rozkminymatczyne

8 Posts Back Home

nie bój się wyjść ze swojej skorupki

Pamiętam, jak któregoś razu biadoliliśmy z Małżonkiem, że zupełnie nie mamy okazji do poznawania nowych przyjaciół. Ogólnie nie narzekamy, bo nie jesteśmy jacyś mega towarzyscy i raczej sobie nawzajem wystarczamy, ale jeszcze parę lat temu wystarczyło wyjść z domu, żeby sobie narobić znajomych, a teraz? Jakby mniej okazji. Cóż, w sumie wychodzimy w świat jakby mniej. No i charakter wyjść jakby inny niż onegdaj. Imprez zaliczmy generalnie niewiele. Raczej zakupy, spacerki, takie klimaty. Przecież nie będziemy zagadywać obcych ludzi na zakupach w Biedronce. To znaczy możnaby, ale przyjaciół raczej w ten sposób nie idzie sobie zrobić. Można pogadać z ludźmi na placu zabaw, w pracy, czy gdzie tam, ale te wszystkie relacje są bardzo powierzchowne i daleko im do przyjaźni. Tak szczerze, mam trochę w nosie tych wszystkich ludzi. W ogromnej większości nie kojarzymy nawet imion tych, z którymi ucinamy sobie pogawędki, dajmy na to w piaskownicy. Takie realia. Nie…

koniec macierzyńskiego. co dalej?

fot. Tekstualna Zabawna sprawa z tym urlopem macierzyńskim, czy też wychowawczym. Niby urlop, a człowiek nijak nie wypoczywa. Niby nie musi, a i tak wstaje o świcie. Ktoś policzył, że praca, którą wykonuje kobieta w domu, kosztowałaby 30 tysięcy funtów rocznie, przy założeniu, że zatrudniałoby się do tego ludzi. Wiecie, sprzątanie, prasowanie, gotowanie, opieka do dziecka, i te inne rzeczy, które robimy przy okazji. Pomijając oczywiste dysproporcje w wynagrodeniu – te liczby robią wrażenie. Ludzie patrzą na Ciebie jak na nieroba, kiedy mówisz, że nie wracasz do pracy po macierzyńskim? Ja Ci biję brawo! Patrz, ile hajsu w suchym! Do ręki tej kasy nie dostaniesz, ale ile zaoszczędzisz. A nie. Czekaj. Zapomnialam, że nawet kiedy wrócisz do pracy, w domu będziesz musiała ogarniać drugi etat. Za frajer! Żarty na bok! Myślę o ścieżkach rozwoju kariery własnej. Nadszedł dla mnie właściwy moment. Był czas, kiedy czułam, że jeśli zaangażuję się w…

czy ja widzę podwójnie?

Kiedy mówiłam znajomym i rodzinie, że odwiedzi mnie przyjaciółka z bliźniakami, kwitowali to krótkim „Oj..” Jakby miały ze sobą przywieźć gniazdo os w walizce, czy coś. Troche się obawialam, co to będzie. Bo wiecie. Bliźniaki mają ukryte moce, komunikują się bez słów, mają jaźń zbiorową, przenoszą meble siłą woli. Wiadomo. Tymczasem okazało się, że bliżniaki to bardziej dar z niebios niż skaranie, bo można je idealnie zsynchronizować, przez co mniej z nimi czasem roboty niż z dwójką dzieci w różnym wieku. Owszem wyłapać je na plaży jest trudno, pomnóż dwulatka razy dwa, zwłaszcza kiedy rozbiegają się w dwóch różnych kierunkach. Myślę, że za rok ich mama będzie mogła spokojnie usiąść na piasku i w spokoju patrzeć, jak się razem bawią. Nie będzie musiała przynajmniej siadać obok podejrzanych ludzi, tylko dlatego, że też mają dziecko, żeby tylko jej miało się z kim bawić ( trzyletnia Lilka miała ciągły głód zabawy z…

piękne śniadania wymalowanych ludzi, czyli nauka płynąca z instagrama

Rzeczywistość w internecie jest wyjątkowo malownicza. Dzieci skaczą w białej pościeli, twarze nie mają niedoskonałości, wszyscy chodzą na fitnes i jedzą jarmuż. W dziecięcych pokojach panuje porządek, wszyscy chodzą w ubraniach od młodych, polskich projektantów, a po mieście jeżdżą na rowerze. Jakiś czeski film normalnie. Nie ma tam bałaganu, pstrokacizny i ubranek z promocji w Lidlu. Najfajniej widać to oderwanie od rzeczywistości na zdjęciach śniadań. Na stole nie ma ani jednego okruszka, mimo, że cała rodzina je świeże bułki, wszyscy smarują kanapki specjalnym nożykiem do masła, a wzorek na piance z latte układa się w idealne serduszko. No i rzecz jasna są świeże truskawki i pankejki. Tak się człowiek naogląda i myśli, że te blogery to faktycznie tak żyją, mieszkają i jedzą i strasznie się spina. Ja też się spinałam, bo kto by tak nie chciał? Jeszcze mogłyby się ubrania same prasować i byłby raj. Miło się na to wszystko…

