DYI

NASZ DOMOWY OGRÓDEK

Jednym z moich niespełnionych jeszcze marzeń,  jest posiadanie na własność kawałka ziemi, który mogłabym obsiać, miałabym czas ogarniać i mogłabym patrzeć, jak na nim ładnie rośnie zielone. Obiecujemy sobie rok rocznie, że coś będziemy hodować na tym naszym śmiechu wartym balkonie wielkości małej szafy i rok rocznie budzimy się z ręką w nocniku, kiedy już jest za późno na sianie. Jak to dobrze, że mężczyźni czasem biorą sprawy w swoje ręce i tej wiosny faktycznie coś się u nas zadziało w tej materii. Przychodzę któregoś dnia do domu, a tu worek ziemi na stole i jechane z sianiem. Wióry leciały, mówię Wam. Dziewczyny oczywiście pomagały i chętnie podlewają, ale sukces tego przedsięwzięcia muszę zapisać na konto mojego drogiego męża. Totalnie jego zasługa. Pokazywałam już postępy na fejsie i instagramie, ale to jest grubsza sprawa, takie rzeczy nie zdarzają się często, więc należy się wpis. Od razu jakoś przyjemniej z czymś…

SZYBKI KALENDARZ ADWENTOWY

Witajcie! Jest pierwszy grudnia, więc nareszcie wszystkie kalendarze świata mogą zacząć odliczać dni do Świąt. I to jest też ostatni dzwonek, żeby naprędce zmontować kalendarz adwentowy! Szanująca się blogerka poczęstowałaby Was tym postem ze dwa tygodnie temu, ale jesteście u mnie i tu standardowe rozwiązania nie obowiązują. Na przypale, albo wcale, jak mawia Monika Pryśko. To hasło, to ostatnio moja dewiza. Zresztą, nikt nie powiedział, że kalendarza adwentowego nie można wywiesić po Mikołajkach, bo właśnie tak zrobiłam parę lat temu 🙂 I nikt się wtedy w domu nie oburzył, bo moje dzieci, to nie znają się zbytnio nawet na dniach tygodnia, a co dopiero na kalendarzu… No, ale w tym roku bardzo chciały, bo się im przypomniał ten kalendarz, którym je uraczyłam trzy lata temu, a który był, mówiąc miedzy nami, wpizdu pracochłonny i niekoniecznie estetyczny (widać go na zdjęciach we wpisie, przepisem się nie dzieliłam, bo najpewniej było dawno…

DŁUBANIE W DYNI 2018

Każdy ma swoje tradycje. Nie ma co się szarpać o to, które są lepsze. Palenie zniczy na grobach pierwszego listopada i zabawa halloweenowa wieczór przed, nigdy się dla mnie nie wykluczały. Moja babcia wierzyła, że w ostatnią październikową noc duszyczki schodzą na ziemię i zazwyczaj pierwszego listopada była mocno niewyspana, bo bardzo się tym wydarzeniem przejmowała. Zostawiała dla duszków krzesła, kanapy i fotele w takiej konfiguracji, żeby nic ich nie zastawiało, musiały być łatwo dostępne dla duszyczek, chowała ostre przedmioty, żeby żaden się nie skaleczył i nigdy nie szyła, żeby czasem nie przyszyć zabłąkanej duszyczki razem z guzikiem. Miła tradycja, mimo posępnego wydźwięku. Mi się to wszystko bardzo ładnie zgrywało z przebierankami i straszeniem, może dlatego Wszystkich Świętych trwa dla mnie dwa dni. Chociaż nie śmiałabym hałasować po północy, żeby żadnego duszka nie urazić, ani nie spłoszyć. U nas, czyli u Psotków, tradycja jest jeszcze jedna, bo dłubie się na…

Navigate