TATA

KOGUT DOMOWY

Niby opowiadam Wam tutaj różności o mojej rodzinie i wewnętrznych rozterkach, a nie wspominam nawet słowem o konkretach. Jest coś, co odróżnia nas od większości rodzin. W zasadzie, nie przypuszczałabym nawet, że jest to jakoś super szokujące, bo dla mnie to już naturalna sytuacja, do której przywykłam i jest wynikiem naszych wspólnych decyzji, niemniej za każdym razem, kiedy opowiadam o nas nowo spotkanym osobom, komentują naszą sytuację jako niezwykłą, bądź komentują niewerbalnie lekkim wytrzeszczem oczu. Jeszcze tylko Wam o tym nie wspominałam, choć sytuacja ciągnie się już od roku z górką. Trzeba to nadrobić – trzymajcie się krzeseł dzieciaki i poczytajcie o naszych niezwykłych zwyczajach. W tradycyjnym modelu rodziny wyglądało to tak, że mama zajmowała się domem i wychowaniem dzieci, a tata zarabiał hajs. Ten model ewoluował i choć normalne jest, że mama ogarnia pracę na etacie i drugi etat w domu, to tata, który zajmuje się domem nadal stanowi…

rola ojca

Ostatnio wszędzie natykam się na dyskusje i artykuły o roli ojca w wychowaniu dziecka. Wypowiadają się zarówno mężczyźni zaangażowani w temat rodzicielstwa, jak i tacy, którzy twierdzą, że zajmowanie się dzieckiem jest zajęciem z gruntu przeznaczonym dla kobiet z racji ich biologicznego wkładu w „proces produkcji”. Pomijam idiotyczne głosy tych, którzy twierdzą, że mężczyznom zajmowanie się dzieckiem w jakikolwiek sposób ujmuje męskości.. Usłyszałam w Trójce wypowiedź BlogOjca, który powiedział, bardzo fajnie zresztą, że martwi go, że ludzie uważają, że to niezwykłe, że jest takim zaangażowanym tatą, bo bycie zaangażowanym w wychowanie dziecka powinno być naturalne dla każdego rodzica. Wydaje mi się, że kobietom jest o tyle łatwiej pogodzić się z nową rolą, że kiedy rodzi się dziecko są od razu wrzucane na głeboką wodę. Dostajesz swoje nowonarodzone dziecko i zostajesz z nim całkiem sama w obcym miejscu, którym jest szpital (a to niemal polowe warunki!), obolała, przestraszona i MUSISZ ogarnąć…

cuda i gofry

No więc, jesteś w domu i akurat masz pół godzinki luzu. Co robisz? a. regulujesz brwi, malujesz paznokcie, robisz maseczkę, b. nastawiasz pralkę, zmywarkę, odkurzasz i jeśli styka czasu, robisz te cholerne brwi, no bo musisz. Jeżeli odpowiedziałaś a. – gratuluję, ciesz się wolnością, póki trwa. Jeżeli odpowiedziałaś b. – to tak, jak ja, jesteś matką. No chyba, że masz noworodka w domu, wtedy zupełnie nie dotyczy Cie to pytanie. Nie martw się, to minie. No więc, grunt to się w życiu ustawić. Czemu pytam? Bo wczoraj miałam pół godziny luzu, kiedy to oddawałam się zabiegom pielęgnacyjnym, podczas gdy mój najdroższy małżonek, zdjęty troską o moje zdrowie i porażony stanem naszych okien w pełnym słońcu, w towarzystwie naszej pracowitej córki zajął się ich myciem. Okien myciem znaczy. Po południu podziwiałam zatem mój świeży manicure w blasku słońca wpadającego do salonu przez czyste okna. Najdroższy Mąż zrobił też obiad i gofry…

Navigate