DZIECKO

PORA NA DOBRANOC

Kiedy rzucam komendę: pora spać, moje dzieci nagle przestają mnie dostrzegać. Była mama, nie ma mamy. Czary jakieś! Muszę się mocno nasiłować w tej pelerynie niewidce i czarodziejskim kneblu, żeby przebrały się w piżamy (Alę trzeba gonić…) i umyły zęby (…Alę trzeba gonić!). Dobrą godzinę trwa zagonienie ich do łóżka. Kiedy kładę się po tych wszystkich zapasach na czytanie książeczki – bo kiedy biorę książeczkę do ręki, czar pryska i znowu mama się pojawia – jedyne o czym marzę, to ZASNĄĆ! Gdyby ktoś dawał mi dziesięć złotych za każdym razem, kiedy, chcąc nie chcąc, zasypiam z dziećmi, mogłabym sobie już kupić średniej klasy samochód. No, może używany – bez przesadyzmu. Mężu, już wiem, jak sfinansować kupno auta! Musimy tylko znaleźć frajera, który będzie mi dawał tą dychę. Jacyś chętni? Dziś wieczorem. Leżymy we trzy. Ciemno. Ja leżę z Alą, Lila nad nami. Była bajeczka, prośba o mleczko, dzwoniący telefon, Ala…

powrót do przedszkola

Powrót do przedszkola. Czy tylko ja mam wrażenie, że wakacje były dłuższe za gówniarza? Lilce od początku wakacji nieustannie się nudziło. A ja, kiedy słyszę „mamo, nudzi mi się”, z rękami w misce z ciastem, zlewie z naczyniami, czy z głową w koszu na pranie, tracę moje rodzicielskie MOJO. Bo jej się zazwyczaj nudzi, kiedy akurat muszę coś zrobić. Nie wiem, jak Ojciec Psotek to wytrzymuje całymi dniami… Dzięki powrotowi do przedszkola, moje dziecko w końcu przestanie się nudzić. Mam wrażenie, że z nudów postanowiła urosnąć przez wakacje. Tak dla zgrywu. Wiosną nosiła jeszcze rozmiar 29 – teraz już 31! Jak, pytam, jest to możliwe? To moje kochane maleństwo wyrasta też z płaszczyka przeciwdeszczowego, który kupiłam w zeszłym roku i wtedy trzeba było jeszcze podwijać rękawki, a teraz bardziej przypomina on kurteczkę. To moje dziecko przez wakacje nauczyło się mówić „r” i wprost uwielbia opowiadać historie. O wszystkim. Każdemu. To…

trzy na cztery

Ostatni tydzień spędziliśmy w towarzystwie kuzynów dziewczynek. Cudownie było móc ich znowu zobaczyć. Impreza od świtu do nocy trwała przez tydzień. I choć czasami spoglądaliśmy na siebie z ich tatą, z niemym wyrazem zrezygnowania na twarzach, bo głowy pękały nam od ciągłego hałasu, a wieczorem odpadaliśmy nieprzytomni tam, gdzie położyliśmy głowy, to było superancko. Dzieciaki dogadywały się przewspaniale. Super jest to, że są w zbliżonym wieku, jednak muszę przyznać, że obsługa czwórki dzieciaków w wieku 5lat i poniżej było conajmniej ciekawym wyzwaniem… Cóż, dzieci w stadzie są… jakby trudniejsze w obsłudze. Dwoje to jest akurat tyle, ile człowiek daje radę ogarnąć w pojedynkę. Akurat, żeby obydwie sztuki złapać za rączkę na przejściu. Akurat, żeby ustalić, co czytamy na dobranoc, albo w razie czego czytać i to i to. Dwie sztuki w sam raz mieszczą się w samochód, do małej wanny metrczterdzieści, a dwupiętrowe łóżko wygląda po prostu lepiej, niż takie…

Alicja rośnie

Wpadłam ostatnio swoim fejsbuku na dialogi z Lilą sprzed paru miesięcy i śmiałam się na głos, gdyby nie to, że je tam zapisałam zniknęły by w odmętach mojej krótkiej pamięci. Przypomniałam sobie jak ważne jest to miejsce. I wiem jakie będzie dla mnie ważne za parę lat. Kiedy patrzę sobie na moje dzieci i dociera do mnie jak szybko rosną, mam ochotę zastopować zegar. Mocno się wtedy skupiam, żeby zapamiętać każdy szczegół tego, co się dzieje w danej chwili. Chociaż i tak wiem, że i tak się nie uda. Odgrzebuję czasem jakieś zdjęcia z sprzed kiedyśtam i nie pamiętam okoliczności ich zrobienia. Wszystkiego nie zapamiętam. Alicja zaraz skończy dwa lata. A przecież to bobas. Trochę szybciej biega niż pół roku temu, trochę więcej kuma, niż rok temu, ale poza tym taka sama. Kiedy, ja się pytam, minęły dwa lata? Skoro jeszcze pamiętam moje ciążowe lęki! Ala weszła w najfajniejszy bobasowy…

