DZIECKO

CZAS DO SZKOŁY – biurko

Pokoik dziewczyn to ich królestwo. Nie wtrącamy się. Pilnujemy z grubsza porządku, ale nie ingerujemy w decor. Urządziliśmy go, owszem, ale od kiedy dziewczyny zaczęły obklejać pokój naklejkami wzdłuż i wszerz, nie wnikamy. Twierdzą, że im się podoba. Niech im będzie, nawet jeżeli od pstrokacizny bolą nas oczy :). Ale, niestety, zbliża się wrzesień. I w tej przepakowanej treścią przestrzeni, którą zamieszkują nasze córki, musimy upchnąć jakoś biurko dla Lili. Wiem, że na razie biurko nie będzie jej bardzo potrzebne, w pierwszej klasie nie zostanie przecież naukowcem, ale dobrze by było, w ten symboliczny sposób, nakreślić zmianę przedszkolaka w ucznia. Miejsce jakoś się znajdzie, ale wybór samego mebla, to już wyzwanie. Wymagań mam kilka. Chciałabym, żeby miało szuflady, ewentualnie półeczki i żeby nie było zbyt szerokie – dysponujemy niewielką ilością miejsca. Jako, że w pokoju panuje kolorystyczny jarmark, szukałam czegoś białego. Oto, co fajnego udało mi się znaleźć. Podoba mi…

WYDZIARANE – o tatuażach i samoakceptacji

Uczę moje dzieci, że każdemu podoba się co innego. Nie wszyscy lubimy to samo, nie każdy będzie przyklaskiwał ich dziełom, stylówkom, wykonom piosenek. Bo nie każdemu musi się podobać. Ja lubię rzodkiewkę, Ty nie lubisz. Proste. No dobra, trochę trudniejsze, kiedy muszę wyjaśnić młodszej że nie je się gili z nosa. Bo to nie jedzenie, nawet jeśli uważa, że pyszne. Wyjaśniam, że babcia niekoniecznie pochwali tatuaż zrobiony markerem, bo ciało z tatuażem babci się nie podoba. Ale ja uważam, że piękny (chociaż już się zastanawiam, jak to się zmyje?). Ta sama babcia przez lata wodziła mnie za nos, kiedy sama chciałam zrobić sobie tatuaż. Bo widzicie, ja lubię tatuaże. Bardzo.Ale nie mam. Najpierw, kiedy skończyłam lat 16, babcia,czyli wtedy jeszcze mama obiecała, że po maturze będę mogła. Ja się mamy zawsze słuchałam. Po maturze zaczęła kręcić, że może lepiej chociaż po licencjacie, a w tym czasie się zastanowię nad wzorem,…

Sukienki WONDERS FASHION

Jednym z największych plusów mojej obecnej pracy, jest fakt, że spotykam w niej super utalentowanych ludzi, od których mogę się uczyć i którzy totalnie mnie inspirują. Dzięki nim sama mam ochotę rozwijać się i zwyczajnie odważniej marzę. Ania, z którą bardzo blisko współpracuję, jest właścicielką marki Wonders Fashion. Oprócz pracy łączy nas zamiłowanie do sukienek i fakt, że obie jesteśmy mamami córek. Ania poprosiła mnie ostatnio o zrobienie zdjęć kilku sukienek z jej najnowszej kolekcji. W zeszłą niedzielę spotkałyśmy się zatem na spacer po parku. Działałyśmy bez żadnego scenariusza, w końcu fotografowanie dzieci to jest wyższa szkoła jazdy, bo dosłownie wszystko może pójść nie tak. Wyszło lepiej niż zakładałyśmy – nikt nie płakał, deszcz nie lunął, modelki okazały się bardzo profesjonalne i miały doskonałe humory, chemia zagrała i od dzień dobry stały się best friends, a potem szalały już w sukienkach projektu Ani. Jako ciekawostkę, powiem Wam, że Ania szyje…

