Aga

9 Posts Back Home
Matka Polka Pracująca,

SOCIALLY AWKWARD, czyli tekst, który miał trafić do kosza

Mam czasem wrażenie, że mogłabym startować do nagrody na najnudniejszego człowieka świata. Totalnie nie nadaję się do small talk’ów – nie interesuje mnie polityka, nie kojarzę, kto jest kto w tym naszym rządzie, pudelka nie czytam, na siłkę nie chodzę, diet nie stosuję, Azja Express nie oglądam. No nie pogadasz. Nie mam zdania na większość tematów. Po prostu nudziara. Wychodzę z założenia, że jeżeli to co mam do powiedzenia, nie wniesie nic do tematu, to się nie odzywam. A zazwyczaj wychodzi na to, że wszystko zostało powiedziane. O dzieciach sobie na przykład możemy pogadać. Ewentualnie, bo staram się nie wypowiadać na temat cudzych praktyk wychowawczych, więc zazwyczaj tylko przytakuję. O serialach ewentualnie też możemy. Pod warunkiem, że oglądasz akurat to, co ja, bo nie żebym miała jakąś szerszą wiedzę na temat. Poza tym nic. Pewnie będziemy tak stać w milczeniu, że aż w tle będzie słychać grające świerszcze. No sorki.…

A PRZY WEEKENDZIE, HULAJNOGĄ WSZĘDZIE

Jesień jest do chrzanu. Nie ważne w ile swetrów się człowiek nie oblecze i ile kubków kakao nie wyżłopie pod kocem, jesień, to nadal jesień. Padaka z gilem w tle. Choćby mi Instagramy i Pinteresty podtykały najpiękniejsze zdjęcia złocistych liści, nie dam się przekonać. A błoto, przymrozki i zgniłe liście już w zupełności nie zachęcają mnie do spacerów. Ba! Do wyjścia spod koca nie zachęcają! Ale w trosce o zdrowie, wypada spacerować i zażywać ruchu – niech to jasny gwint, po co komu ruch – więc wyciągam na dwór dzieciaki, kiedy tylko raczy nie padać. I zdaje się, że w końcu znalazłam aktywność, dla której moje dzieci w miarę chętnie opuszczają dom. Trochę przesadzam, kiedy mówię, że chętnie. Z dziećmi, to wiadomo, że z zasady jest tak, że w pierwszej kolejności nie idzie ich wyciągnąć z domu za skarby świata, a potem, robią aferę, kiedy pora wracać. Każdorazowo. Standardowym zestawem…

NARRACJE 2017

Znacie Narracje? To taki festiwal artystyczny, organizowany co roku w listopadzie na ulicach Gdańska. Temat przewodni i konkretna lokalizacja zmieniają się co roku. Do tej pory udało mi się pójść tylko raz, nad czym szczerze boleję. Niestety, pozostając w zgodzie ze swoją naturą, wybieram raczej kocyk i herbatkę, niż listopadowe spacery, głównie dlatego, że impreza zaczyna się późno. Co roku obiecuję sobie, że pójdę i zabiorę rodzinę, ale spacery z dziećmi o zmroku, to jest coś, co trzeba dobrze przemyśleć i zaplanować. U mnie z planowaniem jest średnio i pewnie dlatego nam nie wychodzi. W tym roku zaliczyliśmy jednak pełen sukces. Głównie dlatego, że instalacje powstały w naszej okolicy, więc nawet, jeśli zaliczylibyśmy jakąś awarię w trakcie, do domu mielibyśmy rzut beretem. Spakowałam dziewczynki i razem z moim bratem i jego narzeczoną ruszyliśmyposzerzać horyzonty. Najlepsze jest to, że pomagali mi ogarnąć Psotki i gdyby nie oni, nie wiem, czy zobaczyłybyśmy…

ZAPOMNIANE ZDJĘCIA Z LATA

Za moim oknem pada śnieg. Nie zalewam! Jeszcze sobie nie rozpisałam, co miłego chciałabym zrobić tej jesieni, a tu już pierwszy śnieg. Matko… Zima nie tylko kierowców zaskakuje! Ja to mam taki refleks, że kiedy wszyscy będą malować pisanki, ja pewnie dopiero będę rozbierać choinkę. No dramat po prostu. I tak ze wszystkim. Najbardziej mnie śmieszy, jak ktoś mnie zagaduje „hej, ale fajnie, że masz czas jeszcze przy dzieciach pisać bloga”, ja wtedy wiem, że raczej nie zaglądają, bo jakby zaglądali częściej niż raz, to by przecież widzieli, że ja piszę dwa razy w miesiącu i to wyłącznie wtedy, jak zarwę nockę, a ja bardzo lubię spać, więc piszę rzadko i już by mnie tak chętnie nie klepali po pleckach, a raczej kręcili głową z dezaprobatą. Posty to ja często piszę w głowie w tramwaju, tylko one rzadko trafiają w miejsce przeznaczenia. Przedzierałam się ostatnio przez fotki z minionego lata…

