Aga

9 Posts Back Home
Matka Polka Pracująca,

PIERWSZA WYCIECZKA ALI i moje matczyne paranoje

Przedszkole Psotek jedzie na wycieczkę. I kiedy mówię „przedszkole”, mam na myśli CAŁE przedszkole. Wszystkie grupy. Cały personel. Każdy jeden przedszkolaczek. Alicja pierwszy raz jedzie na wycieczkę bez rodziców. Nie muszę Wam pewnie pisać, że jestem przerażona i najchętniej bym jej nie puściła, ale jak mogłabym jej to zrobić, skoro jadą WSZYSCY. Powiedzieć, że dzieci są podjarane to mało – emocje u nas, jak przed Bożym Narodzeniem, bo jadą do gospodarstwa agroturystycznego i tam będą ZWIERZĄTKA. Alicja pakuje się od poniedziałku. Dodam na marginesie, chociaż zabrzmię, jak rodzicielski fail, że mnie czasami przerastają wycieczki z Psotkami na drugi koniec miasta, więc żywię lekkie obawy. Głównie chodzi o humorki panny Ali właśnie. Niewiele jej trzeba, żeby zrobić szopkę – wystarczy, że jest głodna, albo zmęczona, albo, że pada deszcz i ciśnienie nie sprzyja, albo, że ktoś krzywo na nią spojrzy i nawet najprzyjemniejsza wycieczka kończy się rykiem i tarzaniem po ziemi.…

MASZ PEŁNĄ SZAFĘ I NIC DO UBRANIA? zorganizuj Swap Party!

W moim kobiecym życiu zaliczyłam już różne fazy podejścia do ciuchów i mody jako takiej. Przeszłam przez fazę kompulsywnego shopoholizmu, zachłyśnięcie polskimi niezależnymi markami, uzależnienie od blogów modowych, ubraniowy minimalizm, you name it. Wszystko już grali! Najśmieszniej było, kiedy urodziła się Lila, miałam wtedy w szafie dresy po domu i do piachu na jednej kupce i rzeczy „do biura”, których nie nosiłam, tylko kolekcjonowałam, wierząc, że przydadzą się mi jako przyszłej matce pracującej. Każda z nas trzyma rzeczy dla przyszłej siebie, wiem. Co nie zmienia faktu, że warto by to było leczyć. Po latach okazało się, że w pracy, którą w końcu mam, żadne gajery mi nie potrzebne, więc cała kompletowana przeze mnie wyprawka, poszła do wora. Z lekka Zonk. I teraz podzielę się z Wami mądrością, do której dojście, zajęło mi całe lata: w szafie trzeba mieć ciuchy na teraz. Porządek w szafie, to porządek w myślach. Dziś, jako…

W DOMU…

Ostatni miesiąc to była jakaś idiotyczna karuzela zdarzeń. I to nie taka w wesołym miasteczku, tylko bardziej takie koło, które chomik ma w klatce do biegania. To ma nazwę? Przy czy ja byłam właśnie tym chomikiem. Mam wrażenie, że przez większość miesiąca nie było mnie w domu. Zdarzyło się mnóstwo fajnych rzeczy, ale też wiele bezsensownego stresu. A ja to stresu nie lubię za bardzo. Fajnie jak się dużo dzieje, ale bez kitu, już starczy tych dzikich emocji. Jeżeli ktoś dałby mi bilety dla całej rodziny na wycieczkę w gorące miejsce, na ten długi weekend, który w najlepsze właśnie trwa, to powiem Wam szczerze, że grzecznie bym odmówiła. Chcę pobyć w domu. Robić rano śniadania w mojej kuchni, wstawiać pralkę za pralką i bawić się Barbie z dziećmi. Niech się nic nie dzieje. Żadnych dramatów i żadnych fajerwerków, proszę. Marzy mi się święty spokój. Najchętniej niech w tle tych codziennych…

DHAKA – DRUGA STRONA MEDALU

Wszystko zależy od skali porównawczej. Ktoś, kto zarabia w funtach, nie pojmie, jak jestem w stanie się utrzymać, zarabiając średnią krajową w polskich złotych. Dla mnie oburzające są kwoty, za które szwaczka w fabryce w Bangladeszu musi wyżywić rodzinę. Dla kogoś, kto żyje na ulicy, zarówno ona, jak i ja jesteśmy bogaczkami. Mam w sobie dużo wdzięczności za wszystkie dobrodziejstwa, które zsyła na mnie los. Jestem wdzięczna za zdrowe, wspaniałe córeczki, za mojego wspierającego wspaniałego męża, za dach nad głową, za pracę, która daje mi satysfakcje i niezależność, za to, że mam mieszkanie. Wydawało mi się, że jestem pełna pokory. Jest jednak cała masa rzeczy, które na co dzień przyjmuję za pewnik, bo ich istnienie jest dla mnie tak oczywiste, jak to że oddycham powietrzem. Ciepła woda w kranie, prąd w lodówce, BA! LODÓWKA!, PRALKA! – skoro już o tym mowa (zmywarka już mniej, bo się rozkraczyła ostatnio, więc bywam…

