DZIECKO

PLAŻING, SMAŻING – weź się rusz z tego koca

Okrutnie mi żal tych dzieci, co biegają co chwila do tych rozżarzonych zwłok swoich rodziców na kocach na plaży, żeby im pokazać muszelkę, albo meduzę, albo patyka. I tak żebrzą, żeby chociaż spojrzeli spod tych skwierczących od słońca powiek. A rodzice otwierają oko, żeby sprawdzić, gdzie browar stoi, mówią, że super, biorą łyka i kładą się smażyć z powrotem. Jeżeli Wam zaleciało patologią, przez ten browar, to ja wcale nie koloryzuję. Ja też lubię pić piwo na plaży, ale na litość Boską, przydało by się trochę pouczestniczyć we wspólnych wakacjach! A to trochę wygląda tak, że starzy sobie, a dzieci sobie. No ale starzy przecież urlop mają. Należy się relaks i święty spokój. No niestety. Wolne to może macie od pracy, drodzy rodzice, ale nie od opieki nad potomstwem. Mniejsza o ten browar. Mniejsza o to leżenie plackiem. Ja tego nie ogarniam, bo mam na tyle małe dzieci, że jakbym…

MECZ

Ta historia ma swój początek nie tak dawno, dawno temu. W krainie Bursztynowego Stadionu. W dniu, w którym moja pierworodna córka, oglądając Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej z moim, nawiasem mówiąc, mężem, stwierdziła, że ona „tak bardzo chce iść na mecz”. Wtedy właśnie się zaczęła. Najukochańszy Małżonek wyszkolił Lilę bardzo dobrze. Okrzyk „POLSKA!” z potrójnym przyklaskiem wychodził jej koncertowo. Wiedziała, którzy to nasi i czy są przy piłce. Poczuła klimat. Stała się kibicem. Ale mecze w telewizji pozostawiały niedosyt w jej dziecięcym serduszku i każdorazowo, natykając się na kolejny taki mecz, pytała, czy kiedyś moglibyśmy się wybrać na „prawdziwy”. Zabraliśmy ją, co prawda, na Stadion Lechii na Dzień Dziecka, ale po co komu stadion, na którym nikt nie gra? Temat wisiał zatem nad nami, jak smok Daenerys nad wojskami Lannisterów. Do czasu… Ja wam zawsze powtarzam, że marzenia się spełniają! A nam, to tak często, że aż trudno to zliczyć.…

POMAGIERKI

Wiecie, kiedy wiadomo, że dzieci się nudzą? Wcale nie wtedy, kiedy mówią, że się nudzą. Ani wtedy kiedy snują się po kątach, jęcząc boleśnie. Możecie mieć pewność, że są znudzone, kiedy bez wcześniejszych próśb z waszej strony, zaczynają pomagać w pracach domowych. Dziś był ten dzień. Moje dzieci osiągnęły Mont Everest znudzenia. Pogoda do „de”, lody na deszczu smakują bardziej wodniście niż zwykle i piachem w oczy wieje, że nawet muszelek nie idzie zbierać. Nic tylko siedzieć na chacie i jeszcze gdyby tak matka dała oglądać bajki cały dzień, ale nie. Nawet się wymyślać zabaw człowiekowi nie chce. Nuuuuuda…. Czasem coś zamiotą, czasem powieszą pranie, ale dzisiaj to po prostu przeżyłam szok. No więc, moje dzieci dzisiaj z nudów, bo z czegóż by innego, zrobiły obiad. Może nie cały, ale odwaliły najbardziej upierdliwą dla mnie część roboty, czyli obieranie i łuskanie. Czy to już jest ten etap? Czyżby upgrade? Czy…

ZĘBOWA WRÓŻKA I SCHYŁEK JEJ SŁAWY

Niektóre tematy w domu pełnym dzieci zawsze są na czasie. Tak – kiedy dzieci jest dwoje, dom jest ich pełen – żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. Na ten przykład, temat wypadających zębów dostarcza nam emocji od zeszłej jesieni. Lila straciła wtedy dwa mleczaki. Ostatniego, kiedy byliśmy na wyjeździe u babci Wandzi. Okoliczności były dość dramatyczne, bo ząb, mimo, że czaił się za nim jego następca, za nic nie dawał się wyrwać. A ona musiała zrobić to sama! Któregoś popołudnia, po tłumaczeniach wszystkich członków rodziny, wśród okrzyków zagrzewających do walki i płaczu Liliany, ząb został wyrwany przed lustrem. Po czym wpadł prosto za listwę przypodłogową (udało się go wyciągnąć – luz), czym przyprawił nas wszystkich o palpitacje, no bo przecież zębowa wróżka czekała na niego od tygodni. Biznes is biznes. Przy okazji pierwszego zęba, wróżka zostawiła pod poduszką tylko złotówkę, bo, no cóż, nie miała innych drobnych. A wiadomo, że za zęby…

JAKAŚ NIENORMALNA

Minęło kilka dni w domu z dziećmi. W końcu w domu i w końcu z nimi. Towar deficytowy. Luksus od którego łatwo odwyknąć w ciągu tygodnia wypełnionego dorosłymi ludźmi i kawą przed monitorem komputera. Łatwo odwyknąć, bo dorośli słuchają, co do nich mówisz, chodzą, a nie biegają, sprzątają po sobie i zasadniczo odzywają się, tylko kiedy czegoś konkretnego chcą. Czasem mam wrażenie, że jestem rodzicem z doskoku. Brakowało mi dorosłych, kiedy byłam w domu, a teraz chciałabym mieć dawną cierpliwość i żyć tamtym trybem. Bo do szaleństwa życia z dziećmi również łatwo przywyknąć. Poszłam do pracy, kiedy Lila miała 2 i pół roku. Poszłam i zaraz wróciłam, bo zaszłam w drugą ciążę i w zasadzie przepracowałam 3miesiące. Niedługo potem Lila poszła do przedszkola. Wiem, ile przez te trzy lata razem, dostała ode mnie czasu i wiem ile z siebie wkładałam w proces jej wychowania. Mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Razem…

