ręce opadają

9 Posts Back Home

suche bułki

Powiem szczerze, że wydawało mi się zawsze, że bałagan rośnie wprost proporcjonalnie do ilości posiadanych dzieci. Czysta matematyka. Dwoje dzieci = dwa razy większy bajzel na chacie. Otóż nie. Przypomina to bardziej zaawansowaną matematykę, ponieważ bałagan produkuje się w ilościach nie tyle „do kwadratu”, co do potęgi trzeciej. Jeśli nie więcej. Mnoży się nieustannie. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak. Jakaś znajomość fizyki kwantowej mogłaby może pomóc w zrozumieniu tego zjawiska. Ja osobiście nie ogarniam. Jeszcze bardziej nie ogarniam faktu, że ten cały bajzel robi praktycznie jeden mały człowiek. Alicja ma nadprzyrodzoną wręcz umiejętność, robienia bałaganu w miejscu, w którym my (Lila, Mąż lub ja) przed chwilą skończyliśmy sprzątać. Wiadomo, że każda rzecz ma swoje miejsce. Według logiki Alicji, to miejsce jest na podłodze. Przecież musi mieć pod ręką te wszystkie miśki, klocki, kredki, książeczki, opaski, buty…Wydaje mi się czasami, że ona nie potrafi chodzić po podłodze, na której nie…

na święta

Siemka, jestem Amoksycylina i od jakiegoś czasu, z krótkimi przerwami, rezyduję w domu Małych Psotek. Co prawda mama Psotek marudzi, że jestem niepotrzebna, ale ona też się do mnie przekonała, kiedy zaraziła się od Psotek anginą. Haha! Frajerka! Także myślę, że zaslużyłam sobie na jakiś awans, czy coś, albo przynajmniej na szacunek. Wszyscy mają nadzieję, że niedługo się wyprowadzę, ale zima jest długa, a ja mam ważne zadania do wykonania. Obecnie leczę oskrzela dziewczynek, więc nie mam za bardzo czasu na pogaduchy. Może i Was odwiedzę tej zimy. Hehe. Albo raczej Ho Ho Ho! No bez jaj! Spójrzcie tylko, co ja muszę znosić? Nawet na bloga mi się ładuje ten wredny antybiotyk! Cóż. Taka sytuacja. Amoksycylina dla wszystkich! Wpadłam na bloga, żeby życzyć Wam wszystkim Wesołych Świąt, póki trwają. I szczęśliwego Nowego Roku. A przede wszystkim zdrowia. Reszta przyjdzie sama. Wcześniej czy później. Pamiętajcie, uważajcie, czego sobie życzycie, bo marzenia…

nic śmiesznego

via pinterest Wczoraj nie mogłam zasnąć, myśląc o pewnej dziewczynie. Poznałam ją niedawno, ale to taki typ człowieka, którego nie trzeba długo czytać. Przedsiębiorcza, otwarta, ufna, optymistka. Też mama. Większość ludzi, kiedy przechodzi przez rozwód chowa się głęboko przed światem, ale nie ona. Ona nie chce, żeby jej córka w jakikolwiek sposób odczuła, że coś jest z mamą źle. Więc szuka szczęścia w małych przyjemnościach, wychodzi do ludzi, stawia sobie cele, bo jej córka ma być szczęśliwa. Poukładana i mądra z niej babka. Nie miałam okazji poznać jej męża. Zdradził. Rozwodzą się. Ponoć prawdziwego mężczyznę poznasz po tym , jak kończy sprawy. A Pan, proszę Pana, sprawę spieprzył. Bo jak inaczej powiedzieć? Miejże Pan na tyle odwagi i przyzwoitości, żeby przyznać, że jesteś słaby i niewarty swojej żony. Miej twarz i wycofaj się, licząc na jej dobrą wolę. Ona chce, żeby jej córka miała ojca. Czemu nie zacząć od tego?…

będę łysa, taki mój matczyny los

źródło zdjęcia Widziałam ostatnio kobietkę we Wrzeszczu, miała długie kasztanowe włosy, sięgające pupy. Moje włosy. To znaczy nie moje, ale moje wymarzone. Bo niestety nigdy nie miałam takich „osiągów”. Długie włosy mają długą listę wad i jedną kolosalną zaletę – są mega kobiece. Przynajmniej moim zdaniem. Taaaa…(wzdech) Och, jakże nam matkom ciężko być przy okazji kobietami. Och jakże często ratować się musimy suchym szaponem, bo „cholera, zapomniałam umyć” tuż przed wyjściem. Chociaż może to tylko ja tak nie ogarniam. Kiedy moja Lila miała pół roku, ściełam włosy na krótko. Mówią, że kiedy kobieta drastycznie zmienia fryzurę, to wiąże się to ze zmianami w jej życiu. U mnie nie. U mnie takie decyzje zapadają pod wpływem nagłych emocji. Zazdroszczę dziewczynom, które latami chodzą w jednej fryzurze. To się wiąże chyba z jakimś wewnętrznym spokojem ducha i niezachwianą pewnością siebie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Kiedy więc zdecydowałam obciąć moje wcalejeszczeniedopasasięgające pukle,…

