Aga

9 Posts Back Home
Matka Polka Pracująca,

CZAS DO SZKOŁY – biurko

Pokoik dziewczyn to ich królestwo. Nie wtrącamy się. Pilnujemy z grubsza porządku, ale nie ingerujemy w decor. Urządziliśmy go, owszem, ale od kiedy dziewczyny zaczęły obklejać pokój naklejkami wzdłuż i wszerz, nie wnikamy. Twierdzą, że im się podoba. Niech im będzie, nawet jeżeli od pstrokacizny bolą nas oczy :). Ale, niestety, zbliża się wrzesień. I w tej przepakowanej treścią przestrzeni, którą zamieszkują nasze córki, musimy upchnąć jakoś biurko dla Lili. Wiem, że na razie biurko nie będzie jej bardzo potrzebne, w pierwszej klasie nie zostanie przecież naukowcem, ale dobrze by było, w ten symboliczny sposób, nakreślić zmianę przedszkolaka w ucznia. Miejsce jakoś się znajdzie, ale wybór samego mebla, to już wyzwanie. Wymagań mam kilka. Chciałabym, żeby miało szuflady, ewentualnie półeczki i żeby nie było zbyt szerokie – dysponujemy niewielką ilością miejsca. Jako, że w pokoju panuje kolorystyczny jarmark, szukałam czegoś białego. Oto, co fajnego udało mi się znaleźć. Podoba mi…

WYDZIARANE – o tatuażach i samoakceptacji

Uczę moje dzieci, że każdemu podoba się co innego. Nie wszyscy lubimy to samo, nie każdy będzie przyklaskiwał ich dziełom, stylówkom, wykonom piosenek. Bo nie każdemu musi się podobać. Ja lubię rzodkiewkę, Ty nie lubisz. Proste. No dobra, trochę trudniejsze, kiedy muszę wyjaśnić młodszej że nie je się gili z nosa. Bo to nie jedzenie, nawet jeśli uważa, że pyszne. Wyjaśniam, że babcia niekoniecznie pochwali tatuaż zrobiony markerem, bo ciało z tatuażem babci się nie podoba. Ale ja uważam, że piękny (chociaż już się zastanawiam, jak to się zmyje?). Ta sama babcia przez lata wodziła mnie za nos, kiedy sama chciałam zrobić sobie tatuaż. Bo widzicie, ja lubię tatuaże. Bardzo.Ale nie mam. Najpierw, kiedy skończyłam lat 16, babcia,czyli wtedy jeszcze mama obiecała, że po maturze będę mogła. Ja się mamy zawsze słuchałam. Po maturze zaczęła kręcić, że może lepiej chociaż po licencjacie, a w tym czasie się zastanowię nad wzorem,…

PALCE LIZAĆ – BRESNO w Brzeźnie

Co jakiś czas ludzie mnie pytają „Ty, a w tym Brzeźnie, to gdzie można dobrze zjeść?” – że niby ja się rozbijam po knajpach. Nie rozbijam się, bo po pierwsze mam dwójkę dzieci, a po drugie na mieście lubię zjeść coś lepszego niż to, co mogę sobie zrobić w domu. To mocno ogranicza listę miejsc, w których chciałabym płacić za posiłek. O dobry lokal, niestety, najtrudniej nad samym morzem. Ale dobra, jesteście na molo w Brzeżnie i zgłodnieliście. Co teraz? Zazwyczaj doradzałam zabranie na drogę wałówy, albo opcjonalnie odwiedzenie NAS, jeżeli pytał ktoś znajomy. Brzeźno to niestety nie Sopot. Jeszcze. Owszem, znajdziecie dobre gofry (na rogu, przy wejściu z parkingu na końcu Hallera) i dobrą kawę (TYLKO  w Przystanku Kawa – dygresja – o Matko, jak się zdenerwowałam! Ostatnio kupiłam sobie kubek cappuccino na wynos przy rzeczonych gofrach. No, bo nie chciało mi się dygać na drugi koniec plaży po…

