MAMA

ZĘBOWA WRÓŻKA I SCHYŁEK JEJ SŁAWY

Niektóre tematy w domu pełnym dzieci zawsze są na czasie. Tak – kiedy dzieci jest dwoje, dom jest ich pełen – żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. Na ten przykład, temat wypadających zębów dostarcza nam emocji od zeszłej jesieni. Lila straciła wtedy dwa mleczaki. Ostatniego, kiedy byliśmy na wyjeździe u babci Wandzi. Okoliczności były dość dramatyczne, bo ząb, mimo, że czaił się za nim jego następca, za nic nie dawał się wyrwać. A ona musiała zrobić to sama! Któregoś popołudnia, po tłumaczeniach wszystkich członków rodziny, wśród okrzyków zagrzewających do walki i płaczu Liliany, ząb został wyrwany przed lustrem. Po czym wpadł prosto za listwę przypodłogową (udało się go wyciągnąć – luz), czym przyprawił nas wszystkich o palpitacje, no bo przecież zębowa wróżka czekała na niego od tygodni. Biznes is biznes. Przy okazji pierwszego zęba, wróżka zostawiła pod poduszką tylko złotówkę, bo, no cóż, nie miała innych drobnych. A wiadomo, że za zęby…

JAKAŚ NIENORMALNA

Minęło kilka dni w domu z dziećmi. W końcu w domu i w końcu z nimi. Towar deficytowy. Luksus od którego łatwo odwyknąć w ciągu tygodnia wypełnionego dorosłymi ludźmi i kawą przed monitorem komputera. Łatwo odwyknąć, bo dorośli słuchają, co do nich mówisz, chodzą, a nie biegają, sprzątają po sobie i zasadniczo odzywają się, tylko kiedy czegoś konkretnego chcą. Czasem mam wrażenie, że jestem rodzicem z doskoku. Brakowało mi dorosłych, kiedy byłam w domu, a teraz chciałabym mieć dawną cierpliwość i żyć tamtym trybem. Bo do szaleństwa życia z dziećmi również łatwo przywyknąć. Poszłam do pracy, kiedy Lila miała 2 i pół roku. Poszłam i zaraz wróciłam, bo zaszłam w drugą ciążę i w zasadzie przepracowałam 3miesiące. Niedługo potem Lila poszła do przedszkola. Wiem, ile przez te trzy lata razem, dostała ode mnie czasu i wiem ile z siebie wkładałam w proces jej wychowania. Mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Razem…

tik-tak tik-tak

Na 24-te urodziny dostałam od mojego obecnego męża, a wtedy jeszcze chłopaka, 24 życzenia. Przez cały dzień miał spełniać wszystkie moje zachciewajki. Co jemy, gdzie idziemy, co będziemy robić. Na moje życzenie dał się zaciągnąć na salsę i na moje życzenie cały wieczór się uśmiechał. Szczerze uśmiechał. To były bardzo dobre urodziny, a nawet nie udało mi się wszystkich życzeń wykorzystać. Lubię je wspominać. Dzisiaj znowu są moje urodziny i z przerażeniem stwierdziłam, że tamten dzień miał miejsce równo dziesięć lat temu. Pamiętam go, jakby to było rok temu, a po drodze zdążyło się przydarzyć milion rzeczy, które w zasadzie, mimo swojej wagi, zlewają się nieco za bardzo w zwykłą codzienność. Nie mam pojęcia, jakim cudem te 10 ostatnich lat zleciało tak szybko. Trochę się boję, że obudzę się któregoś dnia za pół roku i będę czterdziestolatką, bo mam wrażenie, że w takim tempie płynie moja rzeczywistość. Pamiętam jak bardzo…

40 DNI

Scenka z życia codziennego. Niby banał, a pozwoliłam mu zniweczyć kilkutygodniowy wysiłek. No więc, jesteśmy w piekarni, kupuję pieczywo, a Lila prosi panią o ciasteczka w kształcie misia: „Jedno dla mnie, a drugie dla mojej siostry”. Pani się wzruszyła, więc Lila i Ala dostały jeszcze po ciasteczku od firmy, ja popłynęłam na tej fali i poprosiłam jeszcze ciasteczka korzenne (będą do kawki – pomyślałam sobie). Sielanka trwa, jedziemy, dzieci chrupią ciasteczka. Ala po obgryzieniu misiowi oblanych czekoladą kończyn i uszu, znudziła się, więc rzuciła komendę: „mama, da!” i wetknęła mi to co zostało z misiowego korpusu do ust. Zero refleksji – zjadłam, co dali. Idziemy dalej, posmak misia nie dawał mi jednak spokoju, więc pomyślałam, że przegryzę korzenne ciacho I WTEDY DO MNIE DOTARŁO – przecież ja nie jem słodyczy. Mój post wziął i się rypnął. No debil. Bezmyślna maszyna do utylizacji resztek po dzieciach. Macie jakieś uzależnienia? Nie mówię,…

