MORSKIE DZIEWCZYNY

Jesteśmy nadmorskim „plemieniem”. Mam podejrzenia, że nasze córki są trochę syrenami. Nie potrafią jeszcze pływać, ale morze przyciąga je, jak magnes. Najczęściej jeszcze w ubraniu. Szkoda im czasu na przebieranie. Mamy intymny związek z Bałtykiem. Jest niemalże członkiem naszej rodziny. Najbardziej lubimy spędzać z nim czas, kiedy plaża jest pusta i snują się po niej tylko lokalsi. Lubimy słyszeć, co morze do nas szumi. Lubimy chodzić nad morze w styczniu, kiedy plaża przy brzegu zamarza i lubimy brodzić w morskiej wodzie, kiedy w lipcu pada deszcz. W upały chłodzimy się w morzu. Morze jest dobre o każdej porze roku. Nie musi być nawet słonecznie.

Mamy swoje rytuały. Kupujemy dwie gałki lodów i kawę z mlekiem dla mnie, po czym siadamy na plaży. Od kwietnia, do października. Konsumujemy i słuchamy morza. A potem, kiedy ręce są już wolne, dziewczyny zaczynają zabawę, a ja odpoczywam. Niezależnie od  tego, czy bawię się z nimi, czy tylko siedzę i patrzę, jak szaleją, to jest nasz czas na bycie razem. Czas niezmąconego niczym spokoju.

Zazwyczaj to ja dokumentuję naszą rzeczywistość, więc poprosiłam Olgę Jasińską, świetną fotografkę, o zrobienie nam zdjęć. Chciałam mieć pamiątkę tych naszych spotkań z Bałtykiem, jako, że na starość mam zamiar przenieść się na wieś i hodować kurczęta. Teraz mam kilka, które zawisną z honorami na ścianie.

Zostaw komentarz

Navigate