pierwsze dni w przedszkolu

Moje starsze dziecko w ciągu ostatnich kilku tygodni urosło o jakiś rok. Serio. Buty, które kupiliśmy wiosną są za na nią małe. Rajstopki za małe, sukienki przykrótkie… Ale dobra dzieci latem rosną bardziej. D3 czy co tam jeszcze. Ale to nie koniec zmian. Bo i gada tak sensownie, składnie i wyraźnie, jak nigdy. Nauczyli ją w przedszkolu, że dobranoc to good night, a cześć to hello. A jeszcze rok temu nie gadała prawie nic (pamiętacie ten wpis?). Je kanapki z jajkiem i zupę mleczną (ZUPĘ MLECZNĄ! ja pierniczę).
No i coś, czego nadal nie ogarniam rozumem – sama zasypia. Bez bajki, przytulasków i marudzenia. Przebiera się, myje ząbki, stwierdza, że jest „męciona”, gasi światło i zasypia. Aż dziwnie. Przez cztery lata z górką na to czekałam, a teraz uświadomiłam sobie, że to przecież był jedyny czas, który miałyśmy tylko dla siebie w ciągu dnia i nagle okazało się, że potrzebny tylko mi. Chlip. 

Dotarło do mnie, że skończył się słodki czas, w którym to my wychowywaliśmy naszą córeczkę. Teraz kto inny nauczy ją pisać, czytać i jeść twarożek. Ktoś mi uświadomi, że powinnam zwrócić uwagę na to, czy tamto. Nie będę miała już wyłączności na prawdę i nieomylność. Zaliczyliśmy pierwsze zebranie rodziców. To trochę jak odebrać pierwszy dowód. Nic już nie będzie takie samo.

Wrzucam zdjęcia dzieci na piachu, bo wierzę, że lato się jeszcze nie skończyło. Dziś na kolację był arbuz!

1 Comment

  1. Dzieci tak szybko rosną. Widziałam to do tej pory tylko patrząc na córeczki znajomych, a teraz, niedługo, może za kilka dni sama będą mamą i będę obserwowała jak Olivier się zmienia, jak rośnie, jak czas przelatuje mi między palcami.

    Uśmiechnęłam się na myśl o zupie mlecznej…dziękuję 🙂

Zostaw komentarz

Navigate