10 rzeczy, o których warto pamiętać, wychowując córkę

Jeżeli chodzi o wychowywanie chłopców, nie wiem nic. Nawet pieluchy nie potrafiłabym zmienić. Z wychowywaniem dzieci jest jednak – całe szczęście – tak, że człowiek uczy się tego fachu w trakcie, na żywym organiźmie. Więc może jest dla mnie jeszcze nadzieja. Idąc jednak tym samym tropem, mogę stwierdzić nieskromnie, że trochę znam się na wychowywaniu dziewczynek. Mam wyjątkowe szczęście – mam dwie córki. To, plus kilkuletni staż dają mi status PRO. Znajoma, która ma kilkuletniego synka, ma na wiosnę urodzić dziewczynkę i zastanawia się, czy da radę, bo nie ma pojęcia, jak się zabrać do wychowywania dziewczynki. Poza oczywistą odpowiedzią, że robi się to dokładnie tak samo, jak przy wychowywaniu chłopca, pragnę dodać kilka punktów, które podsumowałyby, z czym dokładnie ma do czynienia człowiek, kiedy zostaje rodzicem córki. 1. DZIEWCZYNKA MOŻE BYĆ KIM TYLKO CHCE Nie jest to popularna opinia, ale uważam, że kobiety mają w życiu łatwiej. A jeżeli…

WRÓŻKA ZĘBUSZKA

Moja Lila. Mam wrażenie, że jeszcze wczoraj wyrastały jej mleczaki. Jeszcze przed chwilą była dzidziusiem. Niedawno jadła pierwszą marchewkę, niedawno uczyła się korzystać z nocnika, przed chwilą nauczyła się mówić. Nie wiadomo kiedy, minęło te 5 i pół roku. Niby fajnie, bo przecież to jeszcze małe dziecko i jeszcze sporo czasu, nim zacznie dorastać. Przecież jeszcze przez kilka lat będzie moim maleństwem. Prawda? Pewnego dnia okazuje się, moi drodzy, że żyłam w matczynej ułudzie. Ale bańka pękła, bo oto mojej pierworodnej wypadł pierwszy ząbek. Rusza się drugi. Aż się wierzyć nie chce, że to JUŻ! Pierwszy krok do dorastania. To naprawdę się dzieje zbyt szybko. Wróżka Zębuszka nie miała drobnych w portfelu i zostawiła pod poduszką jedynie złocisza. Dobrze, że przynajmniej nominałów Lila jeszcze nie ogarnia, zachwyt mógłby być dużo mniejszy. Pokazywała tą złotówkę wszystkim przez ponad tydzień. Moje serce. Mało tego, będzie Maryją w Jasełkach w przedszkolu. PIERWSZO-PLANOWA. ŻEŃSKA.…

PORA NA DOBRANOC

Kiedy rzucam komendę: pora spać, moje dzieci nagle przestają mnie dostrzegać. Była mama, nie ma mamy. Czary jakieś! Muszę się mocno nasiłować w tej pelerynie niewidce i czarodziejskim kneblu, żeby przebrały się w piżamy (Alę trzeba gonić…) i umyły zęby (…Alę trzeba gonić!). Dobrą godzinę trwa zagonienie ich do łóżka. Kiedy kładę się po tych wszystkich zapasach na czytanie książeczki – bo kiedy biorę książeczkę do ręki, czar pryska i znowu mama się pojawia – jedyne o czym marzę, to ZASNĄĆ! Gdyby ktoś dawał mi dziesięć złotych za każdym razem, kiedy, chcąc nie chcąc, zasypiam z dziećmi, mogłabym sobie już kupić średniej klasy samochód. No, może używany – bez przesadyzmu. Mężu, już wiem, jak sfinansować kupno auta! Musimy tylko znaleźć frajera, który będzie mi dawał tą dychę. Jacyś chętni? Dziś wieczorem. Leżymy we trzy. Ciemno. Ja leżę z Alą, Lila nad nami. Była bajeczka, prośba o mleczko, dzwoniący telefon, Ala…

powrót do przedszkola

Powrót do przedszkola. Czy tylko ja mam wrażenie, że wakacje były dłuższe za gówniarza? Lilce od początku wakacji nieustannie się nudziło. A ja, kiedy słyszę „mamo, nudzi mi się”, z rękami w misce z ciastem, zlewie z naczyniami, czy z głową w koszu na pranie, tracę moje rodzicielskie MOJO. Bo jej się zazwyczaj nudzi, kiedy akurat muszę coś zrobić. Nie wiem, jak Ojciec Psotek to wytrzymuje całymi dniami… Dzięki powrotowi do przedszkola, moje dziecko w końcu przestanie się nudzić. Mam wrażenie, że z nudów postanowiła urosnąć przez wakacje. Tak dla zgrywu. Wiosną nosiła jeszcze rozmiar 29 – teraz już 31! Jak, pytam, jest to możliwe? To moje kochane maleństwo wyrasta też z płaszczyka przeciwdeszczowego, który kupiłam w zeszłym roku i wtedy trzeba było jeszcze podwijać rękawki, a teraz bardziej przypomina on kurteczkę. To moje dziecko przez wakacje nauczyło się mówić „r” i wprost uwielbia opowiadać historie. O wszystkim. Każdemu. To…

Navigate