ZNAJDY #2 – coś na relaks, coś o wnętrzach i coś o miodzie

Witajcie w Nowym Roku! 
Pozdrawiam Was z objęć zieluniotkiego, niczym wiosenna trawka, szeleszczącego, jak letni las  L4. Wykasłuję z siebie resztki godności. Charczę niczym stary chłop. Nie chcę nawet myśleć, co mnie czeka po powrocie do pracy… strach mnie bierze na samą myśl. Wolę delektować się byciem w domu. Nie ważne jak bardzo jestem chora, ważne, że u siebie. Czy wspomniałam o chorej Alicji? Zapalenie ucha i szumy w płucach… Dramat trzeciego stopnia, ale to nic. Nieważne! Ta szklanka jest bardziej pełna niż pusta. Jestem w domu. Nie muszę wypełniać dziwnych formularzy, żeby być w domu z chorą Alą. Same plusy.
Czasami nawet udaje mi się skorzystać z laptopa, na tym moim pseudourlopie, więc mam dla Was kilka kąsków, w sam raz do herbaty z miodkiem, albo poobiedniej kawusi. Lecim!
1. Jeżeli szukacie sposobu na skołatane nerwy, to ten kawałek powstał ponoć właśnie po to. Według naukowców obniża poziom stresu o 65% i spowalnia puls o 35%. Według mojego męża jest wkurzający, więc zdaje się, nie działa na wszystkich. Jakby co, zawsze możecie posłuchać odgłosu deszczu. Działa bez pudła.
2. Mam ogromną potrzebę, żeby się zrelaksować. W 100% wyłączyć myślenie. Odpłynąć. I znowu planuję, że pojadę tutaj. Nie, jeszcze nie byłam, ale już kiedyś planowałam 🙂
3. Trzy przepisy na naturalne i bezpieczne zabawki bez chemii: farby, glut i ciastolina do zabawy nawet dla najmłodszych – nawet, jeśli się nimi najedzą, możemy spać spokojnie 
4. Piąty pokój. Mieszkałabym. I jak się przyjemnie czyta ten blog. I pomysły, które autentycznie można zrobić samemu, a nie znowu jakieś wydumane DIY, które normalnemu człowiekowi zajęłyby tydzień, a nie dwie godziny.
5. W temacie pokoi. Muszę troszkę przearanżować naszą przestrzeń mieszkalną, bo trochę brakuje mi finezji i polotu w niektórych kątach. Mam tylko jedną wolną ścianę w mieszkaniu i znajduje się ona w sypialni i muszę to dobrze rozegrać. Marzy mi się okrągłe lustro. Ale jeszcze nie wiem JAKIE!
6. Tekstualna pisze co jakiś czas coś takiego, że serce śpiewa, albo, że naprawdę nie mam nic  do dodania. Ale na ten wpis czekałam, bo był potrzebny. A napisała go tak, że czuję dumę, że znam taką mądrą i silną kobietę.
7. Wiedzieliście, że powstała najczarniejsza czerń na świecie? No to już wiecie. Chcę z tego kieckę.
8. Czego ci ludzie nie wymyślą…? Zobaczcie rękawiczki dla zakochanych. Walentynki w sumie blisko.
9. Szkoda, że wpadłam na to po świętach, bo przydałby mi się taki zgrabny aparacik. Całe mieszkanie bym obkleiła odbitkami.
10. Mój dziadek był pszczelarzem. Każdy słoik miodu traktuję troszkę sentymentalnie i szanuję każdą kropelkę. Tu znajdziecie poradnik, który powie Wam, jak odróżnić prawdziwy miód, od sztucznego i jak należy się z nim odchodzić. Od siebie dodam tylko, że do miodu należy wkładać jedynie czystą łyżeczkę. Jeżeli włożycie do słoika oblizaną (ble), pożegnajcie się z jego leczniczymi właściwościami. To nie nutella!
 

5 komentarzy

  1. Tak dużo ze nie wiem od czego zacząć. Miód dobrze jest przełożyć ta czysta łyżeczka do mniejszych słoików, wtedy jak się zapomnisz i pomylisz z nutella, to mniej się popsuje;)

    Taki aparacik zamawialam od swojego Mikołaja, ale że przyniósł mi robota kuchennego to nie będę narzekać. W każdym razie, obiecaj mi proszę ze pożyczysz jeśli będziesz mieć pierwsza. Zapewniam obietnice w druga stronę.

    Smutno trochę ze wy tacy chorzy, może jakieś czary trzeba nad wami odprawić.

    A w pracy jak to w pracy, wszystko co złe Cie ominie, o dobrym Ci opowiedza, a wrócisz w nowe, wiec to prawie jak odkryć swoją pracę na nowo^^

  2. No i przyszłam powtórnie, może tym razem komentarz nie poleci w kosmos.
    Smaczne to zdjęcie, smaczne, że mniam. Dość już mam skandynawskiej stylistyki w bieli, atakuje mnie codziennie na insta, ale ta twoja z wyraźnym detalem na paznokciach i soczystymi ustami robi klimat.
    W drzewach byłam, co prawda w odwiedzinach jedynie, ale wrażenia jakieś mam i mogę je polecić na weekend, dłużej tam nudno i ciasno, a żeby było nienudno, trzeba od Nałęczowa kilkadziesiąt kilometrów odjechać, więc za drogi gips jak na bazę jedynie noclegową. Jeśli będziecie się wybierać, skorzystajcie z wiosny lub lata, jesienią i zimą bowiem widok z wysokości jest mocno nieciekawy, a dojazd utrudniony, ścieżka prowadząca docelowo od asfaltowej trasy jest wąska i błotnista, zimą wyślizgana. Niby niedługa, ale z buta z dziećmi do miasteczka niekoniecznie. Zawszę mogę Wam użyczyć swojego domu na nocleg, gdybyście chcieli się wybrać w te strony, a budżet mieli ograniczony, ode mnie do Nałęczowa jest coś koło 70 km. Zaznaczam tylko, że w zamian chcę domowe gofry 🙂

Zostaw komentarz

Navigate