NIEKOŃCZĄCE SIĘ LATO

Kończy się czerwiec i zaskakująco lato trwa już dwa miesiące. Ja już powoli zaczynam kompletować swetry na jesień, z przyzwyczajenia, a wakacje właśnie się zaczęły! Czyli wszystko, co dobre, ciągle przed nami! Chociaż w sumie truskawki się kończą, więc już o jedną radość mniej. Ale to nic. Trzeba wysysać cudowności z lata, póki skubane trwa. I niech trwa do września, jak Bóg przykazał. Tak się stęskniłam! Kładę dzieci wieczorem do łóżeczek, a ich włosy pachną latem: pachną piaskiem, suchą trawą i morzem. Uwielbiam zapach letnich dzieci. Uwielbiam te brudne stópki, strupy na kolankach i bąble po komarach na małych nóżkach. Te małe nogi jednego dnia latem robią więcej kroków, niż przez całą zimę. Biegają na bosaka, skaczą z wysokość i przeżywają dziesiątki przygód. A na koniec wsadzam je do wanny na szybkie mycie, a woda jest czarna, jakbym myła dwóch górników, a nie dwie małe dziewczynki. Lubię, jak się buntują,…

Sukienki WONDERS FASHION

Jednym z największych plusów mojej obecnej pracy, jest fakt, że spotykam w niej super utalentowanych ludzi, od których mogę się uczyć i którzy totalnie mnie inspirują. Dzięki nim sama mam ochotę rozwijać się i zwyczajnie odważniej marzę. Ania, z którą bardzo blisko współpracuję, jest właścicielką marki Wonders Fashion. Oprócz pracy łączy nas zamiłowanie do sukienek i fakt, że obie jesteśmy mamami córek. Ania poprosiła mnie ostatnio o zrobienie zdjęć kilku sukienek z jej najnowszej kolekcji. W zeszłą niedzielę spotkałyśmy się zatem na spacer po parku. Działałyśmy bez żadnego scenariusza, w końcu fotografowanie dzieci to jest wyższa szkoła jazdy, bo dosłownie wszystko może pójść nie tak. Wyszło lepiej niż zakładałyśmy – nikt nie płakał, deszcz nie lunął, modelki okazały się bardzo profesjonalne i miały doskonałe humory, chemia zagrała i od dzień dobry stały się best friends, a potem szalały już w sukienkach projektu Ani. Jako ciekawostkę, powiem Wam, że Ania szyje…

POSIEDZIEĆ NA CZYSTEJ PLAŻY…

Mam taki zwyczaj, że zbieram na plaży śmieci (Trąci szaleństwem, wiem). Dzisiaj zrobiłam fotkę tego, co zebraliśmy, idąc w prostej linii od wody, do wejścia na plażę. W prostej linii ludzie! Mam po dziurki w nosie narzekania na zaśmiecone plaże i czekania, aż ktoś zacznie je sprzątać. Zaczęłam od siebie. I chociaż działam na małą skalę i nie posprzątam całej plaży sama, to mam nadzieję, że daję moim dzieciom dobry przykład. Znacie to na pewno z autopsji: próbujecie nakłonić dziatwę do sprzątnięcia bałaganu w pokoju, a dzieci uparcie twierdza, że to nie ich bałagan. Dorośli mają podobnie. Też mi się, kiedyś wydawało, że nie moje małpy, nie mój cyrk. Czemu niby mam sprzątać po Januszach, co zostawili ten syf. Ale chyba już doszłam do rozumności. Chyba jestem tym jednym dzieckiem, które jednak zaczyna sprzątać pierwsze w imię ogólnej korzyści. Nie jestem jakaś nienormalna, nie miotam się między Brzeźnem,a Jelitkowem z…

