DZIECKO

CZTERY LATA TEMU

Całe lato odkładałam prasowanie na później. Każdego wieczora. No sorry, ale prasować w upale to ja nie lubię. Wszystko, czego można było nie prasować, olewałam, ale wyprawka dla noworodka to musi być przecież wyprasowana, że mucha nie siada, więc kiedy spojrzałam tego wieczora na tą górę, postanowiłam, że w końcu muszę się za to zabrać. Bo nie zdążę przed porodem. A to jeszcze tylko dwa tygodnie. Wszystko się może zdarzyć. To była dwudziesta druga. Odpaliłam serial, usiadłam i przerobiłam całą tą ogromną górę prania. Zeszło mi do wpół do drugiej. Wszystko sprzątnęłam i położyłam się spać. Miło było się wyłożyć na łóżko. W dziewiątym miesiącu znalezienie wygodnej pozycji graniczy z cudem, ale pamiętam to uczucie błogości i jeszcze ulgi, bo udało mi się poprasować Kilimandżaro dziecięcych ubranek, które rosło w kącie sypialni przez wakacje. Uff. Co za ulga. Zasnęłabym od razu, taka byłam zmęczona i właśnie wtedy poczułam jak dzidziuś…

LILA ZACZYNA SZKOŁĘ

Straszny przeżywam powrót do przeszłości przez ten początek roku szkolnego. Lila lada dzień zostanie pierwszoklasistką i co chwila przypominam sobie na przemian moje własne pierwsze dni w podstawówce i różne sytuacje z okresu, kiedy Lila była dzidziusiem, albo, kiedy zaczynała przedszkole. Strasznie zleciało te siedem lat! No i w ogóle ostatnie dwadzieścia parę lat. Przypomina mi się na przykład apel na rozpoczęcie pierwszej klasy, przeprowadziliśmy się wtedy do Straszyna i wszystko tego dnia było nieznane i nowe. Albo, jak w pierwszym tygodniu dostałam burę przy całej klasie, bo rzuciłam kolesia pomidorem w plecy. Był ze starszej klasy, otwierał drzwi do naszej sali, z której nie wolno nam było wychodzić na przerwę, bo byliśmy pierwszakami i dokuczał nam, wyśmiewał się z nas, a potem uciekał – no dupek – no więc kiedy tak biegł, rzuciłam mu w plecy pomidorem z drugiego śniadania. Przyszedł z brudnym na plecach fartuszkiem, płacząc, jak mały…

NAMIOT

Dzwoni mój brat i mówi, że jedzie kupić namiot i czy go rozkładać u rodziców w ogródku? Takie spontany, to ja chętnie, zwłaszcza, że w namiocie ostatni raz spałam w 2009 roku, a moje dzieci, to jeszcze nigdy. Lato się kończy, trzeba korzystać z ostatnich podrygów ciepłej pogody. Wiadomo, że czeka nas przecież pół roku padaki i ciemności. Poza tym, będąc w duszy podróżnikami, od jakiegoś czasu rozważaliśmy podróż z namiotem i byliśmy ciekawi z Najukochańszym Małżonkiem, czy nasze dzieci w ogóle nadają się do takich rozrywek. Pamiętam, że jako dziecko nie przepadałam za spaniem w namiocie, bo zawsze było mi zimno i bałam się, że coś mnie zeżre. Nigdy nie wiadomo, czy taka niechęć nie pójdzie dalej w genach, więc warto się upewnić w kontrolowanych warunkach. I chyba już wiem, co jest kluczem do sukcesu – wystarczy NIE STRASZYĆ dzieci. Geniusz co? Te wszystkie strasznie historie opowiadane przy świetle…

MORSKIE DZIEWCZYNY

Jesteśmy nadmorskim „plemieniem”. Mam podejrzenia, że nasze córki są trochę syrenami. Nie potrafią jeszcze pływać, ale morze przyciąga je, jak magnes. Najczęściej jeszcze w ubraniu. Szkoda im czasu na przebieranie. Mamy intymny związek z Bałtykiem. Jest niemalże członkiem naszej rodziny. Najbardziej lubimy spędzać z nim czas, kiedy plaża jest pusta i snują się po niej tylko lokalsi. Lubimy słyszeć, co morze do nas szumi. Lubimy chodzić nad morze w styczniu, kiedy plaża przy brzegu zamarza i lubimy brodzić w morskiej wodzie, kiedy w lipcu pada deszcz. W upały chłodzimy się w morzu. Morze jest dobre o każdej porze roku. Nie musi być nawet słonecznie. Mamy swoje rytuały. Kupujemy dwie gałki lodów i kawę z mlekiem dla mnie, po czym siadamy na plaży. Od kwietnia, do października. Konsumujemy i słuchamy morza. A potem, kiedy ręce są już wolne, dziewczyny zaczynają zabawę, a ja odpoczywam. Niezależnie od  tego, czy bawię się z…

CZAS DO SZKOŁY – biurko

Pokoik dziewczyn to ich królestwo. Nie wtrącamy się. Pilnujemy z grubsza porządku, ale nie ingerujemy w decor. Urządziliśmy go, owszem, ale od kiedy dziewczyny zaczęły obklejać pokój naklejkami wzdłuż i wszerz, nie wnikamy. Twierdzą, że im się podoba. Niech im będzie, nawet jeżeli od pstrokacizny bolą nas oczy :). Ale, niestety, zbliża się wrzesień. I w tej przepakowanej treścią przestrzeni, którą zamieszkują nasze córki, musimy upchnąć jakoś biurko dla Lili. Wiem, że na razie biurko nie będzie jej bardzo potrzebne, w pierwszej klasie nie zostanie przecież naukowcem, ale dobrze by było, w ten symboliczny sposób, nakreślić zmianę przedszkolaka w ucznia. Miejsce jakoś się znajdzie, ale wybór samego mebla, to już wyzwanie. Wymagań mam kilka. Chciałabym, żeby miało szuflady, ewentualnie półeczki i żeby nie było zbyt szerokie – dysponujemy niewielką ilością miejsca. Jako, że w pokoju panuje kolorystyczny jarmark, szukałam czegoś białego. Oto, co fajnego udało mi się znaleźć. Podoba mi…

