ZIMNE DŁONIE, CIEPŁA KAWA I ZIMOWE SPACERY

Zima się skończyła. Jestem tego bardziej niż pewna, a mi zawieruszyły się zimowe zdjęcia w aparacie. To ostatni moment, żeby je Wam pokazać, bo niedługo to już w sumie lipiec. Poniższe kadry niech będą dowodem na nasz prawdziwie morski rodowód, bo my, drodzy państwo, nawet zimą żyjemy nad morzem. I nie straszny nam wiatr, ani ziąb. Zrobiłam te zdjęcia na jednym z naszych styczniowych spacerów, czyli jak widzicie, troszkę sobie poleżały.

Spacery nad morzem zimą, to nie jest to samo, co letni plażing ze smażingiem, ale wierzcie mi, że mimo, że na samą myśl robi mi się chłodno, mają swój urok. A konkretnie, to mają dwa ogromne plusy, mianowicie: plaża jest wtedy cała dla nas, bo praktycznie nie ma na niej ludzi, co na plaży zawsze jest pożądane (kto kiedykolwiek miotał się po plaży w sezonie, w poszukiwaniu wolnego miejsca na kocyk, ten wie, o co mi chodzi), no i nie muszę taszczyć ze sobą całego tego barachła, które zazwyczaj noszę ze sobą od kwietnia, do listopada, czyli wiecie – przekąski, ręczniki, picia, kapelusiki, jak za ciepło, sweterki, jak za chłodno, wiaderka, łopatki i Bóg wie, co jeszcze (a i tak zawsze czegoś brakuje). Ja nie wiem, czy nie wolę tych zimowych spacerów nawet bardziej. Dzieciaki potrafią wymyślić sobie najlepsze zabawy na tej pustej przestrzeni złożonej jedynie z piachu i wody (nawet bez bezpośredniego z nią kontaktu). Historia powtarza się przy okazji każdej wycieczki – najpierw nie chcą wyjść z domu, bo zimno, a potem, pomimo zimna, nie chcą zejść z plaży, bo tak dobrze się bawią. A jak się człowiek (czyli ja) dobrze okryje, to może nawet w spokoju rozkoszować się ciszą i szumem fal, a dzieci się przynajmniej wybiegają. Chociaż dobrze mieć nieprzemakalne buty, w razie gdyby refleks zawiódł – taka rada pro bono. Piach jest najlepszym przyjacielem każdego rodzica! Amen!

Zazwyczaj na rozgrzewkę, bo dłonie zamarzają mi, zanim nawet dojdziemy na plażę, biorę sobie kawę na wynos w Przystanku Kawa, który szczęśliwie znajduje się na naszej zwyczajowej trasie spacerowej, szczęśliwie, bo dają najlepszą kawę w Brzeźnie. Tego dnia Lila poprosiła o kawę również dla siebie – no wiecie, kto by się oparł tej piance z latte? –  i tak pierwsza kawa Lilki została udokumentowana na zdjęciach 🙂 Dziecko mi dorasta…

pierwsza kawa

Niedawno poszła z nami na spacer Tekstualna (bo jej się wydawało, że jest wiosna i zmarzła) i przyniosła ze sobą herbatę w termosie. Tekstualna, musicie wiedzieć, robi najlepszą herbatę na świecie. No i teraz już wiem, że do pełni szczęścia na każdym spacerze do tej pory, brakowało mi właśnie herbaty w termosie 🙂 Dobra alternatywa dla kawy. Ale takiej dobrej, jak ona, to i tak nie zrobię, więc raczej zostanę przy kawie.

bałtyk

Zostaw komentarz

Navigate