DON’T CALL ME BABY

Wczoraj przeczytałam na Instagramie Pani Swojego Czasu wpis o tym, że mężczyźni nie mają świadomości, że dyskryminują nas kobiety w codziennym życiu. Wpis dotyczył dyskusji, w której brały udział zarówno kobiety, jak i mężczyźni, ale do kobiet prowadzący rozmowę zwracał się zdrobnieniami. Po czym, kiedy Ola zwróciła mu uwagę, nie rozumiał w ogóle, że zrobił coś nie tak. I w sumie ta jego rekcja była w tym wszystkim najgorsza. No naprawdę, chyba jakieś z nas histeryczki, że pragniemy być traktowane z szacunkiem. Niby sam środek cywilizowanej Europy, a jednak nadal uczymy się równouprawnienia i sporo lekcji jeszcze musimy odrobić. Skojarzyła mi się pewna rozmowa, którą miałam okazję prowadzić z mułzumańskim mężczyzną, a która wtedy wydawała mi się być gadką oderwanego od rzeczywistości fanatyka. Dzisiaj patrzę na to troszkę inaczej, bo mam świadomość, że mam szczęście, że urodziłam się białą kobietą w centrum Europy j nikt mi nie może powiedzieć, jak mam żyć, ani w co się ubierać. Chociaż politycy bardzo próbują i czasem się martwię na jaki jeszcze mogą wpaść pomysł. 

Do brzegu. Kilka lat temu miałam okazję odwiedzić Dhakę w podróży służbowej. Cztery białe kobiety przyjechały prowadzić negocjacje do kraju, w którym kobiety pełnią rolę pięknego, kolorowego tła. To właśnie kobiety podobały nam się w Dhace najbardziej. Były jak kolorowe ptaki na szarych zaśmieconych ulicach stolicy. Bardzo rzucały się w oczy, bo stanowiły rzadki widok, ulice bowiem zdominowane były przez mężczyzn. Drugiego dnia pobytu zapytałyśmy kierowcę „gdzie są kobiety” – „cooking home”, odpowiedział nam. Rozmowy również prowadziłyśmy jedynie z mężczyznami. Tak się jakoś złożyło, że jeden z naszych partnerów, był zaproszony na wesele następnego dnia po spotkaniu z nami. Wesela w Bangladeszu to jest osobna historia. Trwają trzy dni i zaprasza się na nie całe mnóstwo ludzi. Zaczęłyśmy pytać o szczegóły i w pewnym momencie koleżanka zapytała, czy to prawda, że kobiety i mężczyźni siedzą w osobnych salach. „Oczywiście, że tak”, odparł mężczyzna. I od słowa do słowa, zaczął nam tłumaczyć, jak to te osobne wejścia do budynków, sale w restauracjach i odsuwanie kobiet od różnych sfer życia, wynika z głębokiego szacunku, jakim w ich kulturze darzy się kobiety. Bo są dawczyniami życia. To forma podziękowania, za to, że rodzą dzieci i za ich ciężką pracę, którą wkładają w wychowanie dzieci i opiekę nad rodziną. Bla bla bla. Przytakiwałyśmy wszystkie z udawaną fascynacją, a w duchu liczyłyśmy tych wszystkich facetów plotkujących na ulicy i zbijających bąki wśród walających się dokoła śmieci i te wszystkie kobiety obwieszone kilkoma sztukami dzieci, albo wysypujące się tabunami z fabryk w przerwie na lunch. Ciekawe, czy one też czują ten szacunek? Czy tylko ktoś im od małego wmawiał, że są szanowane? Ciekawe, czy czują się szanowane, kiedy muszą prać, gotować i dygać do fabryki, kiedy ich szanujący małżonek w międzyczasie ucina sobie drzemkę w cieniu bananowca. No jakoś trudno mi uwierzyć, że dziękują losowi za to, że urodziły się dziewczynkami. 

My mamy o tyle fajnie, że mamy większość świadomość, że ktoś wciska nam kit. Mamy lepszy dtęp do edukacji, wiemy, że są miejsca na świecie, gdzie kobiety maja lepiej. Długo byłam zdania, że feminizm stracił na aktualności, bo nigdy nie czułam się dyskryminowana. Wręcz przeciwnie, czułam, że dostaję lekkie fory od życia, właśnie dlatego, że jestem dziewczyną. Wręcz szkoda mi było facetów, że mają ciężej. Dopiero z czasem, dotarło do mnie, że fory daje się przecież słabszym. A my nadal jesteśmy w powszechnej opinii słabsze od mężczyzn. Jeżeli sądzisz, że bez mężczyzny u boku nie dasz sobie w życiu rady, to nie dlatego, że tak faktycznie jest, tylko dlatego, ze tak Ci wpojono. Dobrze, że człowiek mądrzeje z wiekiem. Mężczyźni nadal mylą szacunek do nas z protekcjonalnym klepaniem nas po pleckach, bo ładnie się wywiązujemy ze swojej kobiecości. A za objaw szacunku, uważają przytrzymanie nam drzwi. Ale Budzyńska ma racje. Jeszcze to zmienimy w pizdu!

Zostaw komentarz

Navigate