Bez kategorii

NIEKOŃCZĄCE SIĘ LATO

Kończy się czerwiec i zaskakująco lato trwa już dwa miesiące. Ja już powoli zaczynam kompletować swetry na jesień, z przyzwyczajenia, a wakacje właśnie się zaczęły! Czyli wszystko, co dobre, ciągle przed nami! Chociaż w sumie truskawki się kończą, więc już o jedną radość mniej. Ale to nic. Trzeba wysysać cudowności z lata, póki skubane trwa. I niech trwa do września, jak Bóg przykazał. Tak się stęskniłam! Kładę dzieci wieczorem do łóżeczek, a ich włosy pachną latem: pachną piaskiem, suchą trawą i morzem. Uwielbiam zapach letnich dzieci. Uwielbiam te brudne stópki, strupy na kolankach i bąble po komarach na małych nóżkach. Te małe nogi jednego dnia latem robią więcej kroków, niż przez całą zimę. Biegają na bosaka, skaczą z wysokość i przeżywają dziesiątki przygód. A na koniec wsadzam je do wanny na szybkie mycie, a woda jest czarna, jakbym myła dwóch górników, a nie dwie małe dziewczynki. Lubię, jak się buntują,…

MIŁO, KIEDY COŚ SIĘ ZMIENIA

Coś się zmieniło. Jeszcze niedawno, samodzielne wyjście z dwójką naszych dzieci gdzieś w miasto, musiałam planować, jak wyprawę na księżyc. Pakować dwie zmiany ubrań dla obu dziewczynek, picie i żarcie bo przecież możliwe, że padną z głodu i pragnienia, do tego wózek i jeszcze po ulubionej zabawce na drogę. A zimą kurtki, czapki, szaliki, rękawiczki. Przypominaliśmy cygański tabor – jadąc nuciłam sobie „Jadą wozy kolorowe” Maryli Rodowicz. Do tego, trzeba było wyjście ogrywać tak, żeby Ala miała dobry humor. Jeśli nie miała, nie pasowało jej dosłownie wszystko i zawsze robiła jakąś awanturę. Stresujące to było, nie powiem. I nagle coś jest inaczej. Dzieci odpowiednio oporządzone przed wyjściem, wytrzymują dwie godziny w terenie bez jedzenia i wizyty w toalecie. Nie potrzebują ciuchów na zmianę, ani zabawek na drogę. Wystarczy im soczek. I jeszcze jedna rzecz – wszystko idzie z nimi przenegocjować, a każdy bunt zażegnać za pomocą odpowiednich argumentów – zazwyczaj…

NA 2018 …

Lubisz robić podsumowania? Liczyć, jak wiele zmieniło się w czasie minionego roku – ile kilo w górę, czy w dół, ile podjęłaś właściwych decyzji? Możesz podliczyć, ile kosztowały Cię Twoje złe decyzje. Ile osób zniknęło z Twojego życia, ile nowych pojawiło się i na dobre w nim zagościło. Możesz wyliczyć piękne wspomnienia, które tak bardzo chcesz pamiętać i zrobić listę rzeczy, które dobrze byłoby zapomnieć. W tym roku nie podsumowuję. Wcale nie mam wrażenia, że dotarłam do jakiejś granicy. Wręcz przeciwnie, nigdy jeszcze nie byłam aż tak „na pół gwizdka” ze wszystkim. Nie zakładam też nic na przyszły rok. Początku nie musi mi wyznaczać 1 stycznia. Mogę zacząć od jutra, od poniedziałku, od przyszłego miesiąca. Są rzeczy, których chcę dla siebie i dla moich bliskich, ale nie zamierzam rozpisywać planu, jak co roku. Plany mnie stresują. Chcę trochę pożyć w tym roku, zamiast trzymać się planu. Chcę mieć więcej czasu…

ŚWIĄTECZNY CZAS

Ja przepraszam, czy to już? Czy jesteśmy już po? Nie wiem, jak to się dzieje, że rok rocznie zaczyna się grudzień i przecież jest jeszcze czas na wszystko, wyjście na jarmark i karuzelę i łyżwy, a potem okręcam się trzy razy i jest 20 grudnia i nie ma już czasu na nic, a do tego okazuje się, że nie było ani karuzeli, ani łyżew. A niby minimalizowałam stres i niepotrzebne aktywności od początku grudnia. Niby było powolutku, bez pośpiechu i w klimacie.  A i tak wszystko, jak zwykle wyszło na ostatnią chwilę. Weźmy kupowanie prezentów. Niby można uniknąć tłumów w sklepach, bo wszystko szybko i tanio da się zamówić przez internet, ale i tu trudno uniknąć stresu. Okazuje się, że zamawianie wszystkiego przez internet, to też nie jest dobre wyjście, chyba, że się ma zaprzyjaźnioną sąsiadkę, która nie wychodzi z domu, bo kurier puka do drzwi kilka razy dziennie z…

