DZIECKO

JAKAŚ NIENORMALNA

Minęło kilka dni w domu z dziećmi. W końcu w domu i w końcu z nimi. Towar deficytowy. Luksus od którego łatwo odwyknąć w ciągu tygodnia wypełnionego dorosłymi ludźmi i kawą przed monitorem komputera. Łatwo odwyknąć, bo dorośli słuchają, co do nich mówisz, chodzą, a nie biegają, sprzątają po sobie i zasadniczo odzywają się, tylko kiedy czegoś konkretnego chcą. Czasem mam wrażenie, że jestem rodzicem z doskoku. Brakowało mi dorosłych, kiedy byłam w domu, a teraz chciałabym mieć dawną cierpliwość i żyć tamtym trybem. Bo do szaleństwa życia z dziećmi również łatwo przywyknąć. Poszłam do pracy, kiedy Lila miała 2 i pół roku. Poszłam i zaraz wróciłam, bo zaszłam w drugą ciążę i w zasadzie przepracowałam 3miesiące. Niedługo potem Lila poszła do przedszkola. Wiem, ile przez te trzy lata razem, dostała ode mnie czasu i wiem ile z siebie wkładałam w proces jej wychowania. Mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Razem…

10 rzeczy, o których warto pamiętać, wychowując córkę

Jeżeli chodzi o wychowywanie chłopców, nie wiem nic. Nawet pieluchy nie potrafiłabym zmienić. Z wychowywaniem dzieci jest jednak – całe szczęście – tak, że człowiek uczy się tego fachu w trakcie, na żywym organiźmie. Więc może jest dla mnie jeszcze nadzieja. Idąc jednak tym samym tropem, mogę stwierdzić nieskromnie, że trochę znam się na wychowywaniu dziewczynek. Mam wyjątkowe szczęście – mam dwie córki. To, plus kilkuletni staż dają mi status PRO. Znajoma, która ma kilkuletniego synka, ma na wiosnę urodzić dziewczynkę i zastanawia się, czy da radę, bo nie ma pojęcia, jak się zabrać do wychowywania dziewczynki. Poza oczywistą odpowiedzią, że robi się to dokładnie tak samo, jak przy wychowywaniu chłopca, pragnę dodać kilka punktów, które podsumowałyby, z czym dokładnie ma do czynienia człowiek, kiedy zostaje rodzicem córki. 1. DZIEWCZYNKA MOŻE BYĆ KIM TYLKO CHCE Nie jest to popularna opinia, ale uważam, że kobiety mają w życiu łatwiej. A jeżeli…

WRÓŻKA ZĘBUSZKA

Moja Lila. Mam wrażenie, że jeszcze wczoraj wyrastały jej mleczaki. Jeszcze przed chwilą była dzidziusiem. Niedawno jadła pierwszą marchewkę, niedawno uczyła się korzystać z nocnika, przed chwilą nauczyła się mówić. Nie wiadomo kiedy, minęło te 5 i pół roku. Niby fajnie, bo przecież to jeszcze małe dziecko i jeszcze sporo czasu, nim zacznie dorastać. Przecież jeszcze przez kilka lat będzie moim maleństwem. Prawda? Pewnego dnia okazuje się, moi drodzy, że żyłam w matczynej ułudzie. Ale bańka pękła, bo oto mojej pierworodnej wypadł pierwszy ząbek. Rusza się drugi. Aż się wierzyć nie chce, że to JUŻ! Pierwszy krok do dorastania. To naprawdę się dzieje zbyt szybko. Wróżka Zębuszka nie miała drobnych w portfelu i zostawiła pod poduszką jedynie złocisza. Dobrze, że przynajmniej nominałów Lila jeszcze nie ogarnia, zachwyt mógłby być dużo mniejszy. Pokazywała tą złotówkę wszystkim przez ponad tydzień. Moje serce. Mało tego, będzie Maryją w Jasełkach w przedszkolu. PIERWSZO-PLANOWA. ŻEŃSKA.…

PORA NA DOBRANOC

Kiedy rzucam komendę: pora spać, moje dzieci nagle przestają mnie dostrzegać. Była mama, nie ma mamy. Czary jakieś! Muszę się mocno nasiłować w tej pelerynie niewidce i czarodziejskim kneblu, żeby przebrały się w piżamy (Alę trzeba gonić…) i umyły zęby (…Alę trzeba gonić!). Dobrą godzinę trwa zagonienie ich do łóżka. Kiedy kładę się po tych wszystkich zapasach na czytanie książeczki – bo kiedy biorę książeczkę do ręki, czar pryska i znowu mama się pojawia – jedyne o czym marzę, to ZASNĄĆ! Gdyby ktoś dawał mi dziesięć złotych za każdym razem, kiedy, chcąc nie chcąc, zasypiam z dziećmi, mogłabym sobie już kupić średniej klasy samochód. No, może używany – bez przesadyzmu. Mężu, już wiem, jak sfinansować kupno auta! Musimy tylko znaleźć frajera, który będzie mi dawał tą dychę. Jacyś chętni? Dziś wieczorem. Leżymy we trzy. Ciemno. Ja leżę z Alą, Lila nad nami. Była bajeczka, prośba o mleczko, dzwoniący telefon, Ala…

