10 rzeczy, o których warto pamiętać, wychowując córkę

Jeżeli chodzi o wychowywanie chłopców, nie wiem nic. Nawet pieluchy nie potrafiłabym zmienić. Z wychowywaniem dzieci jest jednak – całe szczęście – tak, że człowiek uczy się tego fachu w trakcie, na żywym organiźmie. Więc może jest dla mnie jeszcze nadzieja. Idąc jednak tym samym tropem, mogę stwierdzić nieskromnie, że trochę znam się na wychowywaniu dziewczynek. Mam wyjątkowe szczęście – mam dwie córki. To, plus kilkuletni staż dają mi status PRO.
Znajoma, która ma kilkuletniego synka, ma na wiosnę urodzić dziewczynkę i zastanawia się, czy da radę, bo nie ma pojęcia, jak się zabrać do wychowywania dziewczynki. Poza oczywistą odpowiedzią, że robi się to dokładnie tak samo, jak przy wychowywaniu chłopca, pragnę dodać kilka punktów, które podsumowałyby, z czym dokładnie ma do czynienia człowiek, kiedy zostaje rodzicem córki.

1. DZIEWCZYNKA MOŻE BYĆ KIM TYLKO CHCE
Nie jest to popularna opinia, ale uważam, że kobiety mają w życiu łatwiej. A jeżeli nie łatwiej, to na pewno przyjemniej. Dziewczynka może być kim chce – chce iść na judo, albo kopać piłkę z chłopakami – zuch! Brawo dla niej!
Pokażcie mi chłopca, któremu wszyscy będą bili brawo, że jest zuchem, jeśli powie, że chce trenować balet, albo taniec towarzyski.
Dziewczynka w chłopięcych spodniach – luz. Chłopiec w spódniczce – no ej… bez żartów. Chłopców od małego ograniczają sztywniejsze społeczne ramy. Od małego próbuje się robić z nich małych męskich facecików. A przed nami dziewczynami świat stoi otworem.
Od małego wpajamy im, że mogą być kim tylko chcą. Chłopcy mają gorzej. Wystarczy, że się któryś chce bawić lalkami i już każdy ojciec dostaje apopleksji.
 
2. DZIEWCZYNKI SĄ SUPER, PONIEWAŻ…
Ponoć chłopca wychowuje się dla innej kobiety (dla tej którą w przyszłości poślubi),
a córkę dla siebie. Nie wiem ile w tym prawdy, ale cieszy mnie, że mam
dwie na stanie. Mam też wrażenie, że dziewczynki dłużej mogą być dziećmi. Konkretnie mam na myśli to, że zdaję mi się, że jest tak, że chłopcy krócej są
przytulaśni, bo potem siara przed kumplami..Trza być męskim.. Ale może
się mylę. 
3. DZIEWCZYNKI SĄ GRZECZNIEJSZE (haha!)
Nigdy przenigdy nie mam zamiaru uczyć moich córek, że mają być miłe i grzeczne, bo tak wypada, kiedy się jest dziewczyną. Chce, żeby każda z nich była przyzwoitym człowiekiem. Chcę, żeby one same chciały być przyzwoitymi ludźmi, którzy nie krzywdzą innych, ale też nie pozwalają się wykorzystywać. Chcę, żeby potrafiły odmówić, kiedy znajdą się w niewygodnej sytuacji. Żeby bez skrępowania wyrażały swoje opinie. Chcę, żeby potrafiły się bronić. Chcę, żeby były dla siebie samych najważniejsze. Grzeczne dziewczynki idą tam, gdzie im każą. Często wbrew własnej woli.

4. TO NIE PRAWDA, ŻE DZIEWCZYNKI SIĘ NIE BIJĄ
Moje tłuką się namiętnie. Z różnych powodów. Przy czym czasem dla zabawy… A wkurzona Alicja dodatkowo pluje. Żaden tam glamour. 
5. GIRL POWER
Chcę nauczyć moje córki samodzielności. Chcę, żeby próbowały same rozwiązywać swoje problemy, zanim poproszą o pomoc. Ale też, żeby potrafiły o nią prosić, kiedy sytuacja je przerośnie. Z moich obserwacji wynika, że od kobiet bardziej wymaga się bycia odpowiedzialną i ogarniętą. W szkole i na studiach i przez cały okres dorastania wymaga się od nas więcej, a potem w dorosłym życiu często traktowane jesteśmy jak idiotki, przez mężczyzn właśnie. Nigdy nie spotkałam się z jawną dyskryminacją, ale od czasu do czasu potykam się o szowinistów. Unikam. Znam swoją wartość. Chcę, żeby moje dziewczyny znały swoją. Pragne nadmienić, że syna wychowywałabym identycznie, czyli na odpowiedzialną i samodzielną istotę.

