WNĘTRZA

ZNAJDY #2 – coś na relaks, coś o wnętrzach i coś o miodzie

Witajcie w Nowym Roku! Pozdrawiam Was z objęć zieluniotkiego, niczym wiosenna trawka, szeleszczącego, jak letni las L4. Wykasłuję z siebie resztki godności. Charczę niczym stary chłop. Nie chcę nawet myśleć, co mnie czeka po powrocie do pracy… strach mnie bierze na samą myśl. Wolę delektować się byciem w domu. Nie ważne jak bardzo jestem chora, ważne, że u siebie. Czy wspomniałam o chorej Alicji? Zapalenie ucha i szumy w płucach… Dramat trzeciego stopnia, ale to nic. Nieważne! Ta szklanka jest bardziej pełna niż pusta. Jestem w domu. Nie muszę wypełniać dziwnych formularzy, żeby być w domu z chorą Alą. Same plusy. Czasami nawet udaje mi się skorzystać z laptopa, na tym moim pseudourlopie, więc mam dla Was kilka kąsków, w sam raz do herbaty z miodkiem, albo poobiedniej kawusi. Lecim! 1. Jeżeli szukacie sposobu na skołatane nerwy, to ten kawałek powstał ponoć właśnie po to. Według naukowców obniża poziom stresu…

NIESTETY, TO NIE PINTEREST

Dziecięcy pokoik to przykład miejsca, które zdecydowanie lepiej wygląda w projekcie, niż na żywca. Nawet, jeżeli mówimy o niemowlęcym pokoiku, ilość przedmiotów, które posiada dziecko, potrafi przytłoczyć. Był czas, kiedy miałam kontrolę nad pokoikiem Lili. Ona miała trzy latka, razem się bawiłyśmy, odkładałyśmy potem zabawki na miejsce, na ścianie wisiały bieżące prace plastyczne, a podłoga lśniła czystością. Ten czas przeminął. Ściany zdobi dziś głównie grafitti wykonane przez Alicję, koloru wykładziny nikt już nawet nie pamięta, a ogólne wrażenie rozgardiaszu na podłodze, gdzie pełno zabawek i książeczek, potęguje galeria naklejek na ścianach, meblach i… suficie. Tak, tam też. Lila bardzo słusznie uważa, że swój pokój może dekorować wedle własnego uznania. Wszelką ekspansję udało mi się zdusić w zarodku, całe szczęście na ścianach dziecięcego pokoju są jeszcze wolne miejsca, więc reszta mieszkania jest bezpieczna. Nie zmienia to jednak faktu, że marzy mi się dziewczęcy pokoik rodem z Pinteresta…

Navigate