POSIEDZIEĆ NA CZYSTEJ PLAŻY…

Mam taki zwyczaj, że zbieram na plaży śmieci (Trąci szaleństwem, wiem). Dzisiaj zrobiłam fotkę tego, co zebraliśmy, idąc w prostej linii od wody, do wejścia na plażę. W prostej linii ludzie! Mam po dziurki w nosie narzekania na zaśmiecone plaże i czekania, aż ktoś zacznie je sprzątać. Zaczęłam od siebie. I chociaż działam na małą skalę i nie posprzątam całej plaży sama, to mam nadzieję, że daję moim dzieciom dobry przykład. Znacie to na pewno z autopsji: próbujecie nakłonić dziatwę do sprzątnięcia bałaganu w pokoju, a dzieci uparcie twierdza, że to nie ich bałagan. Dorośli mają podobnie. Też mi się, kiedyś wydawało, że nie moje małpy, nie mój cyrk. Czemu niby mam sprzątać po Januszach, co zostawili ten syf. Ale chyba już doszłam do rozumności. Chyba jestem tym jednym dzieckiem, które jednak zaczyna sprzątać pierwsze w imię ogólnej korzyści. Nie jestem jakaś nienormalna, nie miotam się między Brzeźnem,a Jelitkowem z czarnym worem. Zbieram tylko to, na co się natknę podczas wyjść na plażę. Wszystko, na co, kolokwialnie rzecz ujmując, wdepnę.

Przecież to takie proste. Wystarczy spojrzeć przez ramię. Rzucić okiem na to miejsce na piasku, gdzie siedzieliście chwilę wcześniej, żeby sprawdzić, czy nic po Was nie zostało. To nie jest jakiś szczególny wysiłek. Ta jedna puszka, którą zostawisz, albo chusteczka która wypadła z wózka ROBI różnicę. Wystarczy zrobić zwrot, schylić się i podnieść to, co zostało na piasku. Kosze są przy każdym wyjściu. Na pewno któryś miniesz po drodze. „Coś tam leży, ale to nie moje, było tu jak przyszliśmy.” – myślisz sobie odchodząc i zostawiając cudze śmieci. Bo nie Twoje. Jak to dobrze, że to nie Twój problem i jesteś porządnym człowiekiem. Takim, co to wie, ze trzeba po sobie sprzątać. Hej! Mam szalony pomysł! a może podnieś ten śmieć, który nie jest wcale Twój? No, wieeeem… trochę fuj, tak cudze brudy sprzątać. Cudze pety, chusteczki, kapsle… No ble, fakt. Ale może nie bawmy się w bycie królewną i po prostu sprzątajmy to, co leży na tym piachu i kole w oczy. No weź… Ile Cię to kosztuje? Praktycznie nic. Serio, wiem, bo sprawdziłam: kilka minut i zadyszkę, bo trzeba się często schylać.

5 komentarzy

  1. Tez mialam watpliwosc czy to normalne i raczej skrzetnie ukrywalam fakt, ze do swojego worka wrzucam cudze smieci. Ale skoro robimy coming out to sie przyznam. A co 🙂

    • Aga

      Brawo! Po stokroć! Jakie to oczyszczające (w wielu wymiarach), podzielić się brudnym sekretem 🙂

Zostaw komentarz

Navigate