POCZTÓWKI Z BANGLADESZU – KOLOROWA DHAKA

Postanowiłam zrobić dwa wpisy o podróży do Bangladeszu. Nie da się wszystkiego zawrzeć w jednym wpisie. Dhaka w pierwszym odruchu mnie oczarowała i chciałabym, żebyście również zobaczyli, jaka jest piękna. Ale rzeczywistość tam jest inna niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Drugi wpis będzie zatem o drugim obliczu Dhaki.Mężczyźni w Bangladeszu są specyficzni. Widać, że lubią dobrze wyglądać. Chociaż modowo królują późne lata 90te. Na ulicach widać jedynie mężczyzn, kobiety to rzadki widok. Bardzo często mijałyśmy mężczyzn trzymających się za ręce, ale nie miałyśmy okazji ani śmiałości, żeby zapytać czy chodzi o przyjaźń, czy kochanie. Zachwycające są Bangladeskie kobiety. Są czyściutkie, zadbane i kolorowe. Niestety nie widać ich na ulicach. Siedzą w domach z dziećmi, albo pracują w fabrykach. Na zdjęciu powyżej właśnie wychodzą na przerwę obiadową z jednej z fabryk, osobnym wyjściem dla kobiet. Tłumaczono nam, że kobiety traktuje się tam inaczej, ze względu na szacunek jakim się je…

TO JUŻ 7 LAT, NO I ZAPISAŁAM LILĘ DO SZKOŁY

Wychowanie to nie jest impreza dla mięczaków. Z czasem nie robi się wcale łatwiej, nie da się w tym wyspecjalizować. Że niby im więcej ich masz, tym lepszy w tym jesteś? Phi! Przy każdym dziecku, trzeba sięgać po nowe rozwiązania i przy każdym jednym leci się z programem od zera. A im większe dziecko, tym trudniejszy zestaw pytań. Czas na nowe wyzwania. Aż trudno uwierzyć, że to już, skoro tak niedawno jechaliśmy na porodówkę z Lilką. Czas posłać naszą córkę do szkoły… zapisaliśmy naszą pierworodną do pierwszej klasy. Od bardziej doświadczonych rodziców słyszę czasem „poczekaj, aż się szkoła zacznie. wtedy zaczyna się cyrk.” Dobrze znam groźbę zawartą w tym zdaniu. To jest ta sama groźba, którą wypowiadają już-rodzice do niedzieciatych znajomych, którzy narzekają na zmęczenie – „phi. co ty wiesz o zmęczeniu, nie masz dzieci.”, albo tacy, którzy mają trójkę, do takich, co to mają jedno i to w dodatku…

PIŻAMA PARTY, czyli co ja właściwie robię…

Wiecie, co jest fajne? Fajne jest, kiedy zajmujemy się czymś, co lubimy robić. Łatwiej jest wtedy stawiać czoła wczesnym pobudkom, długim powrotom z pracy komunikacją miejską, czy nadgodzinom. Z pozycji człeka, który ma przywilej robienia tego, co lubi, powiem Wam, że warto walczyć o to, żeby robić coś, co da nam radość, oprócz pieniędzy na chleb. Warto czasem zaryzykować i uciszyć ten głos z tyłu głowy: „gdzie ty się pchasz, nawet się na tym nie znasz. zostań, gdzie jesteś. przynajmniej masz pracę”. Warto, bo zmiany są dobre. Kiedy zamykasz za sobą jakieś drzwi, otwierają się kolejne. Zawsze. Zdarza się, że czasem ktoś mnie podpytuje, czym ja się w ogóle zajmuję i dzisiaj Wam o tym trochę opowiem. Kiedy zaczynałam pracę dwa lata temu, nie wiedziałam w sumie co mnie czeka, ani na co się godzę. Bardzo chciałam spróbować czegoś nowego, czegoś, czego jeszcze nie robiłam, ale w czym mogłabym się…

JADĘ W DELEGACJĘ, A SERCE JUŻ TĘSKNI ZA DZIEĆMI

Przyznam się bez bicia, że trochę gorzej niż większość znanych mi matek znoszę rozstania z moimi dziećmi. Zapytajcie kogokolwiek z mojego otoczenia. I nie jest to wcale moje własne zdanie, wręcz przeciwnie, wydawało mi się, że wszystkie tak mamy, że to jest niejako matczyna choroba zawodowa. Ale nie, okazuje się, że mam problem w pępowiną łącząca mnie z dziećmi, mianowicie taki, że jest ona jakby krótsza niż u innych. Będąc osobą rozsądną, nie bacząc na sprzeczności targające moim sercem, od jakiegoś czasu staram się zatem luzować tą pępowinę. No wiecie, takie niewinne akcje, jak weekend u babci, albo w najgorszym razie, tydzień wakacji u drugiej babci, na drugim końcu Polski. Przy czym to drugie, to było trochę wymuszone przez Małżonka i to już była dla mnie jazda po emocjonalnej bandzie. Najdroższy Małżonek zabrał dziewczynki do swojej mamy na tydzień na ferie zimowe i powiem Wam, że ledwo to przeżyłam, bo…

LONDON TRIP 2018

Podróż z dziećmi, nieważne dokąd i na jak długo, trochę przypomina rosyjską ruletkę. Przynajmniej w naszym przypadku. Chodziłam zestresowana przez dwa tygodnie przed wyjazdem, aż w końcu mój mąż zauważył mądrze, że moje martwienie się na zapas nic nie zmieni i jeśli coś ma się wydarzyć i tak tego nie przewidzę. Pomogło, chociaż wspomnienie naszych pechowych włoskich wakacji było w mojej pamięci nadal dość świeże, więc sami rozumiecie mój niepokój… Londyn noszę w sercu. W Londynie zaczęło się moje samodzielne, dorosłe życie. Niby mieszkałam tam tylko cztery lata, ale to były cztery lata, które zmieniły wszystko w moim życiu. Chodząc po londyńskich ulicach, czuje ten sam sentyment, który czuję wchodząc do mojego starego liceum, czy podstawówki. Nawet , kiedy siedzę w moim mieszkaniu w Gdańsku, kiedy słyszę w nocy odgłos ciągniętej po chodniku walizki, zawsze cofam się w czasie na londyńskie ulice. Londyn zawsze już będzie troszkę moim domem. Od…

Navigate