POCZTÓWKI Z BANGLADESZU – KOLOROWA DHAKA

Postanowiłam zrobić dwa wpisy o podróży do Bangladeszu. Nie da się wszystkiego zawrzeć w jednym wpisie. Dhaka w pierwszym odruchu mnie oczarowała i chciałabym, żebyście również zobaczyli, jaka jest piękna. Ale rzeczywistość tam jest inna niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Drugi wpis będzie zatem o drugim obliczu Dhaki.Mężczyźni w Bangladeszu są specyficzni. Widać, że lubią dobrze wyglądać. Chociaż modowo królują późne lata 90te. Na ulicach widać jedynie mężczyzn, kobiety to rzadki widok. Bardzo często mijałyśmy mężczyzn trzymających się za ręce, ale nie miałyśmy okazji ani śmiałości, żeby zapytać czy chodzi o przyjaźń, czy kochanie.

Zachwycające są Bangladeskie kobiety. Są czyściutkie, zadbane i kolorowe. Niestety nie widać ich na ulicach. Siedzą w domach z dziećmi, albo pracują w fabrykach. Na zdjęciu powyżej właśnie wychodzą na przerwę obiadową z jednej z fabryk, osobnym wyjściem dla kobiet. Tłumaczono nam, że kobiety traktuje się tam inaczej, ze względu na szacunek jakim się je otacza. Kobieta, jako dawczyni życia ma przywileje, stąd osobne wyjścia, czy osobne stoły dla kobiet.

Kolorowo na każdym kroku. Dla mnie Dhaka ma klimat rynku na Przymorzu we wczesnych latach 90tych. Jest chaos, bałagan, pewnie mogłoby być trochę bardziej higienicznie i na pewno kiedyś, kiedy dotrą tam nasze normy i przepisy sanitarne, będzie, ale póki co, yolo. Podoba mi się ten klimat. Mam wrażenie, że ludzie tam są bardzie wolni niż my tutaj. Żyjemy w matni przepisów i praw. Normy unijne na wszystko.

Ponoć te wszystkie wiszące kable, mają być zakopane. Nie rozumiem dlaczego…

To zdjęcie zrobiła królowa selfusiów, moja Bangladeska współlokatorka Joanna która zrobiła mnóstwo innych fantastycznych zdjęć na tym wyjeździe, więc go check out.

Ryksze to najpopularniejszy sposób na przemieszczanie się po Dhace. Są wszędzie. W centrum i na obrzeżach miasta. Z silnikiem lub bez. Są przepiękne.

Największą zagadką pozostaje dla nas kwestia bezdomnych psów. Kręcą się wszędzie po mieście i przysięgam, że wszystkie wyglądają identycznie, różnią się czasem wielkością i ubarwieniem, ale wszystkie wyglądają jak jeden i ten sam pies. Wygląda to, jakby przy projektowaniu miasta w Matrixie, komuś nie chciało się już wymyślać, więc zrobił tego jednego, po czym go skopiował.

Widzicie?

Kolejny wpis z Bangladeszu już wkrótce.

Zostaw komentarz

Navigate