powrót do przedszkola

Powrót do przedszkola. Czy tylko ja mam wrażenie, że wakacje były dłuższe za gówniarza? Lilce od początku wakacji nieustannie się nudziło. A ja, kiedy słyszę „mamo, nudzi mi się”, z rękami w misce z ciastem, zlewie z naczyniami, czy z głową w koszu na pranie, tracę moje rodzicielskie MOJO. Bo jej się zazwyczaj nudzi, kiedy akurat muszę coś zrobić. Nie wiem, jak Ojciec Psotek to wytrzymuje całymi dniami… Dzięki powrotowi do przedszkola, moje dziecko w końcu przestanie się nudzić. Mam wrażenie, że z nudów postanowiła urosnąć przez wakacje. Tak dla zgrywu. Wiosną nosiła jeszcze rozmiar 29 – teraz już 31! Jak, pytam, jest to możliwe? To moje kochane maleństwo wyrasta też z płaszczyka przeciwdeszczowego, który kupiłam w zeszłym roku i wtedy trzeba było jeszcze podwijać rękawki, a teraz bardziej przypomina on kurteczkę. To moje dziecko przez wakacje nauczyło się mówić „r” i wprost uwielbia opowiadać historie. O wszystkim. Każdemu. To…

trzy na cztery

Ostatni tydzień spędziliśmy w towarzystwie kuzynów dziewczynek. Cudownie było móc ich znowu zobaczyć. Impreza od świtu do nocy trwała przez tydzień. I choć czasami spoglądaliśmy na siebie z ich tatą, z niemym wyrazem zrezygnowania na twarzach, bo głowy pękały nam od ciągłego hałasu, a wieczorem odpadaliśmy nieprzytomni tam, gdzie położyliśmy głowy, to było superancko. Dzieciaki dogadywały się przewspaniale. Super jest to, że są w zbliżonym wieku, jednak muszę przyznać, że obsługa czwórki dzieciaków w wieku 5lat i poniżej było conajmniej ciekawym wyzwaniem… Cóż, dzieci w stadzie są… jakby trudniejsze w obsłudze. Dwoje to jest akurat tyle, ile człowiek daje radę ogarnąć w pojedynkę. Akurat, żeby obydwie sztuki złapać za rączkę na przejściu. Akurat, żeby ustalić, co czytamy na dobranoc, albo w razie czego czytać i to i to. Dwie sztuki w sam raz mieszczą się w samochód, do małej wanny metrczterdzieści, a dwupiętrowe łóżko wygląda po prostu lepiej, niż takie…

Alicja rośnie

Wpadłam ostatnio swoim fejsbuku na dialogi z Lilą sprzed paru miesięcy i śmiałam się na głos, gdyby nie to, że je tam zapisałam zniknęły by w odmętach mojej krótkiej pamięci. Przypomniałam sobie jak ważne jest to miejsce. I wiem jakie będzie dla mnie ważne za parę lat. Kiedy patrzę sobie na moje dzieci i dociera do mnie jak szybko rosną, mam ochotę zastopować zegar. Mocno się wtedy skupiam, żeby zapamiętać każdy szczegół tego, co się dzieje w danej chwili. Chociaż i tak wiem, że i tak się nie uda. Odgrzebuję czasem jakieś zdjęcia z sprzed kiedyśtam i nie pamiętam okoliczności ich zrobienia. Wszystkiego nie zapamiętam. Alicja zaraz skończy dwa lata. A przecież to bobas. Trochę szybciej biega niż pół roku temu, trochę więcej kuma, niż rok temu, ale poza tym taka sama. Kiedy, ja się pytam, minęły dwa lata? Skoro jeszcze pamiętam moje ciążowe lęki! Ala weszła w najfajniejszy bobasowy…

kiedy dzieci śpią

Wolność. Dzieci śpią. Za to ja – rzadkość – nie zasnęłam razem z nimi. Hulaj dusza! Aż nie wiem, za co się zabrać!? Przeczytać coś, obejrzeć, pomalować paznokcie? A może po prostu bezmyślnie skrolować fejsa do nieprzytomności? Tyle możliwości, a czasu tak niewiele. Nieważne. Każda opcja zdaje się niezwykle pociągająca w obliczu niespodziewanej wolności. Wyrodna matka? A wcale nie, bo nie mam tutaj bynajmniej na myśli wolności od dzieci. Ja tu walczę z pierwotnymi instynktami ludzie! Przyznam, że jestem strasznym śpiochem, a codzienne wstawanie przed szóstą mocno się ze mną nie zgadza. Kiedy więc wieczorem kładę głowę na poduszce koło moich Psotek, muszę mocno walczyć ze sobą, żeby nie zasnąć. Za każdym razem, kiedy uda mi się pokonać senność, jestem przeszczęśliwa. Jestem zwycięzcą! Skaczę z radości! Szkoda mi czasu na spanie. Dzielę dzień na pracę i dzieciaki. Jeśli mój mąż coś z tego czasu skubnie dla siebie, to mamy święto.…

syzyfowe prace

15minut wcześniej odkurzyłam podłogę… Mam wrażenie, że większość czasu upływa mi w domu na gapieniu się w podłogę. Nie brzmi to może zbyt ciekawie, ale w sumie, to lepiej niż gapić się w ściany i tak naprawdę, jeszcze nie zwariowałam. JESZCZE. Moje zachowanie, to jedynie wynik działania instynktu samozachowawczego. Sprawy bowiem nabrały u nas tempa i naprawdę nie da się ogarnąć chaosu, który tu zapanował (pamiętacie suche bułki? Jest gorzej.) Żeby bezpiecznie poruszać się po naszych 50-ciu metrach kwadratowych, należy mieć oczy dookoła głowy i bacznie przyglądać się trasie, którą zamierza się pokonać. Trudno u nas bowiem znaleźć kawałek podłogi, nieudekorowany zabawkami i przedmiotami użytkowymi. Nie mam pojęcia, czy to mieszkanie jest za małe, czy zabawek jest za dużo? Czy gdyby powierzchnia naszych podłóg była większa, również byłaby CAŁA zawalona zabawkami? Jeżeli tak, to współczuję ludziom w 300stu metrowych domach! Dzisiaj starałam się zarejestrować, co omijam i podnoszę, w trakcie…

Navigate