MÓJ OGRÓDEK

Home sweet home.

Mam mieszkanie, bez ogródka, ani nawet balkonu. W praktyce, bo w teorii balkon jest, ale bynajmniej nie zasługuje on na swoją szlachetną nazwę. Na balkonie powinny się mieścić co najmniej dwie osoby. Powinien być na to paragraf w prawie budowlanym. Tymczasem mój balkon jest stworzony dla samotnika, który lubi kontemplować zieleń za oknem w pojedynkę, albo dla palacza, który kilka razy dziennie potrzebuje sobie zaszlugać, ale raczej nie w domu. Albo dla piętrowej suszarki na pranie, bo raczej nie dla takiej, co się rozkłada „na samolot”. Mój balkon na pewno nie jest stworzony dla rodziny z dwójką małych dzieci. Tyle zdążyłam przez te pięć lat ustalić. Ogródka też nie mam. 
Mam za to plażę, 10minut spacerkiem od domu. Taki środek zastępczy dla przydomowego ogrodu, no i z deko dalej, ale zdecydowanie daje radę. Szum fal pomaga ukoić nerwy i uporządkować myśli. Można się odmóżdżyć, zbierając bursztyny, czy inne muszelki (co nie? :*). 

Ma on tylko jedną wadę – wakacje. Przez mój zastępczy ogródek przez ostatnie trzy miesiące przetoczyły się tabuny ludu, który zostawił po sobie śmieci i zasikane przebieralnie. Hałas, tłumy i hałas i jeszcze tony plastikowego badziewia, sztucznych włosów, tatuaży z henny i dmuchanych zamków i zabawek z Chin przed każdym wejściem – to jest plaża latem. Groza powiadam Wam. 

Ale w końcu nadszedł wrzesień. Lato jeszcze trwa, ale CZŁOWIEKI pojechały. Spakowali swoje parawany i kremy z filtrem, od których powierzchnia wody mieniła się wszystkimi kolorami tęczy i w końcu pojechali w cholerę. Jest cisza i spokój. Słychać w końcu morze. Odzyskaliśmy nasz ogródek!

P.S. Ogólnie lubię ludzi.

4 komentarze

  1. Pingback: KILKA POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO KOCHAĆ GDAŃSK – Małe Psotki

Zostaw komentarz

Navigate