ciąża

9 Posts Back Home

jak wybrać stanik do karmienia

Kiedy pracowałam jako brafitterka, dawno temu, w bezdzietnych czasach, w dalekim Londynie, byłam przekonana, że karmienie piersią to zło konieczne, które moje piersi zamieni w dwa puste rozdmuchane baloniki. Widziałam dziesiątki par smutnych, wiszących cycuszków, pocieszałam i podawałam chusteczki ich właścicielkom, ale przede wszystkim, starałam się ogarnąć, to co zostało do ogarnięcia.. Dziś będąc już po wycieczce przez mleczną drogę, wiem, że nie jest tak źle. Sporo zależy niestety od szczęścia, ale grunt, to dobry stanik do karmienia. Serio. Pomijając oczywiste korzyści wynikające z jego użytkowania, takie jak nasza wygoda, jest odpowiedzialny za to, żeby to, co zostanie nam z biustu po karmieniu, nie obwisło nam do pasa. Co jest najważniejsze przy doborze stanika do karmienia? rozmiar – przy założeniu, że nosiłaś właściwy rozmiar przed ciążą, najlepiej kupić stanik w swoim rozmiarze, powiększonym o 1-2 miski (dla przykładu: normalnie noszę 65D, teraz, kiedy karmię, 65F). skąd wiadomo czy o…

koniec jest bliski

Zegar tyka. Z jednej strony już nie mogę doczekać się finału. Z drugiej – nie mam najmniejszej ochoty na rodzenie, ból i pobyt w szpitalu. Najchętniej urodziłabym w domu, we własnej wannie, ale niestety, ten scenariusz w moim przypadku odpada. Organizujemy się. W sypialni znowu nie ma miejsca. Jest za to łóżeczko i przewijak. Wszędzie walają się części wózka, fotelika, jakieś pokrowce, pościel… Sajgon, zwyczajny burdel na kółkach. Po środku ja. Rozwalona na wyrze, bo znowu jakieś skurcze. Modlę się w duchu, żeby tylko przeżyć najbliższe tygodnie. Ogarnąć ten bajzel i przetrwać poród. Rodzenie jest do kitu, nieważne jak się odbywa. Próbuję się nakręcić na mistyczne przeżywanie tego całego wydarzenia, ale sorry, w obliczu najdelikatniejszych skurczy, mam w dupie mistycyzm. Skończy się dziurą w brzuchu, albo między nogami. Jakoś to dziecko wyjść stamtąd musi. I żaden sposób nie jest przyjemny. Ile bym nie usłyszała historii z porodówek, każda jest inna.…

35 t.c.- brzuchoupdate i brzuchodialogi

32 tydzień. Umawiam się na kolejną wizytę u lekarza. Położna pyta na kiedy. – 26 sierpnia. Mierzy mnie od góry do dołu: – A zdąży Pani? – Co zdążę? – A który tydzień? – 32. – Aaaaa! To spokojnie! Bo wygląda Pani, jakby miała zaraz urodzić. – …. podnosi na duchu * Dwa dni później siedzę na placu zabaw i gadam sobie z jakąś babką, która przyszła z siostrzenicą. O ciąży rzecz jasna, bo o czym. Po 20 minutch rozmowy, ona nagle poczuła potrzebę wytłumaczenia się: – Ja tak ciągle o ciąży, bo wie Pani, jestem w czwartym miesiącu i to wszystko takie nowe. – Spoko. Mnie się ten temat nie znudził nawet po 8miu miesiącach. – … – patrzy nic nie rozumiejąc, spogląda nagle na mój brzuch i wypala – O rety! Pani też jest w ciąży? taaa…brawo Sherlock’u.. czyli ten brzuch jednak nie rzuca się w oczy?…

33 tydzień ciąży, oj ciąży…

…najbardziej ciąży na głowę. Ja nie wiem, czy to hormony, czy ki diabeł, ale chyba zwariuję sama ze sobą. Zamiast mózgu mam budyń, który czasem przy obijaniu o czaszkę, zdaje się nadal myśleć, ale ogólnie ” I DON’T FOLLOW”. Ostatnio dałam popis robiąc kawę dla gości (fejsbuk), ale to mogę jeszcze traktować, jako dobry materiał na anegdotkę. Zaglądam na te wszystkie blogi i wszędzie dowiaduję się czegoś nowego, ciekawego, lub też zwyczajnie czytam jakąś cudowną osobistą historię, a kiedy siadam do klawiatury, żeby podzielić się czymś własnym, jak na złość w głowie pojawia się echo, choć przez cały dzień kilka tematów chodziło mi po głowie. Do końca 5 tygodni. Mam wrażenie, że stan bezmóżdża się pogłębia, więc nie wiem, czy za 5 tygodni w ogóle będę pamiętała, że mam jakiegoś bloga. Trzymajcie za mnie kciuki. Okazuje się, że nawet komuś tak beznadziejnie niefotogenicznemu, jak ja, można zrobić „do ludzi” zdjęcie,…

brzuchoupdate

Dotarło do mnie, że praktycznie nie pokazuję tu brzucha. A to właściwie wokół niego wszystko się u nas ostatnio kręci. Proszę zatem, oto ja w zestawie powiększonym. Zwana również złodziejem piłek, bądź bardziej potocznie ciężarówką. Przede mną tylko 2miesiące i w końcu jestem spokojniejsza. Są chwile, że w ogóle zapominam, że jestem w ciąży, czytaj: czuję się zarąbiście. Dziecię numer jeden jakieś takie dojrzałe ostatnio. Można z nią nawet iść rano po zakupy i nie ciągnie matki w stronę placu zabaw, nie mędzi o lizaka w kolejce. Idziemy sobie za rączkę do sklepu, słonko świeci, a my sobie rozmawiamy o kwiatkach, biedronkach i pieskach. Zajmuje to co prawda dłużej niż szybka rundka samemu, bo to kwiatka trzeba powąchać, to kamyk do buta wpadnie, to kolanko boli, podmuchaj. Ale i tak jest git.

witaj w ciąży – upały, mdłości i rozstępy, czym sie ratować?

