randka w Trójmieście

Zaczynaliśmy z Najukochańszym Małżonkiem jako współlokatorzy. Miało to oczywiście swoje bardzo dobre strony, ale jednocześnie odpadał nam etap randkowania. Nie żeby było czego żałować, bo randki kojarzyły mi się we wczesnej młodości głównie ze stresem. Niemniej jednak zdarzało nam się czasem gdzieś wychodzić, kiedy byliśmy parą bezdzietną. Teraz nieczęsto mamy okazję, żeby się wyrwać. Zazwyczaj robimy to na totalnym spontanie, bo jeżeli tylko zaczynamy planować z wyprzedzeniem, zazwyczaj któraś z dziewczynek zaczyna chorować, albo zdarza się jakiś inny kataklizm.

W związku z czym, kiedy już przychodzi co do czego, lądujemy w kinie, bo zupełnie nie wiemy, co ze sobą zrobić. Postanowiłam zrobić listę miejsc do których moglibyśmy się udać, żeby po raz kolejny nie wylądować na filmie z Leonardo Di Caprio (chociaż ponoć tym razem faktycznie ma szansę na Oskara).

A jako, że Walentynki już w ten weekend, postanowiłam się z Wami podzielić. Taki prezencik ode mnie. Lista dotyczy co prawda Trójmiasta, ale założę sie, że w każdym większym mieście znajdziecie coś podobnego. No to fru:
1.Warsztaty kulinarne.

źródło zdjęcia

Idziesz, gotujesz sobie od podstaw jakieś finezyjne danie, po czym je spożywasz. Przy czym robisz to w spokoju i nie musisz potem zmywać 🙂 Dla mnie bomba. 
Lubimy gotować, a przy dwójce dzieci gotowanie zazwyczaj ogranicza się do powtarzanych cyklicznie dań, które CHCĄ JEŚĆ. Rosół, mielone, rosół, mielone…Bez odrobiny miejsca na ekstrawagancję. 
No i lubimy też jeść. Bardzo. Zwłaszcza nowe rzeczy. 
Zdecydowanie numer jeden na mojej liście. Zdam relację, jeśli w końcu się wybierzemy.

Jeśli jesteście zainteresowani, to zajrzyjcie TU

2. Lodowisko. 

tumblr.com
Łyżwy miałam na nogach raz w życiu i pomijając fakt, że poobijałam się wtedy, jak nigdy, wspominam ten dzień z uśmiechem na twarzy, bo było super. Śmiałam się do rozpuku. Myślę, że fajnie by było, razem zaliczyć parę razy glebę 🙂 No i poczuć trochę zimę, póki jeszcze trwa. 
W przypadku wyjścia na łyżwy warto jednak mieć na poorędziu kogoś, kto zostanie z dziećmi dłużej w razie nieprzewidzianej wizyty na SORze.
Just sayin.. 

TU fejsbook  lodowiska, nie SOR’u

3. Opera.

No dobra. Wyjście do opery raczej trzeba zaplanować. Ale fajnie by było wyjść w wielkim stylu. Wystoić się, włożyć diamentową kolię… kumacie klimat!

4. Masaż we dwoje.
Oszczędzę Wam zdjęcia. 
I powiem, że trochę mnie śmieszy wizja trzymania się za rączkę leżąc na sąsiadujących łóżkach do masażu i zupełnie nie kręci mnie butelka szampana, którą serwują, czy płatki róż na podłodze. Ale sama wizja masażu jest dla mnie atrakcyjna ZAWSZE. A jeśli po fakcie obojgu nam miały by przejść nasze starcze boleści?! Zdecydowanie opcja warta rozważenia. 
Choć dla mnie chyba jednak zbyt żenująca.

5. Spacer po mieście.

żródło zdjęcia

Gdańsk wieczorową porą jest piękny. Zwłaszcza nad Motławą, albo na Mariackiej. Nawet Długa wygląda pięknie po zmroku. Po drodze można wstąpić gdzieś na drinka (na dobry sen), na przykład TU i póki nie zadzwoni telefon cieszyć się wieczorem we dwoje. No i spacer jest za darmo (nie licząc drinka) 🙂

Miłych randek!

Zostaw komentarz

Navigate