wychowanie

8 Posts Back Home

rola ojca

Ostatnio wszędzie natykam się na dyskusje i artykuły o roli ojca w wychowaniu dziecka. Wypowiadają się zarówno mężczyźni zaangażowani w temat rodzicielstwa, jak i tacy, którzy twierdzą, że zajmowanie się dzieckiem jest zajęciem z gruntu przeznaczonym dla kobiet z racji ich biologicznego wkładu w „proces produkcji”. Pomijam idiotyczne głosy tych, którzy twierdzą, że mężczyznom zajmowanie się dzieckiem w jakikolwiek sposób ujmuje męskości.. Usłyszałam w Trójce wypowiedź BlogOjca, który powiedział, bardzo fajnie zresztą, że martwi go, że ludzie uważają, że to niezwykłe, że jest takim zaangażowanym tatą, bo bycie zaangażowanym w wychowanie dziecka powinno być naturalne dla każdego rodzica. Wydaje mi się, że kobietom jest o tyle łatwiej pogodzić się z nową rolą, że kiedy rodzi się dziecko są od razu wrzucane na głeboką wodę. Dostajesz swoje nowonarodzone dziecko i zostajesz z nim całkiem sama w obcym miejscu, którym jest szpital (a to niemal polowe warunki!), obolała, przestraszona i MUSISZ ogarnąć…

matka rozlicza Disney’a

Nie pamiętam, żebyśmy z rodzicami rodzinnie oglądali bajki. Nikt specjalnie nie monitorował też, co oglądamy. Pamiętam, że nie wolno nam było oglądać „scen rozbieranych”, ale za to krew mogła lać się z ekranu strumieniami i nikt jakoś nie robił z tego dramatu. Zaznaczam, że wszyscy troje wyrośliśmy na normalnych ludzi. Telewizja nie była za naszych dziecięcych czasów postrzegana, jako zagrożenie, a wszystko, co animowane, przyjmowano jako treści stworzone z myślą o dzieciach. Teraz puszczanie bajek przymomina nieco nawigację po polu minowym. Trzeba się w miarę orientować, żeby nie karmić dziecka kreskówkową sieczką. Do rzeczy. Na okres mojego dzieciństwa przypada czas najlepszych bajek Disneya, Mała syrenka, Alladyn, Piękna i Bestia, Pocahontas. No dobra może z perspektywy czasu nie są najlepsze, ale każdy z nich był najlepszym filmem animowanym swoich czasów. No i nie mogłam się doczekać, kiedy będę je wszystkie oglądać ze swoimi dziećmi, obserwując ich reakcje. Jako, że jesteśmy uwięzieni…

pierwsze dziecięce uzależnienie

To będzie mój coming out. Taki wstydliwy fakt o mnie, do którego normalnie przyznałabym się, grając w jakąś pijacką grę typu „prawda, albo wyzwanie”, albo coś podobnego. W pijackie gry nie grywam od dość dawna, ludzi widuję niewielu i do tego wciąż tych samych, którzy z resztą wszystko już o mnie wiedzą, gdzie indziej zatem mogłabym zrobić sobie siarę, jak nie tu. Na własnym blogu. No więc, trzymajcie sie foteli, to będzie spory szok, ekhm, ekhm… Byłam uzależniona od smoczka. O ile mnie pamięć nie myli, do około 4roku życia. A nie mówiłam? Szok, co nie? Uff, co za ulga móc zrzucić to z siebie. stąd Które z Was, chłopcy i dziewczęta, pamięta, jak próbowano ich smoczka oduczyć, łapka w górę? Jestem trochę do przodu, bo ja niestety pamiętam, w przeciwnym razie ten tekst w ogóle by nie powstał. Mam kilka dość wczesnych wspomnień, na które składają się obrazy i…

przekichane, czyli wyższa forma multitasking’u

Jeżeli ktoś wie co to multitasking, to na stówę ma więcej niż jedno dziecko. Umierałam ze śmiechu, kiedy w zeszłym tygodniu przyszła do mnie Lila, kiedy akurat zmieniałam pieluszkę Ali i poprosiła o wytarcie pupy. Załatwić sama się potrafi i choć parę razy robiła podejścia do podtarć, to w końcu zrozumiała, że nie warto, po tym jak zaliczyła gówniany dramat. No więc stałam przy tym przewijaku, podcierając dwie pupy na raz i dotarło do mnie, że tak już będzie wyglądało moje życie do samego końca. I wcale nie mam nic złego na myśli. Zawsze zależało mi na tym, żeby być w pełni zaangażowaną w to całe macierzyństwo, ale Ala już na strarcie dostaje o połowę mniej uwagi. Chcąc nie chcąc. W tym tygodniu wycierałam nos starszej, młodszą jednocześnie „wysysając” Fridą. Do tego ..” mamo, chodź!” .. dochodzi jeszcze ..” mamo chodź!.. wołanie Lilki ..”mamo, chodź!”.. przerywające każdą zaczętą „mamo, chodź!”..…