WYDZIARANE – o tatuażach i samoakceptacji

Uczę moje dzieci, że każdemu podoba się co innego. Nie wszyscy lubimy to samo, nie każdy będzie przyklaskiwał ich dziełom, stylówkom, wykonom piosenek. Bo nie każdemu musi się podobać. Ja lubię rzodkiewkę, Ty nie lubisz. Proste. No dobra, trochę trudniejsze, kiedy muszę wyjaśnić młodszej że nie je się gili z nosa. Bo to nie jedzenie, nawet jeśli uważa, że pyszne. Wyjaśniam, że babcia niekoniecznie pochwali tatuaż zrobiony markerem, bo ciało z tatuażem babci się nie podoba. Ale ja uważam, że piękny (chociaż już się zastanawiam, jak to się zmyje?). Ta sama babcia przez lata wodziła mnie za nos, kiedy sama chciałam zrobić sobie tatuaż. Bo widzicie, ja lubię tatuaże. Bardzo.Ale nie mam. Najpierw, kiedy skończyłam lat 16, babcia,czyli wtedy jeszcze mama obiecała, że po maturze będę mogła. Ja się mamy zawsze słuchałam. Po maturze zaczęła kręcić, że może lepiej chociaż po licencjacie, a w tym czasie się zastanowię nad wzorem,…

Sukienki WONDERS FASHION

Jednym z największych plusów mojej obecnej pracy, jest fakt, że spotykam w niej super utalentowanych ludzi, od których mogę się uczyć i którzy totalnie mnie inspirują. Dzięki nim sama mam ochotę rozwijać się i zwyczajnie odważniej marzę. Ania, z którą bardzo blisko współpracuję, jest właścicielką marki Wonders Fashion. Oprócz pracy łączy nas zamiłowanie do sukienek i fakt, że obie jesteśmy mamami córek. Ania poprosiła mnie ostatnio o zrobienie zdjęć kilku sukienek z jej najnowszej kolekcji. W zeszłą niedzielę spotkałyśmy się zatem na spacer po parku. Działałyśmy bez żadnego scenariusza, w końcu fotografowanie dzieci to jest wyższa szkoła jazdy, bo dosłownie wszystko może pójść nie tak. Wyszło lepiej niż zakładałyśmy – nikt nie płakał, deszcz nie lunął, modelki okazały się bardzo profesjonalne i miały doskonałe humory, chemia zagrała i od dzień dobry stały się best friends, a potem szalały już w sukienkach projektu Ani. Jako ciekawostkę, powiem Wam, że Ania szyje…

PIERWSZA WYCIECZKA ALI i moje matczyne paranoje

Przedszkole Psotek jedzie na wycieczkę. I kiedy mówię „przedszkole”, mam na myśli CAŁE przedszkole. Wszystkie grupy. Cały personel. Każdy jeden przedszkolaczek. Alicja pierwszy raz jedzie na wycieczkę bez rodziców. Nie muszę Wam pewnie pisać, że jestem przerażona i najchętniej bym jej nie puściła, ale jak mogłabym jej to zrobić, skoro jadą WSZYSCY. Powiedzieć, że dzieci są podjarane to mało – emocje u nas, jak przed Bożym Narodzeniem, bo jadą do gospodarstwa agroturystycznego i tam będą ZWIERZĄTKA. Alicja pakuje się od poniedziałku. Dodam na marginesie, chociaż zabrzmię, jak rodzicielski fail, że mnie czasami przerastają wycieczki z Psotkami na drugi koniec miasta, więc żywię lekkie obawy. Głównie chodzi o humorki panny Ali właśnie. Niewiele jej trzeba, żeby zrobić szopkę – wystarczy, że jest głodna, albo zmęczona, albo, że pada deszcz i ciśnienie nie sprzyja, albo, że ktoś krzywo na nią spojrzy i nawet najprzyjemniejsza wycieczka kończy się rykiem i tarzaniem po ziemi.…

W DOMU…

Ostatni miesiąc to była jakaś idiotyczna karuzela zdarzeń. I to nie taka w wesołym miasteczku, tylko bardziej takie koło, które chomik ma w klatce do biegania. To ma nazwę? Przy czy ja byłam właśnie tym chomikiem. Mam wrażenie, że przez większość miesiąca nie było mnie w domu. Zdarzyło się mnóstwo fajnych rzeczy, ale też wiele bezsensownego stresu. A ja to stresu nie lubię za bardzo. Fajnie jak się dużo dzieje, ale bez kitu, już starczy tych dzikich emocji. Jeżeli ktoś dałby mi bilety dla całej rodziny na wycieczkę w gorące miejsce, na ten długi weekend, który w najlepsze właśnie trwa, to powiem Wam szczerze, że grzecznie bym odmówiła. Chcę pobyć w domu. Robić rano śniadania w mojej kuchni, wstawiać pralkę za pralką i bawić się Barbie z dziećmi. Niech się nic nie dzieje. Żadnych dramatów i żadnych fajerwerków, proszę. Marzy mi się święty spokój. Najchętniej niech w tle tych codziennych…

Navigate