DZIECKO

POLOWANIE NA JAJA

Wesołego Alleluja! Oblał Was ktoś już dzisiaj? Ja zaraz chowam laptopa i telefon, bo wiadomo, co będzie, kiedy dzieci się obudzą. Psotki nazywają się tak nie bez powodu. Bedziem pływać! Mówią, że małe dzieci, to mały kłopot, a im większe, tym gorzej. Ja nie wiem, jak Wy, ale ja wcale nie tęsknię za okresem, kiedy moje dzieci były kwilącymi poczwarkami. To znaczy, jasne, że niemowlaki są super słodkie i ogólnie miło je tulić i pielęgnować, a dwulatki są super, kiedy się uczą świata, ale to naprawdę miło mieć jednak trochę urośnięte dzieci. Kiedy już można im wytłumaczyć, dlaczego lekarstw się nie wypluwa, dlaczego nie warto rzucać talerzem, kiedy nie smakuje obiadek i dlaczego wychylanie się za okno grozi śmiercią, albo kalectwem. Miło być zrozumianym. No łatwiej jest. Do tego jest też przyjemniej, bo można się bawić w różne fajne zabawy, które dla małych dzieci się nie nadają. Na przykład w…

4 POLSKIE MARKI DZIECIĘCE, które warto poznać

W pracy bardzo dużo podglądam różnych dziecięcych ubranek w internecie. Mam trochę zboczenie zawodowe, bo po powrocie do domu, również lubię sobie popodglądać, tak dla relaksu. Tylko już bardziej oglądam pod kątem gustu moich córek, niż jakichś tam wydumanych trendów modowych. A jak już mam coś ewentualnie kupić, czego staram się nie robić, to bym chciała, żeby było ekologicznie i lokalnie i z polskiej firmy, wiecie o co chodzi, pisałam o tym o tu. Zrobiłam Wam już przekrój przez sklepy z sukienkami, ale żeby nie było, że jestem stronnicza, bo mam córki, zrobiłam także solidny research i poszukałam fajnych marek, które mają w ofercie spoko ciuchy dla dziewuchy i chłopaka. A co mi tam! Zrobię Wam prezent. Poniżej TOP FOUR z tych moich wykopalisk. Com się naszukała, to tylko ja wiem, więc mam nadzieję, że docenicie. Miłej lektury. Little Gold King Muszę się powstrzymywać siłą woli, żeby nie zrobić grubszych…

PO CO SIEDMIOLATKOWI SMARTFON? i co robić, kiedy dziecko o niego poprosi

Nie czuję się wystarczającym autorytetem, aby udzielać rodzicielskich porad w internecie. Co innego ploteczki z psiapsiami nad kawutką, co innego dzielenie się mądrościami z obcymi ludźmi. Nie piszę Wam zatem poradników jak odpieluchować, nauczyć sprzątania, czy jak rozmawiać z dzieckiem, bo to wszystko są rzeczy, których uczę się w praniu razem z moimi dziećmi i mężem, a wychowanie to taki element życia, który stale usprawniamy w naszym domu, który ewoluuje razem z nasza rodziną, więc jakże mogłabym.. Dzisiaj będzie pierwszy raz, bo ostatnio znajoma mnie zachęciła, sprzedając nasz sposób na dziecko żądające smartfona innej znajomej i ponoć jest niegłupi. Skoro już tak stwierdziła, podaję dalej. Jak wiecie, Lila poszła we wrześniu do pierwszej klasy. Wkroczyliśmy zatem na kolejny level wyboistej rodzicielskiej rozgrywki. Pierwszy problem wychowawczy pojawił się już w pierwszym tygodniu nauki. Oczywiście totalnie niespodziewany. Nasza córka zaczęła domagać się telefonu komórkowego. Wszystkie dzieci rzekomo posiadały smartfony, z wyjątkiem naszego…

6 ZACHWYCAJĄCYCH POLSKICH MAREK Z SUKIENKAMI DLA DZIECI

Zrobię Wam dzisiaj trochę lato tu na blogu, bo się naoglądałam i tęsknię za ciepełkiem. Zabiorę Was na wieś i na piknik i koniecznie musicie się odziać w letnią sukienkę i zweryfikować, czy Wasze córki, bo dziś będzie dla córek, też mają ładną sukienkę na okazję takiej letniej imprezki. Praktycznie nie kupuję ubrań. To znaczy dla siebie nie kupuję. Z różnych powodów, o których się jeszcze rozpiszę przy innej okazji. Dla dzieci to co innego, bo skubane rosną, więc działa siła wyższa. Jakby się człowiek nie gimnastykował, dzieciom TRZEBA kupować od czasu do czasu ubrania. Można to jednak robić lepiej. Można w polskim sklepie, u polskiego projektanta, wspierając lokalną gospodarkę. Ja staram się ograniczać kompulsywne zakupy i kupuję to, czego faktycznie potrzebują. A od kiedy kupiliśmy dziewczynkom komodę na ciuchy, to właśnie jej gabaryty determinują ilość posiadanych przez nie ciuchów. Jest to też mebel, którego zawartość najczęściej weryfikuję. Dzieciaki rosną…

