Aga

9 Posts Back Home
Matka Polka Pracująca,

TRAKTAT O FAST FASHION

Mam już po dziurki w nosie zakupów odzieżowych. Nie lubię łazić po sklepach na żywo, bo za dużo tego, że oczopląsu idzie dostać, za głośno, za jasno i ludzi pełno. A w internetach, jak już kupię, to ZAWSZE rozczarowanie. Jednak Photoshop w starciu z rzeczywistością wygrywa. Przeceny kuszą, a im głośniej to robią, tym bardziej mam ochotę schować się w jakąś  bardzo głęboką norę i tam doczekać do lata, kiedy to człek potrzebuje zdecydowanie mniej ubrań do obleczenia swojego jestestwa. Chcę mniej kupować. Chcę mniej mieć. Ja mam spory zonk moralny z tym całym kupowaniem ciuchów i może dlatego tego nie robię. Pracując w największej odzieżowej firmie w Polsce i starając się żyć ekologicznie, często zastanawiam się, jaki wpływ moja praca ma na nasze środowisko. I na ile winna powinnam się czuć, projektując odzież, bo w końcu przemysł odzieżowy jest w czołówce „zanieczyszczaczy” środowiska… Każda sztuka odzieży projektowana przez nas…

6 ZACHWYCAJĄCYCH POLSKICH MAREK Z SUKIENKAMI DLA DZIECI

Zrobię Wam dzisiaj trochę lato tu na blogu, bo się naoglądałam i tęsknię za ciepełkiem. Zabiorę Was na wieś i na piknik i koniecznie musicie się odziać w letnią sukienkę i zweryfikować, czy Wasze córki, bo dziś będzie dla córek, też mają ładną sukienkę na okazję takiej letniej imprezki. Praktycznie nie kupuję ubrań. To znaczy dla siebie nie kupuję. Z różnych powodów, o których się jeszcze rozpiszę przy innej okazji. Dla dzieci to co innego, bo skubane rosną, więc działa siła wyższa. Jakby się człowiek nie gimnastykował, dzieciom TRZEBA kupować od czasu do czasu ubrania. Można to jednak robić lepiej. Można w polskim sklepie, u polskiego projektanta, wspierając lokalną gospodarkę. Ja staram się ograniczać kompulsywne zakupy i kupuję to, czego faktycznie potrzebują. A od kiedy kupiliśmy dziewczynkom komodę na ciuchy, to właśnie jej gabaryty determinują ilość posiadanych przez nie ciuchów. Jest to też mebel, którego zawartość najczęściej weryfikuję. Dzieciaki rosną…

PO PROSTU RÓBMY DOBRO

W niedzielę wieczór, na Finale Orkiestry Świątecznej Pomocy, na oczach tysięcy ludzi, jakiś człowiek zaatakował nożem prezydenta mojego ukochanego miasta. Cały Gdańsk wstrzymał oddech. Mało kto spał dobrze tej nocy. Od rana w poniedziałek wszyscy czekaliśmy na dobre wieści. Stacje krwiodawstwa działały na pełnych obrotach. To wydarzenie zmieniło nas wszystkich. Pytamy się nawzajem, jak do tego doszło, w jakim świecie my żyjemy, co za zwierzęta wypuszczają na wolność z więzień, ilu takich wariatów chodzi jeszcze na wolności? Boimy się. O siebie i o przyszłość. Prezydent nie żyje. Ale gdyby napastnik zaatakował którąkolwiek ze stojących wtedy na scenie osób, czy robiłoby to różnicę. W niedzielę wieczór, na Finale Orkiestry Świątecznej Pomocy, na oczach tysięcy ludzi, człowiek zamordował człowieka. Nie mogę oglądać wiadomości na ten temat. Nie podoba mi się, że tą tragedię próbuje się ubrać w jakiś kontekst, polityczny czy  społeczny. Nie potrzeba żadnych ubarwień, bo nawet bez kontekstu, to zdarzenie…

O TYM, CO MNIE ZASKOCZYŁO W CHINACH

Ja, to całkiem lubię swoją pracę. Nie dość, że na co dzień wymyślam fajne, przytulaśne rzeczy, które potem przyoblekają na grzbiet moje i Wasze dzieci, to jeszcze od czasu do czasu mam możliwość zobaczyć jakiś kawałek świata, którego normalnie nie miałabym pewnie okazji zobaczyć. Oglądanie świata dalej, niż za miedzą, jeżeli człek jest niepodróżującą zbyt często matką, to nie lada gratka, mimo wszystko. Mówię „mimo wszystko”, bo ja dość słabo znoszę przemieszczanie się na większe dystanse. Bo, wierzcie mi, gdyby nie konieczność zawodowa, nikt by mnie nie przekonał, żebym dała się zamknąć w samolocie dokądkolwiek, dokąd trzeba lecieć kilkanaście godzin. Nie cierpię latać. Dwie godziny, to jeszcze idzie przeżyć, między jednym Europejskim miastem, a drugim, bo gdzie by ten samolot nie lądował awaryjnie, da się wrócić do domu stopem. Ale na samą myśl o locie na drugi koniec świata, robi mi się niedobrze, nawet teraz, kiedy leżę bezpiecznie pod kocykiem…

