Bez kategorii

ŻYCIE OFF-LINE

Przyznam się Wam bez bicia, bo komu, jak nie Wam i gdzie, jak nie tu, że męczy mnie ten cały technologiczny szum. Osiem godzin przy komputerze w pracy, do tego telefon, bez którego, jak bez ręki i który co chwila przypomina mi, że mogę coś przegapić. Na przykład cappuccino w kształcie chomiczego zadka, albo kolejny powalający występ jakiegoś uczestnika X-factor. Nie powiem, to są wszystko ważne rzeczy i ja je wszystkie chętnie oglądam, ale jednak moje życie nie zubożałoby nadto, gdybym na nie nigy nie trafiła w odmętach internetu. I kiedy wchodzę do domu po południu i zamykają się za mną drzwi, mam ochotę wrzucić telefon w odmęty torby, komputer wsunąć w najciemniejszy kąt i przez chwilę po prostu żyć. W ciszy. Nie dosłownie oczywiście, bo w naszym domu, to ciszy nie było od dobrych paru lat i ja szczerze myślę, że cisza już nie pamięta gdzie my mieszkamy i…

Wróciliśmy do domu

Dostałam od rzeczywistości z liścia wczoraj po południu. Bolało tym bardziej, że jeszcze rano stałam przcież na włoskiej ziemi. Żeby wszystko było jasne, to nie jest żadna metafora z tym liściem. Wracałam z przychodni z Alicją i spadł mi na twarz , wśród kropli zimnego deszczu, MOKRY liść. Bo przecież tak właśnie wyglądają powroty z wakacji, prawda? To nigdy nie jest powolne przejście. Powroty z wakacji są jak wepchnięcie rozgrzanego człowieka do zimnego jeziora, kiedy ten opala się na pomoście. Człowiek nie wie do końca, co się dzieje i jedyne, co może, to próbować wypłynąć na powierzchnię. Że nie wspomnę, że można od obydwu tych rzeczy dostać szoku. W naszym przypadku również termicznego. ZIMNO JEST. Jest jeszcze ciekawiej, jeśli mogę dodać coś jeszcze do tej lawiny narzekań, mianowicie jesteśmy wszyscy chorzy. Oprócz Lili, co jest dziwne, bo ona zawsze jest pierwsza w chorowaniu. Wybrałam się zatem do lekarza, żeby osłuchali…

SHARE WEEK 2017

Wszystkie dzieci się w to ponoć bawią – pobawię się i ja. Za łańcuszkami specjalnie nie przepadam, ale ten jest jakby fajniejszy, bo mogę obczaić sobie przy tej okazji blogi, których do tej pory nie znałam, a raczej szkoda mi czasu na co dzień na przedzieranie się przez gąszcz blogosfery. Konkret musi być. Internet zżera czas. A tu wręcz na tacy mam podane same cudowności. Do zabawy zaprasza jak co roku Andrzej Tucholski. Cieszy mnie również fakt, że trzeba podać tylko trzy, a to jest dokładnie tyle, ile blogów ja faktycznie regularnie czytam, będąc w tym miejscu w życiu, w którym jestem (przy czym zazwyczaj czytam będąc w tramwaju do pracy, bo tylko tam mam spokój i to też nie jest takie do końca bezpieczne, po parę razy przegapiłam mój przystanek przesiadkowy i się spóźniłam przez te cholerne internety). Ograniczam się zatem do kilku, które naprawdę lubię i zwyczajnie sprawia…

ŻEGNAJCIE SANADAŁY

Witajcie w październiku chłopcy i dziewczęta. … (długa pauza, bo żal…) Październik to jest taki moment w życiu każdego człowieka, że z jednej strony już się nuci kolędy, a z drugiej, jeszcze nie schowało się sandałów po lecie, więc nic dziwngo, że każdy czuje się trochę nie na miejscu. (Niemniej swoje już pochowałam…chlip) Całe szczęście za kilka tygodni Wszystkich Świętych. Zmarzniemy na cmentarzach i otrzeźwiejemy z deczko. Pogodzenie się z końcem lata przychodzi z bólem. Patrzę na zdjęcia sprzed trzech tygodni i nie wierzę, że moje stopy nie zobaczą słońca do kwietnia. Zcałowuję ostatki opalenizny z kolan moich dzieci, które to kolana złocistym kontrastem odcinają się od szarości za oknem. Tydzień temu skakałyśmy beztrosko na trampolinie, zbierałyśmy jabłka i jadłyśmy maliny prosto z krzaczka u babci, a dziś tylko marność za oknem. Ten deszcz, naprzemiennie z wiatrem, podobnie jak mój katar, trwa w Gdańsku już tydzień. …

na święta

Siemka, jestem Amoksycylina i od jakiegoś czasu, z krótkimi przerwami, rezyduję w domu Małych Psotek. Co prawda mama Psotek marudzi, że jestem niepotrzebna, ale ona też się do mnie przekonała, kiedy zaraziła się od Psotek anginą. Haha! Frajerka! Także myślę, że zaslużyłam sobie na jakiś awans, czy coś, albo przynajmniej na szacunek. Wszyscy mają nadzieję, że niedługo się wyprowadzę, ale zima jest długa, a ja mam ważne zadania do wykonania. Obecnie leczę oskrzela dziewczynek, więc nie mam za bardzo czasu na pogaduchy. Może i Was odwiedzę tej zimy. Hehe. Albo raczej Ho Ho Ho! No bez jaj! Spójrzcie tylko, co ja muszę znosić? Nawet na bloga mi się ładuje ten wredny antybiotyk! Cóż. Taka sytuacja. Amoksycylina dla wszystkich! Wpadłam na bloga, żeby życzyć Wam wszystkim Wesołych Świąt, póki trwają. I szczęśliwego Nowego Roku. A przede wszystkim zdrowia. Reszta przyjdzie sama. Wcześniej czy później. Pamiętajcie, uważajcie, czego sobie życzycie, bo marzenia…

