#ciapamodeon

4 Posts Back Home

wielce krępująca prawdziwa historia

Poczęstuję Was historią z zeszłego tygodnia. Wcale nie odgrzewana, a w mojej pamieci nadal żywa. Trochę mi wstyd, ale niech stracę, bo idealnie obrazuje ona naszą sytuację życiową w minionym tygodniu. A był to tydzień wyjęty z życiorysu. Taki o którym dobrze pamietać, kiedy nachodzi nas chęć pomarudzić w czasach dobrobytu. Dzieci zdrowe? Czyli NIE MASZ na co narzekać. Zapamiętaj! Stoję w kolejce w Lidlu. Na szybko wyskoczyłam. Przede mną jeden pan w kolejce i ktoś tam przed nim. Stoję, czekam. Pan się coś dziwnie ogląda, zerka na mnie co chwila. Szuka czegoś. Nie, nie szuka, węszy jakby. Że co? Węszę i ja. Nic nie czuję. Patrzę na panią na kasie. Pani chowa nos pod firmowym polarem, próbując tam odświeżyć swoją prywatną atmosferę. Coś im ewidentnie śmierdzi. Czemu ja tego nie czuję? Dobra, węszę raz jeszcze. Tym razem dyskretnie uwzględniam również własną osobę. A nuż… I w tym momencie…

proces starzenia

Załóżmy, że któregoś ranka masz czas, żeby spędzić przed lustrem więcej czasu niż zwykle. A może ktoś po południu zabrał Twoje dzieci na spacer i wreszcie masz chwilę dla siebie. Załóżmy, że akurat nie masz sterty do prasowania, obiadu do ugotowania, posta do napisania, no wolne masz poprostu! Poświęcasz dłużej niż zwykle na kapiel, miziasz się pachnącymi balsamami, wklepujesz w facjatę cudowności w kremie i w końcu masz czas, żeby postać przed lustrem. Patrzysz na swoje odbicie i przez moment zastanawiasz się, czy ktoś Ci nie podmienił lustra. A może to kwestia światła? Najukochańszy Małżonek wkręcił mocniejszą żarówkę? Niestety nie. Łot da fak? Niby twarz ta sama, ale jednak obca. Starsza o 10lat, co najmniej. „Przepraszam, my się znamy?” pytasz lustra. Twoje zdziwione odbicie potwierdza jednak, że owszem, TY, to TY. Dociera do Ciebie smutna prawda. Już nikt raczej nie poprosi Cię o dowód w monopolu. (Nie żebyś jako matka…

imię dla dziecka

Od czasu do czasu nachodzą mnie wątpliwości, czy wybrałam dla moich dzieci właściwe imiona. Nie macie tak? Pewnie nie. Większość znanych mi osób wybiera imiona dla swoich dzieci, nie mając ich nawet jeszcze w planach. „Chłopiec będzię Mateuszek, a dziewczynka Tosia”. Znacie to? Przyznam szczerze, że jestem w tej materii kosmitką. I antytalenciem, bo zwyczajnie nie potrafię nazywać. Brzmi głupio? Kiedyś za gówniarza (no dobra! miałam 20lat) grałam w Neverwinter Nights i zawsze najwięcej czasu trwoniłam, żeby nazwać swoją postać. Sama konieczność nazywania psuła mi trochę frajdę. Zazwyczaj prosiłam wtedy o pomoc, albo nadawałam imię zgapione z jakiegoś serialu. Mój brat Jakub wymyślał za to zarąbiste imiona. Takie w klimacie. (KOREKTA to brat PRZEMYSŁAW wymyślał piękne imiona w klimacie. Brat Jakub natomiast nazywał postaci imionami, których nie mogę zacytować, ze względu na charakter bloga.) No mniejsza. Podobna sytacja miała miejsce, kiedy, jako nastolatki pisałyśmy z koleżanką opowiadania kryminalne w liceum.…

koszmar blogera

Wyobraź sobie swój najgorszy koszmar (jeśli blogujesz, jeśli nie, wczuj się w rolę). Poza brakiem wi-fi, jest tylko jedno zdarzenie, które można nazwać gorszym. I spotkało ono mnie… Każdy tekst na bloga opatruje się zdjęciem, bądź mnogością zdjęć. Każdy to wie. Książki z obrazkami są fajniejsze, no nie? Bloger musi mieć czym pstrykać. Oczywista oczywistość. Kilka dni przed Świętami posiałam gdzieś kartę do aparatu. To się zdarza, nie robiłam z tego dramatu, bo z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, a jutro znów wzejdzie słońce. Wsiąkła mi gdzieś w tranzycie między laptopem, a rzeczonym aparatem. Mogłabym kupić nową, ale po co? Wiem, że GDZIEŚ JEST. Dziś rano olśniło mnie, że może niekoniecznie. Mam bowiem mgliste wspomnienie, że sprzątając przed Świętami wciągnęłam coś odkurzaczem. Już jest trochę gorzej… Pozostawmy jednak sprawę aparatu, mam przecież smartfona i cykam nim zdjęcia bez opamiętania, nierzadko raczę nimi również Was. Do czasu. Wchodzę sobie do łazienki…

Navigate