Bez kategorii

O przepraszam, czy minął już rok?

Więc Ala ma już rok. Ten rok minął tak szybko, że aż trudno uwierzyć, że minęło AŻ 12 miesięcy. Wrzesień rok temu był ciepły. A mi zupełnie nie chciało się prasować z ciążowym brzuchem. No dobra, mi nigdy nie chce się prasować, ale z brzuchem nie chciało mi się jeszcze bardziej. W pewien wrześniowy wieczór rok temu doszłam do wniosku, że jeżeli nie uprasuję tej posępnej góry prania teraz, to jak nic zaskoczy mnie (bezimienna jeszcze wtedy) Alicja. Uprasowałam wszystko. Zeszło mi do pierwszej w nocy. Położyłam się do łóżka nic nie przeczuwając. Kilka godzin wcześniej rozmawiałam z mamą, która pytała, czy ma przyjechać (NAjukochańszy Małżonek był w pracy), tak na „w razie czego”. „To na pewno nie wydarzy się dzisiaj” – powiedziałam pewna swego. Tak więc, uprasowawszy, co tylko było do uprasowania, leżałam sobie w łóżku, skrolując fejsa, gdy na raz poczułam, że dziecko w moim brzuchu wierci się,…

lato

Mam ochotę zatrzymać czas. Jest tak, jak sobie wymarzyłam, kiedy na świecie było jeszcze ciemno i zimno. Czyli parę miesięcy temu. Kiedy w marcu opuszczałam rano rolety, tylko po to, żeby się przekonać, że słońca nie będę oglądać przez kolejny dzień, trzeci miesiąc z rzędu, czekałam waśnie na to. Bo teraz nawet nie muszę odsłaniać rolet, żeby wiedzieć jaka jest pogoda na zewnątrz. Słońce wciska się przez każdą najmniejszą szczelinę, razi w oczy, bezczelnie igra sobie z kurzem w powietrzu. Razem z promieniami słońca do mieszkania wciska się ciepłe powietrze, zapach suchej trawy czuć od samego rana. Latem dzień trwa tyle, ile trzeba. W sam raz. Nie ważne co trzeba zrobić, zdążymy, albo nie. Jutro też wyjdzie słońce. I choćby nic nie szło po mojej myśli, to wystarczy, że Lila zbierze bukiet polnych kwiatów w drodze po zakupy, żeby to był najpiękniejszy dzień. Jest cudownie. Wieczorami przez otwarte okna słychać…

nic śmiesznego

via pinterest Wczoraj nie mogłam zasnąć, myśląc o pewnej dziewczynie. Poznałam ją niedawno, ale to taki typ człowieka, którego nie trzeba długo czytać. Przedsiębiorcza, otwarta, ufna, optymistka. Też mama. Większość ludzi, kiedy przechodzi przez rozwód chowa się głęboko przed światem, ale nie ona. Ona nie chce, żeby jej córka w jakikolwiek sposób odczuła, że coś jest z mamą źle. Więc szuka szczęścia w małych przyjemnościach, wychodzi do ludzi, stawia sobie cele, bo jej córka ma być szczęśliwa. Poukładana i mądra z niej babka. Nie miałam okazji poznać jej męża. Zdradził. Rozwodzą się. Ponoć prawdziwego mężczyznę poznasz po tym , jak kończy sprawy. A Pan, proszę Pana, sprawę spieprzył. Bo jak inaczej powiedzieć? Miejże Pan na tyle odwagi i przyzwoitości, żeby przyznać, że jesteś słaby i niewarty swojej żony. Miej twarz i wycofaj się, licząc na jej dobrą wolę. Ona chce, żeby jej córka miała ojca. Czemu nie zacząć od tego?…

piękne śniadania wymalowanych ludzi, czyli nauka płynąca z instagrama

Rzeczywistość w internecie jest wyjątkowo malownicza. Dzieci skaczą w białej pościeli, twarze nie mają niedoskonałości, wszyscy chodzą na fitnes i jedzą jarmuż. W dziecięcych pokojach panuje porządek, wszyscy chodzą w ubraniach od młodych, polskich projektantów, a po mieście jeżdżą na rowerze. Jakiś czeski film normalnie. Nie ma tam bałaganu, pstrokacizny i ubranek z promocji w Lidlu. Najfajniej widać to oderwanie od rzeczywistości na zdjęciach śniadań. Na stole nie ma ani jednego okruszka, mimo, że cała rodzina je świeże bułki, wszyscy smarują kanapki specjalnym nożykiem do masła, a wzorek na piance z latte układa się w idealne serduszko. No i rzecz jasna są świeże truskawki i pankejki. Tak się człowiek naogląda i myśli, że te blogery to faktycznie tak żyją, mieszkają i jedzą i strasznie się spina. Ja też się spinałam, bo kto by tak nie chciał? Jeszcze mogłyby się ubrania same prasować i byłby raj. Miło się na to wszystko…

tu i teraz

Staram się być tu i teraz. Nie włączać laptopa, jeśli nie ma potrzeby. Nie zaglądać na Instagrama za każdym razem, kiedy sprawdzam godzinę na telefonie. Staram się słyszeć każde słowo i reagować na każde „Mamo, chodź”. Udaje mi się przez większość czasu. Chcę być obecna dla moich dzieci. Ile czasu z czasu spędzonego z dziećmi w domu naprawdę spędzamy Z NIMI? Na ile procent jesteśmy obecni duchem? Zawsze coś rozprasza. Tu sprawdzisz pocztę, tu fejsa. Szybki telefon, mejlik. Na jaki obraz Ciebie się to składa? Za którym razem Twoje dziecko w końcu przestanie zapraszać Cię do zabawy? Bo w końcu przestanie. Chcę bawić się więcej z Lilą, chcę miziać się więcej z Alą i zapamiętywać te jej małe mięciutkie uśmiechy. Jakież one cudowne te moje dziewczyny. Ala jest najbardziej pogodnym bobasem świata i czekam, aż zamiast robić kółka na dywanie, obierze w końcu kierunek i ruszy przed siebie. Lila z…

