GDAŃSK

SOBOTA NA DYNIOWEJ FARMIE

Przyznam się bez bicia, że łatwo mnie namówić do świętowania czegokolwiek. I ło matko, jak mi się podoba, jak Ci Amerykanie świętują październik. Halloween, to już wiadomka – u nas na chacie odbędzie się trzeci rok z rzędu. I już teraz robimy wstępny plan na haloweenową imprezę, ale Halloween to jeden wieczór, a październik jest długi i piękny i można jeszcze spędzać czas na powietrzu i w sumie już od września jarać się, że dynie owocują. Zupy robić, ciasta piec, rzeźbić w tym miąższu. No i komu by w sumie przyszło do głowy, żeby zrobić imprezę z kupy dyń wyłożonych na świeżym powietrzu. Tylko Amerykanom. Oni do wszystkiego podchodzą z szalonym entuzjazmem Świętego Mikołaja na prozaku. Zawsze mnie fascynował pomysł odwiedzania takiej farmy. W sensie nie bardzo rozumiałam przesłanki. Bo warzywniak w sumie pod blokiem, więc po co? No zdjęcia ładne w sumie, ale żeby zaraz za miasto po zdjęcie…

MORSKIE DZIEWCZYNY

Jesteśmy nadmorskim „plemieniem”. Mam podejrzenia, że nasze córki są trochę syrenami. Nie potrafią jeszcze pływać, ale morze przyciąga je, jak magnes. Najczęściej jeszcze w ubraniu. Szkoda im czasu na przebieranie. Mamy intymny związek z Bałtykiem. Jest niemalże członkiem naszej rodziny. Najbardziej lubimy spędzać z nim czas, kiedy plaża jest pusta i snują się po niej tylko lokalsi. Lubimy słyszeć, co morze do nas szumi. Lubimy chodzić nad morze w styczniu, kiedy plaża przy brzegu zamarza i lubimy brodzić w morskiej wodzie, kiedy w lipcu pada deszcz. W upały chłodzimy się w morzu. Morze jest dobre o każdej porze roku. Nie musi być nawet słonecznie. Mamy swoje rytuały. Kupujemy dwie gałki lodów i kawę z mlekiem dla mnie, po czym siadamy na plaży. Od kwietnia, do października. Konsumujemy i słuchamy morza. A potem, kiedy ręce są już wolne, dziewczyny zaczynają zabawę, a ja odpoczywam. Niezależnie od  tego, czy bawię się z…

PALCE LIZAĆ – BRESNO w Brzeźnie

Co jakiś czas ludzie mnie pytają „Ty, a w tym Brzeźnie, to gdzie można dobrze zjeść?” – że niby ja się rozbijam po knajpach. Nie rozbijam się, bo po pierwsze mam dwójkę dzieci, a po drugie na mieście lubię zjeść coś lepszego niż to, co mogę sobie zrobić w domu. To mocno ogranicza listę miejsc, w których chciałabym płacić za posiłek. O dobry lokal, niestety, najtrudniej nad samym morzem. Ale dobra, jesteście na molo w Brzeżnie i zgłodnieliście. Co teraz? Zazwyczaj doradzałam zabranie na drogę wałówy, albo opcjonalnie odwiedzenie NAS, jeżeli pytał ktoś znajomy. Brzeźno to niestety nie Sopot. Jeszcze. Owszem, znajdziecie dobre gofry (na rogu, przy wejściu z parkingu na końcu Hallera) i dobrą kawę (TYLKO  w Przystanku Kawa – dygresja – o Matko, jak się zdenerwowałam! Ostatnio kupiłam sobie kubek cappuccino na wynos przy rzeczonych gofrach. No, bo nie chciało mi się dygać na drugi koniec plaży po…

POSIEDZIEĆ NA CZYSTEJ PLAŻY…

Mam taki zwyczaj, że zbieram na plaży śmieci (Trąci szaleństwem, wiem). Dzisiaj zrobiłam fotkę tego, co zebraliśmy, idąc w prostej linii od wody, do wejścia na plażę. W prostej linii ludzie! Mam po dziurki w nosie narzekania na zaśmiecone plaże i czekania, aż ktoś zacznie je sprzątać. Zaczęłam od siebie. I chociaż działam na małą skalę i nie posprzątam całej plaży sama, to mam nadzieję, że daję moim dzieciom dobry przykład. Znacie to na pewno z autopsji: próbujecie nakłonić dziatwę do sprzątnięcia bałaganu w pokoju, a dzieci uparcie twierdza, że to nie ich bałagan. Dorośli mają podobnie. Też mi się, kiedyś wydawało, że nie moje małpy, nie mój cyrk. Czemu niby mam sprzątać po Januszach, co zostawili ten syf. Ale chyba już doszłam do rozumności. Chyba jestem tym jednym dzieckiem, które jednak zaczyna sprzątać pierwsze w imię ogólnej korzyści. Nie jestem jakaś nienormalna, nie miotam się między Brzeźnem,a Jelitkowem z…