sit down and relax

aż trudno uwierzyć, że w ubiegłą sobotę była pogoda na sandały… Jak to możliwe, że ludzie potrafią siedzieć w jednym miejscu przez pół godziny? Jeżeli odpowiednio mocno się skupię, przypominam sobie, że ja kiedyś też tak robiłam. Siadałam na ławce w parku z książką. Przy stoliku w kawiarni. Kładłam się na trawie w ciepłe dni…Tak, zdarzało się i mi… Zazwyczaj nie zwracam uwagi na otoczenie. Zwracam uwagę głównie na dzieci. Własne rzecz jasna. A kiedy nie ma ich w pobliżu, poprostu cieszę się ciszą. Jestem takim trochę przeciwieństwem Sherlocka Holmesa, który kodował wszystko i wszyskich dookoła. Zupełnie jak mój mąż. On też tak ma. Idziemy ulicą, a on nagle pyta „Widziałaś to?”. Czasem, zdarza się, że i owszem, wiem o co cho, ale zazwyczaj niestety, nie. Przez większość czasu, trochę schizowrenicznie żyję we własnej głowie i mam w nosie otoczenie. Nie żeby mi to ciążyło. Ale. Na ostatnim spacerze z…

goście goście

Lubicie gości? Ja bardzo. Od kiedy mamy dzieci, goście zjeżdżają do nas jakby rzadziej i zazwyczaj zostają jakby krócej. Nie wiedzieć czemu… Muszę przyznać ze swojej strony, że trochę to nasza wina – żarcie kiedyś serwowaliśmy trochę bardziej wykfintne, a i drinki bardziej wyskokowe. Teraz tylko kawka i ciacho, w porywach kulinarnej fantazji gospodyni. A ta kawka w sumie też w porywach, bo zazwyczaj goście karmią piersią, czy coś i pozostajemy przy herbacie. Taki klimat. Ja sama zresztą od kiedy mam dzieci, bardziej stresuję się odwiedzinami. Bo wiecie, jestem już dorosła i wypadałoby by być dobrą panią domu. Niemniej, wierzę szczerze, że gość w dom, to Bóg w dom i lubię. Ostatnio gościlismy spore grono rodzinne i aż serce rosło, że tyle nas było. I że się mieściliśmy w naszym mieszkanku. Choć logistycznie momentami w ogóle tego nie ogarniałam. Po paru dniach po wyjeździe gości, przypomniało mi się na przykład,…

O przepraszam, czy minął już rok?

Więc Ala ma już rok. Ten rok minął tak szybko, że aż trudno uwierzyć, że minęło AŻ 12 miesięcy. Wrzesień rok temu był ciepły. A mi zupełnie nie chciało się prasować z ciążowym brzuchem. No dobra, mi nigdy nie chce się prasować, ale z brzuchem nie chciało mi się jeszcze bardziej. W pewien wrześniowy wieczór rok temu doszłam do wniosku, że jeżeli nie uprasuję tej posępnej góry prania teraz, to jak nic zaskoczy mnie (bezimienna jeszcze wtedy) Alicja. Uprasowałam wszystko. Zeszło mi do pierwszej w nocy. Położyłam się do łóżka nic nie przeczuwając. Kilka godzin wcześniej rozmawiałam z mamą, która pytała, czy ma przyjechać (NAjukochańszy Małżonek był w pracy), tak na „w razie czego”. „To na pewno nie wydarzy się dzisiaj” – powiedziałam pewna swego. Tak więc, uprasowawszy, co tylko było do uprasowania, leżałam sobie w łóżku, skrolując fejsa, gdy na raz poczułam, że dziecko w moim brzuchu wierci się,…

lato

Mam ochotę zatrzymać czas. Jest tak, jak sobie wymarzyłam, kiedy na świecie było jeszcze ciemno i zimno. Czyli parę miesięcy temu. Kiedy w marcu opuszczałam rano rolety, tylko po to, żeby się przekonać, że słońca nie będę oglądać przez kolejny dzień, trzeci miesiąc z rzędu, czekałam waśnie na to. Bo teraz nawet nie muszę odsłaniać rolet, żeby wiedzieć jaka jest pogoda na zewnątrz. Słońce wciska się przez każdą najmniejszą szczelinę, razi w oczy, bezczelnie igra sobie z kurzem w powietrzu. Razem z promieniami słońca do mieszkania wciska się ciepłe powietrze, zapach suchej trawy czuć od samego rana. Latem dzień trwa tyle, ile trzeba. W sam raz. Nie ważne co trzeba zrobić, zdążymy, albo nie. Jutro też wyjdzie słońce. I choćby nic nie szło po mojej myśli, to wystarczy, że Lila zbierze bukiet polnych kwiatów w drodze po zakupy, żeby to był najpiękniejszy dzień. Jest cudownie. Wieczorami przez otwarte okna słychać…

Navigate