ROK Z APARATEM

obrazek – Pinterest – Ciociu, a co Ty masz na zębach? – pyta mnie Ina. – Aparat. – odpowiadam zgodnie z prawdą. – A jaki? -dopytuje. – Taki, do robienia zdjęć. Uśmiech! Wspominałam Wam kiedyś, przy okazji postanowień noworocznych, że zamierzam założyć aparat ortodontyczny. To było coś, do czego przez lata dojrzewałam i czego przez lata unikałam, szukając alternatywy, mimo, że w moim przypadku nie była to jedynie potrzeba estetyczna. W końcu, po rozmowach z kilkoma stomatologami, po zebraniu funduszy i przekonaniu samej siebie, że muszę to zrobić, przekułam zamiar w czyn i niedawno minął rok, od kiedy jestem użytkowniczką tego ustrojstwa. Zacznijmy od tego, że od kiedy pamiętam, z pasją nienawidziłam swoich zębów. Wszelkie docinki i komentarze na ich temat brałam bardzo do siebie i wstyd, który mi towarzyszył, przez większość życia, do dzisiaj odbija się echem, kiedy mam uruchomić w sobie pokłady pewności siebie. Przez lata starałam się…

WSZĘDZIE DOBRZE, GDZIE NAS NIE MA

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. A u sąsiada trawka zieleni się bardziej niż u nas. I jeszcze kosiarkę ma lepszą. Cwaniak. Wszyscy ogólnie mają lepiej, bo jeżdżą po świecie, budują domy, jedzą tylko organiczne i zawsze mają pomalowane paznokcie. Tylko ty nie. Co nie? Spokojnie, nie skacz jeszcze z okna, nie rwij włosów z głowy ( z odrostem, bo jakże..), ja też mam takie wrażenie. Jeszcze półtora roku temu wydawało mi się, że omija mnie cała masa niesamowitych doświadczeń, przez to, że „tylko” zajmuję się domem i nie mam parcia na karierę. Bo WSZYSTKIE mamy pracują. Bo co to za wyzwanie zajmować się domem i czym ja się w ogóle mogę pochwalić? Teraz kiedy minął mi rok w roli Matki Polki Pracującej, marzę tylko o tym, żeby znów moc zająć się tym, co najważniejsze i co kocham najbardziej – czyli moim domem, w pełnym wymiarze godzin. Bo wiecznie coś…

Myśli o zimie

Przez dwa lata czekaliśmy na śnieg. Mówię zupełnie serio. W zeszłym roku dzieci widziały śnieg całe trzy razy, przy czym Ala za każdym razem wyła ze strachu, bo albo mokry, albo zimny, albo szok, że jest. Kiedy akurat przez chwilę śnieg faktycznie leżał, byliśmy akurat chorzy, a kiedy zdrowieliśmy, topniał w cholerę, więc tak naprawdę, nie ulepiliśmy nawet bałwana zeszłej pseudozimy. Jeżeli według Was mróz w Gdańsku za długo trzyma tej zimy, to możecie winić mnie, bo ja go sobie w tym roku bardzo życzyłam. Razem z górą śniegu – wybaczcie drogowcy.

LET IT GO

Koleżanka z pracy – świeżo upieczona mama bliźniaków, pyta mnie, jako weteranki (no bo jakże!) z dwójką dzieci: „Aga, jak Ty to robisz, że ogarniasz dzieci, dom i pracę?”. W duchu robię rachunek sumienia, wizualizuję sobie rozwalone buty w korytarzu, pięćdziesiąt metrów kwadratowych podłogi pokrytych zabawkami, naczynia zalegające w zlewie i wiecznie pełen kosz na pranie, które zostawiłam za sobą, wychodząc rano do pracy. „Wiesz co? Prawdę mówiąc, to nie ogarniam” – odpowiadam zgodnie z prawdą. Sylwia wygląda, jakby w tym momencie straciła nadzieję. „Ale chyba już zaczęłam sobie odpuszczać” – dodaję. Bo czy porządek na chacie naprawdę jest najważniejszy? Nie zrozumcie mnie źle. Lubię, kiedy jest czysto, ale nawet w czystym mieszkaniu, w którym mieszkają dzieci, porządek pod linijkę jest stanem podejrzanie nienaturalnym. Między syfem, a nieporządkiem istnieje przeogromna przepaść. Nieporządek to taki twórczy chaos, nieodłączna część większości zabaw. Więc czemu ja się nim tak stresuję? Dosyć. Przywykłam, że…

po prostu

Fajnie by było czasem moć pobyć samej. Zebrać myśli, pospacerować, wyjść gdzieś, poczytać. Albo we dwoje pobyć, też by było można. Bez myśli, że coś trzeba, i że ktoś coś chce. Tak sobie marudzę czasem sama do siebie, albo do męża mego i zaczynamy planować niecnie, że zawołamy babcię i ruszymy na podbój miasta. Bo rzadko ruszamy. A potem przychodzi co, do czego i pierwsza dostaje anginy. Potem druga. 40 stopni, nieprzespane noce, ręce opadające do ziemi z żalu i zmęczenia. Wtedy jedynym życzeniam jest, żeby wróciła normalność, zwyczajność i nieprzerwany sen. Och, jaka ta zwykła codzienność jest słodka. Niech będą zdrowe i niech trwa. Ciągle zapominam, ile to szczęścia mieć „po prostu” zdrowe dzieci.

Navigate