Bez kategorii

SOCIALLY AWKWARD, czyli tekst, który miał trafić do kosza

Mam czasem wrażenie, że mogłabym startować do nagrody na najnudniejszego człowieka świata. Totalnie nie nadaję się do small talk’ów – nie interesuje mnie polityka, nie kojarzę, kto jest kto w tym naszym rządzie, pudelka nie czytam, na siłkę nie chodzę, diet nie stosuję, Azja Express nie oglądam. No nie pogadasz. Nie mam zdania na większość tematów. Po prostu nudziara. Wychodzę z założenia, że jeżeli to co mam do powiedzenia, nie wniesie nic do tematu, to się nie odzywam. A zazwyczaj wychodzi na to, że wszystko zostało powiedziane. O dzieciach sobie na przykład możemy pogadać. Ewentualnie, bo staram się nie wypowiadać na temat cudzych praktyk wychowawczych, więc zazwyczaj tylko przytakuję. O serialach ewentualnie też możemy. Pod warunkiem, że oglądasz akurat to, co ja, bo nie żebym miała jakąś szerszą wiedzę na temat. Poza tym nic. Pewnie będziemy tak stać w milczeniu, że aż w tle będzie słychać grające świerszcze. No sorki.…

Dyniowe Przyjęcie

Sporo słyszę głosów, że Halloween jest głupie i niepotrzebne, że przyćmiewa to, co ważne we Wszystkich Świętych. Bo to powinien czas zadumy i refleksji, a nie zabawy. Trochę rozumiem, bo to przecież prawda… a trochę się nie zgadzam. To, co każdy z nas przeżywa na cmentarzu różni się od człowieka, do człowieka. Kiedy byłam dzieckiem, jeździliśmy na cmentarz z rodzicami, jedyny fun polegał na ty, że można było wtedy na legalu bawić się zapałkami, a wieczorem jechało się do kogoś na ciepłą herbatę i ciasto. To było miłe. Lubiłam Wszystkich Świętych. Perspektywa zmieniła mi się, kiedy zapaliłam pierwszy znicz na grobie ukochanego człowieka. Przypuszczam, że z wiekiem i ilością zniczy zapalanych na coraz to nowych nagrobkach, Wszystkich Świętych zaczyna dla człowieka znaczyć dużo więcej. Stąd rozumiem, że niektórych halloween irytuje. Jak hałas w bibliotece. Burzy spokój, łamie pewne zasady. Ja to jestem niestety hedonistką. Chcę, żeby moje życie było przyjemne,…

ŻYCIE OFF-LINE

Przyznam się Wam bez bicia, bo komu, jak nie Wam i gdzie, jak nie tu, że męczy mnie ten cały technologiczny szum. Osiem godzin przy komputerze w pracy, do tego telefon, bez którego, jak bez ręki i który co chwila przypomina mi, że mogę coś przegapić. Na przykład cappuccino w kształcie chomiczego zadka, albo kolejny powalający występ jakiegoś uczestnika X-factor. Nie powiem, to są wszystko ważne rzeczy i ja je wszystkie chętnie oglądam, ale jednak moje życie nie zubożałoby nadto, gdybym na nie nigy nie trafiła w odmętach internetu. I kiedy wchodzę do domu po południu i zamykają się za mną drzwi, mam ochotę wrzucić telefon w odmęty torby, komputer wsunąć w najciemniejszy kąt i przez chwilę po prostu żyć. W ciszy. Nie dosłownie oczywiście, bo w naszym domu, to ciszy nie było od dobrych paru lat i ja szczerze myślę, że cisza już nie pamięta gdzie my mieszkamy i…

Wróciliśmy do domu

Dostałam od rzeczywistości z liścia wczoraj po południu. Bolało tym bardziej, że jeszcze rano stałam przcież na włoskiej ziemi. Żeby wszystko było jasne, to nie jest żadna metafora z tym liściem. Wracałam z przychodni z Alicją i spadł mi na twarz , wśród kropli zimnego deszczu, MOKRY liść. Bo przecież tak właśnie wyglądają powroty z wakacji, prawda? To nigdy nie jest powolne przejście. Powroty z wakacji są jak wepchnięcie rozgrzanego człowieka do zimnego jeziora, kiedy ten opala się na pomoście. Człowiek nie wie do końca, co się dzieje i jedyne, co może, to próbować wypłynąć na powierzchnię. Że nie wspomnę, że można od obydwu tych rzeczy dostać szoku. W naszym przypadku również termicznego. ZIMNO JEST. Jest jeszcze ciekawiej, jeśli mogę dodać coś jeszcze do tej lawiny narzekań, mianowicie jesteśmy wszyscy chorzy. Oprócz Lili, co jest dziwne, bo ona zawsze jest pierwsza w chorowaniu. Wybrałam się zatem do lekarza, żeby osłuchali…

SHARE WEEK 2017

Wszystkie dzieci się w to ponoć bawią – pobawię się i ja. Za łańcuszkami specjalnie nie przepadam, ale ten jest jakby fajniejszy, bo mogę obczaić sobie przy tej okazji blogi, których do tej pory nie znałam, a raczej szkoda mi czasu na co dzień na przedzieranie się przez gąszcz blogosfery. Konkret musi być. Internet zżera czas. A tu wręcz na tacy mam podane same cudowności. Do zabawy zaprasza jak co roku Andrzej Tucholski. Cieszy mnie również fakt, że trzeba podać tylko trzy, a to jest dokładnie tyle, ile blogów ja faktycznie regularnie czytam, będąc w tym miejscu w życiu, w którym jestem (przy czym zazwyczaj czytam będąc w tramwaju do pracy, bo tylko tam mam spokój i to też nie jest takie do końca bezpieczne, po parę razy przegapiłam mój przystanek przesiadkowy i się spóźniłam przez te cholerne internety). Ograniczam się zatem do kilku, które naprawdę lubię i zwyczajnie sprawia…

