dziecię foci

3 Posts Back Home

koniec jest bliski

Zegar tyka. Z jednej strony już nie mogę doczekać się finału. Z drugiej – nie mam najmniejszej ochoty na rodzenie, ból i pobyt w szpitalu. Najchętniej urodziłabym w domu, we własnej wannie, ale niestety, ten scenariusz w moim przypadku odpada. Organizujemy się. W sypialni znowu nie ma miejsca. Jest za to łóżeczko i przewijak. Wszędzie walają się części wózka, fotelika, jakieś pokrowce, pościel… Sajgon, zwyczajny burdel na kółkach. Po środku ja. Rozwalona na wyrze, bo znowu jakieś skurcze. Modlę się w duchu, żeby tylko przeżyć najbliższe tygodnie. Ogarnąć ten bajzel i przetrwać poród. Rodzenie jest do kitu, nieważne jak się odbywa. Próbuję się nakręcić na mistyczne przeżywanie tego całego wydarzenia, ale sorry, w obliczu najdelikatniejszych skurczy, mam w dupie mistycyzm. Skończy się dziurą w brzuchu, albo między nogami. Jakoś to dziecko wyjść stamtąd musi. I żaden sposób nie jest przyjemny. Ile bym nie usłyszała historii z porodówek, każda jest inna.…

piątunio

Nasz Świat stanął na głowie. Ojciec w domu matkuje i gotuje, matka bawi się w chodzenie do pracy. A potem zamiana i odwrócenie ról. Matka do garów, ojciec do roboty. Taka trochę karuzela. Całe szczęście dziś piątek i realna szansa, że się dziś w końcu wyśpię. Dzika radość w sercu mym! Czasy kiedy w piątek miałam jeszcze ochotę iść po pracy na imprezę zdecydowanie minęły i aż trudno uwierzyć, że ludzie naprawdę wolą imprezować, skoro przecież mogliby w tym czasie spać. Wariaci. Lila ostatnio przerzuciła się z Bolka i Lolka na pieski. Biały jest jej ulubieńcem. Zabiera go na spacery w torebce (zawsze!) – zresztą mogliście go zobaczyć o tu i ogląda z nim bajki, a do snu kładzie w nogach łóżeczka. Jako ilustrację do dzisiejszego wpisu zaserwuję Wam zatem kilka zdjęć pieska autorstwa Lili. Ku pokrzepieniu serc 😉 Talent. *** Na dobry początek weekendu, żeby Was jeszcze bardziej pokrzepić,…

dziecięce talenty

Moje dziecko ma mnóstwo talentów.. Jak każde. Maluje, śpiewa, tańczy, rysuje, you name it. Staram się nie hamować jej twórczych pasji, chyba że forma ekspresji niechybnie grozi wypadkiem. Moja pani od malarstwa kazała wyrzucać z siebie, „to co ma się w środku” podczas procesu pracy twórczej, toteż wierzę, że nie stwarzając sztucznych barier i pozwalając dziecku na odrobinę artystycznego szaleństwa, hoduję jednocześnie małą artystkę… (Nie tak dawno pomalowaliśmy ściany i możliwie, że wkrótce będę musiała zweryfikować swoje stanowisko.) Ponieważ Lila próbuje sił również jako samozwańczy fotograf i czasem udaje się jej uchwycić na zdjęciach co innego niż własne stopy (chociaż stopy, to popularny motyw fotograficzny na blogach, więc może i te kiedyś wykorzystam), postanowiłam podzielić się z Wami próbką jej dziecięcej twórczości. Enjoy! 1.mama 2.chaos 3.pierniki

Navigate