LONDON TRIP 2018

Podróż z dziećmi, nieważne dokąd i na jak długo, trochę przypomina rosyjską ruletkę. Przynajmniej w naszym przypadku. Chodziłam zestresowana przez dwa tygodnie przed wyjazdem, aż w końcu mój mąż zauważył mądrze, że moje martwienie się na zapas nic nie zmieni i jeśli coś ma się wydarzyć i tak tego nie przewidzę. Pomogło, chociaż wspomnienie naszych pechowych włoskich wakacji było w mojej pamięci nadal dość świeże, więc sami rozumiecie mój niepokój…

Londyn noszę w sercu. W Londynie zaczęło się moje samodzielne, dorosłe życie. Niby mieszkałam tam tylko cztery lata, ale to były cztery lata, które zmieniły wszystko w moim życiu. Chodząc po londyńskich ulicach, czuje ten sam sentyment, który czuję wchodząc do mojego starego liceum, czy podstawówki. Nawet , kiedy siedzę w moim mieszkaniu w Gdańsku, kiedy słyszę w nocy odgłos ciągniętej po chodniku walizki, zawsze cofam się w czasie na londyńskie ulice. Londyn zawsze już będzie troszkę moim domem.

Od naszej ostatniej wspólnej wizyty minęło ponad pięć lat i spodziewaliśmy się sporych zmian, ale pomijając kilka nowych budynków w panoramie miasta, Londyn wygląda po staremu. Zresztą pojechaliśmy, żeby trochę odpocząć i pobyć razem, bardziej niż, żeby zwiedzać miasto, więc nie mam pełnego obrazu, ale mieliśmy wrażenie, że wróciliśmy dokładnie w to samo miejsce, nawet uliczna moda niewiele się zmieniła. Pewnie moglibyśmy narzucić sobie trochę szybsze tempo, więcej byśmy wtedy zobaczyli, może spotkali się z większą ilością starych znajomych, za którymi zdążyliśmy się już mocno stęsknić, ale tym razem totalnie dopasowaliśmy się do dzieciaków. Wycieczki po mieście planowaliśmy tak, żeby były atrakcyjne przede wszystkim dla nich. Poszliśmy obejrzeć dinozaury w Natural History Museum, a w Greenwich moja psiapsi Marta i jej córeczki zabrały nas do fajnej sali zabaw Ahoy w Maritime Museum, ponoć za zewnątrz jest jakiś super plac zabaw na wypasie, ale niestety padało, więc fajnie, że mieliśmy alternatywę. Oprócz tego łaziliśmy troszkę, ale bez wózka dla Ali, musieliśmy niestety skrócić dystanse pieszych wycieczek. Zaliczyliśmy nawet wycieczkę do Kent, do cioci Marty i bliźniaczek i było to zupełnie nowe doświadczenie, bo nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji odwiedzić tamtych okolic.

Wycieczki pod dzieciaki opłaciły się, bo dziewczyny przez cały tydzień zachowywały się, jak anioły, a my faktycznie odpoczęliśmy. Mało tego, już nieśmiało planujemy kolejne odwiedziny, głównie, żeby spotkać się z długo niewidzianymi znajomymi, więc do zobaczenia wkrótce drogi Londynie.

Zostaw komentarz

Navigate