proces starzenia

Załóżmy, że któregoś ranka masz czas, żeby spędzić przed lustrem więcej czasu niż zwykle. A może ktoś po południu zabrał Twoje dzieci na spacer i wreszcie masz chwilę dla siebie. Załóżmy, że akurat nie masz sterty do prasowania, obiadu do ugotowania, posta do napisania, no wolne masz poprostu! Poświęcasz dłużej niż zwykle na kapiel, miziasz się pachnącymi balsamami, wklepujesz w facjatę cudowności w kremie i w końcu masz czas, żeby postać przed lustrem. Patrzysz na swoje odbicie i przez moment zastanawiasz się, czy ktoś Ci nie podmienił lustra. A może to kwestia światła? Najukochańszy Małżonek wkręcił mocniejszą żarówkę? Niestety nie. Łot da fak? Niby twarz ta sama, ale jednak obca. Starsza o 10lat, co najmniej. „Przepraszam, my się znamy?” pytasz lustra. Twoje zdziwione odbicie potwierdza jednak, że owszem, TY, to TY. Dociera do Ciebie smutna prawda. Już nikt raczej nie poprosi Cię o dowód w monopolu. (Nie żebyś jako matka…

imię dla dziecka

Od czasu do czasu nachodzą mnie wątpliwości, czy wybrałam dla moich dzieci właściwe imiona. Nie macie tak? Pewnie nie. Większość znanych mi osób wybiera imiona dla swoich dzieci, nie mając ich nawet jeszcze w planach. „Chłopiec będzię Mateuszek, a dziewczynka Tosia”. Znacie to? Przyznam szczerze, że jestem w tej materii kosmitką. I antytalenciem, bo zwyczajnie nie potrafię nazywać. Brzmi głupio? Kiedyś za gówniarza (no dobra! miałam 20lat) grałam w Neverwinter Nights i zawsze najwięcej czasu trwoniłam, żeby nazwać swoją postać. Sama konieczność nazywania psuła mi trochę frajdę. Zazwyczaj prosiłam wtedy o pomoc, albo nadawałam imię zgapione z jakiegoś serialu. Mój brat Jakub wymyślał za to zarąbiste imiona. Takie w klimacie. (KOREKTA to brat PRZEMYSŁAW wymyślał piękne imiona w klimacie. Brat Jakub natomiast nazywał postaci imionami, których nie mogę zacytować, ze względu na charakter bloga.) No mniejsza. Podobna sytacja miała miejsce, kiedy, jako nastolatki pisałyśmy z koleżanką opowiadania kryminalne w liceum.…

dieta matki karmiącej.. my arse

Ponoć trzeba uważać, bo coś tam sprawia, że kolki, coś tam może uczulić. Córki szczęśliwym trafem piją, co leci i nie narzekają w żaden sposób. I dobrze, bo gdybym miała stosować jakąś dietę, pewnie umarłabym z głodu! stąd Na kolację zjadłam dziś kawałek pieczonego kurczaka, pół granata i michę zupy mlecznej z kluseczkami. Na raz. Po 18. Jeżeli mam dożyć rana muszę się nieźle zapchać. Jestem głodna. Ta mleczna produkcja zdaje się pochłaniać wszystko, co jem! Bo jak to tak? Zjadam michę spagetti, a po pół godzinie rozglądam się za drugim daniem? Jeżeli akurat nie karmię, to jem. Dużo więcej niż będąc w ciąży. Ciężarówka jednak może, a wręcz powinna jeść dla dwojga. A taka matka karmiąca? Trochę wstyd… Jestem jak odkurzacz! Jeżeli żywność leży w moim zasięgu, to na bank zniknie. Zgaście tylko światło. Albo nie. Nie mam skrupułów. Ani wstydu. Ani hamulców. Jestem głodna! Patrzę w lustro…

późny wieczór

Trzy lata temu mialam przyjemność zostania matką niepłaczącego, przesypiającego całe noce niemowlaka. Tak, takie istnieją. Istnieje też ład i sprawiedliość we wszechświecie, bo w tej rundzie, dostałam standardową niemowlęcą wersję, która to wersja budzi się cztery razy w ciągu nocy, a wszystkie potrzeby, nawet najbardziej błache, sygnalizuje za pomocą głośnego płaczu. Boję się, co będzie za trzecim razem. Pewnie dojdzie do obecnego pakietu opcja kolki niemowlęcej, o której wiele słyszałam, ale nigdy nie doświadczyłam, jako matka. Taki efekt kuli, rozumiecie. Ala aż łapie się za głowę No ale więc. Jest 22:47. Chodzę z Alą po mieszkaniu, pielucha przebrana, jeść nie chce, płacze. Pewnie chce spać. Więc chodzę, bo gdy odkładam, wyje nawet głośniej. Lilka co chwila wpada mi pod nogi. Biega po mieszkaniu jakby się nawciągała koksu. Ma 38stopni. Normalny człowiek leży w tym stanie i kwiczy. Ale nie trzylatek. Na głowie ma papierową koronę, pod jedną pachą trzyma szmacianą…

pierwsze dziecięce uzależnienie

To będzie mój coming out. Taki wstydliwy fakt o mnie, do którego normalnie przyznałabym się, grając w jakąś pijacką grę typu „prawda, albo wyzwanie”, albo coś podobnego. W pijackie gry nie grywam od dość dawna, ludzi widuję niewielu i do tego wciąż tych samych, którzy z resztą wszystko już o mnie wiedzą, gdzie indziej zatem mogłabym zrobić sobie siarę, jak nie tu. Na własnym blogu. No więc, trzymajcie sie foteli, to będzie spory szok, ekhm, ekhm… Byłam uzależniona od smoczka. O ile mnie pamięć nie myli, do około 4roku życia. A nie mówiłam? Szok, co nie? Uff, co za ulga móc zrzucić to z siebie. stąd Które z Was, chłopcy i dziewczęta, pamięta, jak próbowano ich smoczka oduczyć, łapka w górę? Jestem trochę do przodu, bo ja niestety pamiętam, w przeciwnym razie ten tekst w ogóle by nie powstał. Mam kilka dość wczesnych wspomnień, na które składają się obrazy i…

Navigate