share week 2015

jestkultura.pl Czytam internety. Sporo czytam. Dużo więcej niż piszę, co jest karygodne. Ostatnio laptop otwieram raz na kilka dni. Taka sytuacja. A share week natchnął mnie chęcią podzielenia się moim zdaniem odnośnie blogosfery, bo wszak się dzielimy, co nie? Chciałabym trafić na jakiś blog, którego jeszcze nie czytałam, w który mogłabym wsiąknąć bez nieprzyjemnego wrażenia, że autor pisze tylko po to, żeby mu się statystyki zgadzały. A ponieważ nie znajduję nic porywającego, wracam do tych samych tytułów, bo tam przynajmniej nikt mnie nie zarzuca konkursami, w którymi mogę wygrać klocki, czy parę butów, a to co czytam, to szczere myśli drugiego człowieka. Kiedyś przeczytałam, że żeby blog miał powodzenie, trzeba na nim umieszczać co najmniej 8 wpisów w ciągu miesiąca. Cóż, wychodzi na to, że mój nigdy powodzenia mieć nie będzie, bo mi czasem jest po prostu nie po drodze z pisaniem i zupełnie nie rozumiem, jak można zajmując się…

o mamo!

Magiczne zaklęcia to bajki. Żadnym abrakadabra, czy innym vingardium leviosa nic nie wskurasz. Choć czarodziejskie słówka takie, jak dziękuję, proszę i przepraszam potrafią zaczarować dzień lub nawet odmienić człowieczy los, to istnieje słowo, które ma dużo większą moc. Słowem tym jeden człowiek, potrafi drugiego człowieka rozbawić, rozbroić i zmusić do niemal wszystkiego. To słowo, to „mama”. Człowiek czeka na pierwsze świadome słowo dziecka chyba równie niecierpliwie, co na pierwszy krok. Cierpliwie czeka, bo dziecię dojrzewa do mówienia wolno. Trzyma nas w niepewności. Każe obstawiać. Co będzie pierwsze? Mama, czy tata? W końcu się człowiek się doczekuje. Jeden i drugi. Łzy wzruszenia, brawo, hurra. Przez pierwsze kilka tygodni żyjemy w słodkiej nieświadomości. A potem, kiedy emocje opadną, uświadamiamy sobie, że zostaliśmy niewolnikami tego jednego krótkiego słówka. Warto nadmienić, że tatusiowie niewolnikami jakoś nie zostają. Zasada dotyczy tylko kobiet. Jeśli jesteś matką, wiesz o czym mówię. Kiedy wyrwana ze snu usłyszysz „mamo!”…

przysŁowia mądrością narodu

Przysłowia są mądrością narodu. I nie tracą nigdy na aktualności. Są świetne. Przynajmniej dają poczucie pewności, że świat mimo zmian, jakie przechodzi, pozostaje taki sam. Uwielbiam przysłowia. Do każdej sytuacji mogę znaleźć takie, które pasuje idealnie. Zobaczcie sami. Znalazłam kilka opisujących moją obecną sytuację. 1. Wybiera się, jak sójka za morze. – codziennie. Jedna ubrana, druga ubrana, ja ubrana, znieść koła od wózka, rękawiczki dla Lilki, smoczek dla Ali, telefon jest… klucze! cholera jasna gdzie są klucze? 2. Kończ co zacząłeś! – chętnie! bardzo bym chciała móc skończyć zaczętą kawę. albo ciasto, które zaczęłąm piec, a nie mogę skończyć, a znajomi będą za dwie godziny. cóż, jedli gorącą szrlotkę. trudno. jak się teraz zastanowiłam, to mogłam podać ją z lodami i ściemnić, że tak miało być. gaddemit! 3. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. – … albo i nie… jeśli wstajesz pięć razy w ciągu nocy przez kilka tygodni z…

kominiarz

Do Was też puka co roku kominiarz? Do nas zapukał kilka dni temu, przyniósł kalendarz za „cołaska” i życzenia zdrowia i szczęścia w pakiecie. I wszystko by było normalnie, gdyby nie to jak wyglądał. A wyglądał jak Fez z That ’70s Show. Czyli sympatycznie. Tylko sadzą umorusany, przez co biel jego zębów olśniewała ciut bardziej. I trochę nie wiem o co chodzi…Do rzeczy. Pamiętam, jak za gówniarza wierzyłam, że trzeba się złapać za guzik przy spotkaniu z kominiarzem, żeby zapewnić sobie farta w życiu. Jeszcze więcej szczęścia miało przynieść dotknięcie jegomościa. Raz nawet z kuzynką poszłyśmy się jednego zapytać, czy możemy go dotknąć na szczęście. Zgodził się z uśmiechem, prezentując brak jedynek i dwójek. Pachniał sadzą, smołą i alkoholem. Już nigdy więcej nie miałam ochoty w ten sposób pomagać szczęściu. Zwłaszcza, że oni umazani tą sadzą wyglądają wszyscy tak samo. Nie zachęcają do macania. stąd Wychodzę ostatnio z mieszkania, taszcząc…

Navigate