DZIECKO

PIERWSZA WYCIECZKA ALI i moje matczyne paranoje

Przedszkole Psotek jedzie na wycieczkę. I kiedy mówię „przedszkole”, mam na myśli CAŁE przedszkole. Wszystkie grupy. Cały personel. Każdy jeden przedszkolaczek. Alicja pierwszy raz jedzie na wycieczkę bez rodziców. Nie muszę Wam pewnie pisać, że jestem przerażona i najchętniej bym jej nie puściła, ale jak mogłabym jej to zrobić, skoro jadą WSZYSCY. Powiedzieć, że dzieci są podjarane to mało – emocje u nas, jak przed Bożym Narodzeniem, bo jadą do gospodarstwa agroturystycznego i tam będą ZWIERZĄTKA. Alicja pakuje się od poniedziałku. Dodam na marginesie, chociaż zabrzmię, jak rodzicielski fail, że mnie czasami przerastają wycieczki z Psotkami na drugi koniec miasta, więc żywię lekkie obawy. Głównie chodzi o humorki panny Ali właśnie. Niewiele jej trzeba, żeby zrobić szopkę – wystarczy, że jest głodna, albo zmęczona, albo, że pada deszcz i ciśnienie nie sprzyja, albo, że ktoś krzywo na nią spojrzy i nawet najprzyjemniejsza wycieczka kończy się rykiem i tarzaniem po ziemi.…

W DOMU…

Ostatni miesiąc to była jakaś idiotyczna karuzela zdarzeń. I to nie taka w wesołym miasteczku, tylko bardziej takie koło, które chomik ma w klatce do biegania. To ma nazwę? Przy czy ja byłam właśnie tym chomikiem. Mam wrażenie, że przez większość miesiąca nie było mnie w domu. Zdarzyło się mnóstwo fajnych rzeczy, ale też wiele bezsensownego stresu. A ja to stresu nie lubię za bardzo. Fajnie jak się dużo dzieje, ale bez kitu, już starczy tych dzikich emocji. Jeżeli ktoś dałby mi bilety dla całej rodziny na wycieczkę w gorące miejsce, na ten długi weekend, który w najlepsze właśnie trwa, to powiem Wam szczerze, że grzecznie bym odmówiła. Chcę pobyć w domu. Robić rano śniadania w mojej kuchni, wstawiać pralkę za pralką i bawić się Barbie z dziećmi. Niech się nic nie dzieje. Żadnych dramatów i żadnych fajerwerków, proszę. Marzy mi się święty spokój. Najchętniej niech w tle tych codziennych…

TO JUŻ 7 LAT, NO I ZAPISAŁAM LILĘ DO SZKOŁY

Wychowanie to nie jest impreza dla mięczaków. Z czasem nie robi się wcale łatwiej, nie da się w tym wyspecjalizować. Że niby im więcej ich masz, tym lepszy w tym jesteś? Phi! Przy każdym dziecku, trzeba sięgać po nowe rozwiązania i przy każdym jednym leci się z programem od zera. A im większe dziecko, tym trudniejszy zestaw pytań. Czas na nowe wyzwania. Aż trudno uwierzyć, że to już, skoro tak niedawno jechaliśmy na porodówkę z Lilką. Czas posłać naszą córkę do szkoły… zapisaliśmy naszą pierworodną do pierwszej klasy. Od bardziej doświadczonych rodziców słyszę czasem „poczekaj, aż się szkoła zacznie. wtedy zaczyna się cyrk.” Dobrze znam groźbę zawartą w tym zdaniu. To jest ta sama groźba, którą wypowiadają już-rodzice do niedzieciatych znajomych, którzy narzekają na zmęczenie – „phi. co ty wiesz o zmęczeniu, nie masz dzieci.”, albo tacy, którzy mają trójkę, do takich, co to mają jedno i to w dodatku…

MIŁO, KIEDY COŚ SIĘ ZMIENIA

Coś się zmieniło. Jeszcze niedawno, samodzielne wyjście z dwójką naszych dzieci gdzieś w miasto, musiałam planować, jak wyprawę na księżyc. Pakować dwie zmiany ubrań dla obu dziewczynek, picie i żarcie bo przecież możliwe, że padną z głodu i pragnienia, do tego wózek i jeszcze po ulubionej zabawce na drogę. A zimą kurtki, czapki, szaliki, rękawiczki. Przypominaliśmy cygański tabor – jadąc nuciłam sobie „Jadą wozy kolorowe” Maryli Rodowicz. Do tego, trzeba było wyjście ogrywać tak, żeby Ala miała dobry humor. Jeśli nie miała, nie pasowało jej dosłownie wszystko i zawsze robiła jakąś awanturę. Stresujące to było, nie powiem. I nagle coś jest inaczej. Dzieci odpowiednio oporządzone przed wyjściem, wytrzymują dwie godziny w terenie bez jedzenia i wizyty w toalecie. Nie potrzebują ciuchów na zmianę, ani zabawek na drogę. Wystarczy im soczek. I jeszcze jedna rzecz – wszystko idzie z nimi przenegocjować, a każdy bunt zażegnać za pomocą odpowiednich argumentów – zazwyczaj…

PIERWSZE SERCA PORYWY

Pamiętacie swoją pierwszą miłość? No jasne, że tak. To są emocje, których się nie zapomina. Kiedy to było? Na studiach? W szkole średniej? A może już w podstawówce? Bo wcześniej, to raczej nieee… Prawda? Ja pamiętam, jakby to było wczoraj. On był wspaniały. Miał blond włosy do ramion z lekko obciachową grzywką, był w sumie trochę za bardzo umięśniony, no i świetnie władał mieczem, a kiedy wołał „Na potęgę Posępnego Czerepu, mocy przybywaj!”, wstrzymywałam oddech w mojej czteroletniej, jakże kochliwej piersi, gapiąc się w nasz mały telewizor, jak zaczarowana. Tak. Moją pierwszą miłością był He-man. Ale to był związek bez szans, bo on był narysowany, dużo starszy i mieszkał na innej planecie. Zresztą, gdzie byśmy tego jego tygrysa trzymali? Szybko mi przeszło, ale to była najprawdziwsza miłość. Tak samo, jak potem do Robin Hood’a, Fox’a Mulder’a i plejady innych okołotelewizyjnych miłostek. Młodo zaczęłam , wiem, no i tak naprawdę dopiero…

CZY WARTO KARAĆ DZIECI? I dlaczego myślę, że nie.

