O TYM, CO MNIE ZASKOCZYŁO W CHINACH

Ja, to całkiem lubię swoją pracę. Nie dość, że na co dzień wymyślam fajne, przytulaśne rzeczy, które potem przyoblekają na grzbiet moje i Wasze dzieci, to jeszcze od czasu do czasu mam możliwość zobaczyć jakiś kawałek świata, którego normalnie nie miałabym pewnie okazji zobaczyć. Oglądanie świata dalej, niż za miedzą, jeżeli człek jest niepodróżującą zbyt często matką, to nie lada gratka, mimo wszystko.

Mówię „mimo wszystko”, bo ja dość słabo znoszę przemieszczanie się na większe dystanse. Bo, wierzcie mi, gdyby nie konieczność zawodowa, nikt by mnie nie przekonał, żebym dała się zamknąć w samolocie dokądkolwiek, dokąd trzeba lecieć kilkanaście godzin. Nie cierpię latać. Dwie godziny, to jeszcze idzie przeżyć, między jednym Europejskim miastem, a drugim, bo gdzie by ten samolot nie lądował awaryjnie, da się wrócić do domu stopem. Ale na samą myśl o locie na drugi koniec świata, robi mi się niedobrze, nawet teraz, kiedy leżę bezpiecznie pod kocykiem w moim salonie i stukam w klawiaturę. Ja sobie układam czarne scenariusze w razie lądowania awaryjnego, albo innego nieprzewidzianego wydarzenia i jeżeli dochodzę do wniosku, że mogłabym utknąć w miejscu, w którym nie rozumiem, co do mnie mówią, to jednak wolę uniknąć takiej wycieczki, chociażby ze względu na ten stres.

No więc dałam się wsadzić w samolot do Chin. I bardzo się cieszę, że nie wpadłam w panikę i nie wykręciłam się z tego. Chiny okazały się być urocze, mimo wszystkiego, co sobie myślałam i miałam okazje usłyszeć. A przecież słyszy się o Chinach rozmaite rzeczy. Trudno powiedzieć, które są prawdziwe, a które przesadzone. Dużo tam niedopowiedzeń. Bazując jednak na tym, co widziałam, stwierdzam, że są bardzo podobne do każdego Europejskiego kraju. Mam tu na myśli wyłącznie codzienne życie ludzi, abstrahując od polityki, czy obyczajów, bo to inna historia. Od razu zaznaczam, że mówię o tych maleńkich wycinkach kraju, które miałam okazję zobaczyć. Nie mam pojęcia, jak wygląda np. życie na wsi. Otarłam się jedynie o Szanghaj i Xiamen, a ich mieszkańcy nie różnią się zbytnio od mieszkańców europejskich miast. Wszyscy żyjemy w podobnym pędzie 🙂 A oni jeszcze bardziej niż my skupieni są na zarabianiu i wydawaniu pieniędzy. Tak w skrócie. Czysty konsumpcjonizm.

Życie kręci się tam wokół kupowania. A jeżeli akurat przez chwilę się wokół niego nie kręci, to kręci się wokół żarcia. Chińczycy są szalenie gościnni i w swoim uwielbieniu jedzenia, trochę przypominają mi Włochów. Nie ważne, która jest godzina, zawsze jest dobra pora, żeby coś zjeść. A każdy posiłek składa się z pierdyliarda dań. Pysznych dań. To trochę, jakby nasza Wigilia, tylko co najmniej trzy razy dziennie. Poza tym żarcie jest śmiesznie wręcz tanie, więc nawet na ulicy idzie zjeść przewyborny posiłek. Ja jestem prosty człowiek, cenię sobie proste przyjemności w życiu. Zwłaszcza jedzenie. A jedzenie to jest akurat coś, co Chińczykom wychodzi pierwsza klasa. Nawet w budzie na ulicy. Jeżeli coś mnie tam zachwyciło, to było właśnie żarcie.

Najlepsze są chińskie zupy i grzybki. Je się je nawet na śniadanie. Budzą lepiej niż kawa.

Oprócz tego Chiński naród jest bardzo mocno przekonany o swojej wspaniałości. Chińczycy są tak dumni, że fakt, że nie mają kontaktu z resztą świata na poziomie chociażby  internetu, nie robi na nich większego wrażenia. Mają swój facebook, whatsup, przeglądarki. I są w stanie podrobić dosłownie WSZYSTKO. Wierzą, że u nich wszystko jest najlepsze i w ogóle jest najlepiej. Trochę, jak Amerykanie. Zdają się z lekka z góry patrzeć na całą resztę świata. Nie są jednak nadęci, ale raczej szczerze dumni ze swojego kraju.

