TROCHĘ O PRZYJAŹNI, bo mam szczęście do ludzi

Od czasu do czasu nachodzi mnie myśl, że fajnie by było poznać nowych przyjaciół. Tak, jak to się robiło w liceum, czy na studiach, kiedy było się jeszcze istotą ufną, bez bagażu doświadczeń i uprzedzeń. Z zasady kocham ludzi, ale kiedy poznaję nowe osoby, to rzadko zdarza się, że iskrzy. Kumacie? W związku z powyższym, stronię od ludzi. A im jestem starsza, tym stronię bardziej. Jeżeli kogoś nie lubię od pierwszego uściśnięcia ręki, szkoda mi czasu i energii na doszukiwanie się lepszych cech w człowieku. To samo się tyczy ludzi, którzy mi czymś poważnym podpadli, raczej nie znajdziecie ich na moim fejsie. Lubię mieć porządek w tych sprawach. Jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy ze wszystkimi mają dobre relacje. Znam takich. I podziwiam. Podziwiam, bo to kosztuje człowieka czas i nerwy. To trochę jak w Simsach. Żeby relacje działały, trzeba o nie dbać. Ja dbam tylko o te, które są dla mnie ważne. Po co mi na fejsie były chłopak, którego darzę jedynie pogardą? Nie życzę gościowi źle, ale serio nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Czasem niektórych znajomości mi żal, zwłaszcza jeśli ewidentnie to ja spieprzyłam, ale jeszcze nie jestem na tyle poukładana, żeby umieć przeprosić za 10lat bez próby kontaktu.

Skutek jest taki, że nie mam zbyt wielu przyjaciół. I nie, nie musicie mnie żałować. Stawiam na jakość. Moi przyjaciele stanowią wąskie grono przezajebistych osób. Takich, które wiedzą, że kocham i nie potrzebują potwierdzenia. Nawet nie musimy spotykać się zbyt często. To są poważne związki na odległość. Żadne kilometry, czy lata ich nie zabiją. Zapytajcie mnie teraz, jak często się widujemy. Z Martą, która jest moją Number One Psiapsi, widujemy się dla przykładu raz na rok, żeby nie zardzewieć. Bo kiedy się spotykamy, to niezależnie od tego, ile minęło czasu, gada nam się, jakbyśmy widziały się wczoraj. W zasadzie rozumiemy się bez słów, nikt nikogo nie oszczędza, nikt nie zazdrości, nikt nie świeci oczami, nikt niczego nie udaje. Najzdrowsza relacja w życiu. W trakcie jej wizyty, fejsbuk uświadomił nam, że dokładnie dwa lata temu spędzała u nas wakacje z córeczkami, w zeszłym roku spotkałyśmy się na jedno popołudnie w Warszawie. Raz na rok. Jak jacyś totalnie starzy ludzie. Za każdym razem, kiedy przychodzi mi do łba, żeby szukać nowych znajomych, dochodzę do wniosku, że i tak w sumie pewnie bym ich spotykała raz na kilka miesięcy, jezeli tylko mieszkaliby blisko, więc w sumie niewiele mnie omija. Dobrze mi z tymi, którzy są.

P.S. Z Martą doszłyśmy w tym roku do wniosku, że będziemy się spotykać dokładnie w tym samym czasie co rok. Tak, jak w tym filmie One Day. Do końca świata! Tylko bez wpadania pod ciężarówkę na rowerze.

P.P.S.Do zobaczenia za rok Jasiku!

dwa lata temu było tak i tak

Zostaw komentarz

Navigate