PIERWSZA WYCIECZKA ALI i moje matczyne paranoje

Przedszkole Psotek jedzie na wycieczkę. I kiedy mówię „przedszkole”, mam na myśli CAŁE przedszkole. Wszystkie grupy. Cały personel. Każdy jeden przedszkolaczek. Alicja pierwszy raz jedzie na wycieczkę bez rodziców. Nie muszę Wam pewnie pisać, że jestem przerażona i najchętniej bym jej nie puściła, ale jak mogłabym jej to zrobić, skoro jadą WSZYSCY. Powiedzieć, że dzieci są podjarane to mało – emocje u nas, jak przed Bożym Narodzeniem, bo jadą do gospodarstwa agroturystycznego i tam będą ZWIERZĄTKA. Alicja pakuje się od poniedziałku. Dodam na marginesie, chociaż zabrzmię, jak rodzicielski fail, że mnie czasami przerastają wycieczki z Psotkami na drugi koniec miasta, więc żywię lekkie obawy. Głównie chodzi o humorki panny Ali właśnie. Niewiele jej trzeba, żeby zrobić szopkę – wystarczy, że jest głodna, albo zmęczona, albo, że pada deszcz i ciśnienie nie sprzyja, albo, że ktoś krzywo na nią spojrzy i nawet najprzyjemniejsza wycieczka kończy się rykiem i tarzaniem po ziemi.…

W DOMU…

Ostatni miesiąc to była jakaś idiotyczna karuzela zdarzeń. I to nie taka w wesołym miasteczku, tylko bardziej takie koło, które chomik ma w klatce do biegania. To ma nazwę? Przy czy ja byłam właśnie tym chomikiem. Mam wrażenie, że przez większość miesiąca nie było mnie w domu. Zdarzyło się mnóstwo fajnych rzeczy, ale też wiele bezsensownego stresu. A ja to stresu nie lubię za bardzo. Fajnie jak się dużo dzieje, ale bez kitu, już starczy tych dzikich emocji. Jeżeli ktoś dałby mi bilety dla całej rodziny na wycieczkę w gorące miejsce, na ten długi weekend, który w najlepsze właśnie trwa, to powiem Wam szczerze, że grzecznie bym odmówiła. Chcę pobyć w domu. Robić rano śniadania w mojej kuchni, wstawiać pralkę za pralką i bawić się Barbie z dziećmi. Niech się nic nie dzieje. Żadnych dramatów i żadnych fajerwerków, proszę. Marzy mi się święty spokój. Najchętniej niech w tle tych codziennych…

TO JUŻ 7 LAT, NO I ZAPISAŁAM LILĘ DO SZKOŁY

Wychowanie to nie jest impreza dla mięczaków. Z czasem nie robi się wcale łatwiej, nie da się w tym wyspecjalizować. Że niby im więcej ich masz, tym lepszy w tym jesteś? Phi! Przy każdym dziecku, trzeba sięgać po nowe rozwiązania i przy każdym jednym leci się z programem od zera. A im większe dziecko, tym trudniejszy zestaw pytań. Czas na nowe wyzwania. Aż trudno uwierzyć, że to już, skoro tak niedawno jechaliśmy na porodówkę z Lilką. Czas posłać naszą córkę do szkoły… zapisaliśmy naszą pierworodną do pierwszej klasy. Od bardziej doświadczonych rodziców słyszę czasem „poczekaj, aż się szkoła zacznie. wtedy zaczyna się cyrk.” Dobrze znam groźbę zawartą w tym zdaniu. To jest ta sama groźba, którą wypowiadają już-rodzice do niedzieciatych znajomych, którzy narzekają na zmęczenie – „phi. co ty wiesz o zmęczeniu, nie masz dzieci.”, albo tacy, którzy mają trójkę, do takich, co to mają jedno i to w dodatku…

