MASZ PEŁNĄ SZAFĘ I NIC DO UBRANIA? zorganizuj Swap Party!

W moim kobiecym życiu zaliczyłam już różne fazy podejścia do ciuchów i mody jako takiej. Przeszłam przez fazę kompulsywnego shopoholizmu, zachłyśnięcie polskimi niezależnymi markami, uzależnienie od blogów modowych, ubraniowy minimalizm, you name it. Wszystko już grali! Najśmieszniej było, kiedy urodziła się Lila, miałam wtedy w szafie dresy po domu i do piachu na jednej kupce i rzeczy „do biura”, których nie nosiłam, tylko kolekcjonowałam, wierząc, że przydadzą się mi jako przyszłej matce pracującej. Każda z nas trzyma rzeczy dla przyszłej siebie, wiem. Co nie zmienia faktu, że warto by to było leczyć. Po latach okazało się, że w pracy, którą w końcu mam, żadne gajery mi nie potrzebne, więc cała kompletowana przeze mnie wyprawka, poszła do wora. Z lekka Zonk. I teraz podzielę się z Wami mądrością, do której dojście, zajęło mi całe lata: w szafie trzeba mieć ciuchy na teraz. Porządek w szafie, to porządek w myślach. Dziś, jako mądra kobieta, mam w szafie tylko rzeczy, których potrzebuję teraz i  przyszłym sezonie. Kropka.

BEZ SENTYMENTÓW. SENTYMENT WROGIEM POSTĘPU

Pamiętacie te czasy, kiedy miało się po parze butów na sezon, a ciuchy się cerowało i naprawiało, kiedy się zniszczyły. To były dobre czasy.  Ja pamiętam moje na wpoły puste półeczki z ciuchami. Tak łatwo jest zachować porządek przy małej ilości rzeczy. Lubię mieć mało szmat. Wzdech… Z drugiej strony lubię mieć w co się ubrać, więc kapsuły trzydziestu paru sztuk odzieży na sezon to dla mnie jakaś totalnie ascetyczna opcja. Odpowiedzią na wszystkie szafowe problemy i bolączki, jest dla mnie szczerość. Nie noszę, oddaję. Nie mam żalu. Pakuje ciuchy w wory, kiedy zaczynają mnie choć odrobinę wkurzać. Jeżeli ze spodni wylewa mi się sadło, to nie trzymam ich „na schudnięcie”. Wiem na pewno, że kiedy schudnę, nie będą już modne, więc po co? No i, w zasadzie historia, która powinna się na worze kończyć, dopiero się zaczyna. Bo co z nim kurka, zrobić? Można do kontenera PCK, można poszukać instytucji, która potrzebuje, ale z tego co wiem, to one wcale nie tak znowu chętnie przyjmują ciuchy. Większości z nas w tym momencie opadają ręce z rezygnacji i wora wynoszą na strych. Nie dziwie się, bo sama wywoziłam do mamy, która dysponuje większym metrażem. A można nawet z głupiego wora zrobić imprezę. Ja swojego zanoszę na Swap Party, bo wiem, że znajdzie się tam ktoś, kogo moje rzeczy ucieszą, kto je pokocha tak, jak na to zasługują.

SWAP PARTY

Każda baba, jaką znam, ma gdzieś skitrane hałdy ciuchów, których już nie chce. Jedyne, co trzeba zrobić, to skrzyknąć się, usypać z ciuchów jedną duuuużą, wspólną hałdę i przebierać, grzebać i czerpać. To świetny sposób na odświeżenie garderoby, pozbycie się niechcianych rzeczy, a to wszystko bez wydawania pieniędzy! Słyszałam co prawda o imprezkach, na których dziewczyny sprzedawały ubrania, ale mam wrażenie, że to tylko rodzi niepotrzebne frustracje. Podobnie jak wymiana rzecz za rzecz. Próbujemy przecież POZBYĆ się ciuchów. Niech każdy bierze, ile chce. Wszystko, co zostaje oddajemy potem do domu samotnej matki, czy w inne miejsce, które chętnie przyjmie taki dar, albo zostawiamy do następnego razu. „Ale jak mam, tak za darmo, oddawać porządne rzeczy, kiedy ktoś inny przyniesie jakieś ścierki?” – to w ogóle nie jest problem, bo znów powtórzę: pozbywamy się zbędnego. Dobrowolnie. Ja za każdym razem idę z zamiarem jedynie pozbycia się ciuchów i obiecuję sobie, że nic nie przyniosę i ZAWSZE coś fajnego wpadnie mi do szafy.

HAJS SIĘ ZGADZA

Kiedyś próbowałam sprzedawać ubrania na Allegro. Wszystko od robienia im zdjęć, przez wstawianie na stronę, na samej sprzedaży kończąc, było strasznie frustrujące. Nie warte zachodu. Na Swap’y organizowane przez moją prawie szwagierkę Doris czekam, jak na deszcz w czasie suszy. Jedyne, co muszę wtedy zrobić, to spakować niechciane łachy i zawieźć je na drugi koniec miasta. Wracam do domu z nowymi ciuchami, na które nie wydałam ani grosza i jeszcze mam gdzie je wsadzić w szafie, bo na wyjściu zwolniło się miejsce. Same plusy. Strasznie mnie dziwi, że to jest tak mało popularna impreza, ale przez ten brak pieniądza w obiegu, chyba wydaje się ludziom nieco podejrzany, a przecież to głównie o hajs chodzi. O ten, który zostaje na koncie! Według mnie Swapy wymyślił jakiś geniusz. W większych miastach są organizowane na potęgę, ale przecież można zorganizować taką imprezę samemu. Wystarczy kilka znajomych dziewczyn. Kto nie ma ciuchów, przynosi ciasto, bo im więcej rąk do grzebania w szmatach, tym lepiej, bo oddajemy. Wystarczy się skrzyknąć.

Gorąco polecam!

2 komentarze

  1. Pamietam jak wrocilas z Anglii i sprzedalas gore pieknych, markowych, „londynskich” ciuchow na ryneczku. Alez ja wtedy cierpialam dowiedziawszy sie po fakcie…
    A SWAPy sa super, nareszcie doszlam w zyciu do momentu, gdzie nie posiadam ciuchow sentymentalnych lub „na lepsze czasy”, a i na SWAPa czasem trudno cos wyskubac.

    • Aga

      Ja przy okazji długiego weekendu zrobiłam porządki i mam kolejną kupkę do oddania, więc problem ze skubaniem nie istnieje 🙂 dawaj następny !

Zostaw komentarz

Navigate