Aga

9 Posts Back Home
Matka Polka Pracująca,

MUNDEK

Minął tydzień. Nie wiadomo kiedy. Jest nas pięcioro. Zacznijmy od tego, że wszystko płynie. Jak się człowiek nie ustawi, albo czego się nie złapie, to życie i tak go poniesie, nie pytając, czy tempo odpowiada. Nie ma nic pewniejszego niż zmiana. Oswojenie się z tą banalną prawdą, pozwala wieść spokojne życie człowieka gotowego na wszystko. Naprawdę polecam. Bo zmiana wcale nie oznacza, że będzie gorzej…   Jedyny minus jest taki, że można się od zmiany uzależnić. Przysięgam, że ja sama, łapię się na tym, że w czasie długotrwającej, spokojnej stateczności, na siłę szukam okazji do zmiany. Jeżeli inaczej nie mogę wymusić życiowego plot-twista, to chociaż przestawię meble, albo obetnę włosy. Zmiana jest czasem potrzebna, żeby nie zardzewieć. Ponoć powinno się od czasu do czasu obrać inną drogę do pracy, albo umyć zęby lewą ręką, bo wtedy neurony tworzą nowe połączenia a mózgu. Wiedziałyście? Nudziło Wam się? – pytają znajomi. A…

DON’T CALL ME BABY

Wczoraj przeczytałam na Instagramie Pani Swojego Czasu wpis o tym, że mężczyźni nie mają świadomości, że dyskryminują nas kobiety w codziennym życiu. Wpis dotyczył dyskusji, w której brały udział zarówno kobiety, jak i mężczyźni, ale do kobiet prowadzący rozmowę zwracał się zdrobnieniami. Po czym, kiedy Ola zwróciła mu uwagę, nie rozumiał w ogóle, że zrobił coś nie tak. I w sumie ta jego rekcja była w tym wszystkim najgorsza. No naprawdę, chyba jakieś z nas histeryczki, że pragniemy być traktowane z szacunkiem. Niby sam środek cywilizowanej Europy, a jednak nadal uczymy się równouprawnienia i sporo lekcji jeszcze musimy odrobić. Skojarzyła mi się pewna rozmowa, którą miałam okazję prowadzić z mułzumańskim mężczyzną, a która wtedy wydawała mi się być gadką oderwanego od rzeczywistości fanatyka. Dzisiaj patrzę na to troszkę inaczej, bo mam świadomość, że mam szczęście, że urodziłam się białą kobietą w centrum Europy j nikt mi nie może powiedzieć, jak…

#PIEKŁOKOBIET

Od dziewięciu lat jestem mamą. To jest zdecydowanie najprzyjemniejsza z ról, jaką dostałam w prezencie od losu. Zawsze chciałam mieć dziecko, ale jestem w stanie zrozumieć kobiety, które nie chcą. Ich niechęć do posiadania potomstwa w niczym nie umniejsza mojej chęci. Niektóre kobiety potrzebują zrobić sobie cycki, albo usta, inne nie lubią nawet golić nóg. I to i to jest si. Niektóre chcą robić karierę, inne podróżować po świecie, a jeszcze inne mieszkać na wsi – każda odpowiedź jest prawidłowa. Każda kobieta może sobie robić co lubi. Mają do tego prawo. A nie! Wróć. Mieszkamy w Polsce. Miałam dobrze. Byliśmy parą zakochańców, bez ślubu, mieszkania, czy planów, kiedy Lila się nam przydarzyła. Kiedy dotarło do mnie, że jestem w ciąży, byłam przerażona, „co my teraz zrobimy?” zapytałam Tatę Psotek, a on odpowiedział : „jak to co? będziemy mieć dziecko” i mocno mnie przytulił. Te słowa mnie uspokoiły, bo poczułam wtedy,…

LILA KOŃCZY 9LAT

Lila ma dziewięć lat. Moja córka skończyła dziewięć lat. Niby jeszcze dzidziuś, ale czasami, jak dzwon z odległego kościoła, słychać echo nadchodzącej nastoletniości. Nie przesadzam. Bunt nastoletni może się zacząć w wieku lat ośmiu. Tak przynajmniej zanotowałam w przypadku naszego egzemplarza. Tak samo, jak zanotowałam bunt dwulatka, trwający prawie trzy lata w przypadku naszej Młodszej. Względny spokój panuje w naszym domu zaledwie od kilku miesięcy. Znowuż, nie przesadzam. My tu sobie blogu, blogu o miłości macierzyńskiej, ale momentami bywało grubo. Zresztą, kto ma, ten wie. Niedawno uporaliśmy się z jednym buntem, za rogiem czai się już następny. Jedyny minus taki, że każdy się nastawia, że taki kryzys to trwa rok, półtora. Trochę, jak z kwarantanną – od miesiąca stale czytam, że szczyt zachorowań nastąpi za półtora miesiąca. W konia człowieka robią. Drugi raz się nie dam nabrać na ten numer. Nastawiam się na najgorszą wersję. Koniec buntu po maturze. Chociaż…