MIŁO, KIEDY COŚ SIĘ ZMIENIA

Coś się zmieniło. Jeszcze niedawno, samodzielne wyjście z dwójką naszych dzieci gdzieś w miasto, musiałam planować, jak wyprawę na księżyc. Pakować dwie zmiany ubrań dla obu dziewczynek, picie i żarcie bo przecież możliwe, że padną z głodu i pragnienia, do tego wózek i jeszcze po ulubionej zabawce na drogę. A zimą kurtki, czapki, szaliki, rękawiczki. Przypominaliśmy cygański tabor – jadąc nuciłam sobie „Jadą wozy kolorowe” Maryli Rodowicz. Do tego, trzeba było wyjście ogrywać tak, żeby Ala miała dobry humor. Jeśli nie miała, nie pasowało jej dosłownie wszystko i zawsze robiła jakąś awanturę. Stresujące to było, nie powiem. I nagle coś jest inaczej. Dzieci odpowiednio oporządzone przed wyjściem, wytrzymują dwie godziny w terenie bez jedzenia i wizyty w toalecie. Nie potrzebują ciuchów na zmianę, ani zabawek na drogę. Wystarczy im soczek. I jeszcze jedna rzecz – wszystko idzie z nimi przenegocjować, a każdy bunt zażegnać za pomocą odpowiednich argumentów – zazwyczaj…

PIERWSZE SERCA PORYWY

Pamiętacie swoją pierwszą miłość? No jasne, że tak. To są emocje, których się nie zapomina. Kiedy to było? Na studiach? W szkole średniej? A może już w podstawówce? Bo wcześniej, to raczej nieee… Prawda? Ja pamiętam, jakby to było wczoraj. On był wspaniały. Miał blond włosy do ramion z lekko obciachową grzywką, był w sumie trochę za bardzo umięśniony, no i świetnie władał mieczem, a kiedy wołał „Na potęgę Posępnego Czerepu, mocy przybywaj!”, wstrzymywałam oddech w mojej czteroletniej, jakże kochliwej piersi, gapiąc się w nasz mały telewizor, jak zaczarowana. Tak. Moją pierwszą miłością był He-man. Ale to był związek bez szans, bo on był narysowany, dużo starszy i mieszkał na innej planecie. Zresztą, gdzie byśmy tego jego tygrysa trzymali? Szybko mi przeszło, ale to była najprawdziwsza miłość. Tak samo, jak potem do Robin Hood’a, Fox’a Mulder’a i plejady innych okołotelewizyjnych miłostek. Młodo zaczęłam , wiem, no i tak naprawdę dopiero…

CZY WARTO KARAĆ DZIECI? I dlaczego myślę, że nie.

Zaliczyliśmy całe mnóstwo wpadek przy wychowaniu Lili. Pierwsze dziecko jest trochę królikiem doświadczalnym, niestety. Zanim się faktycznie nie ma dzieci, ma się jakieś tam przekonania i teorie odnośnie tego, jak by się chciało je wychowywać. Ale dopiero ten mały człowiek weryfikuje, które z tych teorii były do chrzanu, a które totalnie bzdurne. Jednego byliśmy pewni zawsze, kiedy rozmawialiśmy z Małżonkiem o wychowywaniu. Wiedzieliśmy, że nie chcemy bić naszych dzieci. Mamy w domu zasadę, że nie bije się ludzi, których się kocha. Nasze dzieci mocno się starają jej przestrzegać, ale regularnie zdarzają im się bójki. Mimo to, wierzę, że coś im zostanie w głowie z tych nauk. Może kiedyś zatrybi. Jak wiarygodni bylibyśmy wymierzając im za karę klapsy? Jak myślicie, że jesteśmy jacyś święci, czy mega cierpliwi, to muszę sprostować. Dzieci dzień w dzień testują naszą cierpliwość. Czasami aż ręka świerzbi. Ale jesteśmy dorośli, do licha, jak mamy wymagać opanowania od…

Navigate