Aga

9 Posts Back Home
Matka Polka Pracująca,

SOBOTA NA DYNIOWEJ FARMIE

Przyznam się bez bicia, że łatwo mnie namówić do świętowania czegokolwiek. I ło matko, jak mi się podoba, jak Ci Amerykanie świętują październik. Halloween, to już wiadomka – u nas na chacie odbędzie się trzeci rok z rzędu. I już teraz robimy wstępny plan na haloweenową imprezę, ale Halloween to jeden wieczór, a październik jest długi i piękny i można jeszcze spędzać czas na powietrzu i w sumie już od września jarać się, że dynie owocują. Zupy robić, ciasta piec, rzeźbić w tym miąższu. No i komu by w sumie przyszło do głowy, żeby zrobić imprezę z kupy dyń wyłożonych na świeżym powietrzu. Tylko Amerykanom. Oni do wszystkiego podchodzą z szalonym entuzjazmem Świętego Mikołaja na prozaku. Zawsze mnie fascynował pomysł odwiedzania takiej farmy. W sensie nie bardzo rozumiałam przesłanki. Bo warzywniak w sumie pod blokiem, więc po co? No zdjęcia ładne w sumie, ale żeby zaraz za miasto po zdjęcie…

CZTERY LATA TEMU

Całe lato odkładałam prasowanie na później. Każdego wieczora. No sorry, ale prasować w upale to ja nie lubię. Wszystko, czego można było nie prasować, olewałam, ale wyprawka dla noworodka to musi być przecież wyprasowana, że mucha nie siada, więc kiedy spojrzałam tego wieczora na tą górę, postanowiłam, że w końcu muszę się za to zabrać. Bo nie zdążę przed porodem. A to jeszcze tylko dwa tygodnie. Wszystko się może zdarzyć. To była dwudziesta druga. Odpaliłam serial, usiadłam i przerobiłam całą tą ogromną górę prania. Zeszło mi do wpół do drugiej. Wszystko sprzątnęłam i położyłam się spać. Miło było się wyłożyć na łóżko. W dziewiątym miesiącu znalezienie wygodnej pozycji graniczy z cudem, ale pamiętam to uczucie błogości i jeszcze ulgi, bo udało mi się poprasować Kilimandżaro dziecięcych ubranek, które rosło w kącie sypialni przez wakacje. Uff. Co za ulga. Zasnęłabym od razu, taka byłam zmęczona i właśnie wtedy poczułam jak dzidziuś…

LILA ZACZYNA SZKOŁĘ

Straszny przeżywam powrót do przeszłości przez ten początek roku szkolnego. Lila lada dzień zostanie pierwszoklasistką i co chwila przypominam sobie na przemian moje własne pierwsze dni w podstawówce i różne sytuacje z okresu, kiedy Lila była dzidziusiem, albo, kiedy zaczynała przedszkole. Strasznie zleciało te siedem lat! No i w ogóle ostatnie dwadzieścia parę lat. Przypomina mi się na przykład apel na rozpoczęcie pierwszej klasy, przeprowadziliśmy się wtedy do Straszyna i wszystko tego dnia było nieznane i nowe. Albo, jak w pierwszym tygodniu dostałam burę przy całej klasie, bo rzuciłam kolesia pomidorem w plecy. Był ze starszej klasy, otwierał drzwi do naszej sali, z której nie wolno nam było wychodzić na przerwę, bo byliśmy pierwszakami i dokuczał nam, wyśmiewał się z nas, a potem uciekał – no dupek – no więc kiedy tak biegł, rzuciłam mu w plecy pomidorem z drugiego śniadania. Przyszedł z brudnym na plecach fartuszkiem, płacząc, jak mały…

NIEWYGODNE PRAWDY o aparacie ortodontycznym

Zdjęli mi górny łuk. Radość miesza się w moim sercu z goryczą, bo chyba pęknę z tęsknoty za moim kochanym aparacikiem! Żarcik! Czuję się wolna, niczym ptak! Rozważasz założenie aparatu? Już sam fakt, że rozważasz, pozwala stwierdzić, że pewnie powinieneś / powinnaś zaszaleć i wydać te 10tysięcy (mój gabinet przygotował kiedyś kosztorys dla którejś z klientek i tyle mniej-więcej kosztowało jej leczenie). Koniec końców warto. Ale skoro przebrnęłam przez ten proces, to się podzielę moimi refleksjami. Pozwól, że bez lukru opiszę Ci, na co się decydujesz. Zacznijmy od tego, że to wcale nie jest tak, jak się wydaje, że będzie. Wszyscy klepią po ramieniu, ale ostatecznie, jesteś tylko Ty i aparat. Decydujesz się na dwa lata z okładem w Azkabanie, zaklętym w garść metalu, umieszczonego w Twojej własnej paszczy. Ale w głębi duszy chcesz tego, więc w końcu to robisz. Z aparatem ortodontycznym jest trochę jak z porodem. I tak…

NAMIOT

Dzwoni mój brat i mówi, że jedzie kupić namiot i czy go rozkładać u rodziców w ogródku? Takie spontany, to ja chętnie, zwłaszcza, że w namiocie ostatni raz spałam w 2009 roku, a moje dzieci, to jeszcze nigdy. Lato się kończy, trzeba korzystać z ostatnich podrygów ciepłej pogody. Wiadomo, że czeka nas przecież pół roku padaki i ciemności. Poza tym, będąc w duszy podróżnikami, od jakiegoś czasu rozważaliśmy podróż z namiotem i byliśmy ciekawi z Najukochańszym Małżonkiem, czy nasze dzieci w ogóle nadają się do takich rozrywek. Pamiętam, że jako dziecko nie przepadałam za spaniem w namiocie, bo zawsze było mi zimno i bałam się, że coś mnie zeżre. Nigdy nie wiadomo, czy taka niechęć nie pójdzie dalej w genach, więc warto się upewnić w kontrolowanych warunkach. I chyba już wiem, co jest kluczem do sukcesu – wystarczy NIE STRASZYĆ dzieci. Geniusz co? Te wszystkie strasznie historie opowiadane przy świetle…