Co warto wiedzieć, kiedy jedziecie do Chin?

  • Przy podróży do Chin nie potrzeba żadnych szczepień. Potrzebujecie za to wizę, która w tej chwili kosztuje 260złotych.
  • Paszport będzie potrzebny nie tylko na lotnisku. Jeżeli chcecie podróżować pociągiem, czy promem, będąc w Chinach, pamiętajcie aby nosić przy sobie paszport. Bez tego nie kupicie biletu. Przy wejściu na dworce, Wasz bagaż podręczny będzie każdorazowo prześwietlany.
  • Wszędzie na ulicach obecna jest policja i służby porządkowe. Nierzadko z bronią. Kilkakrotnie, w miejscach, w których przewijają się masy ludzi, natykałyśmy się na takie zestawy do tłumienia zamieszek, jakie widać na zdjęciu poniżej. Osoby łamiące prawo są piętnowane. W telewizji widziałyśmy kiedyś jakiegoś faceta, który przekroczył prędkość na autostradzie, a może jechał pod prąd.. nie skumałam. W każdym razie, pokazywano, jak tłumaczy się przed sądem. Panuje tam przerażający wręcz porządek. Do wejść do wagonów w metrze wyrysowane są liniami miejsca, w których można się ustawiać w kolejkę i wyobraźcie sobie, że ludzie faktycznie się w nie ustawiają i nikt nie przekracza linii.

  • Po angielsku można się dogadać… z jedną osobą na 20. Trochę jak w Polsce w latach 90. Pierwszego wieczoru zgubiłyśmy się. Chwilę nam zajęło zanim znalazłyśmy kogoś, kto potrafiłby nam po angielsku wskazać kierunek. Były to dwie studentki, które gdzieś kiedyś coś po angielsku.. ale w sumie to więcej rozumiały, niż mówiły… i w zasadzie tylko jedna z nich. Ale były naprawdę kochane, bo zaprowadziły nas pod drzwi hotelu, zbaczając tym samym kilka kilometrów z własnej trasy. Trochę, jakby ktoś mieszkający na Chełmie w Gdańsku, pomagał komuś dostać się do hotelu w Nowym Porcie. Dodam, że o ile w Europie na znakach dodaje się informacje po angielsku, w Chinach nie ma takiego zwyczaju. Dobrze, jeśli nazwy są zapisane fonetycznie, niestety w większości wszystkie znaki pokryte są „krzaczkami”. Dobrze mieć przy sobie wizytówkę z hotelu, którą potem można dać kierowcy taksówki, jeśli się zgubimy.
  • Taksówki są tanie.
  • Jedzenie jest śmiesznie tanie.
  • Rury kanalizacyjne w praktycznie całej Azji są bardzo wąskie, dużo węższe, niż w Europie, przez co nie powinno się wrzucać niczego do toalety, i ten zakaz dotyczy również papieru toaletowego, który lokalsi wrzucają do kosza na śmieci. Trochę fuj, ale co zrobić? Chyba, że potraficie wezwać hydraulika po chińsku. Wtedy luz.
  • Wszystkie miejsca publiczne, pociągi, dworce, skwery mają darmowy dostęp do wi-fi. Niestety jedynie dla Chińskich numerów. Korzystanie z internetu w Chinach to koszmar. Większość hoteli ma dostęp dla swoich klientów, ale wi-fi działa tylko i wyłącznie, jeśli uruchomicie w telefonie prywatną sieć VPN. Niestety wszystkie kosztują. Trzeba pamiętać, żeby wyłączyć VPN po okresie próbnym, który wynosi zazwyczaj tydzień. Brak wycofania się po okresie próbnym oznacza zgodę na korzystanie z apki przez rok. A to kosztuje kilkaset złotych, więc sprawdźcie, jak to zrobić w Waszym telefonie, bo samo odinstalowanie apki nie wystarczy. Ja korzystałam ze zmiennym szczęściem z Nord VPN, VPN China, Cyber Ghost. Na mieście nie działało nic. Mowa tu tylko o internecie w pokoju hotelowym, albo w biurze, gdzie podawano nam hasło.

Bardzo ciekawy kraj. Bardzo przyjemni ludzie, choć pełni dystansu. Bardzo pyszne jedzenie.

Będzie jeszcze drugi, bardziej szczegółowy post o Xiamenie i Szanghaju.

2 komentarze

    • Aga

      Nic straconego. Ja to sobie planuję założyć świnkę skarbonkę na takie dalsze podróże. A że najchętniej jeździłabym z rodzina, to i skarbonka musi być pokaźna 🙂

Zostaw komentarz

Navigate