MUNDEK

Minął tydzień. Nie wiadomo kiedy. Jest nas pięcioro. Zacznijmy od tego, że wszystko płynie. Jak się człowiek nie ustawi, albo czego się nie złapie, to życie i tak go poniesie, nie pytając, czy tempo odpowiada. Nie ma nic pewniejszego niż zmiana. Oswojenie się z tą banalną prawdą, pozwala wieść spokojne życie człowieka gotowego na wszystko. Naprawdę polecam. Bo zmiana wcale nie oznacza, że będzie gorzej…  

Jedyny minus jest taki, że można się od zmiany uzależnić. Przysięgam, że ja sama, łapię się na tym, że w czasie długotrwającej, spokojnej stateczności, na siłę szukam okazji do zmiany. Jeżeli inaczej nie mogę wymusić życiowego plot-twista, to chociaż przestawię meble, albo obetnę włosy. Zmiana jest czasem potrzebna, żeby nie zardzewieć. Ponoć powinno się od czasu do czasu obrać inną drogę do pracy, albo umyć zęby lewą ręką, bo wtedy neurony tworzą nowe połączenia a mózgu. Wiedziałyście?

Nudziło Wam się? – pytają znajomi. A to wcale nie jest tak, że obudziliśmy się któregoś dnia z potrzebą powiększenia rodziny. Są takie decyzje, które trzeba przemyśleć i dojrzeć do nich. Ta decyzja potrzebowała kilku lat nagabywań ze strony mojego męża, żeby się w końcu ukształtować. Nie było to też wcale takie proste, bo adoptowanie szczeniaka, to nie jest takie hop siup. Na wszystkich grupach i forach szczeniaki znajdują dom w okamgnieniu. A my byliśmy pewni, że chcemy, żeby to był szczeniaka, żeby był z nami jak najdłużej. Gdyby nie dzieci pewnie nie miałoby to aż takiego znaczenia. Pewni natomiast byliśmy, że chcemy psa adoptować, nie zamierzamy zajmować się hodowaniem piesków, więc rodowód nie miał dla nas znaczenia.

To zwrot o 180stopni,  wiąże się przecież z przyjęciem do rodziny nowej istoty. To trochę jak przy narodzinach kolejnego dziecka. Nasza rodzina urosła z dnia na dzień. Jesteśmy akurat teraz w takim momencie, że możemy sobie pozwolić na taką rewolucję. Mocno to przemyśleliśmy. Nasz piesio jest kundelkiem i nazywa się Mundek i chociaż debaty o zmianie imienia chwilę trwały , to jednak lepiej, że już miał imię kiedy do nas trafił, uniknęliśmy w ten sposób srogich sporów. Póki co, docieramy się. Jest fajnie 😊 Mam tylko nadzieję, że niedługo skończy się etap gryzienia nas po kostkach, bo to najbardziej uciążliwa niedogodność mieszkania ze szczeniakiem

Zostaw komentarz

Navigate