suche bułki

Powiem szczerze, że wydawało mi się zawsze, że bałagan rośnie wprost proporcjonalnie do ilości posiadanych dzieci. Czysta matematyka. Dwoje dzieci = dwa razy większy bajzel na chacie.
Otóż nie.
Przypomina to bardziej zaawansowaną matematykę, ponieważ bałagan produkuje się w ilościach nie tyle „do kwadratu”, co do potęgi trzeciej. Jeśli nie więcej. Mnoży się nieustannie. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak. Jakaś znajomość fizyki kwantowej mogłaby może pomóc w zrozumieniu tego zjawiska. Ja osobiście nie ogarniam.

Jeszcze bardziej nie ogarniam faktu, że ten cały bajzel robi praktycznie jeden mały człowiek.
Alicja ma nadprzyrodzoną wręcz umiejętność, robienia bałaganu w miejscu, w którym my (Lila, Mąż lub ja) przed chwilą skończyliśmy sprzątać. Wiadomo, że każda rzecz ma swoje miejsce. Według logiki Alicji, to miejsce jest na podłodze. Przecież musi mieć pod ręką te wszystkie miśki, klocki, kredki, książeczki, opaski, buty…Wydaje mi się czasami, że ona nie potrafi chodzić po podłodze, na której nie ma dużej ilości przeszkód. Że musi sobie urozmaicać tę jakże nudną czynność. Przecież to żadne wyzwanie chodzić po PUSTEJ podłodze!
Ale to nic.
Najgorsi są cisi sprzymierzeńcy Ali.
Nigdy nie wiadomo, gdzie ich człowiek spotka. Pojawiają się nie wiadomo skąd. I czasem mam wrażenie, że knują, żeby któregoś dnia przejąć nasz dom, kiedy będziemy się tego najmniej spodziewać. Niezmiernie rzadko występują stadnie. Najczęściej przyjmują metodę partyzancką, atakując z zaskoczenia w pojedynkę.
O kim mowa?
O suchych bułkach! Albo raczej ich resztkach. Resztki suchych bułek walają się u nas wszędzie. Bezczelne wyskakują spod mebli, chowają się w zabawkach, nawet w koszu na pranie. Czają się w pościeli, żeby zaatakować miliardem okruszków wpijających się w tyłek, kiedy wieczorem nurkuję pod kołdrę. Suche bułki są najgorsze.

Zostaw komentarz

Navigate