KWARANTANNA

Hej, Wpadniecie na kawę? Wirtualną rzecz jasna, bo wirus. Zdrowi jesteście? My jeszcze tak, a ten nagły zwrot akcji w postaci wiecznego zamknięcia, zainspirował mnie do napisania do Was, bo czas zrobił się jakiś taki bardziej elastyczny ostatnio. Pokażę Wam jak tam u nas na kwarantannie. Gdzieś z tyłu głowy, zawsze miałam wizje końca świata. Rozmaite, bo mam bujną  wyobraźnię. Lubię filmy o zagładzie ludzkości, wiecie – apokalipsa zombie, atak kosmitów, tajemniczy wirus zabijający w ekspresowym tempie miliony ludzi(!). Tak właśnie zawsze wyobrażałam sobie koniec świata. Szybko i brutalnie. To się lepiej ogląda. Wszyscy wiemy, jaki przebieg faktycznie ma zmierzch naszego świata. Raczej nikt by tego filmu nie chciał oglądać. Bohaterowie siedzą na dupie w domach, gapiąc się w Netflixa. Tak wygląda kres naszej cywilizacji 🙂 Chociaż może to jeszcze nie koniec. Może to wersja demo? Taki samouczek, jak w grach, żebyśmy wiedzieli, co nas czeka i w co się…

10 RZECZY, KTÓRE PRZESTANĘ KUPOWAĆ W 2020

Czasami nie ogarniam ogromu gratów w naszym mieszkaniu. Gdzie się człowiek nie obróci, przedmioty – zabawki, ciuchy, pierdolety. Brakuje mi pustej przestrzeni. Nie mam potrzeby, żeby żyć minimalistycznie, to nie to, po prostu czuję przesyt. Zwłaszcza w pokoju dziecinnym, teraz po Świętach 🙂 Ale przecież sami sobie zgotowaliśmy ten los. Nie ma co zrzucać na Mikołaja. Zresztą to nie jest tak, że dopiero teraz się obudziłam. Przez cały rok dorzucamy do tej puli. Tylko, że teraz, po Świętach bardziej rzuca się to w oczy. I nawet nie szaleliśmy z prezentami. Pamiętam jak dawniej moja babcia po każdej Wigilii zbierała i starannie składała papiery od prezentów. Dostałaby zawału, gdyby zobaczyła pełen wór opakowań po prezentach, który w tym roku zapełniliśmy trzema rodzinami u mojej teściowej. Komu by przyszło do głowy zostawiać opakowania na przyszły rok? Mamy inne czasy. Mamy dobrobyt. Od jakiegoś czasu ten temat chodzi mi po głowie, od jakiegoś…

POLOWANIE NA JAJA

Wesołego Alleluja! Oblał Was ktoś już dzisiaj? Ja zaraz chowam laptopa i telefon, bo wiadomo, co będzie, kiedy dzieci się obudzą. Psotki nazywają się tak nie bez powodu. Bedziem pływać! Mówią, że małe dzieci, to mały kłopot, a im większe, tym gorzej. Ja nie wiem, jak Wy, ale ja wcale nie tęsknię za okresem, kiedy moje dzieci były kwilącymi poczwarkami. To znaczy, jasne, że niemowlaki są super słodkie i ogólnie miło je tulić i pielęgnować, a dwulatki są super, kiedy się uczą świata, ale to naprawdę miło mieć jednak trochę urośnięte dzieci. Kiedy już można im wytłumaczyć, dlaczego lekarstw się nie wypluwa, dlaczego nie warto rzucać talerzem, kiedy nie smakuje obiadek i dlaczego wychylanie się za okno grozi śmiercią, albo kalectwem. Miło być zrozumianym. No łatwiej jest. Do tego jest też przyjemniej, bo można się bawić w różne fajne zabawy, które dla małych dzieci się nie nadają. Na przykład w…

NASZ DOMOWY OGRÓDEK

Jednym z moich niespełnionych jeszcze marzeń,  jest posiadanie na własność kawałka ziemi, który mogłabym obsiać, miałabym czas ogarniać i mogłabym patrzeć, jak na nim ładnie rośnie zielone. Obiecujemy sobie rok rocznie, że coś będziemy hodować na tym naszym śmiechu wartym balkonie wielkości małej szafy i rok rocznie budzimy się z ręką w nocniku, kiedy już jest za późno na sianie. Jak to dobrze, że mężczyźni czasem biorą sprawy w swoje ręce i tej wiosny faktycznie coś się u nas zadziało w tej materii. Przychodzę któregoś dnia do domu, a tu worek ziemi na stole i jechane z sianiem. Wióry leciały, mówię Wam. Dziewczyny oczywiście pomagały i chętnie podlewają, ale sukces tego przedsięwzięcia muszę zapisać na konto mojego drogiego męża. Totalnie jego zasługa. Pokazywałam już postępy na fejsie i instagramie, ale to jest grubsza sprawa, takie rzeczy nie zdarzają się często, więc należy się wpis. Od razu jakoś przyjemniej z czymś…

ZIMNE DŁONIE, CIEPŁA KAWA I ZIMOWE SPACERY

Zima się skończyła. Jestem tego bardziej niż pewna, a mi zawieruszyły się zimowe zdjęcia w aparacie. To ostatni moment, żeby je Wam pokazać, bo niedługo to już w sumie lipiec. Poniższe kadry niech będą dowodem na nasz prawdziwie morski rodowód, bo my, drodzy państwo, nawet zimą żyjemy nad morzem. I nie straszny nam wiatr, ani ziąb. Zrobiłam te zdjęcia na jednym z naszych styczniowych spacerów, czyli jak widzicie, troszkę sobie poleżały. Spacery nad morzem zimą, to nie jest to samo, co letni plażing ze smażingiem, ale wierzcie mi, że mimo, że na samą myśl robi mi się chłodno, mają swój urok. A konkretnie, to mają dwa ogromne plusy, mianowicie: plaża jest wtedy cała dla nas, bo praktycznie nie ma na niej ludzi, co na plaży zawsze jest pożądane (kto kiedykolwiek miotał się po plaży w sezonie, w poszukiwaniu wolnego miejsca na kocyk, ten wie, o co mi chodzi), no i…

Navigate