trzy na cztery

Ostatni tydzień spędziliśmy w towarzystwie kuzynów dziewczynek. Cudownie było móc ich znowu zobaczyć. Impreza od świtu do nocy trwała przez tydzień. I choć czasami spoglądaliśmy na siebie z ich tatą, z niemym
wyrazem zrezygnowania na twarzach, bo głowy pękały nam od
ciągłego hałasu, a wieczorem odpadaliśmy nieprzytomni tam, gdzie
położyliśmy głowy, to było superancko. Dzieciaki dogadywały się przewspaniale. Super jest to, że są w zbliżonym wieku, jednak muszę przyznać, że obsługa czwórki dzieciaków w wieku 5lat i poniżej było conajmniej ciekawym wyzwaniem…
Cóż, dzieci w stadzie są… jakby trudniejsze w obsłudze. 
Dwoje to jest akurat tyle, ile człowiek daje radę ogarnąć w pojedynkę. Akurat, żeby obydwie sztuki złapać za rączkę na przejściu. Akurat, żeby ustalić, co czytamy na dobranoc, albo w razie czego czytać i to i to. Dwie sztuki w sam raz mieszczą się w samochód, do małej wanny metrczterdzieści, a dwupiętrowe łóżko wygląda po prostu lepiej, niż takie z trzema pięterkami (widziałam na allegro, są takie). Piszę to, bo mimo, że było nas troje dorosłych na czwórkę dzieciaków, czuliśmy, że dzieci miały znaczącą przewagę. 
Piszę, bo czasem zastanawiam się, czy skończy się u nas na dwóch psotkach, czy też jest nam pisany jeszcze jeden mały człowiek, a przecież powinnam myśleć o takich rzeczach w innych kategoriach, niż „bo-przecież-kocham-bobasy”. Czysto matematycznie powinnam myśleć. I piszę, żeby móc sobie w takich chwilach przypomnieć, jak brzmi czwórka dzieci. Albo kiedy będę narzekać, że moje robią za dużo hałasu, wtedy też sobie przypomnę. Hahaha, na samą myśl chce mi się śmiać, bo hałas robiony przez czwórkę dzieci, to jest po prostu wyższy level rodzicielstwa, na który nie jestem gotowa. I szczerze, nie wiem, czy można się w ogóle do tego przygotować. 

Ale tęskno za nimi, że och!

1 Comment

Zostaw komentarz

Navigate