GDAŃSK

NARRACJE 2017

Znacie Narracje? To taki festiwal artystyczny, organizowany co roku w listopadzie na ulicach Gdańska. Temat przewodni i konkretna lokalizacja zmieniają się co roku. Do tej pory udało mi się pójść tylko raz, nad czym szczerze boleję. Niestety, pozostając w zgodzie ze swoją naturą, wybieram raczej kocyk i herbatkę, niż listopadowe spacery, głównie dlatego, że impreza zaczyna się późno. Co roku obiecuję sobie, że pójdę i zabiorę rodzinę, ale spacery z dziećmi o zmroku, to jest coś, co trzeba dobrze przemyśleć i zaplanować. U mnie z planowaniem jest średnio i pewnie dlatego nam nie wychodzi. W tym roku zaliczyliśmy jednak pełen sukces. Głównie dlatego, że instalacje powstały w naszej okolicy, więc nawet, jeśli zaliczylibyśmy jakąś awarię w trakcie, do domu mielibyśmy rzut beretem. Spakowałam dziewczynki i razem z moim bratem i jego narzeczoną ruszyliśmyposzerzać horyzonty. Najlepsze jest to, że pomagali mi ogarnąć Psotki i gdyby nie oni, nie wiem, czy zobaczyłybyśmy…

ZAPOMNIANE ZDJĘCIA Z LATA

Za moim oknem pada śnieg. Nie zalewam! Jeszcze sobie nie rozpisałam, co miłego chciałabym zrobić tej jesieni, a tu już pierwszy śnieg. Matko… Zima nie tylko kierowców zaskakuje! Ja to mam taki refleks, że kiedy wszyscy będą malować pisanki, ja pewnie dopiero będę rozbierać choinkę. No dramat po prostu. I tak ze wszystkim. Najbardziej mnie śmieszy, jak ktoś mnie zagaduje „hej, ale fajnie, że masz czas jeszcze przy dzieciach pisać bloga”, ja wtedy wiem, że raczej nie zaglądają, bo jakby zaglądali częściej niż raz, to by przecież widzieli, że ja piszę dwa razy w miesiącu i to wyłącznie wtedy, jak zarwę nockę, a ja bardzo lubię spać, więc piszę rzadko i już by mnie tak chętnie nie klepali po pleckach, a raczej kręcili głową z dezaprobatą. Posty to ja często piszę w głowie w tramwaju, tylko one rzadko trafiają w miejsce przeznaczenia. Przedzierałam się ostatnio przez fotki z minionego lata…

MECZ

Ta historia ma swój początek nie tak dawno, dawno temu. W krainie Bursztynowego Stadionu. W dniu, w którym moja pierworodna córka, oglądając Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej z moim, nawiasem mówiąc, mężem, stwierdziła, że ona „tak bardzo chce iść na mecz”. Wtedy właśnie się zaczęła. Najukochańszy Małżonek wyszkolił Lilę bardzo dobrze. Okrzyk „POLSKA!” z potrójnym przyklaskiem wychodził jej koncertowo. Wiedziała, którzy to nasi i czy są przy piłce. Poczuła klimat. Stała się kibicem. Ale mecze w telewizji pozostawiały niedosyt w jej dziecięcym serduszku i każdorazowo, natykając się na kolejny taki mecz, pytała, czy kiedyś moglibyśmy się wybrać na „prawdziwy”. Zabraliśmy ją, co prawda, na Stadion Lechii na Dzień Dziecka, ale po co komu stadion, na którym nikt nie gra? Temat wisiał zatem nad nami, jak smok Daenerys nad wojskami Lannisterów. Do czasu… Ja wam zawsze powtarzam, że marzenia się spełniają! A nam, to tak często, że aż trudno to zliczyć.…

TROCHĘ O PRZYJAŹNI, bo mam szczęście do ludzi

Od czasu do czasu nachodzi mnie myśl, że fajnie by było poznać nowych przyjaciół. Tak, jak to się robiło w liceum, czy na studiach, kiedy było się jeszcze istotą ufną, bez bagażu doświadczeń i uprzedzeń. Mam tylko jeden problem – z zasady nie lubię ludzi. Albo inaczej. Z zasady kocham ludzi, ale kiedy poznaję nowe osoby, to rzadko zdarza się, że iskrzy. Kumacie? Dla przykładu: jestem w towarzystwie, rzucam żartem i tylko jedna osoba na dwadzieścia, rozumie, że to w ogóle był żart i śmieje się ze mną. Prawda, że z lekka krępujące? Jedna moja znajoma mówiła na to : mieć z kimś przelot. Niestety moje żarty rozumie garstka wybrańców, reszta uważa, że jestem kopnięta. W związku z powyższym, stronię od ludzi. A im jestem starsza, tym stronię bardziej. Całkiem możliwe, że nie jestem sympatyczna. Czasem nie rozpoznaję twarzy, więc nie mówię ludziom „cześć”. Czasem się zamyślam i nie mówię…

