Bez kategorii

MUNDEK

Minął tydzień. Nie wiadomo kiedy. Jest nas pięcioro. Zacznijmy od tego, że wszystko płynie. Jak się człowiek nie ustawi, albo czego się nie złapie, to życie i tak go poniesie, nie pytając, czy tempo odpowiada. Nie ma nic pewniejszego niż zmiana. Oswojenie się z tą banalną prawdą, pozwala wieść spokojne życie człowieka gotowego na wszystko. Naprawdę polecam. Bo zmiana wcale nie oznacza, że będzie gorzej…   Jedyny minus jest taki, że można się od zmiany uzależnić. Przysięgam, że ja sama, łapię się na tym, że w czasie długotrwającej, spokojnej stateczności, na siłę szukam okazji do zmiany. Jeżeli inaczej nie mogę wymusić życiowego plot-twista, to chociaż przestawię meble, albo obetnę włosy. Zmiana jest czasem potrzebna, żeby nie zardzewieć. Ponoć powinno się od czasu do czasu obrać inną drogę do pracy, albo umyć zęby lewą ręką, bo wtedy neurony tworzą nowe połączenia a mózgu. Wiedziałyście? Nudziło Wam się? – pytają znajomi. A…

DON’T CALL ME BABY

Wczoraj przeczytałam na Instagramie Pani Swojego Czasu wpis o tym, że mężczyźni nie mają świadomości, że dyskryminują nas kobiety w codziennym życiu. Wpis dotyczył dyskusji, w której brały udział zarówno kobiety, jak i mężczyźni, ale do kobiet prowadzący rozmowę zwracał się zdrobnieniami. Po czym, kiedy Ola zwróciła mu uwagę, nie rozumiał w ogóle, że zrobił coś nie tak. I w sumie ta jego rekcja była w tym wszystkim najgorsza. No naprawdę, chyba jakieś z nas histeryczki, że pragniemy być traktowane z szacunkiem. Niby sam środek cywilizowanej Europy, a jednak nadal uczymy się równouprawnienia i sporo lekcji jeszcze musimy odrobić. Skojarzyła mi się pewna rozmowa, którą miałam okazję prowadzić z mułzumańskim mężczyzną, a która wtedy wydawała mi się być gadką oderwanego od rzeczywistości fanatyka. Dzisiaj patrzę na to troszkę inaczej, bo mam świadomość, że mam szczęście, że urodziłam się białą kobietą w centrum Europy j nikt mi nie może powiedzieć, jak…

KWARANTANNA

Hej, Wpadniecie na kawę? Wirtualną rzecz jasna, bo wirus. Zdrowi jesteście? My jeszcze tak, a ten nagły zwrot akcji w postaci wiecznego zamknięcia, zainspirował mnie do napisania do Was, bo czas zrobił się jakiś taki bardziej elastyczny ostatnio. Pokażę Wam jak tam u nas na kwarantannie. Gdzieś z tyłu głowy, zawsze miałam wizje końca świata. Rozmaite, bo mam bujną  wyobraźnię. Lubię filmy o zagładzie ludzkości, wiecie – apokalipsa zombie, atak kosmitów, tajemniczy wirus zabijający w ekspresowym tempie miliony ludzi(!). Tak właśnie zawsze wyobrażałam sobie koniec świata. Szybko i brutalnie. To się lepiej ogląda. Wszyscy wiemy, jaki przebieg faktycznie ma zmierzch naszego świata. Raczej nikt by tego filmu nie chciał oglądać. Bohaterowie siedzą na dupie w domach, gapiąc się w Netflixa. Tak wygląda kres naszej cywilizacji 🙂 Chociaż może to jeszcze nie koniec. Może to wersja demo? Taki samouczek, jak w grach, żebyśmy wiedzieli, co nas czeka i w co się…

NA 2018 …

Lubisz robić podsumowania? Liczyć, jak wiele zmieniło się w czasie minionego roku – ile kilo w górę, czy w dół, ile podjęłaś właściwych decyzji? Możesz podliczyć, ile kosztowały Cię Twoje złe decyzje. Ile osób zniknęło z Twojego życia, ile nowych pojawiło się i na dobre w nim zagościło. Możesz wyliczyć piękne wspomnienia, które tak bardzo chcesz pamiętać i zrobić listę rzeczy, które dobrze byłoby zapomnieć. W tym roku nie podsumowuję. Wcale nie mam wrażenia, że dotarłam do jakiejś granicy. Wręcz przeciwnie, nigdy jeszcze nie byłam aż tak „na pół gwizdka” ze wszystkim. Nie zakładam też nic na przyszły rok. Początku nie musi mi wyznaczać 1 stycznia. Mogę zacząć od jutra, od poniedziałku, od przyszłego miesiąca. Są rzeczy, których chcę dla siebie i dla moich bliskich, ale nie zamierzam rozpisywać planu, jak co roku. Plany mnie stresują. Chcę trochę pożyć w tym roku, zamiast trzymać się planu. Chcę mieć więcej czasu…

