ŻEGNAJCIE SANADAŁY

Witajcie w październiku chłopcy i dziewczęta.  
(długa pauza, bo żal…)
 
Październik to jest taki moment w życiu każdego człowieka, że z jednej strony już się nuci kolędy, a z drugiej, jeszcze nie schowało się sandałów po lecie, więc nic dziwngo, że każdy czuje się trochę nie na miejscu. (Niemniej swoje już pochowałam…chlip) Całe szczęście za kilka tygodni Wszystkich Świętych. Zmarzniemy na cmentarzach i otrzeźwiejemy z deczko.  
Pogodzenie się z końcem lata przychodzi z bólem. Patrzę na zdjęcia sprzed trzech tygodni i nie wierzę, że moje stopy nie zobaczą słońca do kwietnia. Zcałowuję ostatki opalenizny z kolan moich dzieci, które to kolana złocistym kontrastem odcinają się od szarości za oknem. Tydzień temu skakałyśmy beztrosko na trampolinie, zbierałyśmy jabłka i jadłyśmy maliny prosto z krzaczka u babci, a dziś tylko marność za oknem. Ten deszcz, naprzemiennie z wiatrem, podobnie jak mój katar, trwa w Gdańsku już tydzień.  
Jak teraz o tym pomyślałam, to w sumie na Haiti mają gorzej, czego raczej normalnie nie da się powiedzieć w odniesieniu do pogody… I już szklanka w połowie pełna!

Zostaw komentarz

Navigate