Aga

9 Posts Back Home
Matka Polka Pracująca,

CZY WARTO KARAĆ DZIECI? I dlaczego myślę, że nie.

Zaliczyliśmy całe mnóstwo wpadek przy wychowaniu Lili. Pierwsze dziecko jest trochę królikiem doświadczalnym, niestety. Zanim się faktycznie nie ma dzieci, ma się jakieś tam przekonania i teorie odnośnie tego, jak by się chciało je wychowywać. Ale dopiero ten mały człowiek weryfikuje, które z tych teorii były do chrzanu, a które totalnie bzdurne. Jednego byliśmy pewni zawsze, kiedy rozmawialiśmy z Małżonkiem o wychowywaniu. Wiedzieliśmy, że nie chcemy bić naszych dzieci. Mamy w domu zasadę, że nie bije się ludzi, których się kocha. Nasze dzieci mocno się starają jej przestrzegać, ale regularnie zdarzają im się bójki. Mimo to, wierzę, że coś im zostanie w głowie z tych nauk. Może kiedyś zatrybi. Jak wiarygodni bylibyśmy wymierzając im za karę klapsy? Jak myślicie, że jesteśmy jacyś święci, czy mega cierpliwi, to muszę sprostować. Dzieci dzień w dzień testują naszą cierpliwość. Czasami aż ręka świerzbi. Ale jesteśmy dorośli, do licha, jak mamy wymagać opanowania od…

O TYM, CO ZGUBIONE

Ala budzi mnie w środku nocy, bo nie może znaleźć butelki dla swojego dzidziusia. Patrzę na zegar – trzecia. No, to chociaż jeszcze trochę snu zostało do rana. Przetrząsam pościel w ciemności – Nie ma, Ala, śpij proszę, poszukamy rano – Ala zaczyna płakać, więc wkładam rękę za łóżko, w geście ostatniej szansy – może tam… JEST. Ala zasypia ściskając swojego dzidziusia i jego mleczko. Misja zakończona sukcesem. Gdzie jest Lili strój na taniec / jakieś majtki dla Ali / szczotka do włosów / you name it , wiadomości tej treści regularnie przychodzą od mojego męża, kiedy jestem w pracy. Jest takie powiedzenie, że nic nie jest prawdziwe zgubione, jeśli nie szukała tego mama. Jakież to mocno życiowe powiedzenie. Trudno mnie nazwać ogarniętą, ale jak babcię kocham, moja rodzina wierzy, że znam położenie wszystkich przedmiotów w naszym domu. Czyżby macierzyństwo wyostrzało nam matkom zmysły, albo pamięć fotograficzną. Mój mąż twierdzi,…

NA 2018 …

Lubisz robić podsumowania? Liczyć, jak wiele zmieniło się w czasie minionego roku – ile kilo w górę, czy w dół, ile podjęłaś właściwych decyzji? Możesz podliczyć, ile kosztowały Cię Twoje złe decyzje. Ile osób zniknęło z Twojego życia, ile nowych pojawiło się i na dobre w nim zagościło. Możesz wyliczyć piękne wspomnienia, które tak bardzo chcesz pamiętać i zrobić listę rzeczy, które dobrze byłoby zapomnieć. W tym roku nie podsumowuję. Wcale nie mam wrażenia, że dotarłam do jakiejś granicy. Wręcz przeciwnie, nigdy jeszcze nie byłam aż tak „na pół gwizdka” ze wszystkim. Nie zakładam też nic na przyszły rok. Początku nie musi mi wyznaczać 1 stycznia. Mogę zacząć od jutra, od poniedziałku, od przyszłego miesiąca. Są rzeczy, których chcę dla siebie i dla moich bliskich, ale nie zamierzam rozpisywać planu, jak co roku. Plany mnie stresują. Chcę trochę pożyć w tym roku, zamiast trzymać się planu. Chcę mieć więcej czasu…

ŚWIĄTECZNY CZAS

Ja przepraszam, czy to już? Czy jesteśmy już po? Nie wiem, jak to się dzieje, że rok rocznie zaczyna się grudzień i przecież jest jeszcze czas na wszystko, wyjście na jarmark i karuzelę i łyżwy, a potem okręcam się trzy razy i jest 20 grudnia i nie ma już czasu na nic, a do tego okazuje się, że nie było ani karuzeli, ani łyżew. A niby minimalizowałam stres i niepotrzebne aktywności od początku grudnia. Niby było powolutku, bez pośpiechu i w klimacie.  A i tak wszystko, jak zwykle wyszło na ostatnią chwilę. Weźmy kupowanie prezentów. Niby można uniknąć tłumów w sklepach, bo wszystko szybko i tanio da się zamówić przez internet, ale i tu trudno uniknąć stresu. Okazuje się, że zamawianie wszystkiego przez internet, to też nie jest dobre wyjście, chyba, że się ma zaprzyjaźnioną sąsiadkę, która nie wychodzi z domu, bo kurier puka do drzwi kilka razy dziennie z…

