tuitam

7 Posts Back Home

koniec jest bliski

Zegar tyka. Z jednej strony już nie mogę doczekać się finału. Z drugiej – nie mam najmniejszej ochoty na rodzenie, ból i pobyt w szpitalu. Najchętniej urodziłabym w domu, we własnej wannie, ale niestety, ten scenariusz w moim przypadku odpada. Organizujemy się. W sypialni znowu nie ma miejsca. Jest za to łóżeczko i przewijak. Wszędzie walają się części wózka, fotelika, jakieś pokrowce, pościel… Sajgon, zwyczajny burdel na kółkach. Po środku ja. Rozwalona na wyrze, bo znowu jakieś skurcze. Modlę się w duchu, żeby tylko przeżyć najbliższe tygodnie. Ogarnąć ten bajzel i przetrwać poród. Rodzenie jest do kitu, nieważne jak się odbywa. Próbuję się nakręcić na mistyczne przeżywanie tego całego wydarzenia, ale sorry, w obliczu najdelikatniejszych skurczy, mam w dupie mistycyzm. Skończy się dziurą w brzuchu, albo między nogami. Jakoś to dziecko wyjść stamtąd musi. I żaden sposób nie jest przyjemny. Ile bym nie usłyszała historii z porodówek, każda jest inna.…

lipiec

Czas płynie tego lata jakimś nierównym tempem. Z jednej strony leniwie i ospale, dni ciągną się, jak miękkie krówki. Z drugiej, aż trudno uwierzyć, że to już koniec lipca, że niby skończył się sezon na truskawki. Nawet nie porobiłam słoików, nie zamroziłam na jesień. Lecz mimo to, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu nadal trwa prawdziwe lato. grupa chłopców pluska się w falach…o, nie, chwila, ten z długimi włosami, to przecież Lili we własnej osobie. kto by tam chciał siedzieć na brzegu, kiedy na morzu szaleje żywioł. Już Wam kiedyś mówiłam, że mieszkanie nad samym morzem jest najwspanialsze na świecie. Cóż… jest i tyle. Nawet malutkie mieszkanie, w nienajciekawszej dzielnicy zyskuje 100punktów do lansu, kiedy człowiek może podziwiać fale od świtu, do zmierzchu. A po zachodzie słońca może się wsłuchiwać w szum morza, licząc pojawiające się na niebie gwiazdy, leżąc na chłodnym, miękkim piasku. Damn, I’m so lucky.

summer activities

Lato jest super! Nawet, kiedy pozornie nic się nie dzieje, codziennie jest okazja, żeby zrobić coś fajnego, a każdy dzień jest po prostu idealny. Zdjęcia to pomieszanie z poplątaniem. Staram się w miarę możliwości zapewnić Lili rozrywkę, a skoro nie możemy szaleć, stawiam na klasykę. Lili zaliczyła pierwsze w życiu ognicho z piczeniem kiełbasek i bała wniebowzięta, chociaż o ile piec chętnie, to już jeść ich nie chciała. Bujamy się ogólnie między plażą, placem zabaw i odwiedzinami u babci, jemy maliny na śniadanie i lody na obiad. No dobra, żartuję. Ale prawdą jest, że lodów jemy naprawdę dużo. Miłego weekendu! korzystajcie ze słońca.

zima

Zima w zeszłym roku trwała od listopada do kwietnia. Na pewno pamiętacie. Ja usłyszawszy od znajomej we wrześniu, że w tym roku czeka nas zima stulecia, powoli planowałam ponowną emigrację. Bo jak to? Ma być gorzej, niż w zeszłym roku? Całe szczęście pesymistyczne prognozy okazały się błędne. Do wiosny bliżej niż dalej, narazie bez dramatów. Niestety, skoro już planowałam pochować te „najzimowniejsze” kurtki, musiała przyjść zima przez duże Z. Minus 16. A do wiosny pełne dwa miesiące. Nie będę ściemniać – nienawidzę zimy z pasją. Zaczynałam się łudzić, że zima będzie w tym roku angielska. Większość czasu spędzamy więc w domu, skreślając w kalendarzu dni do wiosny. Trzymajcie się ciepło! 1. zima.. ble 2. chodzi w tej sukience od kilku dni. na piżamie, pod kombinezonem… tak, śpi w niej… 3. starzy kumple 4. dancing shoes 5. sposoby na nudę

tajemnica renifera

Kiedy byłam mała, wydawało mi się, że ten cały renifer, to taki mit doczepiony do bajki o Mikołaju. I nie nie mam na myśli tego latającego… ogólnie renifer. Bo, że niby jak? Wiadomo, że żadne kopytne nie latają. Logiczne wydawało mi się więc, że renifer został zmyślony, tak jak Mikołaj. ( sorki za spoiler, dla tych, którzy wierzą…) Potem okazało się, że takie zwierze jednak istnieje, jak bzdurnie by to nie brzmiało. I że zasadniczo nie ma żadnych cudownych właściwości. Ot, trochę taki jeleń… Komu przyszło do głowy, żeby zrobić z takiego renifera magiczne zwierze pociągowe do sań Mikołaja? nie mam pojęcia… Ponoć ma to coś wspólnego z faktem, że jest ich sporo na północy, ale uważam, że sanie mogłyby być przecież ciągnięte przez jakieś stricte magiczne stworzenia…no nie wiem… elfy, albo coś zmyślonego specjalnie na potrzeby sań i całej legendy. Po dziś dzień zostało jednak coś tajemniczego w świątecznym…

tu i tam…

Dziś dla równowagi kilka zdjęć z życia codziennego, aby zelżyć trochę atmosferę po ostatnim poście. Jesień idzie! A jako, że idzie i wszyscy robią jakieś plany, ja też postanowiłam postawić sobie wyzwanie na październik! Tak, październik, bo wrzesień już za 2 tygodnie się kończy moi mili, a za parę dni jesień oficjalnie zaczyna swe panowanie. Panuj godnie o Pani! O wyzwaniu następnym razem. Zostawiam Wam zdjęcia 🙂 Miłego! Spacerki wieczorową porą. Mały łasuch. Lubi naklejki. Disco błysko. Moja ulubiona zmęczona szpatułka. Mamoko, czyli hit książkowy No właśnie. Zawody lekkoatletyczne.

tu i tam..

1 Obrazki czekają na powieszenie 2, 3, 4 Najlepsze miejsce na wieczorny spacer – PLAŻA 5 Przystanek Stocznia 6 Converse klan 7 Spacer na bosaka, który skończył się dla Lili nadepnięciem na pszczołę. Przyzwyczajenie z plaży nie sprawdziły się na trawie… Sprawdzony sposób – moczyć ukąszone miejsce w wodzie z sodą oczyszczoną.

Navigate