SOCIALLY AWKWARD, czyli tekst, który miał trafić do kosza

Totalnie nie nadaję się do small talk’ów – nie interesuje mnie polityka, nie kojarzę, kto jest kto w tym naszym rządzie, pudelka nie czytam, na siłkę nie chodzę, diet nie stosuję, Azja Express nie oglądam. No nie pogadasz. Wychodzę z założenia, że jeżeli to co mam do powiedzenia, nie wniesie nic do tematu, to się nie odzywam. A zazwyczaj wychodzi na to, że wszystko zostało powiedziane. O dzieciach sobie na przykład możemy pogadać. Ewentualnie, bo staram się nie wypowiadać na temat cudzych praktyk wychowawczych, więc zazwyczaj tylko przytakuję. O serialach ewentualnie też możemy. Pod warunkiem, że oglądasz akurat to, co ja, bo nie żebym miała jakąś szerszą wiedzę na temat. O plastiku też chętnie. Bo plastik jest fe. Ale jeśli te tematy nie są Ci bliskie, pewnie będziemy tak stać w milczeniu, że aż w tle będzie słychać grające świerszcze. Najgorzej jest, jak przychodzi do poznawania nowych ludzi. To jest…

Dyniowe Przyjęcie

Sporo słyszę głosów, że Halloween jest głupie i niepotrzebne, że przyćmiewa to, co ważne we Wszystkich Świętych. Bo to powinien czas zadumy i refleksji, a nie zabawy. Trochę rozumiem, bo to przecież prawda… a trochę się nie zgadzam. To, co każdy z nas przeżywa na cmentarzu różni się od człowieka, do człowieka. Kiedy byłam dzieckiem, jeździliśmy na cmentarz z rodzicami, jedyny fun polegał na ty, że można było wtedy na legalu bawić się zapałkami, a wieczorem jechało się do kogoś na ciepłą herbatę i ciasto. To było miłe. Lubiłam Wszystkich Świętych. Perspektywa zmieniła mi się, kiedy zapaliłam pierwszy znicz na grobie ukochanego człowieka. Przypuszczam, że z wiekiem i ilością zniczy zapalanych na coraz to nowych nagrobkach, Wszystkich Świętych zaczyna dla człowieka znaczyć dużo więcej. Stąd rozumiem, że niektórych halloween irytuje. Jak hałas w bibliotece. Burzy spokój, łamie pewne zasady. Ja to jestem niestety hedonistką. Chcę, żeby moje życie było przyjemne,…

Wróciliśmy do domu

Dostałam od rzeczywistości z liścia wczoraj po południu. Bolało tym bardziej, że jeszcze rano stałam przcież na włoskiej ziemi. Żeby wszystko było jasne, to nie jest żadna metafora z tym liściem. Wracałam z przychodni z Alicją i spadł mi na twarz , wśród kropli zimnego deszczu, MOKRY liść. Bo przecież tak właśnie wyglądają powroty z wakacji, prawda? To nigdy nie jest powolne przejście. Powroty z wakacji są jak wepchnięcie rozgrzanego człowieka do zimnego jeziora, kiedy ten opala się na pomoście. Człowiek nie wie do końca, co się dzieje i jedyne, co może, to próbować wypłynąć na powierzchnię. Że nie wspomnę, że można od obydwu tych rzeczy dostać szoku. W naszym przypadku również termicznego. ZIMNO JEST. Jest jeszcze ciekawiej, jeśli mogę dodać coś jeszcze do tej lawiny narzekań, mianowicie jesteśmy wszyscy chorzy. Oprócz Lili, co jest dziwne, bo ona zawsze jest pierwsza w chorowaniu. Wybrałam się zatem do lekarza, żeby osłuchali…

SHARE WEEK 2017

Wszystkie dzieci się w to ponoć bawią – pobawię się i ja. Za łańcuszkami specjalnie nie przepadam, ale ten jest jakby fajniejszy, bo mogę obczaić sobie przy tej okazji blogi, których do tej pory nie znałam, a raczej szkoda mi czasu na co dzień na przedzieranie się przez gąszcz blogosfery. Konkret musi być. Internet zżera czas. A tu wręcz na tacy mam podane same cudowności. Do zabawy zaprasza jak co roku Andrzej Tucholski. Cieszy mnie również fakt, że trzeba podać tylko trzy, a to jest dokładnie tyle, ile blogów ja faktycznie regularnie czytam, będąc w tym miejscu w życiu, w którym jestem (przy czym zazwyczaj czytam będąc w tramwaju do pracy, bo tylko tam mam spokój i to też nie jest takie do końca bezpieczne, po parę razy przegapiłam mój przystanek przesiadkowy i się spóźniłam przez te cholerne internety). Ograniczam się zatem do kilku, które naprawdę lubię i zwyczajnie sprawia…

ŻEGNAJCIE SANADAŁY

Witajcie w październiku chłopcy i dziewczęta. … (długa pauza, bo żal…) Październik to jest taki moment w życiu każdego człowieka, że z jednej strony już się nuci kolędy, a z drugiej, jeszcze nie schowało się sandałów po lecie, więc nic dziwngo, że każdy czuje się trochę nie na miejscu. (Niemniej swoje już pochowałam…chlip) Całe szczęście za kilka tygodni Wszystkich Świętych. Zmarzniemy na cmentarzach i otrzeźwiejemy z deczko. Pogodzenie się z końcem lata przychodzi z bólem. Patrzę na zdjęcia sprzed trzech tygodni i nie wierzę, że moje stopy nie zobaczą słońca do kwietnia. Zcałowuję ostatki opalenizny z kolan moich dzieci, które to kolana złocistym kontrastem odcinają się od szarości za oknem. Tydzień temu skakałyśmy beztrosko na trampolinie, zbierałyśmy jabłka i jadłyśmy maliny prosto z krzaczka u babci, a dziś tylko marność za oknem. Ten deszcz, naprzemiennie z wiatrem, podobnie jak mój katar, trwa w Gdańsku już tydzień. …

Navigate