PRACA

DHAKA – DRUGA STRONA MEDALU

Wszystko zależy od skali porównawczej. Ktoś, kto zarabia w funtach, nie pojmie, jak jestem w stanie się utrzymać, zarabiając średnią krajową w polskich złotych. Dla mnie oburzające są kwoty, za które szwaczka w fabryce w Bangladeszu musi wyżywić rodzinę. Dla kogoś, kto żyje na ulicy, zarówno ona, jak i ja jesteśmy bogaczkami. Mam w sobie dużo wdzięczności za wszystkie dobrodziejstwa, które zsyła na mnie los. Jestem wdzięczna za zdrowe, wspaniałe córeczki, za mojego wspierającego wspaniałego męża, za dach nad głową, za pracę, która daje mi satysfakcje i niezależność, za to, że mam mieszkanie. Wydawało mi się, że jestem pełna pokory. Jest jednak cała masa rzeczy, które na co dzień przyjmuję za pewnik, bo ich istnienie jest dla mnie tak oczywiste, jak to że oddycham powietrzem. Ciepła woda w kranie, prąd w lodówce, BA! LODÓWKA!, PRALKA! – skoro już o tym mowa (zmywarka już mniej, bo się rozkraczyła ostatnio, więc bywam…

POCZTÓWKI Z BANGLADESZU – KOLOROWA DHAKA

Postanowiłam zrobić dwa wpisy o podróży do Bangladeszu. Nie da się wszystkiego zawrzeć w jednym wpisie. Dhaka w pierwszym odruchu mnie oczarowała i chciałabym, żebyście również zobaczyli, jaka jest piękna. Ale rzeczywistość tam jest inna niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Drugi wpis będzie zatem o drugim obliczu Dhaki.Mężczyźni w Bangladeszu są specyficzni. Widać, że lubią dobrze wyglądać. Chociaż modowo królują późne lata 90te. Na ulicach widać jedynie mężczyzn, kobiety to rzadki widok. Bardzo często mijałyśmy mężczyzn trzymających się za ręce, ale nie miałyśmy okazji ani śmiałości, żeby zapytać czy chodzi o przyjaźń, czy kochanie. Zachwycające są Bangladeskie kobiety. Są czyściutkie, zadbane i kolorowe. Niestety nie widać ich na ulicach. Siedzą w domach z dziećmi, albo pracują w fabrykach. Na zdjęciu powyżej właśnie wychodzą na przerwę obiadową z jednej z fabryk, osobnym wyjściem dla kobiet. Tłumaczono nam, że kobiety traktuje się tam inaczej, ze względu na szacunek jakim się je…

PIŻAMA PARTY, czyli co ja właściwie robię…

Wiecie, co jest fajne? Fajne jest, kiedy zajmujemy się czymś, co lubimy robić. Łatwiej jest wtedy stawiać czoła wczesnym pobudkom, długim powrotom z pracy komunikacją miejską, czy nadgodzinom. Z pozycji człeka, który ma przywilej robienia tego, co lubi, powiem Wam, że warto walczyć o to, żeby robić coś, co da nam radość, oprócz pieniędzy na chleb. Warto czasem zaryzykować i uciszyć ten głos z tyłu głowy: „gdzie ty się pchasz, nawet się na tym nie znasz. zostań, gdzie jesteś. przynajmniej masz pracę”. Warto, bo zmiany są dobre. Kiedy zamykasz za sobą jakieś drzwi, otwierają się kolejne. Zawsze. Zdarza się, że czasem ktoś mnie podpytuje, czym ja się w ogóle zajmuję i dzisiaj Wam o tym trochę opowiem. Kiedy zaczynałam pracę dwa lata temu, nie wiedziałam w sumie co mnie czeka, ani na co się godzę. Bardzo chciałam spróbować czegoś nowego, czegoś, czego jeszcze nie robiłam, ale w czym mogłabym się…

JADĘ W DELEGACJĘ, A SERCE JUŻ TĘSKNI ZA DZIEĆMI

Przyznam się bez bicia, że trochę gorzej niż większość znanych mi matek znoszę rozstania z moimi dziećmi. Zapytajcie kogokolwiek z mojego otoczenia. I nie jest to wcale moje własne zdanie, wręcz przeciwnie, wydawało mi się, że wszystkie tak mamy, że to jest niejako matczyna choroba zawodowa. Ale nie, okazuje się, że mam problem w pępowiną łącząca mnie z dziećmi, mianowicie taki, że jest ona jakby krótsza niż u innych. Będąc osobą rozsądną, nie bacząc na sprzeczności targające moim sercem, od jakiegoś czasu staram się zatem luzować tą pępowinę. No wiecie, takie niewinne akcje, jak weekend u babci, albo w najgorszym razie, tydzień wakacji u drugiej babci, na drugim końcu Polski. Przy czym to drugie, to było trochę wymuszone przez Małżonka i to już była dla mnie jazda po emocjonalnej bandzie. Najdroższy Małżonek zabrał dziewczynki do swojej mamy na tydzień na ferie zimowe i powiem Wam, że ledwo to przeżyłam, bo…

Navigate