czemu nie pokazuję twarzy moich dzieci

Wspominałam kiedyś, że nie zamierzam pokazywać tu twarzy moich dzieci, choć zdjęć fragmentarycznych znajdziecie tu całą masę. Okazuje się, że ludzie czują przez to potrzebę wytłumaczenia się mi, dlaczego sami wstawiają zdjęcia dzieci na bloga, czy instagrama. Postanowiłam się troszkę wytłumaczyć. Bo aż się sama siebie wystraszyłam. Nie jestem przeciwniczką zdjęć dzieciaków w necie. Wręcz przeciwnie. Ja uwielbiam zdjęcia dzieci. Na blogach, w memach, filmiki na jutubie. Wszędzie. Bo dzieci są przeurocze. Daleka jestem od oceniania, czy wstawianie zdjęć własnych dzieci na bloga, czy fejsa, czy gdziekolwiek indziej jest dobrym, czy złym pomysłem. No chyba, że są to zdjęcia małych golasków, albo dzieci na nocnikach. Bo nie chciałabym, żeby takie zdjęcia mnie samej z dzieciństwa krążyły po internetach. Kwestia szacunku. W moim przypadku jest to kwestia chęci ochrony prywatności moich dzieci, co nie znaczy, że kiedy wstawiamy zdjęcie twarzy naszego dziecka na bloga, automatycznie z prywatności je odzieramy, czy też…

tu i teraz

Staram się być tu i teraz. Nie włączać laptopa, jeśli nie ma potrzeby. Nie zaglądać na Instagrama za każdym razem, kiedy sprawdzam godzinę na telefonie. Staram się słyszeć każde słowo i reagować na każde „Mamo, chodź”. Udaje mi się przez większość czasu. Chcę być obecna dla moich dzieci. Ile czasu z czasu spędzonego z dziećmi w domu naprawdę spędzamy Z NIMI? Na ile procent jesteśmy obecni duchem? Zawsze coś rozprasza. Tu sprawdzisz pocztę, tu fejsa. Szybki telefon, mejlik. Na jaki obraz Ciebie się to składa? Za którym razem Twoje dziecko w końcu przestanie zapraszać Cię do zabawy? Bo w końcu przestanie. Chcę bawić się więcej z Lilą, chcę miziać się więcej z Alą i zapamiętywać te jej małe mięciutkie uśmiechy. Jakież one cudowne te moje dziewczyny. Ala jest najbardziej pogodnym bobasem świata i czekam, aż zamiast robić kółka na dywanie, obierze w końcu kierunek i ruszy przed siebie. Lila z…

rola ojca

Ostatnio wszędzie natykam się na dyskusje i artykuły o roli ojca w wychowaniu dziecka. Wypowiadają się zarówno mężczyźni zaangażowani w temat rodzicielstwa, jak i tacy, którzy twierdzą, że zajmowanie się dzieckiem jest zajęciem z gruntu przeznaczonym dla kobiet z racji ich biologicznego wkładu w „proces produkcji”. Pomijam idiotyczne głosy tych, którzy twierdzą, że mężczyznom zajmowanie się dzieckiem w jakikolwiek sposób ujmuje męskości.. Usłyszałam w Trójce wypowiedź BlogOjca, który powiedział, bardzo fajnie zresztą, że martwi go, że ludzie uważają, że to niezwykłe, że jest takim zaangażowanym tatą, bo bycie zaangażowanym w wychowanie dziecka powinno być naturalne dla każdego rodzica. Wydaje mi się, że kobietom jest o tyle łatwiej pogodzić się z nową rolą, że kiedy rodzi się dziecko są od razu wrzucane na głeboką wodę. Dostajesz swoje nowonarodzone dziecko i zostajesz z nim całkiem sama w obcym miejscu, którym jest szpital (a to niemal polowe warunki!), obolała, przestraszona i MUSISZ ogarnąć…

matka rozlicza Disney’a

Nie pamiętam, żebyśmy z rodzicami rodzinnie oglądali bajki. Nikt specjalnie nie monitorował też, co oglądamy. Pamiętam, że nie wolno nam było oglądać „scen rozbieranych”, ale za to krew mogła lać się z ekranu strumieniami i nikt jakoś nie robił z tego dramatu. Zaznaczam, że wszyscy troje wyrośliśmy na normalnych ludzi. Telewizja nie była za naszych dziecięcych czasów postrzegana, jako zagrożenie, a wszystko, co animowane, przyjmowano jako treści stworzone z myślą o dzieciach. Teraz puszczanie bajek przymomina nieco nawigację po polu minowym. Trzeba się w miarę orientować, żeby nie karmić dziecka kreskówkową sieczką. Do rzeczy. Na okres mojego dzieciństwa przypada czas najlepszych bajek Disneya, Mała syrenka, Alladyn, Piękna i Bestia, Pocahontas. No dobra może z perspektywy czasu nie są najlepsze, ale każdy z nich był najlepszym filmem animowanym swoich czasów. No i nie mogłam się doczekać, kiedy będę je wszystkie oglądać ze swoimi dziećmi, obserwując ich reakcje. Jako, że jesteśmy uwięzieni…

Navigate