rower

2 Posts Back Home

rowerowe love

Coraz mniej cudownych okazji do rowerowych wycieczek. Zdjęcia pochodzą sprzed dwóch tygodni, kiedy jeszcze słońce wpadało się przywitać od czasu do czasu, a dłonie nie przymarzały do kierownicy. Jedną z rzeczy, których jeszcze o mnie nie wiecie jest fakt, iż nie posiadamy auta. Trochę jesteśmy ekologiczni, trochę oszczędni, trochę nie lubimy mieć zbyt dużo problemów, a trochę jesteśmy hipsterami. Bujamy się zatem po Trójmieście rowerem, całą rodzinką. Nie ważne, czy jedziemy na drugi koniec Gdańska, do Sopotu, czy do Gdyni. W zasadzie jest gucio, póki nie spadnie śnieg. Wtedy jesteśmy zdani na transport publiczny i ludzi dobrej woli, którzy nie mają nic przeciwko podrzucaniu nas tam i siam. Winter is coming, więc powoli żegnam się z rowerem (choć małżonek nadal zamierza jeździć). A Wy? Potrafilibyście żyć bez samochodu? A może też nie macie?

rowerrrrr

No dobra, trochę oszukałam w poprzednim poście. Jeżdżę też na rowerze. I lubię bardzo. Choć to taki trochę sport ekstremalny dla mnie, bo wiadomo, że z roweru można spaść. Jeżdżę jednak jedynie po ścieżkach, więc ograniczam prawdopodobieństwo zrobienia sobie kuku do minimum. No chyba, że wybieram się ścieżką do Sopotu, bo tam trudno o bezpieczeństwo i czasem człowiek klnie jak opętany na tych cholernych plażowiczów. Mam wrażenie, że ludzie na wakacjach robią sobie wolne od myślenia. Weźmy statystyki utonięć w tym roku. Wszystkiemu niby winien jakiś zdradziecki prąd, który nie pozwala człowiekowi wrócić na płycinę, ale kurcze… czy wina nie leży głównie po stronie samych tonących? Jeżeli wiadomo, że istnieje realne zagrożenie, to dlaczego tyle ludzi się pcha na tą głęboką wodę? Że co? Jesteś na wakacjach, więc na pewno nie umrzesz? Uważać to trzeba przecież cały rok. Innych spotyka, więc ciebie ominie. Nie lubimy, gdy ktoś nam zwraca uwagę,…

Navigate