6. WIĘŹ TATA-CÓRKA JEST NIEPOWTARZALNA
Kolejne powiedzonko z serii mądrości ludowych – ponoć dla każdego mężczyzny, to właśnie kobieta, której ojcem zostaje, jest żywym ideałem. W tym kontekście mój mąż też ma podwójnego farta. Patrzę na nich każdego dnia i cieszę się, że mają takiego świetnego tatę.
Chcę, żeby nasze dziewczyny wiedziały, że jest facet, dla którego zawsze będą naj.
I, że nie ma rzeczy, której nie potrafiłby naprawić 🙂
7. PŁEĆ
Wiecie, że są dzieci, które w wieku pięciu lat nie potrafią nazwać tego, co mają między nogami? Ja wiem, bo spotkałam. I to była dziewczynka. Wiedziała, że chłopaki mają siusiaki, a ona nie ma. Nazewnictwo to zresztą kwestia drugorzędna. Można sobie wybrać dowolne słowo ze słownika wyrazów bliskoznacznych, albo wymyślić swoje własne, ale nie ma sensu udawać, że tam nic nie ma u dzieci. Zdrowo jest lubić własne ciało i akceptować je w całości. Chciałabym, żeby moje dziewczyny akceptowały swoje ciała ZAWSZE i staram się ich tego uczyć.
8. DZIECI SĄ JAK LUSTRA
Wiadomo, że najchętniej kopiują te zachowania, których nie powinny. Czasem miło przeglądać się w takich lustrach, ale czasem wstyd człowieka ogarnia. Staram się czerpać naukę z tej zasady i pracować nad sobą, kiedy widzę, że ewidentnie daję zły przykład. Wiem jakimi kobietami chciałabym, żeby były moje dziewczyny i dzięki nim mam możliwość „naprawy” samej siebie. Kolejny plus z posiadania córek.

  

9. KOLORY A GENDER
Nie jestem fanką różu. Mój mąż reaguje na
róż alergicznie. Chyba, że mówimy o dzieciach. U nas w domu różu jest
pełno wszędzie, nawet, kiedy się na to nie godzimy. Ubieraliśmy Lilę
wedle naszego uznania, unikając różu, jak ognia, po czym, któregoś dnia,
zaczęła kochać róż i  nie mieliśmy już nic do gadania. WSZYSTKIE.
KOCHAJĄ. RÓŻOWY. Warto się z tym pogodzić
Warto też przyzwyczaić się do brokatu. Błyszczący to drugi ulubiony kolor każdej dziewczynki.
10. NAJWAŻNIEJSZA ZASADA PRZY POSIADANIU CÓREK
a raczej rada :

Sztucznych koron w domu nigdy za wiele.

Bo każda dziewczynka jest w środku księżniczką.
To jest fakt. Nie dyskutujemy z faktami.

2 komentarze

  1. Musialam dorosnac do różu, u mnie królował niebieski:D ale brokat to już chyba mianownik wspólny każdej małej dziewczynki;)

    Pamiętam jak mój brat marzył o odkurzaczu i mama przeszukała wiele sklepow by ostatecznie kupić mu różowy (innego koloru nie było!). Radość i miłość do zabawki były wielkie. Kolor jak kolor;) Doris

  2. Aga

    Ponoć za czasów naszych prababć dziewczynki ubierano na niebiesko, a chłopców na różowo… Dla mnie kolorystyczne gender to spoko opcja. I to nie tyle chodzi o to, że jakąś propagandę uprawaiłam. Ja po prostu nie lubię różowego…i musiałam się z nim jakoś pogodzić, kiedy przestało być "po mojemu"…

Zostaw komentarz

Navigate