PIĘKNE LATO MAMY TEJ WIOSNY

Miniony weekend wycisnęłam, jak cytrynę, do ostatniej kropelki, a już nie mogę się doczekać następnego. Szaleństwo! Wszystko wina majówki! Od początku miesiąca wydaje mi się, że już jestem po rozdaniu świadectw i teraz to mogę się tylko bezkarnie byczyć. Truskawki w warzywniaku, lody na kolację, sandały wyciągnięte z szafy. To już nawet trudno nazwać wiosną! Aż mam ochotę zacząć się pakować na kolonie! A potem przypominam sobie, że mam trzydzieści pięć lat, męża i dwójkę dzieci i ostatni raz, to się byczyłam dziesięć lat temu. Ale nie tracę entuzjazmu i przebieram niecierpliwie nóżkami, gdyż następne wolne już pod koniec miesiąca. Poza tym chyba byliśmy wszyscy bardzo grzeczni w tym roku, bo takiego lata, czy wiosny, nie widzieliśmy w Trójmieście od lat! Rzucam garść zdjęć z mojego ogródka, z najpiękniejszym zachodem słońca jaki widziałam od dawna. W miniony weekend praktycznie mieszkałyśmy na plaży. A w sobotę, to miałam wrażenie, że przeniosłyśmy…

O TYM, CO ZGUBIONE

Ala budzi mnie w środku nocy, bo nie może znaleźć butelki dla swojego dzidziusia. Patrzę na zegar – trzecia. No, to chociaż jeszcze trochę snu zostało do rana. Przetrząsam pościel w ciemności – Nie ma, Ala, śpij proszę, poszukamy rano – Ala zaczyna płakać, więc wkładam rękę za łóżko, w geście ostatniej szansy – może tam… JEST. Ala zasypia ściskając swojego dzidziusia i jego mleczko. Misja zakończona sukcesem. Gdzie jest Lili strój na taniec / jakieś majtki dla Ali / szczotka do włosów / you name it , wiadomości tej treści regularnie przychodzą od mojego męża, kiedy jestem w pracy. Jest takie powiedzenie, że nic nie jest prawdziwe zgubione, jeśli nie szukała tego mama. Jakież to mocno życiowe powiedzenie. Trudno mnie nazwać ogarniętą, ale jak babcię kocham, moja rodzina wierzy, że znam położenie wszystkich przedmiotów w naszym domu. Czyżby macierzyństwo wyostrzało nam matkom zmysły, albo pamięć fotograficzną. Mój mąż twierdzi,…

NARRACJE 2017

Znacie Narracje? To taki festiwal artystyczny, organizowany co roku w listopadzie na ulicach Gdańska. Temat przewodni i konkretna lokalizacja zmieniają się co roku. Do tej pory udało mi się pójść tylko raz, nad czym szczerze boleję. Niestety, pozostając w zgodzie ze swoją naturą, wybieram raczej kocyk i herbatkę, niż listopadowe spacery, głównie dlatego, że impreza zaczyna się późno. Co roku obiecuję sobie, że pójdę i zabiorę rodzinę, ale spacery z dziećmi o zmroku, to jest coś, co trzeba dobrze przemyśleć i zaplanować. U mnie z planowaniem jest średnio i pewnie dlatego nam nie wychodzi. W tym roku zaliczyliśmy jednak pełen sukces. Głównie dlatego, że instalacje powstały w naszej okolicy, więc nawet, jeśli zaliczylibyśmy jakąś awarię w trakcie, do domu mielibyśmy rzut beretem. Spakowałam dziewczynki i razem z moim bratem i jego narzeczoną ruszyliśmyposzerzać horyzonty. Najlepsze jest to, że pomagali mi ogarnąć Psotki i gdyby nie oni, nie wiem, czy zobaczyłybyśmy…

ZAPOMNIANE ZDJĘCIA Z LATA

Za moim oknem pada śnieg. Nie zalewam! Jeszcze sobie nie rozpisałam, co miłego chciałabym zrobić tej jesieni, a tu już pierwszy śnieg. Matko… Zima nie tylko kierowców zaskakuje! Ja to mam taki refleks, że kiedy wszyscy będą malować pisanki, ja pewnie dopiero będę rozbierać choinkę. No dramat po prostu. I tak ze wszystkim. Najbardziej mnie śmieszy, jak ktoś mnie zagaduje „hej, ale fajnie, że masz czas jeszcze przy dzieciach pisać bloga”, ja wtedy wiem, że raczej nie zaglądają, bo jakby zaglądali częściej niż raz, to by przecież widzieli, że ja piszę dwa razy w miesiącu i to wyłącznie wtedy, jak zarwę nockę, a ja bardzo lubię spać, więc piszę rzadko i już by mnie tak chętnie nie klepali po pleckach, a raczej kręcili głową z dezaprobatą. Posty to ja często piszę w głowie w tramwaju, tylko one rzadko trafiają w miejsce przeznaczenia. Przedzierałam się ostatnio przez fotki z minionego lata…

MECZ

Ta historia ma swój początek nie tak dawno, dawno temu. W krainie Bursztynowego Stadionu. W dniu, w którym moja pierworodna córka, oglądając Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej z moim, nawiasem mówiąc, mężem, stwierdziła, że ona „tak bardzo chce iść na mecz”. Wtedy właśnie się zaczęła. Najukochańszy Małżonek wyszkolił Lilę bardzo dobrze. Okrzyk „POLSKA!” z potrójnym przyklaskiem wychodził jej koncertowo. Wiedziała, którzy to nasi i czy są przy piłce. Poczuła klimat. Stała się kibicem. Ale mecze w telewizji pozostawiały niedosyt w jej dziecięcym serduszku i każdorazowo, natykając się na kolejny taki mecz, pytała, czy kiedyś moglibyśmy się wybrać na „prawdziwy”. Zabraliśmy ją, co prawda, na Stadion Lechii na Dzień Dziecka, ale po co komu stadion, na którym nikt nie gra? Temat wisiał zatem nad nami, jak smok Daenerys nad wojskami Lannisterów. Do czasu… Ja wam zawsze powtarzam, że marzenia się spełniają! A nam, to tak często, że aż trudno to zliczyć.…

Navigate