Przydługi tytuł, a lato krótkie. Pierwsza ciąża przypadła mi na czas zimowy. Wspominam ten okres niezwykle dobrze, ale sama zima nastręcza mnóstwo niedogodności, zaczynając od ubrania brzucha, przez poruszanie się w śniegu, na braku świeżych warzyw i owoców kończąc. Raz, będąc w siódmym miesiącu (początek lutego, zimno jak diabli) spotkałam dzika, który rył w śnieżnej zaspie na Morenie (na środku uczęszczanej trasy), kiedy akurat szłam na wizytę u lekarza. Sama. Także no. Historia z dzikiem może nie jest na to dowodem, ale zima jest po prostu zła. Jak dzik. Trauma i tyle. Dlatego cieszy mnie, że tym razem jest lato. Jaka pora roku nie jest, ciąża ma swoje niedogodności, które każdy stara się zwalczać, na ile to możliwe. Jako, że póki co, odnoszę sukcesy w tej dziedzinie, dzielę się z Wami moimi sposobami na kilka z nich. NA UPAŁ Nie narzekam, bo w końcu można się wygrzać, a wiadomo, że…

prawie 26 tydzień

Kiedy byłam w ciąży z Lili dostałam wspaniały prezent od losu w postaci pakietu bez żadnych dolegliwości. W 16stym tygodniu tańczyłam do piątej rano na swoim weselu i nawet nie dostałam zadyszki. Nie miewałam mdłości, a jedyne co mi doskwierało do bolące żebra, kiedy zaczął rosnąć mi brzuch. To też zupełnie nie potrafiłam się wczuć w biadolący ciężarówkowy klimat. Okazuje się, że los jest wyjątkowo przewrotny i karma dopadnie nas wszystkich. Miało być tak pięknie, mieliśmy jeździć na wycieczki rowerowe po Trójmieście, polecieć do Londynu, zobaczyć się z kochanymi ludźmi, pojechać w Bieszczady. To miało być intensywne lato z brzuchem. Nie wyobrażałam sobie nawet, że może być inaczej. Wszak ciąża to nie choroba, a w pierwszej hasałam jak młoda koziczka. Cóż, nie tym razem. Są dni, kiedy nie mam siły się ruszyć. A są takie, że boję się, że ta moja wymarzona ciąża skończy się lada dzień i ten strach…

kulistość rzeczy – 24 t.c.

Świat zrobił się ostatnio jakiś bardziej okrągły? Czy to tylko moje wrażenie? Kula zdaje się być bryłą idealną na lato, czyż nie? Słońce takie okrągłe i ciepłe, czereśnie okrąglutkie i słodkie, podbijam stawkę kulkami lodów na deptaku i okazuje się, że kulistość rzeczy wręcz prześladuje latem. Ja kształtem wpisuję się w trendy. Jestem coraz okrąglejsza. Muszę przyznać, że dobrze mi z tym. Toczę się po naszym słonecznym świecie radośnie, niczym kulka. Do tego pogoda w końcu pozwala odziewać się w sukienki, co sprawia, że wszystko, co psułoby nam humor, jeśli chodzi o własne kształty, możemy schować pod warstwą leciutkiego, zwiewnego materiału i czuć się jak boginie olimpijskie. Słyszałam dużo negatywnych opinii odnośnie bycia w ciąży latem i posiadając porównanie, mogę jedynie stwierdzić, że ciąża letnia jest super. Łatwiej się ubrać, łatwiej jeść zdrowe rzeczy, więcej czasu spędzam na powietrzu i na pewno nie wywalę się na lodzie. Choć i…

szafa kobiety ciężarnej #1 – spodnie

Wiadomo, że lato, to i człowiek z fantazją ma ochotę się odziać i do ludzi wyjść. Niestety kobieta z dużym brzuchem może napotkać trudności, bo brzuch odziać niełatwo. We wszystkim wygląda bowiem, albo grubo, albo topornie, albo „słodko”, bo ciuchy dla ciężarnych są jakieś takie infantylne mocno, przynajmniej w moim odczuciu. No i jeszcze sam fakt, że rzeczy ciążowe, są ciążowe.. Mnie to odstrasza, że nie wspomnę, że ciążowe ubrania da się nosić jedynie w ciąży, są bowiem skonstruowane tak, by nie tyle pomieścić, co wręcz uwydatnić brzuch. A po ciąży pozostaje je oddać, albo schować na dnie szafy z myślą o tych wszystkich ciążach, w których jeszcze nie jesteśmy. Ja staram się zatem jak mogę, dopasować siebie do mojej istniejącej garderoby, nie odwrotnie. Szło mi nieźle, póki nie okazało się, że nie mam spodni, które się dopinają. Okazuje się, że najlepsze są spodnie z gumką, bo nie zaskakują nieprzyjemnym…

Navigate