wielkie plany

5 Posts Back Home

Mierz Wyżej – warsztaty Zrób to, no

W sobotę rano, nakarmiłam, napoiłam, ulepiłam kopytka na zaś, po czym porzuciłam przeziębione dzieci i pognałam do Olivia Business Centre. Bo ja też czasem mogę mieć wolne. Zwłaszcza, że to poniekąd była praca… ale tylko poniekąd. Matko! jaki cudny widok! Wcale się nie dziwię, że wybrałyście to miejsce. Naprawdę trudno byłoby znaleźć coś, co przebiłoby tą lokalizację. Cudne wnętrze, kwiaty, ciacha, prowadzący. Ekspres do kawy, który zbliżał ludzi. Miałam konkretne oczekiwania, jeżeli chodzi o te warsztaty, miałam nadzieję, że ktoś weźmie mnie za rączkę, powie mi, co mam ze sobą zrobić, który z pomysłów zrealizować, czy któryś w ogóle ma sens. Nic z tych rzeczy. Dostałam coś więcej. Dzięki Mierz Wyżej zrozumiałam, patrząc z dystansu na moje wczorajsze reakcje, że troluję samą siebie. Skupiam się na pierdołach i na tym, że być może coś zrobię źle. Każde zadanie – które zresztą miały formę zabawy – kwitowałam głośnym „nie uda się”,…

koniec macierzyńskiego. co dalej?

fot. Tekstualna Zabawna sprawa z tym urlopem macierzyńskim, czy też wychowawczym. Niby urlop, a człowiek nijak nie wypoczywa. Niby nie musi, a i tak wstaje o świcie. Ktoś policzył, że praca, którą wykonuje kobieta w domu, kosztowałaby 30 tysięcy funtów rocznie, przy założeniu, że zatrudniałoby się do tego ludzi. Wiecie, sprzątanie, prasowanie, gotowanie, opieka do dziecka, i te inne rzeczy, które robimy przy okazji. Pomijając oczywiste dysproporcje w wynagrodeniu – te liczby robią wrażenie. Ludzie patrzą na Ciebie jak na nieroba, kiedy mówisz, że nie wracasz do pracy po macierzyńskim? Ja Ci biję brawo! Patrz, ile hajsu w suchym! Do ręki tej kasy nie dostaniesz, ale ile zaoszczędzisz. A nie. Czekaj. Zapomnialam, że nawet kiedy wrócisz do pracy, w domu będziesz musiała ogarniać drugi etat. Za frajer! Żarty na bok! Myślę o ścieżkach rozwoju kariery własnej. Nadszedł dla mnie właściwy moment. Był czas, kiedy czułam, że jeśli zaangażuję się w…

marzenia się spełniają

Właściwie mogłabym już dziś zrobić podsumowanie postanowień noworocznych. Trudno by je nawet nazwać postanowieniami. To były bardziej moje marzenia. A wiadomo, że jeśli chcemy, żeby nasze życzenia się spełniły, nie powinniśmy ich ujawniać. Chyba, że już po ich spełnieniu. Co czynię dziś. Na ten rok miałam w zasadzie tylko dwa marzenia. Chciałam zmiany, chciałam, żeby coś się u nas ruszyło. Sytuacja zaczęła być zbyt wygodna. Miałam ochotę na zmianę poziomu trudności. Obydwa postanowienia spełniły się śmiesznym zbiegiem okolczności już w styczniu. Pierwszym było znalezienie pracy, o czym zdążyliście się już trochę nasłuchać. Nie ważne co, byle szybko – było hasłem przewodnim moich poszukiwań. Jeśli natomiast nie udałoby mi się znaleźć żadnej pracy, miałam nadzieję na spełnienie drugiego marzenia, którym było… zajście w drugą ciążę. Do tego marzenia podejść było już kilka, ale tym razem postanowiłam wziąć się do sprawy na poważnie. Uznałam też, że najlepiej będzie starać się o spełnienie…

kid stuff

Od jakiegoś czasu próbuję urządzić pokój dla małej. Pokazałabym Wam zdjęcia przed, ale tak naprawdę jej pokój stale ewoluuje, od kiedy się wprowadziła, więc pokażę Wam po prostu efekty, kiedy już będzie po wszystkim. To moje zadanie przedświąteczne. Przy okazji poszukiwań wyposażenia, wpadłam na kilka bardzo fajnych sklepów i już nawet mam pełen koszyk w jednym z nich – bo skoro, jak wiecie, nie kupuję ubrań, mogę kupować inne pierdoły. Znaczy, ten tego, ważne rzeczy… Przy okazji szukam też niebanalnych zabawek, już pod choinkę. Co sądzicie o moich znaleziskach? plakat świecący w ciemnościach oraz maskotka kot domek dla latek i wesoły plakat z balonami idealna rozrywka na deszczowe dni – mega kolorowanka Buszując znalazłam też jeszcze jeden skarb w rodzimych zakątkach internetów. Piękna pościel polskiej produkcji. W nadmorskim klimacie, więc me gusta. do kupienia tu

radosny plan na październik

Jesień już, już palą chwasty w sadach… Sialala oto trzy dziarskie plany na październik: Jesień pełną gębą. A moja gęba pełna pysznego ciasta drożdżowego własnego wypieku. Sezon na pichcenie niniejszym uważam za otwarty. Cieszy mnie, że moje dziecię w końcu zaczyna interesować się procesem powstawania posiłków, znaczy to, że czeka nas niezły ubaw przez parę kolejnych miesięcy (Świąteczne pierniczki, nadchodzimy!). Jesienią zawsze czuję motywację, żeby gotować coś z dynią i choć co roku doświadczam w tej dziedzinie epickich fail’i (że spolszczę), to przecież nie mogę pozwolić głupiej dyni wygrać. Zupa dyniowa to mój cel priorytetowy. MUSZĘ znaleźć w końcu znaleźć przepis, który nie będzie smakować jak rozwodnione ciasto dyniowe. Last but not least, czyli mój plan na sport ekstremalny tej jesieni. Trzymajcie się foteli, bo kupuję wełnę, druty i nie zawaham się ich użyć. HA! I co jesień, łyso Ci? Takie mam zacne plany na najbliższe dwa miesiące. Bo od…

Navigate