi. Towar deficytowy. Luksus od którego łatwo odwyknąć w ciągu tygodnia wypełnionego dorosłymi ludźmi i kawą przed monitorem komputera. Łatwo odwyknąć, bo dorośli słuchają, co do nich mówisz, chodzą, a nie biegają, sprzątają po sobie i zasadniczo odzywają się, tylko kiedy czegoś konkretnego chcą. Czasem mam wrażenie, że jestem rodzicem z doskoku. Brakowało mi dorosłych, kiedy byłam w domu, a teraz chciałabym mieć dawną cierpliwość i żyć tamtym trybem. Bo do szaleństwa życia z dziećmi również łatwo przywyknąć. Poszłam do pracy, kiedy Lila miała 2 i pół roku. Poszłam i zaraz wróciłam, bo zaszłam w drugą ciążę i w zasadzie przepracowałam 3miesiące. Niedługo potem Lila poszła do przedszkola. Wiem, ile przez te trzy lata razem, dostała ode mnie czasu i wiem ile z siebie wkładałam w proces jej wychowania. Mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Razem…

tik-tak tik-tak

Na 24-te urodziny dostałam od mojego obecnego męża, a wtedy jeszcze chłopaka, 24 życzenia. Przez cały dzień miał spełniać wszystkie moje zachciewajki. Co jemy, gdzie idziemy, co będziemy robić. Na moje życzenie dał się zaciągnąć na salsę i na moje życzenie cały wieczór się uśmiechał. Szczerze uśmiechał. To były bardzo dobre urodziny, a nawet nie udało mi się wszystkich życzeń wykorzystać. Lubię je wspominać. Dzisiaj znowu są moje urodziny i z przerażeniem stwierdziłam, że tamten dzień miał miejsce równo dziesięć lat temu. Pamiętam go, jakby to było rok temu, a po drodze zdążyło się przydarzyć milion rzeczy, które w zasadzie, mimo swojej wagi, zlewają się nieco za bardzo w zwykłą codzienność. Nie mam pojęcia, jakim cudem te 10 ostatnich lat zleciało tak szybko. Trochę się boję, że obudzę się któregoś dnia za pół roku i będę czterdziestolatką, bo mam wrażenie, że w takim tempie płynie moja rzeczywistość. Pamiętam jak bardzo…

40 DNI

Scenka z życia codziennego. Niby banał, a pozwoliłam mu zniweczyć kilkutygodniowy wysiłek. No więc, jesteśmy w piekarni, kupuję pieczywo, a Lila prosi panią o ciasteczka w kształcie misia: „Jedno dla mnie, a drugie dla mojej siostry”. Pani się wzruszyła, więc Lila i Ala dostały jeszcze po ciasteczku od firmy, ja popłynęłam na tej fali i poprosiłam jeszcze ciasteczka korzenne (będą do kawki – pomyślałam sobie). Sielanka trwa, jedziemy, dzieci chrupią ciasteczka. Ala po obgryzieniu misiowi oblanych czekoladą kończyn i uszu, znudziła się, więc rzuciła komendę: „mama, da!” i wetknęła mi to co zostało z misiowego korpusu do ust. Zero refleksji – zjadłam, co dali. Idziemy dalej, posmak misia nie dawał mi jednak spokoju, więc pomyślałam, że przegryzę korzenne ciacho I WTEDY DO MNIE DOTARŁO – przecież ja nie jem słodyczy. Mój post wziął i się rypnął. No debil. Bezmyślna maszyna do utylizacji resztek po dzieciach. Macie jakieś uzależnienia? Nie mówię,…

ROK Z APARATEM

obrazek – Pinterest – Ciociu, a co Ty masz na zębach? – pyta mnie Ina. – Aparat. – odpowiadam zgodnie z prawdą. – A jaki? -dopytuje. – Taki, do robienia zdjęć. Uśmiech! Wspominałam Wam kiedyś, przy okazji postanowień noworocznych, że zamierzam założyć aparat ortodontyczny. To było coś, do czego przez lata dojrzewałam i czego przez lata unikałam, szukając alternatywy, mimo, że w moim przypadku nie była to jedynie potrzeba estetyczna. W końcu, po rozmowach z kilkoma stomatologami, po zebraniu funduszy i przekonaniu samej siebie, że muszę to zrobić, przekułam zamiar w czyn i niedawno minął rok, od kiedy jestem użytkowniczką tego ustrojstwa. Zacznijmy od tego, że od kiedy pamiętam, z pasją nienawidziłam swoich zębów. Wszelkie docinki i komentarze na ich temat brałam bardzo do siebie i wstyd, który mi towarzyszył, przez większość życia, do dzisiaj odbija się echem, kiedy mam uruchomić w sobie pokłady pewności siebie. Przez lata starałam się…

Navigate