MATKA NA GIGANCIE

Zostawiłam dzieci na weekend. Po raz pierwszy od 4 lat. Ale ostatnio średnio się to skończyło, więc nic dziwnego, że miałam lekką traumę.

Zacznijmy od tego, że ja się miałam w Poznaniu zamiar trochę przeszkolić, bo ani nie trzymam ręki na pulsie odnośnie blogosfery, ani nie znam blogerów (z wyjątkiem jednej Tekstualnej, ale łączy nas głównie żarcie i tańce latynoamerykańskie, więc nie wiem, czy to się w ogóle liczy). Ja o dzieciach piszę. W dodatku, żebym jeszcze pisała jakoś ekspertko o wychowaniu, ale nie, ja piszę o konkretnych dwóch sztukach, więc mało kogo oprócz mnie samej może to obchodzić. Oczywiście piszę, o ile akurat nie zasnę. Czyli z rzadka. Wiadomo, że taki ze mnie bloger, jak z koziej dupy pudernica, ale skoro już mi odpisali, że mogę przyjechać, doszłam do wniosku, że te wszystkie wykłady, których posłucham, sprawią, że w końcu nauczę się prowadzić bloga. No cóż, zasadniczo wyszło jak zwykle. Trochę się czułam, jakbym znowu trafiła na studia do Wyższej Szkoły Turystyki i Hotelarstwa, bo byłam na dwóch panelach i jednym warsztacie, przy czym jeden z paneli prowadziła Janina, więc w sumie się nie liczy, bo to jakby pójść na kabaret, a nie na wykład, a warsztat, jak się okazało pod drzwiami, dotyczy robienia filmów na YouTubie, ale głupio się było wycofać. Żarty na bok. Wszystko, co usłyszałam miało ogromną wartość merytoryczną, na YouTube czuję się namówiona. To, że czułam się jakbym wróciła na uczelnię, było również zasługą towarzystwa, w jakie wciągnęła mnie Tekstualna. Idziesz na imprezę, nie znasz nikogo, cykasz się, że będziesz samotnie stać pod ścianą, a tu się okazuje, że wszyscy są wyluzowani, przyjacielscy i w zasadzie tacy sami jak ty. Banda wariatów, jeden lepszy od drugiego. Przysięgam, że na żywca są dużo ładniejsi i fajniejsi niż na monitorze. Buahahaha. To były krótkie, bardzo przyjemne wakacje. Dziękuję. Nie mam, co prawda porównania, bo to pierwszy taki event, na jakim byłam, ale jak dla mnie, całkiem do rzeczy impreza w tym Poznaniu.

Muszę dodać, że jestem bardzo zadowolona z moich dzieci (Najukochańszy Małżonek pracował, więc były pierwszy raz poza domem bez żadnego z rodziców), bo świetnie się przez ten weekend bawiły, chociaż głównie Lila. I nawet nie umarły z tęsknoty, chociaż Ala może jednak trochę tak. Obie bardzo się stęskniły. Nie ukrywam, że jestem typem matki mocno przyklejonym do swoich dzieci, tym bardziej cieszę się, że ruszyłam się gdzieś sama i zrobiłam coś dla samej siebie. Brawo ja i brawo nasze Psotki za dzielność!

Jeżeli istnieje możliwość, że nie znacie tych wspaniałych dziewczyn, w co wątpię, to koniecznie zajrzyjcie na ich strony. Basia, Justyna, Justyna, Hania, Monia i Emilka jesteście mega! No i chłopaki też są ekstra. Dzięki.

zdjęcie klasowe oraz zdjęcie, na którym śpię na wykładzie autorstwa Emilki Pryśko

2 komentarze

Zostaw komentarz

Navigate