MAMA

40 DNI

Scenka z życia codziennego. Niby banał, a pozwoliłam mu zniweczyć kilkutygodniowy wysiłek. No więc, jesteśmy w piekarni, kupuję pieczywo, a Lila prosi panią o ciasteczka w kształcie misia: „Jedno dla mnie, a drugie dla mojej siostry”. Pani się wzruszyła, więc Lila i Ala dostały jeszcze po ciasteczku od firmy, ja popłynęłam na tej fali i poprosiłam jeszcze ciasteczka korzenne (będą do kawki – pomyślałam sobie). Sielanka trwa, jedziemy, dzieci chrupią ciasteczka. Ala po obgryzieniu misiowi oblanych czekoladą kończyn i uszu, znudziła się, więc rzuciła komendę: „mama, da!” i wetknęła mi to co zostało z misiowego korpusu do ust. Zero refleksji – zjadłam, co dali. Idziemy dalej, posmak misia nie dawał mi jednak spokoju, więc pomyślałam, że przegryzę korzenne ciacho I WTEDY DO MNIE DOTARŁO – przecież ja nie jem słodyczy. Mój post wziął i się rypnął. No debil. Bezmyślna maszyna do utylizacji resztek po dzieciach. Macie jakieś uzależnienia? Nie mówię,…

ROK Z APARATEM

obrazek – Pinterest – Ciociu, a co Ty masz na zębach? – pyta mnie Ina. – Aparat. – odpowiadam zgodnie z prawdą. – A jaki? -dopytuje. – Taki, do robienia zdjęć. Uśmiech! Wspominałam Wam kiedyś, przy okazji postanowień noworocznych, że zamierzam założyć aparat ortodontyczny. To było coś, do czego przez lata dojrzewałam i czego przez lata unikałam, szukając alternatywy, mimo, że w moim przypadku nie była to jedynie potrzeba estetyczna. W końcu, po rozmowach z kilkoma stomatologami, po zebraniu funduszy i przekonaniu samej siebie, że muszę to zrobić, przekułam zamiar w czyn i niedawno minął rok, od kiedy jestem użytkowniczką tego ustrojstwa. Zacznijmy od tego, że od kiedy pamiętam, z pasją nienawidziłam swoich zębów. Wszelkie docinki i komentarze na ich temat brałam bardzo do siebie i wstyd, który mi towarzyszył, przez większość życia, do dzisiaj odbija się echem, kiedy mam uruchomić w sobie pokłady pewności siebie. Przez lata starałam się…

WSZĘDZIE DOBRZE, GDZIE NAS NIE MA

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. A u sąsiada trawka zieleni się bardziej niż u nas. I jeszcze kosiarkę ma lepszą. Cwaniak. Wszyscy ogólnie mają lepiej, bo jeżdżą po świecie, budują domy, jedzą tylko organiczne i zawsze mają pomalowane paznokcie. Tylko ty nie. Co nie? Spokojnie, nie skacz jeszcze z okna, nie rwij włosów z głowy ( z odrostem, bo jakże..), ja też mam takie wrażenie. Jeszcze półtora roku temu wydawało mi się, że omija mnie cała masa niesamowitych doświadczeń, przez to, że „tylko” zajmuję się domem i nie mam parcia na karierę. Bo WSZYSTKIE mamy pracują. Bo co to za wyzwanie zajmować się domem i czym ja się w ogóle mogę pochwalić? Teraz kiedy minął mi rok w roli Matki Polki Pracującej, marzę tylko o tym, żeby znów moc zająć się tym, co najważniejsze i co kocham najbardziej – czyli moim domem, w pełnym wymiarze godzin. Bo wiecznie coś…

Myśli o zimie

Przez dwa lata czekaliśmy na śnieg. Mówię zupełnie serio. W zeszłym roku dzieci widziały śnieg całe trzy razy, przy czym Ala za każdym razem wyła ze strachu, bo albo mokry, albo zimny, albo szok, że jest. Kiedy akurat przez chwilę śnieg faktycznie leżał, byliśmy akurat chorzy, a kiedy zdrowieliśmy, topniał w cholerę, więc tak naprawdę, nie ulepiliśmy nawet bałwana zeszłej pseudozimy. Jeżeli według Was mróz w Gdańsku za długo trzyma tej zimy, to możecie winić mnie, bo ja go sobie w tym roku bardzo życzyłam. Razem z górą śniegu – wybaczcie drogowcy.

LET IT GO

Koleżanka z pracy – świeżo upieczona mama bliźniaków, pyta mnie, jako weteranki (no bo jakże!) z dwójką dzieci: „Aga, jak Ty to robisz, że ogarniasz dzieci, dom i pracę?”. W duchu robię rachunek sumienia, wizualizuję sobie rozwalone buty w korytarzu, pięćdziesiąt metrów kwadratowych podłogi pokrytych zabawkami, naczynia zalegające w zlewie i wiecznie pełen kosz na pranie, które zostawiłam za sobą, wychodząc rano do pracy. „Wiesz co? Prawdę mówiąc, to nie ogarniam” – odpowiadam zgodnie z prawdą. Sylwia wygląda, jakby w tym momencie straciła nadzieję. „Ale chyba już zaczęłam sobie odpuszczać” – dodaję. Bo czy porządek na chacie naprawdę jest najważniejszy? Nie zrozumcie mnie źle. Lubię, kiedy jest czysto, ale nawet w czystym mieszkaniu, w którym mieszkają dzieci, porządek pod linijkę jest stanem podejrzanie nienaturalnym. Między syfem, a nieporządkiem istnieje przeogromna przepaść. Nieporządek to taki twórczy chaos, nieodłączna część większości zabaw. Więc czemu ja się nim tak stresuję? Dosyć. Przywykłam, że…