kiedy dzieci śpią

Wolność. Dzieci śpią. Za to ja – rzadkość – nie zasnęłam razem z nimi. Hulaj dusza! Aż nie wiem, za co się zabrać!? Przeczytać coś, obejrzeć, pomalować paznokcie? A może po prostu bezmyślnie skrolować fejsa do nieprzytomności? Tyle możliwości, a czasu tak niewiele. Nieważne. Każda opcja zdaje się niezwykle pociągająca w obliczu niespodziewanej wolności. Wyrodna matka? A wcale nie, bo nie mam tutaj bynajmniej na myśli wolności od dzieci. Ja tu walczę z pierwotnymi instynktami ludzie! Przyznam, że jestem strasznym śpiochem, a codzienne wstawanie przed szóstą mocno się ze mną nie zgadza. Kiedy więc wieczorem kładę głowę na poduszce koło moich Psotek, muszę mocno walczyć ze sobą, żeby nie zasnąć. Za każdym razem, kiedy uda mi się pokonać senność, jestem przeszczęśliwa. Jestem zwycięzcą! Skaczę z radości! Szkoda mi czasu na spanie. Dzielę dzień na pracę i dzieciaki. Jeśli mój mąż coś z tego czasu skubnie dla siebie, to mamy święto.…

syzyfowe prace

15minut wcześniej odkurzyłam podłogę… Mam wrażenie, że większość czasu upływa mi w domu na gapieniu się w podłogę. Nie brzmi to może zbyt ciekawie, ale w sumie, to lepiej niż gapić się w ściany i tak naprawdę, jeszcze nie zwariowałam. JESZCZE. Moje zachowanie, to jedynie wynik działania instynktu samozachowawczego. Sprawy bowiem nabrały u nas tempa i naprawdę nie da się ogarnąć chaosu, który tu zapanował (pamiętacie suche bułki? Jest gorzej.) Żeby bezpiecznie poruszać się po naszych 50-ciu metrach kwadratowych, należy mieć oczy dookoła głowy i bacznie przyglądać się trasie, którą zamierza się pokonać. Trudno u nas bowiem znaleźć kawałek podłogi, nieudekorowany zabawkami i przedmiotami użytkowymi. Nie mam pojęcia, czy to mieszkanie jest za małe, czy zabawek jest za dużo? Czy gdyby powierzchnia naszych podłóg była większa, również byłaby CAŁA zawalona zabawkami? Jeżeli tak, to współczuję ludziom w 300stu metrowych domach! Dzisiaj starałam się zarejestrować, co omijam i podnoszę, w trakcie…

po prostu

Fajnie by było czasem moć pobyć samej. Zebrać myśli, pospacerować, wyjść gdzieś, poczytać. Albo we dwoje pobyć, też by było można. Bez myśli, że coś trzeba, i że ktoś coś chce. Tak sobie marudzę czasem sama do siebie, albo do męża mego i zaczynamy planować niecnie, że zawołamy babcię i ruszymy na podbój miasta. Bo rzadko ruszamy. A potem przychodzi co, do czego i pierwsza dostaje anginy. Potem druga. 40 stopni, nieprzespane noce, ręce opadające do ziemi z żalu i zmęczenia. Wtedy jedynym życzeniam jest, żeby wróciła normalność, zwyczajność i nieprzerwany sen. Och, jaka ta zwykła codzienność jest słodka. Niech będą zdrowe i niech trwa. Ciągle zapominam, ile to szczęścia mieć „po prostu” zdrowe dzieci.

suche bułki

Powiem szczerze, że wydawało mi się zawsze, że bałagan rośnie wprost proporcjonalnie do ilości posiadanych dzieci. Czysta matematyka. Dwoje dzieci = dwa razy większy bajzel na chacie. Otóż nie. Przypomina to bardziej zaawansowaną matematykę, ponieważ bałagan produkuje się w ilościach nie tyle „do kwadratu”, co do potęgi trzeciej. Jeśli nie więcej. Mnoży się nieustannie. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak. Jakaś znajomość fizyki kwantowej mogłaby może pomóc w zrozumieniu tego zjawiska. Ja osobiście nie ogarniam. Jeszcze bardziej nie ogarniam faktu, że ten cały bajzel robi praktycznie jeden mały człowiek. Alicja ma nadprzyrodzoną wręcz umiejętność, robienia bałaganu w miejscu, w którym my (Lila, Mąż lub ja) przed chwilą skończyliśmy sprzątać. Wiadomo, że każda rzecz ma swoje miejsce. Według logiki Alicji, to miejsce jest na podłodze. Przecież musi mieć pod ręką te wszystkie miśki, klocki, kredki, książeczki, opaski, buty…Wydaje mi się czasami, że ona nie potrafi chodzić po podłodze, na której nie…

serio.

Macierzyństwo to codzienne ocieranie się o granice absurdu. Są chwile, kiedy czujesz się, jak postać z kabaretu Monty Pyton’a, kiedy znajdujesz kawałek sera w kieszeni płaszcza (pozdro Justyna!), albo suchą bułkę w pralce, albo kiedy okazuje się, że lalki śpią w „psiworze”, a ty po raz piąty tego dnia ścielisz swoje łóżko, bo przecież tak naprawdę, to jest trampolina, a nie jakiś pospolity plebejski mebel. Czasem czekam, aż w końcu moje dzieci będą większe i rozsądne. I od razu karcę sama siebie. Nie wolno czekać! Przyjdzie moment, że je również skonsumuje dorosłość. Ten czas minie szybciej, niż bym chciała. A co, jeśli to zapomnę? Zapomnę miny Lilki, kiedy bawi się maską do nurkowania, zasysając nosem powietrze. Albo jak śpiewa do gwazdek i kiężyca wieczorem, wymyślając sama melodię. Albo może zapomnę jak Ala cieszy się dosłownie ze wszystkiego i to, jak robi niby-obrażoną minkę. Chcę pamiętać wszystko. Kształt ich stópek, zapach…

Navigate