wielce krępująca prawdziwa historia

 
Poczęstuję Was historią z zeszłego tygodnia. Wcale nie odgrzewana, a w mojej pamieci nadal żywa. Trochę mi wstyd, ale niech stracę, bo idealnie obrazuje ona naszą sytuację życiową w minionym tygodniu. A był to tydzień wyjęty z życiorysu. Taki o którym dobrze pamietać, kiedy nachodzi nas chęć pomarudzić w czasach dobrobytu.
Dzieci zdrowe? Czyli NIE MASZ na co narzekać. Zapamiętaj!

Stoję w kolejce w Lidlu. Na szybko wyskoczyłam.
Przede mną jeden pan w kolejce i  ktoś tam przed nim. Stoję, czekam.
Pan się coś dziwnie ogląda, zerka na mnie co chwila. Szuka czegoś. Nie, nie szuka, węszy jakby.
Że co? Węszę i ja. Nic nie czuję.
Patrzę na panią na kasie. Pani chowa nos pod firmowym polarem, próbując tam odświeżyć swoją prywatną atmosferę.
Coś im ewidentnie śmierdzi. Czemu ja tego nie czuję? Dobra, węszę raz jeszcze. Tym razem dyskretnie uwzględniam również własną osobę. A nuż… I w tym momencie dociera do mnie oczywista prawda. Rzygi… Eau de Wymiot
Szybka retrospekcja.
Niespełna godzinę wcześniej stałam z Alą w kuchni, próbując ją nakarmić makaronem, kiedy puściła na mnie pawia o sile Niagary. Ala była ostatnią zainfekowaną. Wirus obleciał całą naszą czwórkę. Cały tydzień ścieraliśmy wymiociny z podłóg, ścian i praliśmy, praliśmy, praliśmy ubranka, pościele, ręczniki. Braliśmy to na zimno. Więc kiedy oberwałam wtedy w kuchni, zmieniłam tylko ciuchy, odkładając prysznic na później i pobiegłam kupić co trzeba, żeby choć na chwilę odetchnąć świeżym powietrzem. Odetchnęłąm i przy okazji najadłam się wstydu.
Zapłaciłam za moje bułki z miną pokerzysty, zebrałam zakupy i resztkę godności i uciekłam na świeże powietrze szybciej niż zdąrzysz powiedzieć „niedobrze mi”. Taka anegdotka.
Wstyd mi. Ale pamiętaj, że jeśli spotkałeś się z podobnym zjawiskiem, to, co na pierwszy rzut oka może trącić patologią, zawyczaj jest poprostu matką polką na dyżurze…

2 komentarze

Zostaw komentarz

Navigate