7 POWODÓW, DLA KTÓRYCH MÓJ 2018 ROK BYŁ SUPER

Postanowiłam sobie podsumować rok. A co? Po raz pierwszy, bo tak trochę do tej pory wydawało mi się, że bez spektakularnych osiągnięć, nie ma co tworzyć podsumowań, ale będę miła dla samej  siebie w tym roku. Popatam się po pleckach, uścisnę własną dłoń z poważaniem, bowiem w tym roku udało mi się skreślić z listy marzeń kilka pozycji i czuję, że idę w dobrą stronę z całą resztą. Oto kilka powodów dla których ten rok był super: W zeszłym roku nie robiłam podsumowania, a jedynym moim planem było spędzanie większej ilości czasu z rodziną. Też. Mi. Plan. Ale mogę powiedzieć, że czuję się spełniona w tym departamencie. Na ten przykład, udało nam się wyjechać w końcu całą bandą do Londynu, w marcu. Nareszcie!! Nie mogłam się doczekać, kiedy nareszcie będziemy mogli wybrać się bez balastu w postaci pieluch, wózka itd. Ala dopiero po zimie przestała korzystać z wózka i z…

CZAS DLA RODZINY I PIŻAMOWY DZIEŃ

Przedświąteczny pęd ma jedną zaletę. Kończy się 🙂 Kiedy powigilijne emocje opadną, opakowania od prezentów leżą już na śmietniku, nie trzeba gotować, bo lodówka jest pełna, można nareszcie zwolnić. Nie ma jedynej dobrej metody na leniuchowanie, ale każda jest dobra. Można czytać samemu, alb gromadnie, oglądać filmy, grać w planszówki, albo jeszcze lepiej w Minecrafta, co kto lubi. Jedno jest pewne, można to wszystko robić w piżamach 🙂 Może to nie jest najbardziej produktywny czas w roku, ale na pewno potrzebny. Przynajmniej dla mnie. Założyłam sobie jakiś czas temu, że chciałabym  jak najwięcej czasu spędzać z rodziną. Niekoniecznie w jakiś spektakularny sposób. Jasne, fajnie jest robić coś nowego i ekscytującego, ale przytulanie się na kanapie przy bajach jest równie przyjemne i wartościowe, jeżeli faktycznie będziemy poświęcać sobie uwagę w tym czasie. Staram się unikać korzystania z komputera i telefonu przy dzieciach, co pewnie widać po mojej aktywności w sieci :)…

ŚWIĄTECZNE FILMY, KTÓRE OBEJRZĘ W TE ŚWIĘTA

Zazwyczaj na Święta wyjeżdżamy, ale tym roku zostajemy w domu. Tata Psotek, pechowo się złożyło, pracuje w Święta i Nowy Rok, więc po raz pierwszy od lat, nigdzie się nie ruszamy. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, Święta w wersji slow, też mają swój urok. Od dzisiaj zakopujemy się w norce naszego mieszkania i będziemy oglądać świąteczne filmy. Ubrani w piżamy. Dodam przy tym, że to moja prywatna lista, tworzona przez lata. Dla tych, co naprawdę mają dosyć seansów przerywanych reklamami w telewizji, a na Netflixie już wszystko co świąteczne obejrzeli, lista filmów, koniecznie do obejrzenia w Święta, których możliwe, że nie znacie. Mixed Nuts (1994) To jest bez pudła najśmieszniejszy świąteczny film, jaki powstał w historii. Nie rozumiem dlaczego nie dają tego w Jedynce wymiennie z Kevinem. Wigilia kilku przypałowych bohaterów w nadmorski miasteczku w Kalinornii. A jaka obsada! Liev Schreiber w miniówie, to widok,…

CO CHCESZ NA ŚWIĘTA? czyli my tu szał zakupów, a planeta umiera

Czy w Waszych domach babcie też zawsze mówiły „Mi nic nie trzeba, po co w ogóle prezenty?”. Kiedyś słyszałam to od babci, teraz powtarzają to hasło mama i teściowa. Kiedyś nie pojmowałam, jak święta mogłyby istnieć bez góry prezentów pod choinką. Wiadomo, że prezenty to gruba część świątecznego klimatu. Do tego jeszcze bajka o Świętym Mikołaju i o nagrodzie za bycie grzecznym przez cały rok. Nawet dorosłym trudno jest przestać wierzyć. „Co chesz od Mikołaja?” Najprawdopodobniej wszystko masz. Czarny piątek był parę tygodni temu, to sobie nakupiłaś. Zaczyna się panika. Czas do Świąt topnieje szybciej, niż śnieg, który pada od paru dni. Stres w pogoni za prezentami skutecznie psuje świąteczna atmosferę i miłość do bliźnich. A „Dziadka do orzechów” znacie? Mnie fascynuje moment na samym początku, kiedy dzieci czekają, aż dorośli położą podarunki pod choinką. Bez ściemniania, że ktoś się będzie z worem ładował przez komin. Matko, o ile łatwiej…

SWOJE PIENIĄDZE – o trudnych wyborach i braku ambicji

Pamiętam, jak kilka lat temu, chodziłam z wózkiem na spacerze nad morzem i miałam straszną ochotę na kawę. Ala jako roczne dziecko budziła się w nocy po kilka razy. Czasem mam wrażenie, że nadal odsypiam pierwsze dwa lata jej życia. No więc chodziłam sobie marząc o tej kawie i w myślach smakowałam łyk za łykiem, bo niestety, to nie wstyd, nie było mnie stać na kawę na wynos za kilkanaście złotych. Ani na sukienkę, którą sobie wyśniłam, ani na drogi krem do facjaty. i to wcale nie było tak, że bieda u nas piszczała. Mieliśmy za co żyć, nie zrozumcie mnie źle, ale nie mieliśmy tyle hajsu, żeby go trwonić na pierdolety. Albo inaczej, ja nie miałam swoich pieniędzy, które mogłam wydawać na pierdolety. Nie było też tak, że mój mąż mi kiedykolwiek czegoś żałował, ale to był taki moment w moim życiu, że fizycznie nie miałam swojej kasy. No…

Navigate