pierwsza wizyta u dentysty

Pamiętasz swoja pierwszą? Ja swojej nie zapomnę nigdy. Miałam wyrywaną szóstkę. Nie wiem za co…Chyba niegrzeczna musiałam być. Wiem natomiast, że Pani dentystka długo z nią walczyła. I ze mną. Rwała bez znieczulenia i mocno się zdziwiła, kiedy skończyła, bo ząb miał korzeń, a przecież mleczaki nie mają. Miałam wtedy 6 lat. Ból był straszny i tylko z nim kojarzyła mi się wizyta u dentysty. Każdego. Traumę przezwyciężyłam dopiero jako 20 latka. Obraz mojego uzębienia jest zresztą dowodem na to, że unikałam stomatologa, jak mogłam. źródło Może dlatego od pierwszego zęba staram się pilnować tego, co się dzieje w ustach mojego dziecka. Długo zbierałam się, żeby pójść na pierwszą kontrolę z Lilą, bo chciałam mieć pewność, że jest na to gotowa i rozumie gdzie i po co idziemy. Nie lubię rozpisek, które mówią, co kiedy dziecko powinno. Dlatego uważam, że każdy rodzić powinien sam wybrać moment, w którym na taką…

nie karm mojego dziecka, czyli trzeba się dzielić

Na plac zabaw przychodzi dziewczynka, nazwijmy ją roboczo Julka. Julka zawsze je coś słodkiego i jedząc opowiada, co jej mama jeszcze ze słodyczy w torbie ma. I wszystko by było fajnie, niech sobie je, opowiada i ma nadwagę, tyle, że jej mama, z sobie tylko znanych powodów, każe córce obdzielać słodyczami inne dzieci. Ja rozumiem, że trzeba nauczyć dziecko kultury, i że trzeba się dzielić itd, ale aż mi się scyzoryk w kieszeni otwiera, jak Lilka drugi raz w ciągu godziny zabawy na placu, pobiega do mnie z jakimś lizakiem, mambą, czy innym śmieciem i pyta, czy może. Jak ja mam jej niby zabronić? Jak wszystkie dzieciaki jedzą? Zdarza mi się odmawiać, bo np zaraz idziemy na obiad, ale najczęściej jej po prostu pozwalam. Mama Julki nie jest przypadkiem odosobnionym i tak plac zamienia się w stołówkę. Gwiazdka co 20 minut, żryjcie cuksy na zdrowie! Ja się pytam, czemu, drogie…

telewizja to zło? czyli o zupie literkowej

Ponoć dzieci nie powinny oglądać telewizji, bo to hamuje u nich proces kreatywnego myślenia. Ponoć hamuje również naukę mówienia. Zrobił się z tego niemalże trend. Mam na myśli wychowanie bez telewizji. Propagują go zresztą moje ulubione blogi amerykańskie. O samych blogach innym razem, dziś o nieoglądaniu telewizji przez dzieci. Nigdy nie rozumiałam bowiem, czemu służyć ma taka asceza, ale dobra. Co rodzic, to inne teorie dotyczące wychowania. No bo czemu mam zabraniać dziecku czegoś, co sama uwielbiałam robić jako dziecko. Pamiętam, jak w niedzielne poranki budziłam się o 7, żeby móc obejrzeć „Piotrusia Pana”. Telewizor był w sypialni rodziców i dostałam parę razy opieprz za takie odwiedziny 🙂 Już Wam pisałam o tym, jak bardzo kocham spać. Kiedy byłam mała też kochałam i mimo tego, byłam zdolna do takich poświęceń dla ulubionego serialu. Bajki zarówno w formie pisanej, jak filmowej są przecież częścią dzieciństwa. Są tworzone z myślą o maluchach.…

smutne dzieci w czystych ubrankach

Nie znam się na wychowaniu dzieci. Niech stracę, powinniście przecież o tym wiedzieć. Nie skończyłam żadnych studiów w tym kierunku, działam więc z deko na czuja, jeżeli chodzi o wszelkie kwestie wychowawcze. Jak większość rodziców zresztą. Do tej pory nauczyłam się, jak „obsługiwać” dziecko do lat trzech i wiem, że następnym razem pójdzie lżej, bo już przetarłam ten szlak. Nie wiem natomiast jak wychowywać dziecko powyżej lat trzech, ponieważ jeszcze nigdy tego nie robiłam. Przyznaję się bez bicia – jestem zielona. Staram się jednak i jest to mój główny priorytet, żeby moje dziecko było szczęśliwe ( no, i jeszcze najedzone..). Trzymam się przy tym prostych zasad. Przede wszystkim traktuję moją córkę z takim samym szacunkiem, jak każdego innego człowieka, nie traktując jej jednak jak dorosłego, bo dziecko przecież ma prawo być dzieckiem i zachowywać się jak dziecko. Staram się w związku z tym zbytnio nie spinać przy okazji rozlanego soku,…

Navigate