BUY LESS, LOVE MORE

Obiecałam sobie, że w tym roku będę zen, że będę miała wszystko idealnie zaplanowane i dopięte na ostatni guzik, że nie będę się stresować. Plan był taki, że jedyne, co będę odczuwać w tym roku, to będzie ogólnie pojęty relaks. Od początku grudnia leciały u nas kolędy, piekliśmy pierniki, rysowaliśmy rysunki dla Mikołaja. A potem wkradła się świąteczna gorączka. Bo sklep wysłał nie ten kolor prezentu, bo kurier pomylił paczki, bo dzieci porysowały wszystkie koperty do kartek, które w tym roku mieliśmy wysłać wcześniej… Ale to nic, bo ze wszystkim i tak zdążymy. Trzeba tylko każdą godzinę, która zostaje z krótkiego dnia, poświęcić na doganianie planu. Spinamy pośladki i mieszamy bigos. Co roku ta sama szopka. Prawie mi się udało. Prawie. Stresu jednak nie da się pokonać, bo okazuje się, że planowanie na nic nie pomoże, kiedy trzeba odstać swoje w dwukilkometrowej kolejce, żeby kupić głupie mleko w markecie po…

SOCIALLY AWKWARD, czyli tekst, który miał trafić do kosza

Mam czasem wrażenie, że mogłabym startować do nagrody na najnudniejszego człowieka świata. Totalnie nie nadaję się do small talk’ów – nie interesuje mnie polityka, nie kojarzę, kto jest kto w tym naszym rządzie, pudelka nie czytam, na siłkę nie chodzę, diet nie stosuję, Azja Express nie oglądam. No nie pogadasz. Nie mam zdania na większość tematów. Po prostu nudziara. Wychodzę z założenia, że jeżeli to co mam do powiedzenia, nie wniesie nic do tematu, to się nie odzywam. A zazwyczaj wychodzi na to, że wszystko zostało powiedziane. O dzieciach sobie na przykład możemy pogadać. Ewentualnie, bo staram się nie wypowiadać na temat cudzych praktyk wychowawczych, więc zazwyczaj tylko przytakuję. O serialach ewentualnie też możemy. Pod warunkiem, że oglądasz akurat to, co ja, bo nie żebym miała jakąś szerszą wiedzę na temat. Poza tym nic. Pewnie będziemy tak stać w milczeniu, że aż w tle będzie słychać grające świerszcze. No sorki.…

Dyniowe Przyjęcie

Sporo słyszę głosów, że Halloween jest głupie i niepotrzebne, że przyćmiewa to, co ważne we Wszystkich Świętych. Bo to powinien czas zadumy i refleksji, a nie zabawy. Trochę rozumiem, bo to przecież prawda… a trochę się nie zgadzam. To, co każdy z nas przeżywa na cmentarzu różni się od człowieka, do człowieka. Kiedy byłam dzieckiem, jeździliśmy na cmentarz z rodzicami, jedyny fun polegał na ty, że można było wtedy na legalu bawić się zapałkami, a wieczorem jechało się do kogoś na ciepłą herbatę i ciasto. To było miłe. Lubiłam Wszystkich Świętych. Perspektywa zmieniła mi się, kiedy zapaliłam pierwszy znicz na grobie ukochanego człowieka. Przypuszczam, że z wiekiem i ilością zniczy zapalanych na coraz to nowych nagrobkach, Wszystkich Świętych zaczyna dla człowieka znaczyć dużo więcej. Stąd rozumiem, że niektórych halloween irytuje. Jak hałas w bibliotece. Burzy spokój, łamie pewne zasady. Ja to jestem niestety hedonistką. Chcę, żeby moje życie było przyjemne,…

ŻYCIE OFF-LINE

Przyznam się Wam bez bicia, bo komu, jak nie Wam i gdzie, jak nie tu, że męczy mnie ten cały technologiczny szum. Osiem godzin przy komputerze w pracy, do tego telefon, bez którego, jak bez ręki i który co chwila przypomina mi, że mogę coś przegapić. Na przykład cappuccino w kształcie chomiczego zadka, albo kolejny powalający występ jakiegoś uczestnika X-factor. Nie powiem, to są wszystko ważne rzeczy i ja je wszystkie chętnie oglądam, ale jednak moje życie nie zubożałoby nadto, gdybym na nie nigy nie trafiła w odmętach internetu. I kiedy wchodzę do domu po południu i zamykają się za mną drzwi, mam ochotę wrzucić telefon w odmęty torby, komputer wsunąć w najciemniejszy kąt i przez chwilę po prostu żyć. W ciszy. Nie dosłownie oczywiście, bo w naszym domu, to ciszy nie było od dobrych paru lat i ja szczerze myślę, że cisza już nie pamięta gdzie my mieszkamy i…

Wróciliśmy do domu

Dostałam od rzeczywistości z liścia wczoraj po południu. Bolało tym bardziej, że jeszcze rano stałam przcież na włoskiej ziemi. Żeby wszystko było jasne, to nie jest żadna metafora z tym liściem. Wracałam z przychodni z Alicją i spadł mi na twarz , wśród kropli zimnego deszczu, MOKRY liść. Bo przecież tak właśnie wyglądają powroty z wakacji, prawda? To nigdy nie jest powolne przejście. Powroty z wakacji są jak wepchnięcie rozgrzanego człowieka do zimnego jeziora, kiedy ten opala się na pomoście. Człowiek nie wie do końca, co się dzieje i jedyne, co może, to próbować wypłynąć na powierzchnię. Że nie wspomnę, że można od obydwu tych rzeczy dostać szoku. W naszym przypadku również termicznego. ZIMNO JEST. Jest jeszcze ciekawiej, jeśli mogę dodać coś jeszcze do tej lawiny narzekań, mianowicie jesteśmy wszyscy chorzy. Oprócz Lili, co jest dziwne, bo ona zawsze jest pierwsza w chorowaniu. Wybrałam się zatem do lekarza, żeby osłuchali…

Navigate