JAKAŚ NIENORMALNA

Minęło kilka dni w domu z dziećmi. W końcu w domu i w końcu z nimi. Towar deficytowy. Luksus od którego łatwo odwyknąć w ciągu tygodnia wypełnionego dorosłymi ludźmi i kawą przed monitorem komputera. Łatwo odwyknąć, bo dorośli słuchają, co do nich mówisz, chodzą, a nie biegają, sprzątają po sobie i zasadniczo odzywają się, tylko kiedy czegoś konkretnego chcą. Czasem mam wrażenie, że jestem rodzicem z doskoku. Brakowało mi dorosłych, kiedy byłam w domu, a teraz chciałabym mieć dawną cierpliwość i żyć tamtym trybem. Bo do szaleństwa życia z dziećmi również łatwo przywyknąć.

Poszłam do pracy, kiedy Lila miała 2 i pół roku. Poszłam i zaraz wróciłam, bo zaszłam w drugą ciążę i w zasadzie przepracowałam 3miesiące. Niedługo potem Lila poszła do przedszkola. Wiem, ile przez te trzy lata razem, dostała ode mnie czasu i wiem ile z siebie wkładałam w proces jej wychowania. Mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Razem robiłyśmy fajne rzeczy i mam wrażenie, że w momencie, kiedy odcinałam tą pępowinę i oddawałam Lilę światu, była na to gotowa. Możliwe, że była gotowa nawet zanim poszła do przedszkola. Jest bardzo poukładaną osóbką. Jestem z niej bardzo dumna.

Alicja od samego początku, z założenia dostaje mniej uwagi, bo uwaga rozkłada się na dwie osoby. Na początku gimnastykowaliśmy się, żeby Lili dawać maksymalnie dużo troski, żeby nie czuła, że siostra okrada ją z miłości. Brawo dla nas. Nie miałam czasu patrzeć jak Ala śpi w kołysce. Brakowało czasu. Potem sukcesywnie przelewaliśmy uwagę na Alę. Wydaje mi się, że lepiej nie dało się tego przeprowadzić, niemniej wciąż czuje, że Ala nie dostała tyle uwagi, na ile zasługuje. Tyle ile dostała jej starsza siostra. Niby naturalne, skoro jest tą młodszą. Jednak nie potrafię poklepać się po pleckach stwierdzając, że dałam z siebie 100%. Nim się obejrzałam, wróciłam do pracy. Ala miała wtedy 1,5roku. Tak, wiem, że niektóre mamy wracają, kiedy ich dzieci mają pół roku. Czasem wymaga tego sytuacja, a czasem same chcą. I wiem, że zarówno matka, jak i dziecko bez szwanku (zazwyczaj) przeżywają ten proces, ale ja nie jestem jakaś niektóra mama. Ja jestem nienormalna. Ja mam autentyczny problem z tym, że więcej godzin w ciągu dnia poświęcam jakiejś tam pracy, niż własnemu dziecku. Albo z tym, że dziecko płacze w korytarzu, kiedy wychodzę do pracy. Ala szybko się uczy, większości umiejętności szybciej, niż Lilka. Zaczęła już gadać, a wiadomo, jak było z Lilą. Spędza czas ze swoim tatą, więc lepiej być nie może. Mogę policzyć na palcach jednej ręki znajome mi rodziny w takiej zarąbistej sytuacji, jak nasza. Zasadniczo myślę sercem, nie rozumem, bo rozum mi mówi, że w końcu się rozwijam, zarabiam i poznaję ludzi, ale serce chce układać puzzle i czytać książeczki na dywanie. Ogólnie wszystko super, ale w ciągu tych kilku godzin dziennie, które po pracy zostają, nie mam już siły na kreatywne zabawy, którymi częstowałam Lilę, czasem krzyknę, kiedy już nie wytrzymuję. Mam wrażenie, że moje dzieci tracą na tym, że mnie nie ma. Nie jestem tą samą oazą spokoju, co onegdaj. Czuję, że jestem mamą na pół etatu. W dodatku w całym tym tyglu brakuje mi tych pięciu minut oddechu. Pięć minut każdego dnia kumuluje się po jakimś czasie w sporą dawkę nieposkromionego wkurzenia. Najbardziej na samą siebie. I niestety nawet długi weekend nie wystarcza, żeby się ogarnąć. Jakaś nienormalna chyba jestem.

Zostaw komentarz

Navigate