CZTERY LATA TEMU

Całe lato odkładałam prasowanie na później. Każdego wieczora. No sorry, ale prasować w upale to ja nie lubię. Wszystko, czego można było nie prasować, olewałam, ale wyprawka dla noworodka to musi być przecież wyprasowana, że mucha nie siada, więc kiedy spojrzałam tego wieczora na tą górę, postanowiłam, że w końcu muszę się za to zabrać. Bo nie zdążę przed porodem. A to jeszcze tylko dwa tygodnie. Wszystko się może zdarzyć. To była dwudziesta druga. Odpaliłam serial, usiadłam i przerobiłam całą tą ogromną górę prania. Zeszło mi do wpół do drugiej. Wszystko sprzątnęłam i położyłam się spać. Miło było się wyłożyć na łóżko. W dziewiątym miesiącu znalezienie wygodnej pozycji graniczy z cudem, ale pamiętam to uczucie błogości i jeszcze ulgi, bo udało mi się poprasować Kilimandżaro dziecięcych ubranek, które rosło w kącie sypialni przez wakacje. Uff. Co za ulga. Zasnęłabym od razu, taka byłam zmęczona i właśnie wtedy poczułam jak dzidziuś w moim brzuchu zaczyna przeciągać się i boksować z wyjątkową mocą. Coś tam w środku pękło i nagle poczułam, jak materac pode mnę robi się mokry. A tak mi się chciało spać. Niech to.

Kilka godzin później trzymałam już w rękach Alę, która wtedy jeszcze nie miała imienia i byłam mamą dwójki dzieci, już na starcie marzącą o kilku godzinach snu.

To było równo cztery lata temu. Nasza mała Ala skończyła cztery latka. Nie wiem dlaczego to tak szybko zleciało! Oficjalnie nie jest już mała. (Ale przecież jest!) Och moje serce! Tyle słodyczy i buntu w tym małym człowieku. Nasza mądra, samodzielna, kochana żartownisia. Wszystkiego co najlepsze córeczko! Kochamy Cię najmocniej, jak się da! Aż do kosmosu!

Zostaw komentarz

Navigate