Dyniowe Przyjęcie

Sporo słyszę głosów, że Halloween jest głupie i niepotrzebne, że przyćmiewa to, co ważne we Wszystkich Świętych. Bo to powinien czas zadumy i refleksji, a nie zabawy. Trochę rozumiem, bo to przecież prawda… a trochę się nie zgadzam. To, co każdy z nas przeżywa na cmentarzu różni się od człowieka, do człowieka. Kiedy byłam dzieckiem, jeździliśmy na cmentarz z rodzicami, jedyny fun polegał na ty, że można było wtedy na legalu bawić się zapałkami, a wieczorem jechało się do kogoś na ciepłą herbatę i ciasto. To było miłe. Lubiłam Wszystkich Świętych. Perspektywa zmieniła mi się, kiedy zapaliłam pierwszy znicz na grobie ukochanego człowieka. Przypuszczam, że z wiekiem i ilością zniczy zapalanych na coraz to nowych nagrobkach, Wszystkich Świętych zaczyna dla człowieka znaczyć dużo więcej. Stąd rozumiem, że niektórych halloween irytuje. Jak hałas w bibliotece. Burzy spokój, łamie pewne zasady.

Ja to jestem niestety hedonistką. Chcę, żeby moje życie było przyjemne, póki trwa. Niech każdy robi, jak mu wygodnie, póki nie robi krzywdy mnie i moim bliskim. Lubię spokój Wszystkich Świętych, lubię spacerować po cmentarzu, wspominać bliskich i wdychać zapach zniczy w zimnym, jesiennym powietrzu. Ale lubię też przebrać się, najeść się słodyczy i lubię, jak moje dzieci się bawią. Lubię, jak w naszym domu jest głośno od śmiechu. I dlatego będę urządzać Dyniowe Przyjęcia i świętować halloween, tylko i wyłącznie dlatego, że to dobra zabawa. Dla mnie to wystarczający powód.

Zeszłoroczne Dyniowe Przyjęcie okazało się sukcesem i w sumie nie pamiętam, czemu Wam tego nie zrelacjonowałam… Możliwe, że ktoś akurat zachorował, albo po prostu zwalmy to na moje nieogarnięcie. Dzisiaj nadrabiam, bo to jest taka impreza, która sprawia radość mniejszym i większym uczestnikom, więc będę Was namawiać, żebyście też urządzili dzieciakom taką zabawę. Zwłaszcza, że sklecenie jej nie zajmuje wcale dużo czasu. Lila namówiła nas dosłownie przez weekend, mimo, że zapowiadałam, że w tym roku imprezy nie będzie. Przepis jest banalnie prosty. Grunt, żeby były konkursy, słodycze i przebrania – et voila! impreza gotowa. No i przydadzą się dzieci. Najłatwiej na ostatnią chwilę dorwać kilkoro w przedszkolu. Och jakżebym chciała moć swoje dzieci wystylizować na tą okazję… Ale moje dziewczyny wszystko „same”, więc nawet makijaży nie pozwalają sobie zrobić, a Ala to z zasady zawsze chce być kotkiem, więc dla niej to już nic nie trzeba w ogóle wymyślać, jeżeli chodzi o kostium. Jeśli chodzi o konkursy, to Wam podpowiem tyle: każdy wygrywa i to sporo. Walutą są cuksy. Polecam gorąco „Przypnij „buuuu” to ducha”, „Duszkowe kręgle”, konkurs na najstraszniejsze przebranie, albo „Rzut tarantulą do celu”, wszystko z Pinteresta. Warto, och, jakże warto. Niech mają fajne wspomnienia.

Zostaw komentarz

Navigate