ŻEGNAJCIE SANADAŁY

Witajcie w październiku chłopcy i dziewczęta. … (długa pauza, bo żal…) Październik to jest taki moment w życiu każdego człowieka, że z jednej strony już się nuci kolędy, a z drugiej, jeszcze nie schowało się sandałów po lecie, więc nic dziwngo, że każdy czuje się trochę nie na miejscu. (Niemniej swoje już pochowałam…chlip) Całe szczęście za kilka tygodni Wszystkich Świętych. Zmarzniemy na cmentarzach i otrzeźwiejemy z deczko. Pogodzenie się z końcem lata przychodzi z bólem. Patrzę na zdjęcia sprzed trzech tygodni i nie wierzę, że moje stopy nie zobaczą słońca do kwietnia. Zcałowuję ostatki opalenizny z kolan moich dzieci, które to kolana złocistym kontrastem odcinają się od szarości za oknem. Tydzień temu skakałyśmy beztrosko na trampolinie, zbierałyśmy jabłka i jadłyśmy maliny prosto z krzaczka u babci, a dziś tylko marność za oknem. Ten deszcz, naprzemiennie z wiatrem, podobnie jak mój katar, trwa w Gdańsku już tydzień. …

na święta

Siemka, jestem Amoksycylina i od jakiegoś czasu, z krótkimi przerwami, rezyduję w domu Małych Psotek. Co prawda mama Psotek marudzi, że jestem niepotrzebna, ale ona też się do mnie przekonała, kiedy zaraziła się od Psotek anginą. Haha! Frajerka! Także myślę, że zaslużyłam sobie na jakiś awans, czy coś, albo przynajmniej na szacunek. Wszyscy mają nadzieję, że niedługo się wyprowadzę, ale zima jest długa, a ja mam ważne zadania do wykonania. Obecnie leczę oskrzela dziewczynek, więc nie mam za bardzo czasu na pogaduchy. Może i Was odwiedzę tej zimy. Hehe. Albo raczej Ho Ho Ho! No bez jaj! Spójrzcie tylko, co ja muszę znosić? Nawet na bloga mi się ładuje ten wredny antybiotyk! Cóż. Taka sytuacja. Amoksycylina dla wszystkich! Wpadłam na bloga, żeby życzyć Wam wszystkim Wesołych Świąt, póki trwają. I szczęśliwego Nowego Roku. A przede wszystkim zdrowia. Reszta przyjdzie sama. Wcześniej czy później. Pamiętajcie, uważajcie, czego sobie życzycie, bo marzenia…

sit down and relax

aż trudno uwierzyć, że w ubiegłą sobotę była pogoda na sandały… Jak to możliwe, że ludzie potrafią siedzieć w jednym miejscu przez pół godziny? Jeżeli odpowiednio mocno się skupię, przypominam sobie, że ja kiedyś też tak robiłam. Siadałam na ławce w parku z książką. Przy stoliku w kawiarni. Kładłam się na trawie w ciepłe dni…Tak, zdarzało się i mi… Zazwyczaj nie zwracam uwagi na otoczenie. Zwracam uwagę głównie na dzieci. Własne rzecz jasna. A kiedy nie ma ich w pobliżu, poprostu cieszę się ciszą. Jestem takim trochę przeciwieństwem Sherlocka Holmesa, który kodował wszystko i wszyskich dookoła. Zupełnie jak mój mąż. On też tak ma. Idziemy ulicą, a on nagle pyta „Widziałaś to?”. Czasem, zdarza się, że i owszem, wiem o co cho, ale zazwyczaj niestety, nie. Przez większość czasu, trochę schizowrenicznie żyję we własnej głowie i mam w nosie otoczenie. Nie żeby mi to ciążyło. Ale. Na ostatnim spacerze z…

goście goście

Lubicie gości? Ja bardzo. Od kiedy mamy dzieci, goście zjeżdżają do nas jakby rzadziej i zazwyczaj zostają jakby krócej. Nie wiedzieć czemu… Muszę przyznać ze swojej strony, że trochę to nasza wina – żarcie kiedyś serwowaliśmy trochę bardziej wykfintne, a i drinki bardziej wyskokowe. Teraz tylko kawka i ciacho, w porywach kulinarnej fantazji gospodyni. A ta kawka w sumie też w porywach, bo zazwyczaj goście karmią piersią, czy coś i pozostajemy przy herbacie. Taki klimat. Ja sama zresztą od kiedy mam dzieci, bardziej stresuję się odwiedzinami. Bo wiecie, jestem już dorosła i wypadałoby by być dobrą panią domu. Niemniej, wierzę szczerze, że gość w dom, to Bóg w dom i lubię. Ostatnio gościlismy spore grono rodzinne i aż serce rosło, że tyle nas było. I że się mieściliśmy w naszym mieszkanku. Choć logistycznie momentami w ogóle tego nie ogarniałam. Po paru dniach po wyjeździe gości, przypomniało mi się na przykład,…

Navigate