Wróciliśmy do domu

Dostałam od rzeczywistości z liścia wczoraj po południu. Bolało tym bardziej, że jeszcze rano stałam przcież na włoskiej ziemi. Żeby wszystko było jasne, to nie jest żadna metafora z tym liściem. Wracałam z przychodni z Alicją i spadł mi na twarz , wśród kropli zimnego deszczu, MOKRY liść. Bo przecież tak właśnie wyglądają powroty z wakacji, prawda? To nigdy nie jest powolne przejście. Powroty z wakacji są jak wepchnięcie rozgrzanego człowieka do zimnego jeziora, kiedy ten opala się na pomoście. Człowiek nie wie do końca, co się dzieje i jedyne, co może, to próbować wypłynąć na powierzchnię. Że nie wspomnę, że można od obydwu tych rzeczy dostać szoku. W naszym przypadku również termicznego. ZIMNO JEST.

Jest jeszcze ciekawiej, jeśli mogę dodać coś jeszcze do tej lawiny narzekań, mianowicie jesteśmy wszyscy chorzy. Oprócz Lili, co jest dziwne, bo ona zawsze jest pierwsza w chorowaniu. Wybrałam się zatem do lekarza, żeby osłuchali Alę, bo ona to jest chora najbardziej. No i pewnie bym się nawet dowiedziała, co jej dolega, gdyby nie to, że postanowiła nie oddychać w czasie badania stetoskopem. Zawzięła się i oddychała tak płytko, że totalnie nic nie było słychać – tak przynajmniej mówiła pani doktor. Ala nie lubi doktorów.

 

Ala ma taką fazę w czasie choroby, że niewiele rzeczy lubi. Całe wakacje pytała, kiedy wrócimy do domu. Jakbyście ją zapytali, co jej się najbardziej podobało, pewnie powiedziałaby , że nic. W sumie nic dziwnego. Zapytajcie jaką mieliśmy temperaturę, to Wam powiem, że my, to ogólnie 22stopnie, a Alicja 40. Tropiki kurde. Tydzień nieprzespanych nocy. Fun, fun, fun.

Pierwsze wakacje z dziećmi uświadomiły nam, po pierwsze, że nasze dzieci są w stanie wytrzymać więcej, niż nam się wydawało. Sądziliśmy, że kilkugodzinna podróż z kilkoma przesiadkami, to będzie dramat, ale dziewczyny były super grzeczne i wcale nie marudziły. To pewnie dlatego, że mają dużo więcej energii niż my. Po całym dniu w podróży miały jeszcze siłę na wieczorne harce. Nie męczył ich wysiłek, a raczej monotonia. Wystarczyło, że coś się działo i okazywało się, że wcale nie są zmęczone.

Po drugie, wyjazd z nimi, to zupełnie inna bajka, niż wyjazd we dwoje. Samo zebranie się, żeby wyjść z domu zajmuje trzy razy więcej czasu. To samo z jedzeniem. No i nasze dzieci nie lubią chodzić, tyle nam się udało ustalić, więc w przyszłym roku wakacje na leżaczku – piesze wycieczki to jednak nie jest ich kategoria. Szkoda, bo my lubimy bardzo łazić po obcych miejscach.

Jestem wstanie zrozumieć ludzi, którzy jeżdżą na wakacje bez dzieci, ale na pewno będziemy chcieli jeździć na wakacje z dziewczynkami, po prostu inaczej będziemy planować. Ta pierwsza podróż dała nam nieźle popalić.

Nareszcie w domu.

2 komentarze

  1. Wspólczuję, naprawde. Ja natomiast dowiedziałam się, że moje chłopaki to niezłe piechury, w Zakopcu dawali radę z chodzeniem, co mnie zdziwiło. W następnym roku chcemy uderzyć do Grecji, zobaczymy może się uda.

    • Aga

      Grecja to chyba jedyne pogodowo pewne miejsce na mapie Europy we wrześniu. Kto by pomyślał, że we Włoszech będzie w tym czasie padać? Też myślimy o Grecji. Jedyne, co tam może pójść nie tak, to to, że wulkan wybuchnie. Ha!

Zostaw komentarz

Navigate