WYDMY I PUSTE PLAŻE – nasza krótka wyprawa nad morze

Wydaje Ci się, że wiesz coś tam o Bałtyku, bo przecież masz pół godzinki do plaży tramwajem, wiesz o ile metrów molo w Sopocie, jest dłuższe od Gdańskiego i niejedną szantę słyszałaś w życiu. A potem stoisz z rozdziawioną gębą na pustej plaży w rezerwacie i zastanawiasz się, jakim cudem to jest to samo morze, które oglądałaś od małego. Kiedy powiedziałam mojemu mężowi, że jedziemy do Łeby, zapytał, czy za mało mam Bałtyku w sezonie na co dzień. Coś mi mówiło, że tam sezon może wyglądać nieco inaczej. Marzyły mi się puste plaże. Łeba wyszła przypadkiem. Okazała się być najbardziej gościnna dla siedmiu osób, w środku sezonu, na trzy noce. Spróbujcie znaleźć taki nocleg. Nikt nas nie chciał. No i blisko stamtąd na wydmy. A ja chciałam na wydmy. Samo miasto, zgodnie z przewidywaniami, było dramatycznie pełne turystów, ale nawet plaża, choć na nią dojechaliśmy dopiero o 17, była dużo…

TARTA CYTRYNOWA

Witajcie! Dziś zapraszam Was na tartę cytrynową! Uczciwie ostrzegam, że to jest kwaśne ciacho i słabo idzie z kawunią. Pasuje za to idealnie do filiżanki herbaty, więc będzie idealne na herbaciane przyjątka o piątej. A jesienią z kubkiem herbaty, kiedy zmarznięte wrócicie do domu będzie, jak kawałek nieba. Dla mnie to ciasto, to jest prawdziwa petarda, choć moja rodzina kręci na nie nosem. Rozumicie – kwaśniuch. Pozostawiam do Waszej oceny. Wszystko zaczyna się od kruchego ciasta i sposobu na wypieczenie z niego miski na to, co do niego wlewamy. A to nie jest takie hop-siup. Przyznam się Wam, bo szczera ze mnie dziewczyna, że ścianki, które ulepiłam tym razem (a były doprawdy piękne, idealnie grube, o równych brzegach..) runęły, jak mury Jerycha. Efekt końcowy,  który widzicie na zdjęciach jest daleki od ideału, ale w cieście chodzi przecież o smak, a ja obiecałam Wam przepis w czwartek, więc proszę o wyrozumiałość.…

MORSKIE DZIEWCZYNY

Jesteśmy nadmorskim „plemieniem”. Mam podejrzenia, że nasze córki są trochę syrenami. Nie potrafią jeszcze pływać, ale morze przyciąga je, jak magnes. Najczęściej jeszcze w ubraniu. Szkoda im czasu na przebieranie. Mamy intymny związek z Bałtykiem. Jest niemalże członkiem naszej rodziny. Najbardziej lubimy spędzać z nim czas, kiedy plaża jest pusta i snują się po niej tylko lokalsi. Lubimy słyszeć, co morze do nas szumi. Lubimy chodzić nad morze w styczniu, kiedy plaża przy brzegu zamarza i lubimy brodzić w morskiej wodzie, kiedy w lipcu pada deszcz. W upały chłodzimy się w morzu. Morze jest dobre o każdej porze roku. Nie musi być nawet słonecznie. Mamy swoje rytuały. Kupujemy dwie gałki lodów i kawę z mlekiem dla mnie, po czym siadamy na plaży. Od kwietnia, do października. Konsumujemy i słuchamy morza. A potem, kiedy ręce są już wolne, dziewczyny zaczynają zabawę, a ja odpoczywam. Niezależnie od  tego, czy bawię się z…

CZAS DO SZKOŁY – biurko

Pokoik dziewczyn to ich królestwo. Nie wtrącamy się. Pilnujemy z grubsza porządku, ale nie ingerujemy w decor. Urządziliśmy go, owszem, ale od kiedy dziewczyny zaczęły obklejać pokój naklejkami wzdłuż i wszerz, nie wnikamy. Twierdzą, że im się podoba. Niech im będzie, nawet jeżeli od pstrokacizny bolą nas oczy :). Ale, niestety, zbliża się wrzesień. I w tej przepakowanej treścią przestrzeni, którą zamieszkują nasze córki, musimy upchnąć jakoś biurko dla Lili. Wiem, że na razie biurko nie będzie jej bardzo potrzebne, w pierwszej klasie nie zostanie przecież naukowcem, ale dobrze by było, w ten symboliczny sposób, nakreślić zmianę przedszkolaka w ucznia. Miejsce jakoś się znajdzie, ale wybór samego mebla, to już wyzwanie. Wymagań mam kilka. Chciałabym, żeby miało szuflady, ewentualnie półeczki i żeby nie było zbyt szerokie – dysponujemy niewielką ilością miejsca. Jako, że w pokoju panuje kolorystyczny jarmark, szukałam czegoś białego. Oto, co fajnego udało mi się znaleźć. Podoba mi…

Navigate