GDAŃSK

MECZ

Ta historia ma swój początek nie tak dawno, dawno temu. W krainie Bursztynowego Stadionu. W dniu, w którym moja pierworodna córka, oglądając Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej z moim, nawiasem mówiąc, mężem, stwierdziła, że ona „tak bardzo chce iść na mecz”. Wtedy właśnie się zaczęła. Najukochańszy Małżonek wyszkolił Lilę bardzo dobrze. Okrzyk „POLSKA!” z potrójnym przyklaskiem wychodził jej koncertowo. Wiedziała, którzy to nasi i czy są przy piłce. Poczuła klimat. Stała się kibicem. Ale mecze w telewizji pozostawiały niedosyt w jej dziecięcym serduszku i każdorazowo, natykając się na kolejny taki mecz, pytała, czy kiedyś moglibyśmy się wybrać na „prawdziwy”. Zabraliśmy ją, co prawda, na Stadion Lechii na Dzień Dziecka, ale po co komu stadion, na którym nikt nie gra? Temat wisiał zatem nad nami, jak smok Daenerys nad wojskami Lannisterów. Do czasu… Ja wam zawsze powtarzam, że marzenia się spełniają! A nam, to tak często, że aż trudno to zliczyć.…

TROCHĘ O PRZYJAŹNI, bo mam szczęście do ludzi

Od czasu do czasu nachodzi mnie myśl, że fajnie by było poznać nowych przyjaciół. Tak, jak to się robiło w liceum, czy na studiach, kiedy było się jeszcze istotą ufną, bez bagażu doświadczeń i uprzedzeń. Mam tylko jeden problem – z zasady nie lubię ludzi. Albo inaczej. Z zasady kocham ludzi, ale kiedy poznaję nowe osoby, to rzadko zdarza się, że iskrzy. Kumacie? Dla przykładu: jestem w towarzystwie, rzucam żartem i tylko jedna osoba na dwadzieścia, rozumie, że to w ogóle był żart i śmieje się ze mną. Prawda, że z lekka krępujące? Jedna moja znajoma mówiła na to : mieć z kimś przelot. Niestety moje żarty rozumie garstka wybrańców, reszta uważa, że jestem kopnięta. W związku z powyższym, stronię od ludzi. A im jestem starsza, tym stronię bardziej. Całkiem możliwe, że nie jestem sympatyczna. Czasem nie rozpoznaję twarzy, więc nie mówię ludziom „cześć”. Czasem się zamyślam i nie mówię…

PALCE LIZAĆ #5 Drukarnia

Trochę czasu upłynęło od ostatniego wpisu, w którym polecałam Wam jakieś Trójmiejskie lokale. Powody są dwa. Po pierwsze primo, jemy zazwyczaj w tych samych sprawdzonych miejscach, kiedy już jemy na mieście, a po drugie wszyscy zabierają się za żarcie, zanim zdążę zrobić choć jedno zdjęcie. Zero współpracy. Jest już poniedziałek, więc wypada tydzień zacząć jakąś porządną kawą. Chodźmy więc na kawę i ciacho na Mariacką, skoro Was tak ostatnio namawiałam. Bo warto. Zresztą pamiętajcie, że ja Wam bubli nie wciskam i polecam samo dobro. Jak w rodzinie. Poprzednie wpisy z serii możecie przeczytać kolejno tutaj: #1, #2, #3, #4 Większość ludzi przychodzi do Drukarni, żeby poczytać, co jest napisane na suficie. Mówię serio. Czasem robi się przez to kolejka w wejściu. Ja to bym chętnie poszła tam popisać w samotności z laptopem i usiadłabym sobie w tym wielkim oknie, które wychodzi na Mariacką z filiżanką latte i chlebkiem bananowym na…

KILKA POWODÓW, dla których warto kochać GDAŃSK

W tramwaju, pod warzywniakiem, przy kasie w Bierdonce, w kolejce do automatu z kawą w pracy, wszyscy mówią tylko o jednym. Niby najgorszy temat na small talk, ale kiedy człowiekowi zalezie za skórę brak słońca, robi się nerwowy i mało kreatywny, bo musicie wiedzieć, że pogoda w Gdańsku to jest ostatnio mocno do dupy. Mieliśmy gości w zeszłym tygodniu. Postanowili nas opuścić dzień wcześniej, bo co to za urlop, kiedy pada od rana do wieczora? Plaże świecą pustakami. Turystów mniej. Czyli jest dokładnie tak, jak lubię, więc w sumie nie ma co narzekać. Poza tym Gdańsk da się lubić nawet w deszczu. Nie czarujmy się. Bałtyk nie jest ani czystym, ani ciepłym morzem. W zatoce, to już bardziej niż gdziekolwiek indziej. Jak ktoś sobie lubi popływać, to mamy całą gamę basenów do wyboru. Wy myślicie, że Gdańszczanie opaleniznę rzeźbią nad morzem? W swetrze, to się opalić nie da. Nad Bałtyk…

