PIKNIK NA ZIMNO

 
Póki jeszcze się da, póki jeszcze choć troszkę słońca, piknikujemy. No bo przecież obiecałam. Nie, że koszyk z frykasami i obiad pod chmurką. Nie tym razem. Chociaż kusi mnie wizja ekstrawaganckiego spożywania na trawiastym łonie natury obiadu z deserem (kiedy pomyślę sobie, ze zaraz będzie zima, to mam ochotę pakować walizki i emigrować. Z kaczkami. Jak zobaczycie na niebie czteroosobową rodzinę kluczem lecącą w stronę południa – to będziemy my). Tym razem piknik skromnie i na szybko. Trochę nas pogoda zaskoczyła, bo niby jest pięknie i ciepło, ale kiedy dotarłyśmy na naszą miejscówkę, okazało się, że od morza wieje z północy taki zimny wiatr, że trochę zmarzłyśmy i po powrocie zaczęłyśmy od razu szukać rękawiczek. 
A w ogóle, to mam najfajniejsze dzieci pod słońcem. Mam szczęście, że jestem ich mamą. Tęskno mi do czasów, kiedy spędzałam z nimi cały czas świata…

Zostaw komentarz

Navigate