3 PYSZNE I PROSTE KOKTAJLE Z PROSECCO, w sam raz na letnią imprezę

Jest piątek, jest czas na prosecco. Dzisiaj mam dla Was prezent. Spodoba się Wam! Trzy banalne przepisy, dzięki którym odświeżycie swój romans z prosecco i pokochacie je na nowo. Genialne przepisy na urozmaicenie wieczoru, posiadówki, grilla czy innej imprezki. Te koktajle są tak banalnie proste, że zrobi je nawet mało utalentowana kulinarnie pani domu i chociaż talentu do polewania nie trzeba mieć, to już przy robieniu odpowiedniej oprawy, trzeba się troszkę napocić. Pozwólcie sobie pomóc. Robienie koktajli w domu jest o tyle skomplikowane, że ZAWSZE okazuje się, że na chacie brakuje jakiegoś super istotnego składnika, bez którego zwyczajnie nie wyjdzie. Zawsze. (Dzisiaj pewnie też i z góry przepraszam.) Co jest najpiękniejsze w tych trzech ślicznotkach, to fakt, że za składnikami wcale nie trzeba mocno biegać. Inna sprawa to te cholerne proporcje. Nie jestem fanką miarek w kuchni. „Na oko” to jest moja ulubiona miara. Jako, że chcę żeby to była…

ZNAJDY #7 ulubione ostatnio blogi, a na koniec mała przechwałka

Nareszcie, po tygodniach w oderwaniu od internetowej rzeczywistości, udało mi się usiąść do kompa. Miło sobie pobłądzić po wirtualnych szlakach, zwłaszcza jeśli po drodze znajduje się takie rarytaski, jak ja Wam dzisiaj zaserwuje. Wracam do Was z porcją dobroci. Pora na Znajdy! Oto dziesięć fajnych rzeczy, o które ostatnio potknęłam się w sieci. Oh, jakie perełeczki mam dla Was, to hoho! Na pierwsze danie blogi! 1. Znacie Mavelo? Tyle inspiracji przerobiłam tam w jeden wieczór, że czacha paruje. A im dalej w las, tym więcej drzew. Weźmy takie plakaty ze zbiorów Nowojorskiej Biblioteki na przykład. Petarda. Tu jeden, a tu drugi post z plakatami. Chcę! Aż mam ochotę coś sobie odnowić na chacie po tej całej lekturze. 2. Kolejny dobry blog z toną inspiracji One Little Smile. Ja nie wiem, chyba mnie chowali w szafie, że nie wiem o istnieniu takich fajnych miejsc w sieci. Cudowny jest ten internet, że…

PIĘKNE LATO MAMY TEJ WIOSNY

Miniony weekend wycisnęłam, jak cytrynę, do ostatniej kropelki, a już nie mogę się doczekać następnego. Szaleństwo! Wszystko wina majówki! Od początku miesiąca wydaje mi się, że już jestem po rozdaniu świadectw i teraz to mogę się tylko bezkarnie byczyć. Truskawki w warzywniaku, lody na kolację, sandały wyciągnięte z szafy. To już nawet trudno nazwać wiosną! Aż mam ochotę zacząć się pakować na kolonie! A potem przypominam sobie, że mam trzydzieści pięć lat, męża i dwójkę dzieci i ostatni raz, to się byczyłam dziesięć lat temu. Ale nie tracę entuzjazmu i przebieram niecierpliwie nóżkami, gdyż następne wolne już pod koniec miesiąca. Poza tym chyba byliśmy wszyscy bardzo grzeczni w tym roku, bo takiego lata, czy wiosny, nie widzieliśmy w Trójmieście od lat! Rzucam garść zdjęć z mojego ogródka, z najpiękniejszym zachodem słońca jaki widziałam od dawna. W miniony weekend praktycznie mieszkałyśmy na plaży. A w sobotę, to miałam wrażenie, że przeniosłyśmy…

Navigate