BUY LESS, LOVE MORE

Obiecałam sobie, że w tym roku będę zen, że będę miała wszystko idealnie zaplanowane i dopięte na ostatni guzik, że nie będę się stresować. Plan był taki, że jedyne, co będę odczuwać w tym roku, to będzie ogólnie pojęty relaks. Od początku grudnia leciały u nas kolędy, piekliśmy pierniki, rysowaliśmy rysunki dla Mikołaja. A potem wkradła się świąteczna gorączka. Bo sklep wysłał nie ten kolor prezentu, bo kurier pomylił paczki, bo dzieci porysowały wszystkie koperty do kartek, które w tym roku mieliśmy wysłać wcześniej… Ale to nic, bo ze wszystkim i tak zdążymy. Trzeba tylko każdą godzinę, która zostaje z krótkiego dnia, poświęcić na doganianie planu. Spinamy pośladki i mieszamy bigos. Co roku ta sama szopka. Prawie mi się udało. Prawie. Stresu jednak nie da się pokonać, bo okazuje się, że planowanie na nic nie pomoże, kiedy trzeba odstać swoje w dwukilkometrowej kolejce, żeby kupić głupie mleko w markecie po…

SOCIALLY AWKWARD, czyli tekst, który miał trafić do kosza

Mam czasem wrażenie, że mogłabym startować do nagrody na najnudniejszego człowieka świata. Totalnie nie nadaję się do small talk’ów – nie interesuje mnie polityka, nie kojarzę, kto jest kto w tym naszym rządzie, pudelka nie czytam, na siłkę nie chodzę, diet nie stosuję, Azja Express nie oglądam. No nie pogadasz. Nie mam zdania na większość tematów. Po prostu nudziara. Wychodzę z założenia, że jeżeli to co mam do powiedzenia, nie wniesie nic do tematu, to się nie odzywam. A zazwyczaj wychodzi na to, że wszystko zostało powiedziane. O dzieciach sobie na przykład możemy pogadać. Ewentualnie, bo staram się nie wypowiadać na temat cudzych praktyk wychowawczych, więc zazwyczaj tylko przytakuję. O serialach ewentualnie też możemy. Pod warunkiem, że oglądasz akurat to, co ja, bo nie żebym miała jakąś szerszą wiedzę na temat. Poza tym nic. Pewnie będziemy tak stać w milczeniu, że aż w tle będzie słychać grające świerszcze. No sorki.…

A PRZY WEEKENDZIE, HULAJNOGĄ WSZĘDZIE

Jesień jest do chrzanu. Nie ważne w ile swetrów się człowiek nie oblecze i ile kubków kakao nie wyżłopie pod kocem, jesień, to nadal jesień. Padaka z gilem w tle. Choćby mi Instagramy i Pinteresty podtykały najpiękniejsze zdjęcia złocistych liści, nie dam się przekonać. A błoto, przymrozki i zgniłe liście już w zupełności nie zachęcają mnie do spacerów. Ba! Do wyjścia spod koca nie zachęcają! Ale w trosce o zdrowie, wypada spacerować i zażywać ruchu – niech to jasny gwint, po co komu ruch – więc wyciągam na dwór dzieciaki, kiedy tylko raczy nie padać. I zdaje się, że w końcu znalazłam aktywność, dla której moje dzieci w miarę chętnie opuszczają dom. Trochę przesadzam, kiedy mówię, że chętnie. Z dziećmi, to wiadomo, że z zasady jest tak, że w pierwszej kolejności nie idzie ich wyciągnąć z domu za skarby świata, a potem, robią aferę, kiedy pora wracać. Każdorazowo. Standardowym zestawem…

NARRACJE 2017

Znacie Narracje? To taki festiwal artystyczny, organizowany co roku w listopadzie na ulicach Gdańska. Temat przewodni i konkretna lokalizacja zmieniają się co roku. Do tej pory udało mi się pójść tylko raz, nad czym szczerze boleję. Niestety, pozostając w zgodzie ze swoją naturą, wybieram raczej kocyk i herbatkę, niż listopadowe spacery, głównie dlatego, że impreza zaczyna się późno. Co roku obiecuję sobie, że pójdę i zabiorę rodzinę, ale spacery z dziećmi o zmroku, to jest coś, co trzeba dobrze przemyśleć i zaplanować. U mnie z planowaniem jest średnio i pewnie dlatego nam nie wychodzi. W tym roku zaliczyliśmy jednak pełen sukces. Głównie dlatego, że instalacje powstały w naszej okolicy, więc nawet, jeśli zaliczylibyśmy jakąś awarię w trakcie, do domu mielibyśmy rzut beretem. Spakowałam dziewczynki i razem z moim bratem i jego narzeczoną ruszyliśmyposzerzać horyzonty. Najlepsze jest to, że pomagali mi ogarnąć Psotki i gdyby nie oni, nie wiem, czy zobaczyłybyśmy…

ZAPOMNIANE ZDJĘCIA Z LATA

Za moim oknem pada śnieg. Nie zalewam! Jeszcze sobie nie rozpisałam, co miłego chciałabym zrobić tej jesieni, a tu już pierwszy śnieg. Matko… Zima nie tylko kierowców zaskakuje! Ja to mam taki refleks, że kiedy wszyscy będą malować pisanki, ja pewnie dopiero będę rozbierać choinkę. No dramat po prostu. I tak ze wszystkim. Najbardziej mnie śmieszy, jak ktoś mnie zagaduje „hej, ale fajnie, że masz czas jeszcze przy dzieciach pisać bloga”, ja wtedy wiem, że raczej nie zaglądają, bo jakby zaglądali częściej niż raz, to by przecież widzieli, że ja piszę dwa razy w miesiącu i to wyłącznie wtedy, jak zarwę nockę, a ja bardzo lubię spać, więc piszę rzadko i już by mnie tak chętnie nie klepali po pleckach, a raczej kręcili głową z dezaprobatą. Posty to ja często piszę w głowie w tramwaju, tylko one rzadko trafiają w miejsce przeznaczenia. Przedzierałam się ostatnio przez fotki z minionego lata…

Navigate