CZTERY LATA TEMU

Całe lato odkładałam prasowanie na później. Każdego wieczora. No sorry, ale prasować w upale to ja nie lubię. Wszystko, czego można było nie prasować, olewałam, ale wyprawka dla noworodka to musi być przecież wyprasowana, że mucha nie siada, więc kiedy spojrzałam tego wieczora na tą górę, postanowiłam, że w końcu muszę się za to zabrać. Bo nie zdążę przed porodem. A to jeszcze tylko dwa tygodnie. Wszystko się może zdarzyć. To była dwudziesta druga. Odpaliłam serial, usiadłam i przerobiłam całą tą ogromną górę prania. Zeszło mi do wpół do drugiej. Wszystko sprzątnęłam i położyłam się spać. Miło było się wyłożyć na łóżko. W dziewiątym miesiącu znalezienie wygodnej pozycji graniczy z cudem, ale pamiętam to uczucie błogości i jeszcze ulgi, bo udało mi się poprasować Kilimandżaro dziecięcych ubranek, które rosło w kącie sypialni przez wakacje. Uff. Co za ulga. Zasnęłabym od razu, taka byłam zmęczona i właśnie wtedy poczułam jak dzidziuś…

LILA ZACZYNA SZKOŁĘ

Straszny przeżywam powrót do przeszłości przez ten początek roku szkolnego. Lila lada dzień zostanie pierwszoklasistką i co chwila przypominam sobie na przemian moje własne pierwsze dni w podstawówce i różne sytuacje z okresu, kiedy Lila była dzidziusiem, albo, kiedy zaczynała przedszkole. Strasznie zleciało te siedem lat! No i w ogóle ostatnie dwadzieścia parę lat. Przypomina mi się na przykład apel na rozpoczęcie pierwszej klasy, przeprowadziliśmy się wtedy do Straszyna i wszystko tego dnia było nieznane i nowe. Albo, jak w pierwszym tygodniu dostałam burę przy całej klasie, bo rzuciłam kolesia pomidorem w plecy. Był ze starszej klasy, otwierał drzwi do naszej sali, z której nie wolno nam było wychodzić na przerwę, bo byliśmy pierwszakami i dokuczał nam, wyśmiewał się z nas, a potem uciekał – no dupek – no więc kiedy tak biegł, rzuciłam mu w plecy pomidorem z drugiego śniadania. Przyszedł z brudnym na plecach fartuszkiem, płacząc, jak mały…

NAMIOT

Dzwoni mój brat i mówi, że jedzie kupić namiot i czy go rozkładać u rodziców w ogródku? Takie spontany, to ja chętnie, zwłaszcza, że w namiocie ostatni raz spałam w 2009 roku, a moje dzieci, to jeszcze nigdy. Lato się kończy, trzeba korzystać z ostatnich podrygów ciepłej pogody. Wiadomo, że czeka nas przecież pół roku padaki i ciemności. Poza tym, będąc w duszy podróżnikami, od jakiegoś czasu rozważaliśmy podróż z namiotem i byliśmy ciekawi z Najukochańszym Małżonkiem, czy nasze dzieci w ogóle nadają się do takich rozrywek. Pamiętam, że jako dziecko nie przepadałam za spaniem w namiocie, bo zawsze było mi zimno i bałam się, że coś mnie zeżre. Nigdy nie wiadomo, czy taka niechęć nie pójdzie dalej w genach, więc warto się upewnić w kontrolowanych warunkach. I chyba już wiem, co jest kluczem do sukcesu – wystarczy NIE STRASZYĆ dzieci. Geniusz co? Te wszystkie strasznie historie opowiadane przy świetle…

MORSKIE DZIEWCZYNY

Jesteśmy nadmorskim „plemieniem”. Mam podejrzenia, że nasze córki są trochę syrenami. Nie potrafią jeszcze pływać, ale morze przyciąga je, jak magnes. Najczęściej jeszcze w ubraniu. Szkoda im czasu na przebieranie. Mamy intymny związek z Bałtykiem. Jest niemalże członkiem naszej rodziny. Najbardziej lubimy spędzać z nim czas, kiedy plaża jest pusta i snują się po niej tylko lokalsi. Lubimy słyszeć, co morze do nas szumi. Lubimy chodzić nad morze w styczniu, kiedy plaża przy brzegu zamarza i lubimy brodzić w morskiej wodzie, kiedy w lipcu pada deszcz. W upały chłodzimy się w morzu. Morze jest dobre o każdej porze roku. Nie musi być nawet słonecznie. Mamy swoje rytuały. Kupujemy dwie gałki lodów i kawę z mlekiem dla mnie, po czym siadamy na plaży. Od kwietnia, do października. Konsumujemy i słuchamy morza. A potem, kiedy ręce są już wolne, dziewczyny zaczynają zabawę, a ja odpoczywam. Niezależnie od  tego, czy bawię się z…

CZAS DO SZKOŁY – biurko

Pokoik dziewczyn to ich królestwo. Nie wtrącamy się. Pilnujemy z grubsza porządku, ale nie ingerujemy w decor. Urządziliśmy go, owszem, ale od kiedy dziewczyny zaczęły obklejać pokój naklejkami wzdłuż i wszerz, nie wnikamy. Twierdzą, że im się podoba. Niech im będzie, nawet jeżeli od pstrokacizny bolą nas oczy :). Ale, niestety, zbliża się wrzesień. I w tej przepakowanej treścią przestrzeni, którą zamieszkują nasze córki, musimy upchnąć jakoś biurko dla Lili. Wiem, że na razie biurko nie będzie jej bardzo potrzebne, w pierwszej klasie nie zostanie przecież naukowcem, ale dobrze by było, w ten symboliczny sposób, nakreślić zmianę przedszkolaka w ucznia. Miejsce jakoś się znajdzie, ale wybór samego mebla, to już wyzwanie. Wymagań mam kilka. Chciałabym, żeby miało szuflady, ewentualnie półeczki i żeby nie było zbyt szerokie – dysponujemy niewielką ilością miejsca. Jako, że w pokoju panuje kolorystyczny jarmark, szukałam czegoś białego. Oto, co fajnego udało mi się znaleźć. Podoba mi…

Navigate