po prostu

Fajnie by było czasem moć pobyć samej. Zebrać myśli, pospacerować, wyjść gdzieś, poczytać. Albo we dwoje pobyć, też by było można. Bez myśli, że coś trzeba, i że ktoś coś chce. Tak sobie marudzę czasem sama do siebie, albo do męża mego i zaczynamy planować niecnie, że zawołamy babcię i ruszymy na podbój miasta. Bo rzadko ruszamy. A potem przychodzi co, do czego i pierwsza dostaje anginy. Potem druga. 40 stopni, nieprzespane noce, ręce opadające do ziemi z żalu i zmęczenia. Wtedy jedynym życzeniam jest, żeby wróciła normalność, zwyczajność i nieprzerwany sen. Och, jaka ta zwykła codzienność jest słodka. Niech będą zdrowe i niech trwa. Ciągle zapominam, ile to szczęścia mieć „po prostu” zdrowe dzieci.

5 powodów, dla których warto być pracującą mamą i 5 powodów, dla których bycie pracującą mamą jest do bani

Minął już ponad miesiąc od kiedy zostałam Matką Pracującą i skoro mogę nazwać się już starym wyjadaczem, czas na refleksję. Powiem szczerze, że mimo kilku lat powyżej trzydziechy, kilku liźniętych zawodów i dwójki urodzonych dzieci, czuję, że nadal nie odkryłam, co chciałbym ze sobą w życiu robić. Co nie zmienia faktu, że mogę robić cokolwiek, zastanawiając się nad tym, zamiast czekać, aż ktoś zapuka do moich drzwi, oferując pracę marzeń. Wierzę święcie, że każde doświadczenie zawodowe jest dobre i każde uczy nas nowych rzeczy. I nawet jeżeli jedyną rzeczą, której się nauczymy jest to, że to nie jest zawód dla nas – warto spróbować. Niezbadane są bowiem ścieżki losu. CV Samo się nie zapełni, więc do pracy marsz Matko Polko! Skoro już zdecydowałaś się „porzuć” dom i rodzinę i podjąć zatrudnienie, pamiętaj, że było warto, ponieważ: 1. JESTEŚ NIEZALEŻNA FINANSOWO Dzień Pierwszej Wypłaty to dzień, w którym świat zmienia się…

randka w Trójmieście

Zaczynaliśmy z Najukochańszym Małżonkiem jako współlokatorzy. Miało to oczywiście swoje bardzo dobre strony, ale jednocześnie odpadał nam etap randkowania. Nie żeby było czego żałować, bo randki kojarzyły mi się we wczesnej młodości głównie ze stresem. Niemniej jednak zdarzało nam się czasem gdzieś wychodzić, kiedy byliśmy parą bezdzietną. Teraz nieczęsto mamy okazję, żeby się wyrwać. Zazwyczaj robimy to na totalnym spontanie, bo jeżeli tylko zaczynamy planować z wyprzedzeniem, zazwyczaj któraś z dziewczynek zaczyna chorować, albo zdarza się jakiś inny kataklizm. W związku z czym, kiedy już przychodzi co do czego, lądujemy w kinie, bo zupełnie nie wiemy, co ze sobą zrobić. Postanowiłam zrobić listę miejsc do których moglibyśmy się udać, żeby po raz kolejny nie wylądować na filmie z Leonardo Di Caprio (chociaż ponoć tym razem faktycznie ma szansę na Oskara). A jako, że Walentynki już w ten weekend, postanowiłam się z Wami podzielić. Taki prezencik ode mnie. Lista dotyczy co…

Matka Weekendowa

via Etsy Pierwszy raz od dwóch tygodni siedzę. Mam na myśli takie siedzenie, które wiąże się bezpośrednio z relaksem. Bo jeżeli miałabym policzyć, ile czasu siedzę w ciągu doby, to aż tyłek zaczyna boleć. Więc siedzę. Dzieci śpią. Najdroższego Małżonka nie ma. Cicho jest. Coś pewnie powinnam. Powinnam w kuchni posprzątać, podłogę zamieść, paznokcie pomalować, ale mam w nosie. Chcę mieć spokój. Padam na ryja, ale aż szkoda mi iść spać, bo zmarnowałabym tym samym okazję do rozkosznego sam na sam z ciszą. Deska do prasowania na mnie patrzy wymownie. Tak, wiem desko, koszule do pracy na przyszły tydzień. Wyluzuj, jest piątek wieczór! Nie wspomnianałam o tym tutaj wcześniej, bo trochę sama nie wiedziałam jak to będzie i stres mnie zżerał, ale awansowałam na Matkę Polkę Pracującą. I know, right?! © olly – fotolia.com Kiedy Lila była mała, broniłam się trochę przed pójściem do pracy, bo miałam wrażenie, że jest…

Navigate