Dyniowe Przyjęcie

Sporo słyszę głosów, że Halloween jest głupie i niepotrzebne, że przyćmiewa to, co ważne we Wszystkich Świętych. Bo to powinien czas zadumy i refleksji, a nie zabawy. Trochę rozumiem, bo to przecież prawda… a trochę się nie zgadzam. To, co każdy z nas przeżywa na cmentarzu różni się od człowieka, do człowieka. Kiedy byłam dzieckiem, jeździliśmy na cmentarz z rodzicami, jedyny fun polegał na ty, że można było wtedy na legalu bawić się zapałkami, a wieczorem jechało się do kogoś na ciepłą herbatę i ciasto. To było miłe. Lubiłam Wszystkich Świętych. Perspektywa zmieniła mi się, kiedy zapaliłam pierwszy znicz na grobie ukochanego człowieka. Przypuszczam, że z wiekiem i ilością zniczy zapalanych na coraz to nowych nagrobkach, Wszystkich Świętych zaczyna dla człowieka znaczyć dużo więcej. Stąd rozumiem, że niektórych halloween irytuje. Jak hałas w bibliotece. Burzy spokój, łamie pewne zasady. Ja to jestem niestety hedonistką. Chcę, żeby moje życie było przyjemne,…

ZNAJDY #5 lepsze niż kieszenie pełne kasztanów

No w końcu piątek. Zrelaksujmy się razem, surfując w internetach. Ahhhh.. 1.Wybór szpitala, w którym będziemy rodzić, jest bardzo złożoną kwestią. Niestety dopiero teraz zrozumiałam, że totalnie źle dobrałam kryteria, wybierając placówkę. Zresztą już pozamiatane, ale może Wam otworzę oczy i akurat jesteście PRZED. Czytając ten artykuł, a raczej, oglądając zdjęcia do niego zrozumiałam, co naprawdę jest ważne, przy wyborze szpitala. Zdecydowanie urodziłam się pod złą szerokością geograficzną. 2. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam na przebieranej imprezce, ale poszłabym. A jak sobie patrzę na pomysły na Halloweenowe przebranie takiego Harrisona Forda, to w sumie mogłabym sklecić sensowny kostium z tego, co mam na chacie. A od patrzenia na pomysły  N.P. Harris’a, to mam ochotę przebrać całą rodzinę. Fun, fun, fun! 3. Bardzo w duchu (uuuuuu! duuuuuchuuuuu!) Halloween. Opuszczony, tajemniczy dom w Londynie. Ciekawe, ile takich miejscówek znalazłoby się w Gdańsku? 4. Te zdjęcia są takie słodkie…. Bobas to wspaniały rekwizyt!…

ŻYCIE OFF-LINE

Przyznam się Wam bez bicia, bo komu, jak nie Wam i gdzie, jak nie tu, że męczy mnie ten cały technologiczny szum. Osiem godzin przy komputerze w pracy, do tego telefon, bez którego, jak bez ręki i który co chwila przypomina mi, że mogę coś przegapić. Na przykład cappuccino w kształcie chomiczego zadka, albo kolejny powalający występ jakiegoś uczestnika X-factor. Nie powiem, to są wszystko ważne rzeczy i ja je wszystkie chętnie oglądam, ale jednak moje życie nie zubożałoby nadto, gdybym na nie nigy nie trafiła w odmętach internetu. I kiedy wchodzę do domu po południu i zamykają się za mną drzwi, mam ochotę wrzucić telefon w odmęty torby, komputer wsunąć w najciemniejszy kąt i przez chwilę po prostu żyć. W ciszy. Nie dosłownie oczywiście, bo w naszym domu, to ciszy nie było od dobrych paru lat i ja szczerze myślę, że cisza już nie pamięta gdzie my mieszkamy i…

Vernazza

‚Hej Aga! Weź w końcu napisz coś jeszcze o tej waszej wycieczce, bo czekamy w napięciu, żeby zobaczyć, co tam jeszcze widzieliście.’ Spoko, loko, już nadrabiam, bo jest niedziela i miło poudawać, że jeszcze lato się nie skończyło, skoro na dworze świeci słonko. Bo u mnie świeci. Gorzej, jeżeli człowiek da się zwieść tym złocistym promieniom i wyjdzie bez kurtki, szala i czapki, wtedy szybko się orientuje, że lato, to tylko odległe wspomnienie z przed dwóch tygodni. Wspomniałam Wam w poprzednim poście, że przez Cinque Terre przewinęła się w trakcie naszej wizyty przynajmniej połowa populacji USA. Szacuję na oko, bo w pewnym momencie już pierwszego dni przestałam ich liczyć. Pomijając ujmującą urodę wszystkich pięciu miasteczek, bo one są po prostu śliczne – kolorowe, słoneczne, z drzewami uginającymi się pod ciężarem kiwi, cytryn, czy innych granatów i  malowniczo powiewającym praniem suszącym się w oknach – więc pomijając to wszystko, to naprawdę…

Levanto, rzut beretem od Cinque Terre

Mieliśmy parę lat temu z Najukochańszym Małżonkiem taką szaloną przygodę, że pojechaliśmy sobie na wakacje do Włoch. Do było za czasów przed smartfonami, więc w innej epoce. Pojechaliśmy bez bookowania noclegów, bez nawigacji, bez planu podróży. Tylko my, atlas drogowy Europy, namiot i pożyczone od mojej mamy Clio. Totalne yolo! Znajomy polecił nam kilka fajnych miejsc do odwiedzenia we Włoszech i sprawdzaliśmy tylko na mapie, które z nich mamy po drodze, bo plan był taki, że objedziemy cały but. Mieliśmy kilka tygodni i nie mieliśmy wtedy dzieci. To były wakacje życia. W tym roku, w końcu wszystkie nasze dzieci są odpieluchowane i na tyle duże i łatwe w obsłudze, że postanowiliśmy pojechać na rodzinne wakacje. No wiecie, żeby trochę wygrzać się w słoneczku, skoro całe lato nad Bałtykiem lało. Ja wiem, że może frajerzy z nas, że nie wybraliśmy się na rodzinne wakacje wcześniej. Pewnie, że można jeździć z mniejszymi…

Navigate