MÓJ OGRÓDEK

Home sweet home. Mam mieszkanie, bez ogródka, ani nawet balkonu. W praktyce, bo w teorii balkon jest, ale bynajmniej nie zasługuje on na swoją szlachetną nazwę. Na balkonie powinny się mieścić co najmniej dwie osoby. Powinien być na to paragraf w prawie budowlanym. Tymczasem mój balkon jest stworzony dla samotnika, który lubi kontemplować zieleń za oknem w pojedynkę, albo dla palacza, który kilka razy dziennie potrzebuje sobie zaszlugać, ale raczej nie w domu. Albo dla piętrowej suszarki na pranie, bo raczej nie dla takiej, co się rozkłada „na samolot”. Mój balkon na pewno nie jest stworzony dla rodziny z dwójką małych dzieci. Tyle zdążyłam przez te pięć lat ustalić. Ogródka też nie mam. Mam za to plażę, 10minut spacerkiem od domu. Taki środek zastępczy dla przydomowego ogrodu, no i z deko dalej, ale zdecydowanie daje radę. Szum fal pomaga ukoić nerwy i uporządkować myśli. Można się odmóżdżyć, zbierając bursztyny, czy…

randka w Trójmieście

Zaczynaliśmy z Najukochańszym Małżonkiem jako współlokatorzy. Miało to oczywiście swoje bardzo dobre strony, ale jednocześnie odpadał nam etap randkowania. Nie żeby było czego żałować, bo randki kojarzyły mi się we wczesnej młodości głównie ze stresem. Niemniej jednak zdarzało nam się czasem gdzieś wychodzić, kiedy byliśmy parą bezdzietną. Teraz nieczęsto mamy okazję, żeby się wyrwać. Zazwyczaj robimy to na totalnym spontanie, bo jeżeli tylko zaczynamy planować z wyprzedzeniem, zazwyczaj któraś z dziewczynek zaczyna chorować, albo zdarza się jakiś inny kataklizm. W związku z czym, kiedy już przychodzi co do czego, lądujemy w kinie, bo zupełnie nie wiemy, co ze sobą zrobić. Postanowiłam zrobić listę miejsc do których moglibyśmy się udać, żeby po raz kolejny nie wylądować na filmie z Leonardo Di Caprio (chociaż ponoć tym razem faktycznie ma szansę na Oskara). A jako, że Walentynki już w ten weekend, postanowiłam się z Wami podzielić. Taki prezencik ode mnie. Lista dotyczy co…

zielona latarnia

Wydawało mi się, że znam nasze okolice bardzo dobrze, aż pewnego razu tego lata sąsiadka uświadomiła mi, że mamy nową trasę spacerową do zaliczenia, i że chyba tylko ja nie słyszałam, że można przejść z Brzeźna do latarni morskiej w Nowym Porcie. Spacer aż-do-latarni wydawał się być bardziej wycieczką, niż spacerkiem, kiedy patrzeliśmy na dystans, który mamy do przebycia, stojąc na plaży w Brzeźnie, ale okazało się, że trasa jest tak przyjemna i szybka, że na pewno będziemy spacerować do latarni częściej niż sądziłam. Dzielę się z Wami, bo może jest ktoś oprócz mnie, kto nie wiedział. A jakież tam po drodze piękne okoliczności przyrody. Czy wspominałam już, że kocham mieszkać nad morzem? Tak? No to powiem to po raz kolejny. Kocham.

hello September

Matko! Wrzesień już! Ja nie wiem jak, ale nadszedł TEN DZIEŃ. Moje dziecko od jutra będzie przedszkolakiem. I nie jakieś famfaramfa dwa razy w tygodniu. Codziennie. Bierze kubeczek i szczoteczkę, jakby na noc miała zostać. I rzeczy na zmianę… Dobrze, że piżamki nie bierze (ponieważ wylądowała w pięciolatkach, a oni nie śpią. Bogu dzięki!…), bo chyba bym się zapłakała. Czuję lekki niepokój. To już oficjalne, wakacje się skończyły. A z nimi beztroskie dzieciństwo. Kiedy w zeszłym tygodniu wracałam z garów pachniało śliwkami i ogniskiem, a kiedy mijałam kogoś na rolkach, czy rowerze, czułam bijące od nich ciepło rozgrzanego ciała. W tym tygodniu powietrze nie pachniało niczym. Były tylko ślimaki, pajęczyny we włosach i zimno w ręce. Ale nie, że sieję jesienną melancholię. Bo za dnia jeszcze można. I to sporo można, dopóki nie pada i nie jesień pełną dębą… Na przykład dwa patyki połączone kawałkiem sznurka można pomoczyć w…

palce lizać #4 – marmolada chleb i kawa

Zacznijmy od tego, że kocham śniadania. Rodzinnie kochamy. All day breakfast działa na mnie jak zaklęcie. Bo jak można serwować śniadanie do 10? Gdyby nie dzieci, nasz dzień pewnie zaczynałby się o tej godzinie. Albo nazywać kanapkę zjedzoną w biegu, śniadaniem. O nie. U nas śniadanie potrafi się przeciągnąć do dwóch godzin, jeśli akurat jesteśmy wszyscy razem, albo mamy gości. I miło, jeżeli restauracja uwzględnia potrzeby takich ludzi, jak my. Nie lubiących konsumować śniadania w biegu i celebrujących sam rytuał śniadania z godnym namaszczeniem. Do rzeczy. Jeżeli obudziliście się w Trójmieście i akurat jest weekend, macie szczęście, bo możecie wpaść się obeżreć na Targ Śniadaniowy. Jężeli jest środek tygodnia, to macie mniej szczęścia. Chyba, że obudziliście się we Wrzeszczu, wtedy możecie iść na śniadanie do Marmolada Chleb i Kawa, a potem zostać na lunch, obiad i deser, bo tak wyglądałby mój idealny plan dnia. Hahaha! Macie dzieci? Nie będą się…

Navigate