PALCE LIZAĆ #5 Drukarnia

Trochę czasu upłynęło od ostatniego wpisu, w którym polecałam Wam jakieś Trójmiejskie lokale. Powody są dwa. Po pierwsze primo, jemy zazwyczaj w tych samych sprawdzonych miejscach, kiedy już jemy na mieście, a po drugie wszyscy zabierają się za żarcie, zanim zdążę zrobić choć jedno zdjęcie. Zero współpracy. Jest już poniedziałek, więc wypada tydzień zacząć jakąś porządną kawą. Chodźmy więc na kawę i ciacho na Mariacką, skoro Was tak ostatnio namawiałam. Bo warto. Zresztą pamiętajcie, że ja Wam bubli nie wciskam i polecam samo dobro. Jak w rodzinie. Poprzednie wpisy z serii możecie przeczytać kolejno tutaj: #1, #2, #3, #4 Większość ludzi przychodzi do Drukarni, żeby poczytać, co jest napisane na suficie. Mówię serio. Czasem robi się przez to kolejka w wejściu. Ja to bym chętnie poszła tam popisać w samotności z laptopem i usiadłabym sobie w tym wielkim oknie, które wychodzi na Mariacką z filiżanką latte i chlebkiem bananowym na…

KILKA POWODÓW, dla których warto kochać GDAŃSK

W tramwaju, pod warzywniakiem, przy kasie w Bierdonce, w kolejce do automatu z kawą w pracy, wszyscy mówią tylko o jednym. Niby najgorszy temat na small talk, ale kiedy człowiekowi zalezie za skórę brak słońca, robi się nerwowy i mało kreatywny, bo musicie wiedzieć, że pogoda w Gdańsku to jest ostatnio mocno do dupy. Mieliśmy gości w zeszłym tygodniu. Postanowili nas opuścić dzień wcześniej, bo co to za urlop, kiedy pada od rana do wieczora? Plaże świecą pustakami. Turystów mniej. Czyli jest dokładnie tak, jak lubię, więc w sumie nie ma co narzekać. Poza tym Gdańsk da się lubić nawet w deszczu. Nie czarujmy się. Bałtyk nie jest ani czystym, ani ciepłym morzem. W zatoce, to już bardziej niż gdziekolwiek indziej. Jak ktoś sobie lubi popływać, to mamy całą gamę basenów do wyboru. Wy myślicie, że Gdańszczanie opaleniznę rzeźbią nad morzem? W swetrze, to się opalić nie da. Nad Bałtyk…

MÓJ OGRÓDEK

Home sweet home. Mam mieszkanie, bez ogródka, ani nawet balkonu. W praktyce, bo w teorii balkon jest, ale bynajmniej nie zasługuje on na swoją szlachetną nazwę. Na balkonie powinny się mieścić co najmniej dwie osoby. Powinien być na to paragraf w prawie budowlanym. Tymczasem mój balkon jest stworzony dla samotnika, który lubi kontemplować zieleń za oknem w pojedynkę, albo dla palacza, który kilka razy dziennie potrzebuje sobie zaszlugać, ale raczej nie w domu. Albo dla piętrowej suszarki na pranie, bo raczej nie dla takiej, co się rozkłada „na samolot”. Mój balkon na pewno nie jest stworzony dla rodziny z dwójką małych dzieci. Tyle zdążyłam przez te pięć lat ustalić. Ogródka też nie mam. Mam za to plażę, 10minut spacerkiem od domu. Taki środek zastępczy dla przydomowego ogrodu, no i z deko dalej, ale zdecydowanie daje radę. Szum fal pomaga ukoić nerwy i uporządkować myśli. Można się odmóżdżyć, zbierając bursztyny, czy…

randka w Trójmieście

Zaczynaliśmy z Najukochańszym Małżonkiem jako współlokatorzy. Miało to oczywiście swoje bardzo dobre strony, ale jednocześnie odpadał nam etap randkowania. Nie żeby było czego żałować, bo randki kojarzyły mi się we wczesnej młodości głównie ze stresem. Niemniej jednak zdarzało nam się czasem gdzieś wychodzić, kiedy byliśmy parą bezdzietną. Teraz nieczęsto mamy okazję, żeby się wyrwać. Zazwyczaj robimy to na totalnym spontanie, bo jeżeli tylko zaczynamy planować z wyprzedzeniem, zazwyczaj któraś z dziewczynek zaczyna chorować, albo zdarza się jakiś inny kataklizm. W związku z czym, kiedy już przychodzi co do czego, lądujemy w kinie, bo zupełnie nie wiemy, co ze sobą zrobić. Postanowiłam zrobić listę miejsc do których moglibyśmy się udać, żeby po raz kolejny nie wylądować na filmie z Leonardo Di Caprio (chociaż ponoć tym razem faktycznie ma szansę na Oskara). A jako, że Walentynki już w ten weekend, postanowiłam się z Wami podzielić. Taki prezencik ode mnie. Lista dotyczy co…

zielona latarnia

Wydawało mi się, że znam nasze okolice bardzo dobrze, aż pewnego razu tego lata sąsiadka uświadomiła mi, że mamy nową trasę spacerową do zaliczenia, i że chyba tylko ja nie słyszałam, że można przejść z Brzeźna do latarni morskiej w Nowym Porcie. Spacer aż-do-latarni wydawał się być bardziej wycieczką, niż spacerkiem, kiedy patrzeliśmy na dystans, który mamy do przebycia, stojąc na plaży w Brzeźnie, ale okazało się, że trasa jest tak przyjemna i szybka, że na pewno będziemy spacerować do latarni częściej niż sądziłam. Dzielę się z Wami, bo może jest ktoś oprócz mnie, kto nie wiedział. A jakież tam po drodze piękne okoliczności przyrody. Czy wspominałam już, że kocham mieszkać nad morzem? Tak? No to powiem to po raz kolejny. Kocham.

Navigate