DHAKA – DRUGA STRONA MEDALU

Wszystko zależy od skali porównawczej. Ktoś, kto zarabia w funtach, nie pojmie, jak jestem w stanie się utrzymać, zarabiając średnią krajową w polskich złotych. Dla mnie oburzające są kwoty, za które szwaczka w fabryce w Bangladeszu musi wyżywić rodzinę. Dla kogoś, kto żyje na ulicy, zarówno ona, jak i ja jesteśmy bogaczkami.

Mam w sobie dużo wdzięczności za wszystkie dobrodziejstwa, które zsyła na mnie los. Jestem wdzięczna za zdrowe, wspaniałe córeczki, za mojego wspierającego wspaniałego męża, za dach nad głową, za pracę, która daje mi satysfakcje i niezależność, za to, że mam mieszkanie. Wydawało mi się, że jestem pełna pokory. Jest jednak cała masa rzeczy, które na co dzień przyjmuję za pewnik, bo ich istnienie jest dla mnie tak oczywiste, jak to że oddycham powietrzem. Ciepła woda w kranie, prąd w lodówce, BA! LODÓWKA!, PRALKA! – skoro już o tym mowa (zmywarka już mniej, bo się rozkraczyła ostatnio, więc bywam wdzięczna, za to, ze już działa). Dom w którym jest ciepło i czysto, miękkie łóżko. Piszę ten post, leżąc na wielgachnym łożu w hotelu w Poznaniu. Ile bym nie psioczyła, że hotele drogie, to jednak stać mnie na to, żeby zapłacić za nocleg. Podczas wizyty w Bangladeszu, uświadomiłam sobie w jakim żyję luksusie, mimo, że nie jestem bogata. Naprawdę mam wszystko. W samej tylko Dhace, na ulicy mieszka kilka milionów ludzi. Trudno jest tak naprawdę policzyć, ilu jest bezdomnych, bo nie ma obowiązku rejestracji dzieci. Budują schronienia z tego, co są w stanie znaleźć. Powstają całe dzielnice takich prowizorycznych domków. Z drugiej strony skali są ludzie , którzy mają pieniędzy jak Eskimos lodu. Tyle że jest ich  trochę mniej. Przerażająca jest dysproporcja miedzy nimi.

Kupiłam sobie w Dhakce kapę na łóżko. Na pamiątkę. Piękną, ręcznie dzierganą. Kosztowała niewiele w porównaniu z podobnymi produktami w Polsce. W drodze ze sklepu, ciesząc się interesem życia, który właśnie zrobiłam, bo przecież szukam kapy od lat, ale wszystko za drogie, minęłyśmy matkę z dwójką dzieci, żebrzących na ulicy. Młodsze trzymała na rękach, drugie, półnagi chłopiec, spało przy niej na kawałku kartonu. W pierwszym odruchu miałam ochotę oddać tą kapę tym ludziom, a w drugim oddać ją do sklepu. Zrobiło mi się wręcz niedobrze – bo mam w domu łóżko, na które kupiłam kapę, a ludzie w sklepie nie mają nawet pojęcia, że taka kapa w Polsce kosztuje 5razy więcej i czułam, że troszkę zrobiłam ich w konia tym moim zakupem. I jeszcze byłam zadowolona z siebie. A ta matka nawet nie miała gdzie położyć swoich dzieci na noc. Każda matka powinna móc kłaść dzieci do miękkich łóżeczek do snu. Ktoś tam w górze źle to wszystko urządził. Żeby nie było, że ja bym wszystkich chciała po równo obdzielić. Nie da się. Jedni mają mniej, inni za dużo. Każdy jest kowale własnego losu i tak dalej. Ale jednak miejsce, w którym się rodzisz określa trochę Twój los. W Dhace ludzie żebrzą na każdym rogu, dzieci też, ale w tej jednej sytuacji poczułam się, jak ostatni, niewdzięczny buc z Zachodu. Bo mam wszystko.

Zastanawialiście się kiedyś na tym, jak wyglądałyby ulice naszych miast, gdyby któregoś dnia zniknęły śmieciarki i służby komunalne? Ja już wiem, bo widziałam to na własne oczy, Wy możecie się przekonać, oglądając zdjęcia. Co mnie najbardziej zdziwiło, to fakt, że kiedy patrzyłam na ludzi na tych brudnych ulicach, nie wyglądali wcale na nieszczęśliwych. Potrafią działać z minimum, które mają i cieszyć się z życia mimo, tego, że mają tak niewiele. Nie mają pojęcia, że można żyć inaczej. Przesiadałyśmy się w Katarze. Tam z kolei mieszkają ludzie, którzy śpią na pieniądzach. Na ulicach nie ma bezdomnych. Jedni żyją w dostatku, a inni wręcz w przepychu. Każdy mierzy świat swoją miarką. Może da nich , to my jesteśmy żebrakami.

Zatrzymałam tą kapę. Będzie mi przypominać, że mam wszystko.

 

Zostaw komentarz

Navigate