Zaliczyliśmy całe mnóstwo wpadek przy wychowaniu Lili. Pierwsze dziecko jest trochę królikiem doświadczalnym, niestety. Zanim się faktycznie nie ma dzieci, ma się jakieś tam przekonania i teorie odnośnie tego, jak by się chciało je wychowywać. Ale dopiero ten mały człowiek weryfikuje, które z tych teorii były do chrzanu, a które totalnie bzdurne. Jednego byliśmy pewni zawsze, kiedy rozmawialiśmy z Małżonkiem o wychowywaniu. Wiedzieliśmy, że nie chcemy bić naszych dzieci. Mamy w domu zasadę, że nie bije się ludzi, których się kocha. Nasze dzieci mocno się starają jej przestrzegać, ale regularnie zdarzają im się bójki. Mimo to, wierzę, że coś im zostanie w głowie z tych nauk. Może kiedyś zatrybi. Jak wiarygodni bylibyśmy wymierzając im za karę klapsy? Jak myślicie, że jesteśmy jacyś święci, czy mega cierpliwi, to muszę sprostować. Dzieci dzień w dzień testują naszą cierpliwość. Czasami aż ręka świerzbi. Ale jesteśmy dorośli, do licha, jak mamy wymagać opanowania od…

A PRZY WEEKENDZIE, HULAJNOGĄ WSZĘDZIE

Jesień jest do chrzanu. Nie ważne w ile swetrów się człowiek nie oblecze i ile kubków kakao nie wyżłopie pod kocem, jesień, to nadal jesień. Padaka z gilem w tle. Choćby mi Instagramy i Pinteresty podtykały najpiękniejsze zdjęcia złocistych liści, nie dam się przekonać. A błoto, przymrozki i zgniłe liście już w zupełności nie zachęcają mnie do spacerów. Ba! Do wyjścia spod koca nie zachęcają! Ale w trosce o zdrowie, wypada spacerować i zażywać ruchu – niech to jasny gwint, po co komu ruch – więc wyciągam na dwór dzieciaki, kiedy tylko raczy nie padać. I zdaje się, że w końcu znalazłam aktywność, dla której moje dzieci w miarę chętnie opuszczają dom. Trochę przesadzam, kiedy mówię, że chętnie. Z dziećmi, to wiadomo, że z zasady jest tak, że w pierwszej kolejności nie idzie ich wyciągnąć z domu za skarby świata, a potem, robią aferę, kiedy pora wracać. Każdorazowo. Standardowym zestawem…

10 drobnych przyjemności, które zrozumie tylko matka

Od kiedy zostałam matką, stałam się wzorem cnót. Przynajmniej wtedy, kiedy dzieci patrzą. Świecę zatem przykładem, niosę kaganek oświaty, odejmuję sobie od ust, by zadowolić dzieci, walczę z zarazkami, pilnuję porządku, doglądam. Gdybyście znali mnie za młodu, pewnie byście robili zakłady o to, czy raczej własne dziecko niechcący zepsuję, czy może zgubię. Jestem raczej typem gapy. I to takiej mocno nieogarniętej. Ale, chwalić Boga, sześć lat minęło i okazuje się, że jestem w matkowaniu całkiem dobra. Dzieci całe i zdrowe. Przynajmniej bardzo staram się być dobra w matkowaniu, bo to wcale nie jest takie proste. Nie dość, że jurorki surowe, to jeszcze wszelcy postronni wtrącają się na każdym kroku. Wiemy, jak jest. Ja tu nie o tym. Zmierzam do tego, że wszystkie matki mają tak, że chcą być po prostu dobrymi mamami. Mamy misję. Musimy wychować porządne istoty ludzkie. A to nie jest takie hop-siup, presja razy milion. Całe szczęście,…

PLAŻING, SMAŻING – weź się rusz z tego koca

Okrutnie mi żal tych dzieci, co biegają co chwila do tych rozżarzonych zwłok swoich rodziców na kocach na plaży, żeby im pokazać muszelkę, albo meduzę, albo patyka. I tak żebrzą, żeby chociaż spojrzeli spod tych skwierczących od słońca powiek. A rodzice otwierają oko, żeby sprawdzić, gdzie browar stoi, mówią, że super, biorą łyka i kładą się smażyć z powrotem. Jeżeli Wam zaleciało patologią, przez ten browar, to ja wcale nie koloryzuję. Ja też lubię pić piwo na plaży, ale na litość Boską, przydało by się trochę pouczestniczyć we wspólnych wakacjach! A to trochę wygląda tak, że starzy sobie, a dzieci sobie. No ale starzy przecież urlop mają. Należy się relaks i święty spokój. No niestety. Wolne to może macie od pracy, drodzy rodzice, ale nie od opieki nad potomstwem. Mniejsza o ten browar. Mniejsza o to leżenie plackiem. Ja tego nie ogarniam, bo mam na tyle małe dzieci, że jakbym…

Navigate